Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia Maszewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia Maszewska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2011

Maszewo na Pomorzu dzisiaj


Dzień Wigilijny sprzyja refleksjom o potrzebie rozwijania więzi międzyludzkich, komunikowania się, wzajemnej akceptacji i tolerancji między nie tylko bliskimi, ale między ludźmi w ogóle. Przychylność wobec “nieznanego”, gotowość jego poznania i zrozumienia doskonale manifestuje w polskiej tradycji dodatkowy, pusty talerz na stole wigilijnym. 

Życzmy więc Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim Maszewianom, znanym i nieznanym, kiedykolwiek się tutaj urodzili i gdziekolwiek teraz są na świecie. Wszyscy oni noszą część tradycji i kultury, którą wynieśli z tego samego miasta, ale w różnym czasie, w różnych epokach. Pielegnujmy wartości własnej kultury, ale i traktujmy z godnością i szacunkiem dorobek i tradycje tych, którzy tu byli przed nami.

Jeden z naszych wielkich poetów, tak wyraził się o potrzebie dbania o świadomość historyczną. "Wiedz, że to przez tradycję wyróżniony jest majestat człowieka od zwierząt polnych, a ten, co od sumienia historii się oderwał, dziczeje na wyspie oddalonej i powoli w zwierzę zamienia się". (Cyprian Norwid: "Garstka piasku", 1859). Doceniając znajomość tradycji w dorobku kulturalnym człowieka nasz wieszcz daleki był od statycznych, konser- watywnych poglądów, krytycznie odnosząc się do bezrefleksyjnego, zacofanego, "nieoświeconego konserwatyzmu". Przykładem niech będzie spopularyzowany muzyką Czesława Niemena wiersz "Bema pamięci żałobny rapsod" (1851), który poeta o katolickim wyznaniu poświęcił polskiemu patriocie - muzumałninowi u schyłku życia, Józefowi Bemowi. Autoportret poety z 1845 roku.

Tradycja dotyczy społeczności i ich miejsca życia - "odkładania się" ich tradycji i historii.  Małe Maszewo jest jednym z takich miejsc. Poniższa reprodukcja jest zmodyfikowaną, świąteczną wersją fragmentu kartki pocztowej z końca XIX wieku, z nieistniejącymi już w tym  miejscu (widok od strony ul. Stargardzkiej) domami ryglowymi, które dominowały w mieście przez całe wieki. O domach w tej konstrukcji wspominam w artykule "Szpital i kaplica św. Jerzego".


Poznawanie historii Maszewa pomaga nie tylko w budowaniu tożsamości lokalnej wśród obecnych Maszewian, ale sprzyja także głębszemu przez nas rozumieniu prawa starych Maszewian, którzy tutaj mieszkali przed 1945 rokiem, do podobnych, ciepłych uczuć do ich miasta Massow in Pommern.

Pozwalam więc sobie zadedykować serię zdjęć z dzisiejszego Maszewa przede wszystkim tym, którzy tutaj mieszkali przed nami, tu chodzili do szkoły i tutaj spędzili swoje młode lata. To jest ich mała ojczyzna, tak jak dla naszych rodziców i dziadków były strony rodzinne w innych częściach Polski. Dawnymi mieszkańcami Maszewa są między innymi pani Johanna Kühnemuth, pani Christine Griebenow i pan Georg Peinemann, którym szczególnie dziękuję za życzliwe dzielenie się informacjami z historii miasta i swoimi wspomnieniami.


                                  
Dwadzieścia cztery zdjęcia nawiązują do tak zwanego kalendarza adwentowego, bardzo popularnego w tradycji niemieckiej. Zaczyna się on 1 grudnia i trwa do Wigilii, a każdy odliczany dzień zaznaczony jest w kalendarzu w jakiś szczególny sposób.

Maszewo "dzisiaj" także zmienia się. Najważniejsze zabytki są pod aktywną opieką regionu i gminy. Inna część historycznego dziedzictwa miasta, bez względu na to czy widnieje w rejestrze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków czy nie, ulega degradacji (jak na przykład dom z wieżą przy ul. Głowackiego 5) lub całkowitemu zniszczeniu, jak swego czasu najwyższy na Pomorzu most kolejowy.

Ostatnie zdjęcie w serii 24 migawek z Maszewa to dom przy ul. Jedności Narodowej 20, jeden z dziesięciu oficjalnych zabytków miasta. Do początku lat 1970-tych na jego fasadzie od strony ul. 22-go Lipca widniał w języku niemieckim następujący napis (w wolnym tłumaczeniu): 

Beztrosko przebijać się przez świat,
Zawsze do przodu, nigdy wstecz.
Dla wolności wszystkim ryzykować rad,
Każdemu przynosić zdrowia i szczęścia rzecz.

Przez wiele lat po wojnie nie budził on zainteresowania władz, ale w latach 1960-tych (być może po sławnym liście biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku, który władzom bardzo się nie spodobał), ta uniwersalna sentencja, napisana w tradycjach literatury okresu romantyzmu, była kilkakrotnie zamalowywana. Bezskutecznie zresztą, bo słaba farba łuszczyła się szybko i odpadała, ponownie uwidaczniając napis. Na początku lat 1970-tych władze zdecydowały się  na jego ostateczne usunięcie, poprzez skucie tynku w tej części fasady i położenie nowego.  

Odnotowuję ten fakt z kronikarskiej powinności, bowiem napis był częścią oryginalnej elewacji tego zabytkowego budynku. Na zakończenie, zainspirowani maksymą z fasady maszewskiego domu, przytoczmy życzenia noworoczne, które Johann Wolfgang Goethe (1749-1832) sformułował w ten sposób (w wolnym przekładzie):

niedziela, 11 września 2011

Jeszcze o rodzinie Fick


Kiedy w poprzednim artykule "Obietnica Angeliki" publikowałem ostatni znany mi ślad rodziny Fick z Maszewa, jakim była pocztówka z motelem "Gasthaus zum Bahnhof" nie spodziewałem się, że będzie można do tej historii coś jeszcze dodać. A jednak! Dzięki niewiarygodnym możliwościom nie tradycyjnej, sklepowej ale internetowej witryny, oglądać ją może nie tyle przechodzień z konkretnej ulicy konkretnego miasta, ile każdy w Polsce i poza nią, kto ma komputer i chce się czegoś dowiedzieć na interesujący go temat. 

W ten oto sposób, rodzina państwa Fick z Niemiec, która natknęła się w internecie na wspomniany artykuł, zechciała się życzliwie podzielić z sympatykami historii Maszewa dalszymi ciekawymi wiadomościami o swojej rodzinie i o naszym mieście. Za to im tutaj bardzo dziękuję.


Dzisiaj możemy zidentyfikować niektóre z osób uwiecznionych na powyższym zbliżeniu pocztówki, opublikowanej w poprzednim artykule. Pocztówka wysłana została 8 stycznia 1923, ale - biorąc pod uwagę wiek wymienionej tutaj trójki dzieci, zdjęcie musiało zostać wykonane wiele lat wcześniej, według mnie około 1912 roku. 

Od prawej strony stoją: żona właściciela motelu Anna Fick (1872-1960), z domu Wittke, urodzona w Friedenshof. Było to gospodarstwo, które dziś nie ma polskiej nazwy, przy starej drodze z Maszewa do Nowogardu, na południowym skraju Jeziora Długiego, zaznaczone na poniższej mapie (Preussische Landesaufnahme 1892, aktualizacje 1929 i 1948). 


Przy matce stoi chłopiec, Karl Fick (1905-1984), urodzony w Maszewie i zmarły w Niemczech, tak jak i dalsze wymienione osoby; dalej, z rękami podpartymi na biodrach, Erich Fick (1895-1950); kolejno trzy osoby nieznane; przy progu drzwi, po prawej stronie stoi Emil Fick (1868-1946), właściciel motelu; Elsa Fick (1898-1989), później po mężu Kühnemuth; Hertha Fick (1901-1973), po zamążpójściu Schreiber; Anna Kroll (służąca); dalej trzy osoby nieznane. Ze szczątków zachowanych dokumentów odnotujmy jeszcze, że pewna Hanna Luise Fick poślubiła w Maszewie około 1884 roku Christiana Friedricha Augusta Kamratha.

A oto poniżej, jakimś cudem ocalały zabytek z gospody Ficków, jakim jest zdobyty przez Piotra Teofilewskiego, nieocenionego maszewskiego muzealnika, drewniany półkowieszak na ręczniki kuchenne (w zbiorach Społecznego Muzeum Energetyki w Maszewie). Nad haczykami widnieją porcelanowe plakietki z rodzajami ręczników, jakie winny być tam powieszone, w zależności od ich przeznaczenia: ręcznik do rąk (Handtuch),  ręcznik do noży (Messertuch),  ręcznik do szklanek (Gläsertuch),  ręcznik do talerzy (Tellertuch), ścierka (Wischtuch).


Dla porządku wypada wspomnieć jeszcze o rodzinach Fick spoza Maszewa. W Sokolnikach (Falkenberg) urodziła się w 1728 roku Anna Maria Fick, która w 1751 roku wyszłą za mąż za Michaela Kamratha, urodzonego w Sokolnikach w 1720 roku. W 1776 roku Christian Ludwig Fick popoślubił w Jenikowie (Hochen Schönau) Dorothee Sophie Klünder. W niedalekim Redle (Pflugrade), w 1772 roku zmarła Marie Elisabeth Luise Fick, której mężem był rolnik Christian Umland, zmarły w 1794 roku. Tam także, w 1836 roku, urodził się Friedrich Wilhelm Fick. W Redle, w 1863 roku, kiedy był już rolnikiem w pobliskiej wsi Sąpolnica (Zampelhagen), wziął ślub z Emilie Albertine Brummund (urodzona w Redle w 1842). Urodzony w 1892 roku w niedalekim Korytowie (Walsleben) Max Otto Hermann Fick, poległ w 1916 roku, we Francji, w I wojnie światowej.

Rodzina Fick, nie wiadomo jak dalego spokrewniona z Fickami z ziemi maszewskiej, wymieniana jest jako właściciele dawnego pałacu rodu szlacheckiego von Bonin w Górze (Bergen) koło Białogardu, w latach 1837-1862. Oto stara fotografia tego nieistniejącego już zabytku (źródło: Zamki, pałace, dworki).


Emil Fick oraz Richard Fick - ojciec Angeliki, mieli prawdopodobnie wspólnego dziadka, którym był Michael Fick (1801-1871). Emil i Anna Fick pobrali się w maszewskim kościele w 1894 roku. Po ślubie wybudowali dom przy Gollnowerstrasse 22 (prawa część obecnego domu), który po doprowadzeniu do Maszewa linii kolejowej w 1903 roku rozbudowali o lewą część z pokojami hotelowymi. W ogrodzie za domem powstał sad ze 110 drzewami owocowymi. Najstarszy syn Erich, interesujący się małokalibrowym strzelaniem sportowym, zbudował za ogrodem 50-metrową strzelnicę, z której korzystali członkowie "Massower Kleinkaliber-Schützverein". 

Oto ogłoszenie gazetowe gościńca "Zum Bahnhof" (Do Dworca) z 1925 roku.


Ojciec Emil Fick posiadał w zarządzie stację benzynową firmy Aral - Hugo Stinnes GmbH, która usytuowana przed motelem. W owych czasach stacje benzynowe często nie miały jeszcze pawilonu, a jedynie dystrybutory przy krawężniku drogi i zbiornik podziemny.

Przed II wojną światową było w Maszewie sześć stacji benzynowych, w tym cztery na ul. Jedności Narodowej (Gollnower Strasse): oprócz tej u Emila Ficka, trzy dalsze stały na rogu z ul. Leśną (Waldstrasse) - Shell-Käding, na rogu z ul. 22 Lipca (Baustrasse) - BP-Bülke, i na na rogu z ul. Świerczewskiego (Daarzer Strasse) - Esso-Tapper, a także - jak dzisiaj stacja Orlenu, przy ul. Stargardzkiej (Stargarder Strasse) - Shell-Käding-Wiese. Oto zdjęcie tej ostatniej (źródło: Massower Anzeiger).


Młodzież, której wówczas imponował zawód marynarza, rozszyfrowywała nazwę BP jako "Blauer Peter", czy niebieski Piotrek - od flagi "P" w żeglarskim kodzie sygnałowym, a także od koloru benzyny. Benzyna niebieska (niskooktanowa) stosowana była w starszych silnikach o niskim stopniu sprężania.

Stacja Emila Ficka należała do sieci, którą na początku lat 1920-tych założył na całym Pomorzu znany niemiecki przemysłowiec Hugo Stinnes (1870-1924). Kontynuował on  z sukcesem tradycje rodzinne także w przemyśle węglowym (jego dziadek Mathias Stinnes zbudował w Bochum w 1841 pierwszą głębinową kopalnię węgla, od której rozpoczęło się tworzyć "serce" niemieckiego przemysłu - Zagłębie Ruhry), ale również energetycznym oraz w transporcie morskim i rzecznym. Oto fragment wydanego w 1937 roku przewodnika po stacjach benzynowych Pomorza firmy Hugo Stinnes, w której widnieje także maszewska stacja prowadzona przez Emila Ficka.

 

Ciekawostką jest fakt, ze córka tego przedsiębiorcy, Clärenore Stinnes (1901-1990), była pierwszą osobą na świecie która  w latach 1927-1929 (już po śmierci ojca), wraz z dziennikarzem ze Szwecji, objechała samochodem kulę ziemską. Oto jej zdjęcie z samochodem na zamarzniętym Jeziorze Bajkał, tuż przed przejazdem przez jezioro. 


Hugo Stinnes sfinansował budowę pod Berlinem w 1921 pierwszego w Europie toru wyścigowego dla samochodów. Pozwoliło to niemieckiemu przemysłowi samochodowemu testować swoje pojazdy a także, w oparciu o zdobyte przy budowie toru doświadczenia,  rozpocząć budowę pierwszych w Europie autostrad. Dla Maszewian interesujacy jest fakt, że Hugo Stinnes był jednym ze współinwestorów elektrowni "Provinzial-Kraftwerk Massow GmbH". O tej największej w historii Maszewa firmie warto napisać osobny post. Oto na poniższej ilustracji stacji Aral-Stinnes w Szczecinie - Turzynie.

 

Wracajmy do rodziny Fick. Zdolności do interesów Emila Ficka podpowiedziały mu, że w związku ze spodziewaną obsługą przez maszewską kolej wywozu płodów rolnych niezbędna byłaby  waga dla furmanek i ich towarów. Taka wagę zbudował on w pobliżu swojego domu, z jego prawej strony. Korzystali z niej głównie handlarze, którzy skupowali ziemniaki od rolników z okolicznych wsi. Rolnicy korzystali z pośredników, bowiem w jesiennym okresie zbiorów nie mieli czasu na wystawanie w kolejkach przed stacją kolejową. 

Tutaj mała dygresja. Z lat 1960-tych i 70-tych  pamiętam wzburzenie rolników, którzy musieli fatygować się sami do takich kilkusetmetrowych kolejek, kiedy w tym czasie piliła ich robota w polu, bowiem państwo "nie miało głowy" do handlu, a prywatny handlarz był wrogiem publicznym naszej gospodarki socjalistycznej. Słowo handlarz (sugerujące niestosowność bądź nawet nielegalność zawodu) do dzisiaj ma w języku polskim nieracjonalne, pejoratywne znaczenie, zastąpione obecnie przez "handlowiec", chociaż słowo malarz, podobnie powstałe jak handlarz, nie musiano zmieniać na "malowiec", bowiem ten zawód miał szczęście być uznanym za "przyzwoity". Oto jej zdjęcie pochodzące z 1978 roku, które wskazuje że jeszcze wówczas waga była użytkowana.


W czasach, kiedy Polska korzysta z tych samych praw ekonomicznych, które pozwoliły krajom nie tylko zachodniej Europy, ale także innym, będącym  niedawno jeszcze w "trzecim świecie" na szybki postęp gospodarczy (który z zasady musi być szybszy niż społeczny, żeby "było co dzielić") oraz technologiczny warto zatrzymać w pamięci czasy mniej i bardziej odległe po to, aby umieć patrzeć na drogę, którą podążamy (i cele, jakie wybieramy), w dłuższej perspektywie. Szacunek do historii, dbanie o dorobek kultury materialnej, jaki dziedziczymy w miejscach naszego zamieszkania, w "naszych stronach", jest moim zdaniem niezbędny, jeżeli chcemy, aby nasze indywidualne sukcesy życiowe były częścią sukcesu regionu, w którym żyjemy. Oto przykład tego ze średniowiecza pochodzącego wynalazku, z których niektóre są we Francji uznawane za część dziedzictwa narodowego.


Jeżeli dzisiaj korzystamy z dobrodziejstwa (i z negatywnych stron) na przykład mikrofalówki, to warto wiedzieć, że już babcie i prababcie korzystały z wymyślonej pod koniec XIX wieku "mikrofalówki", która wyglądała jak ta na poniższym zdjęciu. Przedstawia ona tak zwany "Grudeofen" albo "Grudeherd", używany w rodzinie państwa Fick, a którego zdjęcie zostało wykonane na tyłach ich byłej posesji w 1978 roku (za zgodą ówczesnego lokatora).


Nie znam polskiej nazwy tego urządzenia, ale nie znalazłem jednoznacznego jego określenia także w języku angielskim lub francuskim. Wydaje mi się, że jest ono charakterystyczne dla Niemiec, gdzie zostało po raz pierwszy opatentowane. Jest to piec z blachy ocynkowanej lub emaliowanej, wyposażony w szuflady, w których tli się opał (miał węglowy, węgiel drzewny, torf), a nad nimi są półki na których stawia się jedzenie do podgrzania. Było to urządzenie bardzo praktyczne aż do połowy XX wieku, kiedy rozpowszechniły się szybkie w działaniu kuchenki elektryczne i gazowe. Ten, nazwijmy go piec kuchenny, raz podgrzany pozwalał podgrzewać potrawy lub utrzymywać je w cieple  przez 24 godziny, przy minimalnej obsłudze i tanich kosztach eksploatacji. Jego zaletą była także możliwość gotowania na parze warzyw i potraw wegetariańskich. Co stało się z tą kuchenką, nie wiem. Jeżeli nie została zniszczona to warto, aby aktualny właściciel docenił ten ciekawy zabytek.

piątek, 17 czerwca 2011

Obietnica Angeliki


Dwa lata temu, 17 czerwca 2009 roku, w Toronto, w jednym z największych w Ameryce muzeów sztuki, Art Gallery of Ontario, odbyło się jednoaktowe przedstawienie w pięciu odsłonach, zatytułowane „Angelika’s Promise”. Jego bohaterką była Angelika Hoerle (1899-1923), niemiecka artystka tworząca w bulwersującym w jej czasach stylu dadaizmu. Ten ruch artystyczny kontestował dotychczasowe formy wyrazu i hipokryzję tradycyjnych środowisk artystycznych, prowokując swoją "antysztuką". Po części angażował się także politycznie jako ruch antywojenny, krytykując zdyskredytowane doprowadzeniem do wojny elity wielkiego kapitału. I wojna światowa była pierwszym masowym konfliktem zbrojnym, który pokazał okrucieństwa, jakich dopuściły się upadające cywilizacje zachodnie. Chociaż trwał tylko dwie dekady lat międzywojennych, stał się główną inspiracją dla powstania nowego, płodnego w sztuce nowoczesnej nurtu surrealizmu

Autorką przedstawienia jest kanadyjska pisarka i historyk sztuki, o dalekich, maszewskich korzeniach, pani Angie Littlefield, której zawdzięczam większość informacji i dokumentów zawartych w tym artykule. Treścią monologu były ostatnie tygodnie życia Angeliki, która zmarła na gruźlicę w Kolonii w 1923 roku. Miasto to, w którym urodziła się i tworzyła Angelika Hoerle, stało się po I wojnie światowej jednym z europejskich centrów dadaizmu, w którym w następnych latach liderem stał się Max Ernst, rówieśnik Angeliki. W mieszkaniu Angeliki i jej męża mieściło się wydawnictwo Schloemilch, które wydało serię prac Maxa Ernsta „Fiat modes – pereat ars”. Oto trzy grafiki Angeliki Hoerle, będące w 2009 roku częścią wystawy w galerii sztuki w Toronto, zatytułowanej „Angelika Hoerle – kometa kolońskiego dadaizmu”. Noszą one kolejno tytuły: „Kobieta na koniu” (rysunek), „Jeszcze żyję” (akwarela), „Jeszcze żyję” (linoryt).

 
Galeria  w Toronto jest depozytariuszem zawierającej ponad 200 dzieł sztuki Kolekcji Fick-Eggert, jakie zachowały się po wojnie, w tym autorstwa Angeliki Hoerle, jej męża Heinricha Hoerle i jej brata Willy’ego Ficka. Wszyscy ci artyści, a także  m.in. Anton Räderscheidt i jego żona Marta Hegemann, należeli do grupy zwanej „stupid” („głupi”), po śmierci Angeliki zwanej “Gruppe Progressiver Künstler”, z którą związany był m.in. także polski malarz i poeta Stanisław Kubicki z żoną Małgorzatą. W szerokim nurcie modernizmu, w którym tworzyła Angelika Hoerle, należała także twórczość malarki ekspresjonistycznej Martel Schwichtenberg, o której wspominam w artykule "Pomeranos - spadkobiercy kultury pomorskiej". 

Na marginesie, w obrębie modernizmu działali artyści, pretensjonalnie nazywający siebie awangardą, tworzący wynaturzone "dzieła", nie mające nic wspólnego z naturalnym pięknem (pięknem dzieła lub pięknem jego przesłania), których jedynym celem była prowokacja i prowadzenie artyzmu na manowce. 

Oto taki okaz, z wymyślonego gatunku ready made, czyli "przedmiotu stanowiącego dzieło sztuki ..., który został utworzony z przedmiotu codziennego użytku" (za Wikipedią). Jest to po prostu pisuar. Na pomysł, aby go wstawić do galerii sztuki, wpadł Marcel Duchamp, którego jedynym "wkładem artystycznym" (w tym przypadku, niezależnie od innej jego twórczości) było nazwanie go Fontanną. I od tamtego okresu tego rodzaju oszukańcza, antykulturowa produkcja zawładneła "sztuką nowoczesną", w zasadniczej części robiąca wodę z mózgu "koneserom sztuki", tym zawodowym i tym amatorom - snobom. To serwowane masom oszustwo potwierdził awangardowy fotograf Alfred Stieglitz, deklarując: "Termin PRAWDA wkradł się [do sztuki], ale każdy może go wyrzucić" (The term TRUTH did creep in but it may be kicked out by any one), vide: Dorothy Norman (1973). Alfred Stieglitz: An American Seer. NY: Random House, ss. 142, 225. 

Jak odklejona od rzeczywistości, życia i sztuki była i jest awangarda w sztuce, niech zaświadczy poniższy cytat z recenzji innego dzieła, którym jest inna fotografia ... powyższego pisuaru, wykonana przez Alfreda Stieglitza. Oto zachwyt nad tym zdjęciem (pomijamy je tutaj), jaki w Materiałach LV ogólnopolskiej sesji naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa, 17-18 listopada 2006, opublikowała specjalistka, wyjaśniająca nam "wartość" tego dzieła, prof. Maria Poprzęcka:

"Przedmiotem estetyzująco-asocjacyjnych zabiegow była też w swych początkach Fontanna. Wysmakowana fotografia Alfreda Stieglitza, reprodukowana w „The Blind Man”, ukazująca urynał, ... z podkreślającym jego kształt cieniem, kładącym się miękko we wnętrzu porcelanowego basenu, wywoływała antropomorfizujące i sakralizujące skojarzenia".

No tak, "wysmakowana fotografia urynału". Jeżeli takich mamy "ekspertów" - profesorów od sztuki, jak profesorów od klimatu, profesorów od pandemii i ekonomii, to czekają nas wszystkich ciężkie czasy.

Znaczącą część dzieł Angeliki Hoerle uratowała przypadkiem Angie Littlefield, kiedy w 1967 roku odwiedziła swojego wujka Willy’ego Ficka w Kolonii i tam odkryła je w ogródkowej szopie pod zwałami rupieci. Willy Fick ukrył je tam w czasach wojennych i sam przerwał twórczość, obawiając się represji ze strony państwa. W tamtych czasach wielu ekscentrycznych artystów uznanych zostało w Niemczech jako zdegenerowanych. Oto wybrane trzy grafiki Willy'ego Ficka, zatytułowane kolejno: „Bokser”, „Drzewo z balonami”, „Mówca”.


Talenty  artystyczne Angeliki i Willy’ego zrodziły się w rodzinie stolarza i mieszczanki. Ojcem ich był Richard August Michael Fick, urodzony 7.02.1861 roku w Maszewie. Richard, który sam utracił ojca jako 10-letni chłopak, w 1878 roku zaczął w Sokolnikach przyuczać się do zawodu stolarza.  Przez kolejne sześć lat terminował m.in. w Maszewie, w Szczecinie, w Dibbersen pod Hamburgiem, w Poczdamie, aby w maju 1884 uzyskać dyplom mistrza. Dzięki uprzejmości pani Angie Littlefield, załączam poniżej kopię opinii wystawionej przez warsztat w Poczdamie z okresu terminowania w nim przez Richarda (1881-1883).


W tym czasie jego matka, Maria Amalia Fick, urodzona w Löcknitz koło Szczecina 26 marca 1837, wyemigrowała już z Maszewa do Rich Hill, Missouri w USA. Tam ponownie wyszła za mąż i przyjęła nazwisko Marie Emelie Rentzman. Zmarła tam 12 marca 1923 roku, w tym samym roku, jak pół roku później, jej wnuczka Angelika Hoerle w Kolonii. Oto jej tablica nagrobna na cmentarzu w Rich Hill.


Siostra Richarda, Wilhelmine Amalie Ulrike (ur. 7.01.1866), wyszła w Maszewie za mąż, a jego brat Wilhelm Ferdinand Albert (ur. 17.09.1862) wyjechał w poszukiwaniu lepszego życia do nadreńskiej Kolonii.  W Maszewie dorastała jego najmłodsza siostra Emilie Auguste Marie (ur. 9.04.1868). Richard postanowił dołączyć do brata Wilhelma w Kolonii, gdzie perspektywy życiowe rysowały się bardziej obiecująco, niż w Maszewie. 

W Kolonii Richard szybko znalazł pracę, a 9.02.1889 roku ożenił się z Anną Marią Kraft, córką wysokiego funkcjonariusza na kolei. Na ślub przybyli z Maszewa wujek Richarda, August Wilhelm Levin, a także jego siostra Wilhelmine.  Z małżeństwa Richarda i Anny Ficków zrodziło się czworo dzieci: Maria Amalie (1890-1939), prababka Angie Littlefield, Richard junior (1891-1932), Wilhelm Peter Hubert (1893-1967), czyli Willy i Angelika Margaretha (1899-1923). 

Oto rodzinna fotografia trzech z tych rodzeństwa, już w dojrzałym wieku, wykonana pod koniec lat 1920-tych, w studio fotograficznym August Kaegbein w Stargardzie. Od lewej Richard junior, Maria Amalie, po mężu Moerke oraz Wilhelm, który w Ameryce przyjął nazwisko Wiek lub Wick. Atelier tego fotografa i wydawcy widokówek mieściło się przy Rynku Staromiejskim 6 (Markt 6).


Angelika poznała swojego przyszłego męża, Heinricha Hoerle, w 1917 roku. Tak jak ona, o dużej wrażliwości artystycznej, był on jednak zdaniem ojca Richarda i rodzeństwa Angeliki, lekkoduchem, nie zasługującym na jej względy.  Ślub odbył się latem 1919 roku, wbrew rodzinie Angeliki.  Kiedy w połowie 1922 roku Angelika zachorowała na gruźlicę, mąż ją opuścił. Do końca jej krótkiego życia opiekował się nią brat Willy, rodzice oraz najbliżsi przyjaciele, Anton Räderscheidt i jego żona Marta Hegemann. Angelika zmarła 9 września 1923 roku, w obecności swojego brata Willy’ego. Oto zdjęcie Angeliki, Willy'ego i ich ojca Richarda z około 1917 roku. Proszę zwrócić uwagę, jak w tamtych czasach panowie przywiązywali wagę do swojego stroju (samo słowo "strój" w odniesieniu do ubioru męskiego brzmi już dzisiaj, a szkoda, cokolwiek staroświecko).


Tak oto dobiegliśmy niemal do końca tej krótkiej rodzinnej sagi, która początek swój miała w Maszewie, a może w Sokolnikach. Wróćmy ponownie do maszewskiej rodziny Ficków. Mówiliśmy wyżej o rodzeństwie i dzieciach Richarda Ficka. 

Sięgnijmy jeszcze do jego przodków. Ojcem jego był Wilhelm Carl August Fick (1833-1871), który zajmował się w Maszewie handlem bydłem. Ożenił się on w 1859 roku z Maria Amalie Levin, córką stargardzkiego mieszczanina, Friedricha Wilhelma Levina (1788-1872).

Levinowie mieli żydowskie pochodzenie, ale jak wielu Żydów w tamtych czasach, kiedy rodził się już nacjonalizm niemiecki, przyjmowało wyznanie chrześcijańskie. Ślub więc miał miejsce w maszewskim kościele 29 grudnia 1859. Nie znamy powodu, dlaczego Maria Amalia - matka Richarda, Wilhelminy, Wilhelma i Emilii, w latach 1880-tych rozstała się z mężem i dziećmi i wyemigrowała do USA. Być może powróciła w USA do wiary jej żydowskich przodków. Oto jej zdjęcie, wykonane już u schyłku życia. 

W ślady za Marią Amalie poszedł jej brat August Wilhelm Levin, który ożenił się z maszewianką Wilhelminą Friederiką Haese, z która miał później czworo dzieci. Kiedy umarł Richardowi ojciec (w tym samym roku co dziadek), a matka pozostawiła czwórkę młodych dzieci i wyjechała do Ameryki, rodzina jej brata Augusta Levina stała się dla nich faktycznym domem rodzinnym.  

Rodzicami Wilhelma Ficka, czyli dziadkami Richarda, był Michael Fick (1801 -1871) oraz Marie Luise Charlotte Haese z Maszewa, której daty życia nie są mi znane. Michael Fick urodził się w Sokolnikach (Falkenberg), a ożenił się w 1827 roku w Maszewie z panną Haese, której rodzina prowadziła miejscowy hotel. W Sokolnikach na roli pozostał jego brat, Christian Friedrich Fick (1810-1881). W ten oto sposób jeden z synów Michaela Ficka, a wujek Richarda, przejął interes hotelowy, który Fickowie prowadzili aż do II wojny światowej. Ich ostatnim hotelem, a właściwie zajazdem, był „Gasthaus zum Bahnhof” przy Gollnowerstrasse (Jedności Narodowej) 22, który prezentowany jest na poniższej kartce pocztowej z 1915 roku (źródło: ebay.de, oferujący do sprzedaży: turbooma48).


Fickowie byli więc starym rodem na ziemi maszewskiej, zamieszkującym Sokolniki, Maszewo, a także inne miejscowości na Pomorzu. Chociaż nazwisko Fick jest dzisiaj stosunkowo rozpowszechnione w Niemczech, językoznawcy nie podają źródeł jego niemieckiego pochodzenia. Niektórzy wskazują, że jest to zniemczona forma od słowa wiek, pisanego także w średniowieczu jako wieck, wik, wyk, vick. Słowo to ma bardzo stare pochodzenie, używane już przed ponad 5 tysiącami lat w języku proto-indo-europejskim jako weik, na oznaczenie miejsca ludzkiego zasiedlenia: osady, wioski. O tak zwanych domach wikowych wspomniałem w artykule "Szpital i kaplica św. Jerzego".

W tych odległych czasach, kiedy ludy prowadziły koczowniczy tryb życia, słowo oznaczające miejsce domostwa, osady było niemal tak ważne, jak określające członków rodziny, czy stany przyrody. To te grupy słów przetrwały w podobnym brzmieniu do dziś (czy to w języku sanskryt, angielskim, niemieckim, czy polskim itd.), przeniesione z rozpadającego się przez następne tysiące lat tego wspólnego pierwotnego języka na grupy językowe i poszczególne języki.  W jednym z najstarszych dialektów tego prastarego języka, w tzw. PII, używanym w południowej Azji, było to słowo vic, w języku awestyjskim (stary perski sprzed 4 tysięcy lat) vis, w języku sanskryt (język z Indii sprzed 3,5 tysiąca lat) vish, w łacińskim języku Rzymian vicus (jako tymczasowa osada), przez Wikingów jako vik, oznaczające spokojną zatokę, przystań. 

Interesującym jest, że Indianie z terenów wokół ujścia rzeki Sw. Wawrzyńca (Mikmakowie, zwani przez Wikingów Skrælings), na określenie domu używali  słowa wikwam (zangielszczone przez białych na wigwam), co dosłownie oznaczało "ich dom". Kogo ich? Czyżby słowo wik zapożyczyli od Wikingów, którzy w X-XII wieku zamieszkiwali pobliską Nową Fundlandię i Labrador, jakkolwiek ich "kopiaste" półziemianki nie były wigwami?  Jeszcze poza tematem tego artykułu: zrekonstruowana pierwsza osada Wikingów w Kanadzie, w Anse aux Meadows (źródło: Wikipedia).


We wczesnym średniowieczu Flamandowie słowem wyk, wijk określali część miasta, dzielnicę, a Saksonowie miejsca handlowe (historyczne nazwy Brunswik, Schleswik, Bardowik). Osiedlający tereny Słowian zachodnich Niemcy, przynoszący ze sobą język pisany, używali w dokumentach wyrazów wiek, wieck, wik, wyk – dla określenia osady słowiańskiej, w odróżnieniu od zakładanego w jej pobliżu przez siebie   miasta. W ciągu średniowiecza nazwa rozszerzyła się w języku niemieckim  na określenie przedmieścia. Chociaż słowo z czasem straciło słowiańską konotację, to na terenie Pomorza faktycznie nadal dotyczyło miejsc, w których skupiała się ludność pochodzenia słowiańskiego. U Słowian zachodnich słowo wiek z upływem wieków przeobraziło się w języku łużyckim w witz, a w polskim w wice lub wicz, jako typowe zakończenie nazwy wielu miejscowości.

Czy więc przekształcone (jak się wydaje) z wiek, wik, vick, nazwisko „Fick” mogło oznaczać kogoś, kto mieszkał w słowiańskiej osadzie? Jedno jest pewne, że nie tylko w Maszewie, ale i w Sokolnikach historycy potwierdzili lokalizację wczesnosłowiańskiego grodu, którego resztki do dziś zostały całkowicie zaorane. Interesującym jest także fakt, że Wilhelm, brat Richarda Ficka, który pierwszy wyjechał z Maszewa do Kolonii, a po ślubie Richarda wyemigrował do USA, zmienił tam nazwisko na mniej niemieckie i całkiem nieamerykańskie, Wiek.

Jeszcze słowo wyjaśniające tytuł artykułu i tytuł spektaklu napisanego i reżyserowanego przez Angie Littlefield. W przedstawieniu tym, będąca na łożu śmierci Angelika mówi do będącego przy niej brata Willy’ego: „Kochany bracie, ... jeżeli jest we wszechświecie jakakolwiek szczelina, obiecuję ci Willy, przecisnę się przez nią, ... będę żyła”. Angelika odżyła 44 lata po śmierci, kiedy jej dzieła artystyczne odkryła Angie Littlefield, córka siostrzeńca Angeliki.

wtorek, 24 maja 2011

Szpital i kaplica św. Jerzego


Historia najstarszego maszewskiego szpitala jest tak stara, jak jego obecnych murów miejskich, bowiem sięga pierwszych lat XIV wieku. Przez Maszewo, leżące na ważnych i mocno uczęszczanych szlakach, o których wspominam w artykule "Dawne drogi zatarł czas", przemieszczali się handlowcy, kurierzy, wędrujacy mnisi, pielgrzymi i ludzie bezdomni w czasach, kiedy w Europie szerzyła się epidemia śmiertelnego (wówczas nieuleczalnego) trądu. Choroba ta, choć znana od czasów antycznych, rozprzestrzeniła się na kontynencie pod koniec XIII wieku, rozwleczona wskutek wypraw krzyżowych na Bliski Wschód.

W latach 1351-54 przez Pomorze i Maszewo przeszła  epidemia innej, nieznanej dotąd choroby: dżumy, zwanej wtedy w Europie "czarną śmiercią". Przyszła do Europy z Bliskiego Wschodu, gdzie wybuchła w 1347 roku (w Aleksandrii, prawdopodobnie przywleczona z Dalekiego Wschodu), w następnym drogą morską dotarła do Marsylii, w kolejnym do Nadrenii, rok później do Saksonii, w 1350 była już w Meklemburgii, a w 1351 u progów Pomorza. Była to największa w historii Pomorza i Europy epidemia. Pochłonęła ona na Pomorzu dwie trzecie, a w skali kontynentu jedną trzecią ogółu ludności (40 milionów ze 120).

Miasto Maszewo zdecydo- wało się dość wcześnie na utworzenie poza murami miejskimi, przed Bramą Stargardzką, leprozorium - miejsca odosobnienia trędowatych, pod wezwa- niem św. Jerzego, o czym wspomina sławny Pomorza- nin, uznawany za jednego z współtwórców anatomii patalogicznej, ale także archeolog, Rudolf Virchow, w swojej pracy "Archiv für pathologische Anatomie und Physiologie", Tom 18, Berlin 1860. Towarzyszące ludziom średniowiecza zagrożenia nieuleczalnymi chorobami i poczucie zewsząd czyhajacej śmierci wyraziście oddał w serii drzeworytów zatytułowanych "Taniec śmierci" Hans Holbein Młodszy (1497-1547). Oto jeden z nich, przedstawiający kramarza wędrownego, zapewne częstego gościa na maszewskich traktach. Poniższa reprodukcja ryciny znajdującej się w zbiorach Książnicy Pomorskiej, przedstawia R. Virchowa, sławnego pomorskiego lekarza, antropologa  i archeologa.

Nadzór nad szpitalem, będącym również przytułkiem dla chorych, biednych i wędrowców, sprawowało tak zwane Bractwo Kalendowe, popularna na Pomorzu, dobroczynna organizacja religijna złożona z zamożnych mieszczan (i co ciekawe - także mieszczanek) oraz księży parafii. Powstała ona w Maszewie w roku 1303 i wówczas zapewne zbudowano na przedmieściu Urwite drewnianą (a raczej szachulcową) kaplicę i pobliski cmentarz. W dniu 5.08.1310 roku bracia von Massow (Henryk, Ludekin i Gernand, synowie Konrada von Massow, założyciela miasta), jako przedstawiciele bractwa, uzyskali dla niego przywilej organizowania trzykrotnie w roku dobroczynnych uroczystości.

W dniu 23.04.1338 roku biskup pomorski Fryderyk von Eickstedt (w latach 1329-1343) potwierdził przywileje dla "fraternitatis kalendarum" z Maszewa, których teren działania obejmował następujące parafie: Maszewo (Massowe), Poczernin (Pudernyn), Przemocze (Primhusen), Tarnowo (Rodenhaghen), Danowo (Jacopesdorp), Mosty (Specke), Burowo (Burowe), Maciejewo (Mertensdorp), Budzieszowce (Corchowenhaghen), Darż (Dertze), Parlino (Perlyn), Bielice (Wittenuelde), Łęczyca (Lentse), Storkowo (Storckowe), Małkocin (Mulkentyn), Warchlino (Wachelyn), Rożnowo (Rosenowe), Rogowo (Roghowe), Bagna (Paghencoppen) i Dębice (Magna Lens). Oto stosowny fragment tego dokumentu, opublikowany w książce "Diplomataria et scriptores historiae germanicae" Tom 3, C. Schöttgen 1760.


Nazwy miejscowości podałem w tej samej kolejności jak w powyższym dokumencie, przez co można zauważyć że niektóre z nich różnią się bardzo od współczesnych nam nazw niemieckich. Proszę zwrócić uwagę, że powyższy dokument jest dużo starszy (w niektórych przypadkach prawie o dwa wieki) od tych, w oparciu o które historycy ustalili do tej pory daty pierwszych wzmianek (lub dla niektórych nie ustalili w ogóle) dla wszystkich powyższych miejscowości, z wyjątkiem Maszewa i Przemocza. Należy więc uznać, że wszystkie one powstały dobrze przed rokiem 1338, kiedy wymieniono je jako miejscowości już posiadające własne kościoły.

Warto wspomnieć, że pierwsze znane świadectwo powstania bractwa kalendowego w Stargardzie jest późniejsze niż to z Maszewa, bowiem pochodzi z 1341 roku ("Märkische Forschungen" Tom 4, 1850). Biskup pomorski Fryderyk von Eickstedt wydał dokument o założeniu bractwa kalendowego w Stargardzie "Anno Domini MCCCXLII in crastino Circumcisionis Dominicae", czyli nazajutrz po dniu Świętego Obrzezania (Chrystusa), a zatem w dniu 3.01.1342 roku. 

Oto wykonana z brązu pieczęć Fryderyka von Eickstedta (wymiary stopy 4.5 x 3.0 cm) z postacią stojącego biskupa, z (odwróconym) napisem po obwodzie: "S Frederi EPI CAMINEN". Znaleziona w Stavreby na wyspie Lolland, obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Kopenhadze.


Biskup Nikolaus von Buck (w latach 1398-1410, wcześniej 1390-1398 biskup Chełmna) w dokumencie z 1399 roku nawiązuje do "fraternitas fratrum kalendarum opidi et territori Massow". Ten sam biskup w tymże roku poświadczył także zakup wsi Łabusz przez koszaliński zakon cysterek, przy której to transakcji obecnym był burmistrz Koszalina Nicolaus Weyer (Weiger), o którym piszę jeszcze poniżej.

Koszaliński klasztor, z 1278 roku, był piątym z kolei w obecnej, polskiej części Pomorza, założonym przez ten zakon. Wcześniej powstały: Kołbacz 1173 (mnichowie z  Kołbacza założyli w 1186 roku klasztor w Oliwie), Szczecin 1243, Marianowo 1248, Bukowo 1252). Poniżej zamieszczam zdjęcie średniowiecznego, nieistniejącego już zakątku Koszalina, założonego tak jak i Maszewo, z nadania biskupa Hermana von Gleichena (w latach 1252-1288).


Przedstawia on tak zwane domy wikowe, bardzo charakterystyczne dla Pomorza i Meklemburgii budynki mieszkalne, wbudowywane w linii murów obronnych. Początkowo stawiane były one na koronie murów, ze ścianą zewnętrzną wystającą, wiszącą poza murami w formie wykuszu, co wzmacniało możliwości obronne miasta (tak zwane domy wykuszowe). W późnym średniowieczu i w czasach nowożytnych okolice murów zasiedlane były przez biedotę miejską. Wykorzystywano wówczas wewnętrzną, a później także zewnętrzną ścianę murów obronnych, aby domurować do niej dom o taniej, bardzo starej konstrukcji ryglowej.

Tutaj mała dygresja. Domy ryglowe, z wypełnieniem szachulcowym (czyli słoma, trzcina lub wiklinowa plecionka w glinie) w Polsce zwane od "czasów pruskich" domami z "muru pruskiego" (wypełnienie konstrukcji drewnianej murem z cegieł), są w istocie współczesną formą domów "wymyślonych" przed kilkoma tysiącami lat, jeszcze w epoce neolitu, znanymi od Bliskiego Wschodu, przez starożytą Japonię, Cesarstwo Rzymskie do wczesnego średniowiecza, kiedy budownictwo te rozwinęło się w całej Europie (znane już wcześniej Celtom). Najbardziej poprawne, pomorskie określenie na konstrukcje ryglową, szachulcową czy "pruską" pozostało jeszcze w języku kaszubskim - "wiązarka". Oto pierwsze, neolityczne domy japońskie, o bardzo podobnej konstrukcji jak ówczesne domy w Europie i na Pomorzu (źródło: G. Rüdiger Kujawski - "Traditionelles Wohnhaus - Japan", 1973).


W 1468 roku burmistrz i rada miejska Maszewa zwalnia teren szpitala (Kalendshof) z wszelkich obciążeń finansowych. Być może fakt ten wpłynął sprzyjająco na ofiarowanie kaplicy murowanej przez ród Weiherów z pobliskiego Małkocina. Kaplica ta nie została jednak ufundowana przez Weiherów w formie murowanej (na miejscu dawnej, drewnianej lub szachulcowej, z przełomu XIII/XIV wieku) w 1490 roku, jak podają niektórzy historycy, ale nieco wcześniej.

Pierwszy z zachowanych, znany, związany z nią dokument pochodzi z 31.08.1490 roku, ale dotyczy  kaplicy już istniejącej. Oto jego treść: "Die ultima mensis Augusti ad presentacionam validorum Tide et Dewes fratrum condictorum Weger, ad vicariam perpetuam in Capella sancti Georrij extra muros opidi Massouwe, per obitum domini Jacobi Krummel vacantem, Laurencius Weger clericus fuit institutus et solvit iiij marcas".  Ksiądz parafii maszewskiej Wawrzyniec Weger, w obecności braci Tide i Dewes Wegerów, odnotował w nim, że z powodu śmierci wikarego Jakuba Krummela nastąpił wakat w kaplicy św. Jerzego.

Nazwisko Weger dotyczy rodu Weiherów, pisanych w różnych źródłach także jako Weiger, Weyher, Weyherr, Weyer, Weyger (chronologicznie nazwisko ewoluowało od Weger, przez Weiger, do Weiher, Weyher, Wejher). Oto zdjęcie szachulcowego szpitala i murowanej kaplicy św. Jerzego z roku 1902 (źródło: "Massower Anzeiger" Nr 2/2009).


W tymże 1490 roku (3 sierpnia) zostało potwierdzone objęcie kościoła w Małkocinie i jego filii w Storkowie przez księdza Augusta Joachima Dewitz, co poświadczyli swoją obecnością Ebel, Vritze i Albrecht Weger, zapewne reprezentujący fundatorów kościoła. ["Die tercia mensis Augusti Joachim Dewetze clericus ad parrochialem ecclesiam ville Mulkentin et ejus filiam Storkow ad presentationem validorum Ebel, Vritze et Albrech Weger fuit institutus soluit iiij marcas".]

Dokument ten jest często przyjmowany jako potwierdzenie wybudowania w Małkocinie kościoła w 1490 roku. Moim zdaniem nie wynika jednak z niego, że ten murowany kościół (na początku zapewne szachulcowy) nie mógł już wcześniej być postawionym. Wydaje się, że zbyt eksploatowana jest przez historyków zachowana dla lat 1489-1494 treść rejestru episkopatu w Kamieniu, podczas gdy nie uwzględnia się, że nieznane są bliżej wydarzenia z lat poprzedzających dla których, o ile mi wiadomo, nie ma tak dokładnych źródeł. W tym samym rejestrze, pod datą 20.02.1494, potwierdzone jest istnienie kościoła w Godowie. Po pożarze kościoła w Małkocinie w 1598 roku został on odbudowany, a dzwon z 1608 roku nosi aż 10 imion z nazwiskiem Weiger.


Materialnym dowodem, wskazującym na istnienie w Małkocinie kościoła już nawet w połowie XIII wieku, jest pochodząca z Małkocina i z tego okresu, chrzcielnica (zdjęcie powyżej). Historycy sztuki uznają ją, wykonaną w wapieniu, jako wyrób sztuki skandynawskiej.

Średniowieczny szpital-przytułek zmieniał z wiekami swoje funkcje. Kiedy trąd zaniknął w Europie, po jeszcze większej fali dżumy, jaka przeszła w XVII wieku przez Europę i także przez Maszewo, miasto zmodernizowało w 1735 roku cały teren szpitalny, stawiając od podstaw nowy budynek. Odnowiono także kaplicę i posadzono wokół niej lipy. Szpital stał się faktycznie hospicjum, przytułkiem dla osób starszych. Poniższe zdjęcie pochodzi z periodyku "Massower Anzeiger" Nr 3/2008.


Warto jest powiedzieć trochę więcej o fundatorach kaplicy św. Jerzego, rodzie Weiherów. Jest wiele kontrowersji co do ich pochodzenia, jak zresztą wokół wielu innych starych rodzin pomorskich. Weiherowie należą od 1274 roku do jednych z najstarszych rodów szlacheckich na Pomorzu. Przybyli tutaj prawdopodobnie z Frankonii, czyli z dzisiejszej północnej Bawarii. Chociaż najstarszy zachowany dokument w Archiwum Państwowym w Szczecinie pochodzi dopiero z 1357 roku to wydaje sie, w oparciu o historię Księstwa spisaną przez Micraeliusa ("Sechs Bücher vom alten Pommernland", Stettin 1640), że ich dotarcie na te ziemie może wiązać się z osadzeniem w 1234 roku przez Barnima I w Baniach i w Rurce zakonu Templariuszy, których zastąpił w 1312 roku zakon Joannitów.

Posiadłości zakonu, leżące tuż przy granicy pomorsko-brandenburskiej zostały roku 1373 zniszczone (do dziś zachowała się jedynie kaplica w Rurce). Jeżeli Wejherowie związani byli z obydwoma zakonami, to prawdopodobnie część rodu przeniosła się  w tym samym roku na Pomorze wschodnie, jako lennicy zakonu Krzyżackiego. Można przyjąć, że z czasem przyjęły się dwie formy nazwiska - Wejher na wschodzie Pomorza i Weiher na zachodzie.

Zródła historyczne odnotowują jednak obecność Weiherów na Ziemi Maszewskiej już w 1363 roku, kiedy to rodzina rycerska Dossow sprzedała miastu Maszewo sześć i pół łana ziemi w pobliżu wsi Godowo (Vredeheyde), a świadkami aktu sprzedaży byli m.in. Andreas i Arnoldus Weyer ("Diplomataria et scriptores historiae germanicae" Tom 3, C. Schöttgen 1760). Być może wschodni i zachodni Weiherowie to dwa różne rody, chociaż mogą pochodzić ze wspólnego pomorskiego "pnia". Mają one dwa różne herby, a herb bawarskich Weiherów jest jeszcze inny, zupełnie różniący się od rodów pomorskich. Oto zestawienie opracowane na podstawie książki J. T. Bagmihla "Pommersches Wappenbuch", Tom 3, Szczecin 1847:


Wynika z niego, że Nicolaus Weger, który jako burmistrz Koszalina w 1409 roku położył swoją pieczęć pod aktem dotyczącym transakcji nieruchomości z udziałem opata z klasztoru w Dargun (Meklemburgia), należał do zachodnio-pomorskiego rodu von Weiger, bowiem szyld pieczątki obrazuje wachlarz (jednakże bez strzałek) podobny jak na herbie Weigerów. Nota bene, klasztor w Dargun i ten w Kołbaczu, to "córki" duńskiego klasztoru cystersów w Esrum.

Zanim o Weiherach powiem więcej, jeszcze jedna fotografia szpitala i kaplicy (źródło: "Massower Anzeiger" Nr 2/2001). Ze zdjęcia wynika, że po remoncie kaplicy w latach 1981-83 usunięto nie tylko jej historycznego patrona św. Jerzego (gdzie nazwa własna jest częścią zabytku), tak popularnego dla kaplic szpitalnych na Pomorzu, ale i część gotyckich okien (czy pod nadzorem konserwatora zabytków?). Na początku XVI wieku, jak wyliczył historyk Eugeniusz Wiśniowski, w diecezji pomorskiej istniało 175 szpitali, w tym domów opieki (przytułków), podczas gdy na przykład w diecezji gnieźnieńskiej zaledwie 29.

Zauważmy jeszcze, że stare wezwanie, nadane jeszcze za misji ewangelizacyjnej na Pomorzu biskupa Ottona z Bambergu w 1140 roku, dzisiaj już nie istniejącemu, pierwszemu kościołowi w Wolinie nosiło podwójne imię - św. Wojciecha i św. Jerzego. Od tego roku przez kolejne 36 lat w Wolinie była pierwsza siedziba biskupa pomorskiego, przeniesiona później do Kamienia. Oto panorama Wolina z fragmentu litografii z 1842 roku, z kościołem św. św. Wojciecha, Jerzego (pierwszy z lewej).


Szkoda, że maszewska kaplica nie zachowała pierwotnego wezwania św. Jerzego, bowiem nawet muzułmanie pozostawili zbudowaną w 360 roku, największą na Wschodzie bazylikę chrześcijańską w Istambule, pod tym samym wezwaniem św. Zofii (po łacinie Sancta Sophia - "święta mądrość"), którą zamienili w 1453 roku na meczet, do dziś noszący turecką nazwę  Aya Sofya, po grecku Hagia Sophia. Nazwę utrzymano zapewne dlatego, że nie wiąże się ona z żadną konkretną osobą świętą, bowiem islam nie uznaje, że człowiek może stać się świętym. Chwalebny jest jednak ich szacunek do historycznej nazwy tego kościoła. Szkoda, że mądrość nie oświecała umysłów zmieniających nazwę kaplicy w Maszewie.


Pokazana wyżej pieczęć biskupa Martina von Weihera z 1556 roku jest podobna do herbu wschodnio-pomorskich Weiherów, co potwierdza jego pochodzenie ze wschodniej gałęzi tego rodu. W latach 1550-1556 był on drugim w historii luterańskiego Pomorza biskupem protestanckim. Zmarł 8.06.1556 roku i został pochowany w obrządku protestańskim w prezbiterium kościoła św. Michała Archanioła w Karlinie.

Płyta nagrobna została zniszczona w czasie pożaru w 1685 roku, ale niedługo później odbudowana. Mieszkający w pobliskim Kołobrzegu Martin Rango (1634-1688) w dziele "Pomerania diplomatica sive Antiquitat sive Antiquitates Pomeranicæ", wydanym we Frankfurcie nad Odrą w 1706 roku pisze o biskupie jako "pochowanym w Karlinie, gdzie dziś w świątyni znajduje się zbudowany przez mieszkańców wspaniały grobowiec" ("humutus Cörlini, ubi hodienum in templo oppidano tumba magnifice extructa extat"). 
 
Wspominam o tym, bowiem istnieją powody sądzić, że zwłoki biskupa mogą od 1655 roku spoczywać w kościele św. Piotra i Pawła w Pucku. Kasper Niesiecki w swojej "Koronie polskiej" z lat 1728-1743 pisze o płycie nagrobkowej Martina Weihera umieszczonej w tym kościele w 1655 roku przez archidiakona Mateusza Judyckiego, ku pamięci "ostatniego katolickiego biskupa kamieńskiego".

Szymon Starowolski w swoim "Monumenta Sarmatarum", Cracoviæ 1655, mówi że ciało pochowanego w "swojej katedrze" (czyli w Karlinie) zostało zabrane z grobu ("ex vetustissimus monumentis depromptam" i przeniesione do grobowca Wejherów ("vti gratiæ domus Veyheranae cliens" i uwiecznione marmurową tablicą w dniu 10.10.1655 roku. Oto strona tytułowa dzieła S. Starowolskiego, egzemplarz Bawarskiej Biblioteki Państwowej (Bayerische Staatsbibliothek).

Nierozstrzygniętą przez historyków kontrowersją jest wyznanie religijne Martina Weihera. Cytowane powyżej dwa polskie źródła wyraźnie określają biskupa jako katolika, podczas gdy pomorskie dokumenty jednoznacznie mówią o nim jako protestancie, który pobierał nauki u samego Filipa Melanchtona w Wittenberdze, a wiosną 1550 roku został wybrany przez kapitułę kamieńską biskupem i zatwierdzonym przez książąt pomorskich. Uroczystość objęcia urzędu, już w obrządku protestańskim, odbyła się jednak dopiero w 1552 roku, po zatwierdzeniu tej nominacji przez papieża Juliusza III 13.10.1551. Można więc chyba uznać Martina Weihera jako chrześcijańskiego i ekumenicznego duchownego, bez przesądzania czy był bardziej katolicki czy bardziej luterański.

Oto rycina Matthäusa Meriana ("Topographia Electoratus Brandenburgici et Ducatus Pomeraniae", Frankfurt am Main 1652) z panoramą Karlina i sylwetką kościoła przed pożarem, a więc z czasów kiedy pochowany w nim był biskup Weiher.  Martin Zeiller, współautor dzieła, informuje w nim, że w karlińskim kościele znajduje się grób Martina Weihera, a także jego statua. Informacja ta przywołana została jeszcze w 1737 roku w wydanym w Wenecji wielkim słowniku geograficznym (Antoine Bruzen de La Martinière - "Le Grand Dictionnaire Géographique et Critique"). Nie wiadomo więc do końca, gdzie po 1655 roku znajdował się faktyczny grób biskupa (a gdzie tylko płyta nagrobna) - w Karlinie czy w Pucku.


Wschodnio-pomorska gałąź rodu Wejherów była katolickiego wyznania i silnie związana z Polską, co potwierdza jej spolszczenie, mimo dawnych niemieckich korzeni rodu. Część rodziny osiedliła się bowiem w Polsce, a począwszy od Ernesta Wejhera jej przedstawiciele stawali się często starostami, kasztelanami i wojewodami miast na Pomorzu wschodnim i w polskich Prusach, a Jakub Wejher założył miasto, które dziś nazywa się Wejherowo. 

Jeszcze Ernest Wejher był luteraninem, a jego syn Dymitr w 1604 roku sprzedał trzy wsie lęborskie Charbrowo, Łebieniec i Osieki Georgowi von Krockow, deputowanemu do parlamentu (Landtagu) Księstwa Pomorskiego, a przy tym szwagrowi swego ojca Ernesta. Oto poniżej portrety Ernesta i Marii Wejherów, z 1597 roku, eksponowane w kaplicy Wejherów, w kościele parafialnym pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Pucku. 


Warto wspomnieć, że współpraca polityczna pomiędzy Księstwem Pomorskim a Polską kontynuowana była po włączeniu de facto Pomorza do Cesarstwa Niemieckiego w 1181 roku. W 1177 roku małżonką księcia księcia Bogusława I (1127-1187) została Anastazja Mieszkówna (1164-1240), córka Mieszka III Starego i bratanica Kazimierza II Sprawiedliwego. W imieniu tego ostatniego Sambor I (1150-1205) ustanowił z pomocą zakonu w Kołbaczu opactwo cysterskie w Oliwie. Droga, którą podążali mnisi z Kołbacza (Kolbatz) do Oliwy (Oliva) prowadziła od Kobylanki (Kublank) przez Ziemię Maszewską (Sowno - Hinzendorf, Dąbrowica - Damerfitz, Darż - Daarz, Maszewo - Massow, Redło - Pflugrade). Oto rycina tego klasztoru autorstwa Matthäusa Diescha z 1765 roku (źródło: Wikipedia).


Podmaszewska gałąź Weiherów miała swoje główne dobra w Małkocinie i w Dębicach. Peter Weger wymieniony jest w podpisanym w Nowogardzie dokumencie z 24.08.1461 roku, dotyczącym założonej przez Henninga Mildenitza, burmistrza tego miasta, fundacji. Z kolei Georges Wegher z Małkocina oraz Drewes i Clawes Weger z Dębic (Vulenbentze, ostatnio Eichenwalde) byli świadkami w wyżej wspomnianym dokumencie z 1515 roku, dotyczącym kaplicy św. Jerzego w Stargardzie.

W XVI-XVIII wieku majątki ziemskie tego rodu były także w Parlinie, Łęczycy, Storkowie, Warchlinie, Tolczu, Błądkowie, Krzemiennej i Grzęźnie (trzy ostatnie koło Dobrej, jako lenno od Dewitzów), a także na ziemi gryfickiej i białogardzkiej. Jedno ze źródeł podaje, że 25.01.1531 Clawes Weiger z Błądkowa (Plantikow) dokonał zamiany dóbr ziemskich z braćmi Lorenz i Hans Weiger z Dębic, czego świadkiem był m. in. ksiądz Michael Weiger z Maszewa. Z Małkocina pochodził Adam von Weiher (1613-1676), który w armii duńskiej doszedł do stopnia generała. Inny Adam Weiher (1709-1774) był wicekanonikiem katedry kamieńskiej. Jak już wspomniałem wyżej, nazwiska Weiherów spisywane byly różnie, nawet z tego samego okresu, w zależności od "ucha" spisującego określony dokument notariusza. Stąd Clawes Weiger z Błądkowa mógł być tą samą osobą, co Clawes Weger z Dębic.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden fakt, wskazujący na silny i pierwotny związek rodu Weiherów z ziemią maszewską lub z tą częścią Pomorza. W wydanej w Nowogardzie w roku 1868 książce "Familiengeschichte der von Dewitz" L. Wegner przywołał fakt zawiązania w dniu 25.06.1417 roku w Stargardzie związku pomiędzy miastami i rycerstwem "naszej" części Pomorza z miastem Słupskiem i rycerstwem ziemi słupskiej, w celu wzajemnego polubownego rozwiązywania sporów, bez wchodzenia na drogę sądową.

Było to za czasów panowania rezydującego w Stargardzie księcia Bogusława VIII (1364-1418), który w 1410 roku wsparł wojska polsko-litewskie w walkach z Krzyżakami. Rycina pochodzi z ciekawego portalu pomorze.gcl.pl). Niesłusznie opisany w polskiej Wikipedii za Edwardem Rymarem, jakoby "dopuścił się wielu nadużyć". Odwrotnie, chciał ograniczenia władzy kościelnej nad częścią ziem Księstwa, a także szukał zbliżenia politycznego z Polską, co nie odpowiadało Kościołowi. Chociaż wybrany biskupem pomorskim w 1386 roku, został przez papieża Bonifacego IX odwołany z tego stanowiska w 1393 roku. Z powodu zatrzymania w administracji książęcej ziem biskupich (w tym Maszewa) nowy biskup Nikolaus (Bock) von Schieffenburg (zwany także von Schippenbeil) ekskomunikował księcia w 1398 roku.

Potwierdzeniem knowań tego biskupa przeciwko władzy książęcej i przeciwko zbliżeniu Pomorza z Polską jest list sporządzony 26 czerwca 1403 roku w Świdwinie, w którym Baldwin Stahl, miejscowy komornik (Swidwin należał wtedy do brandenburskiej Nowej Marchii) donosi Konradowi V von Jungingen, wielkiemu mistrzowi Zakonu Krzyżackiego, że w przeddzień spotkał się z biskupem kamieńskim, który ostrzegł go, że książę Barnim VIII wysłał posłańca do króla Węgier, szukając przymierza Pomorza z Węgrami, Polską i Danią ["Ouch liebir meister wisse euwir gnade dass ich alse gesterne byn. gewest bie vnserm herren dem bysschoff von Camyn der mi muntlich hot gesayt wie der herczoge von Pomern eynen caplan habe gesandt czu vnserm herren dem konge von. Vngern in botzschaft ...",  Codex epistolaris Vitoldi magni 93 no. 269; Reg. Hist.-Dipl. Ordo Sanctæ Mariæ Theutonicorum 41 no. 708]. Nielojalna wobec Pomorza intryga biskupa kamieńskiego została ukryta pod listem, zredagowanym do Zakonu Krzyżackiego przez zaufanego mu urzędnika. Po śmierci biskupa von Bocka w 1410 roku, biskup pomocniczy Konrad Bonow, w otwartej konfrontacji z Bogusławem VIII, zawarł oficjalne przymierze z Zakonem Krzyżackim.

W tymże roku ekskomunikowania Bogusław VIII wziął ślub z Zofią Holsztyńską, siostrą Gerharda VI, pierwszego księcia połączonych prowincji Schleswig-Holstein. Po śmierci ksiecia Bogusława VIII Zofia zamieszkała Przytorze na wyspie Wolin, gdzie zmarła w 1450 roku. Przytór (niem. Pritter), wymieniony w dokumencie książąt Bogusława V i Warcisława V z 1339 roku, był twierdzą celną (zbudowaną prawdopodobnie przez Bogusława IV po 1294 roku), w której pobierano opłaty za handel morski przechodzący rzeką Swiną. Na zamku w Przytorze mieszkał również książę Eryk II, syn Warcisława IX - założyciela Uniwersytetu w Greifswaldzie, najstarszej nad Bałtykiem uczelni, po której dopiero powstały uniwersytety w Uppsala i w Lund.

W polskiej literaturze historycznej Przytór jest mało znany, w polskiej Wikipedii jego dzieje zaczynają się od XIX wieku, a w rzeczywistości stara historia Przytora zniknie wkrótce wraz z tą oto zabytkową, rozpadającą się chatą [autor zdjęcia: Magic, Tczew (blog rowerowy)].


Bratankiem (synem księcia Warcisława VII, rezydującego na zamku w Szczecinku) Bogusława VIII, nie wiadomo dlaczego niemal zupełnie ignorowany przez polską historiografię, był Eryk Pomorski (1382-1459), urodzony w Darłowie jako Bogusław, będący królem Norwegii (i Islandii) jako Eryk III (1389-1442), królem Danii jako Eryk VIII (1396-1439) i królem Szwecji jako Erik av Pommern (1396-1439). Eryk Pomorski odznaczony został angielskim Orderem Podwiązki.

Oto fragment gobelinu z 1582 roku, przestawiający Eryka Pomorskiego i w tle flotę duńską. Dzieło powstało na zbudowanym przez Eryka Pomorskiego zamku Kronborg z ręki flamandzkiego artysty Hansa Kniepera. Zamek ten stał się dla Williama Szekspira inspiracją do umieszczenia w nim akcji "Hamleta". Gobelin (wys. 390 cm, szer. 285 cm) znajduje się w Muzeum Narodowym w Kopenhadze.


Klątwą papieską został obłożony także kolejny książę pomorski, Bogusław IX (1405-1446), za kontynuowanie suwerennej administracji nad ziemiami, o które rościł pretensje biskup kamieński (Maszewo, Golczewo i Choszczno). Także miasto Kołobrzeg otwarcie przeciwstawiło się dominacji biskupa nad finansami miasta.

Biskup pomorski Zygfryd Buk (von Buch, von Bock) spowodował skazanie księcia Bogusława IX na banicję, ale na szczęście kościół rzymski nie miał możliwości wykonania tego wyroku. Spór pomiędzy książętami a biskupami o władzę na Pomorzu zakończył się dopiero w 1436 roku, w wyniku interwencji cesarza Zygmunta Luksemburskiego, kiedy to  biskup Zygfryd Buk podpisał układ z księciem Bogusławem IX, na mocy którego wybór przyszłych biskupów Pomorza musi odbywać się za zgodą panującego księcia. Spory z biskupami o o wpływy finansowe z handlu morskiego i z solanek w Kołobrzegu trwały jeszcze do 1468 roku.

Wracając do stargardzkiego porozumienia z 1417 roku, "nasze" ziemie reprezentowali m.in. Gernd von Dewitz (Dewicz) z Dobrej, Jurgen von Wedel (Wedele) z Krzywnicy (Uchtenhagen) koło Maszewa, Hinrik Bork (Borusław) z Węgorzyna, a także rycerz Baltes Weiger oraz przedstawiciele miasta Kamienia, Gryfic, Trzebiatowa, Wolina, Maszewa i Stargardu. Drugą stronę reprezentowali m.in. Wawrzyniec Puttkamer (Podkomorzy), Stefan von Zitzewitz (Siczouicz) i Tetzen Bonin, przedstawiciele starych rodów szlachty pomorskiej.

Post scriptum:

Na marginesie trzeba zwrócić uwagę na charakterystyczną skłonność polskiej historiografii do ignorowania słowiańskości książąt pomorskich i stałych dążeń wielu z nich do silniejszych związków z Polską, wbrew nieuniknionym tendencjom germanizacyjnym, których główną ostoją na Pomorzu do czasów Reformacji był kościół katolicki. Biskupstwo kamieńskie zostało pozbawione afiliacji z arcybiskupstwem w Gnieźnie w 1380 roku, po okresie zażartej walki dyplomatycznej biskupa pomorskiego Jana I Saskiego z książętami pomorskimi oraz z Polską, który robił wszystko aby przekonać papieża do podporządkowania Pomorza archidiecezji w Magdeburgu. Tylko dzięki usilnym zabiegom króla Kazimierza III Wielkiego papież Urban VI podjął salomonową decyzję, podporządkowując Pomorze nie Magdeburgowi, a bezpośrednio Watykanowi. Nie zmniejszyło to, jak historia pokazała, aż do czasów Marcina Lutra, politycznych wpływów niemieckiego kościoła na Pomorzu. Postulat Lutra o konieczności posługiwania się w kulcie religijnymi językami narodowymi przyszedł na Pomorze za późno - stary język pomorski (wendyjski) właśnie dogorywał "pod strzechą" pomorskiej wsi.

W ocenie wielu polskich historyków, i to tych z nazwiskami z "najwyższej półki", słowiańscy książęta pomorscy oraz słowiańska szlachta z "własnej winy" nie zasługują na włączenie ich do polskiej historii, bowiem po ośmiu wiekach nieobecności Polski na Pomorzu dali się zgermanizować. Wymownym przykładem tej ostentacyjnej, a naukowo zupełnie nieuzasadnionej postawy jest jak dotąd największe kiedykolwiek w Polsce wydane w tym przedmiocie wielotomowe dzieło naszych historyków (red. Gerard Labuda), zatytułowane "Historia Pomorza", Poznań 1969.

Pomijając w dużej mierze ideologiczne, a więc pozamerytorycznie i nienaukowe interpretacje tam zawarte oraz edytorsko słabe wydanie, w którym brakuje jakichkolwiek indeksów (wbrew powoływaniu się na nie w przedmowie do "dzieła takich rozmiarów", jak je określił prof. G. Labuda), a jedyną kolorową wkładką (tom I, historia do roku 1466) jest mapa zatytułowana "Podział plemienny Prus w XIII wieku", historia Pomorza właściwego, określonego historycznymi granicami Księstwa Pomorskiego, kończy się w części pierwszej ... na XII wieku. Dalej mowa jest w tym tomie o historii historycznych Prus Zachodnich (Pomorze Gdańskie) oraz Prus Wschodnich (Warmia, Mazury) i dalej, ... po ujście Niemna ... i jeszcze dalej, po Żmudź, czyli północne krańce państwa krzyżackiego. Aby dla przeciwwagi do właściwego Pomorza i wbrew historii stworzyć na Ziemi Gdańskiej nowe centrum Pomorza, historycy powołali w tym "dziele" do istnienia ... "Pomorze Mazowieckie". Czy to zdaniem szanownych autorytetów historycznych nadal Pomorze, tylko mniej zgermanizowane? Księstwo Pomorskie w "Historii Pomorza", nie tylko pod kątem edytorskim, ale "dla dania odporu" przedwojennej, nacjonalistycznie nastawionej historiografii niemieckiej, zostało arbitralnie, zgodnie z PRL-owskim "duchem epoki", zmarginalizowane czyli również "znacjonalizowane".


Zabiegi ideologiczne, jakim poddała historię Pomorza większość naszych historyków, dały uzasadnienie "naukowe" do nazwania Ziemi Gdańskiej przez dzisiejszych polityków jako po prostu Pomorze, przenosząc zgodnie z aktualnym "upodobaniem" stolicę Pomorza ze Szczecina do Gdańska, pozostawiając historycznemu Pomorzu bardziej peryferyjną nazwę Pomorza Zachodniego. Dla codziennego życia współczesnych Polaków nie ma to żadnego znaczenia, ale przyszłe pokolenia będą mogły zauważyć, że nie tylko za czasów PRL ale także i później Polska z upodobaniem "dekretowała" historię Pomorza. Widocznie dziejopisanie, czyli mieszanie legend i mitów z rzeczywistością - na zamówienie "dworu" lub dla "pokrzepienia serc", jest w Polsce od czasów Galla Anonima zawsze à la mode.