Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migracje Słowian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migracje Słowian. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2011

Obietnica Angeliki


Dwa lata temu, 17 czerwca 2009 roku, w Toronto, w jednym z największych w Ameryce muzeów sztuki, Art Gallery of Ontario, odbyło się jednoaktowe przedstawienie w pięciu odsłonach, zatytułowane „Angelika’s Promise”. Jego bohaterką była Angelika Hoerle (1899-1923), niemiecka artystka tworząca w bulwersującym w jej czasach stylu dadaizmu. Ten ruch artystyczny kontestował dotychczasowe formy wyrazu i hipokryzję tradycyjnych środowisk artystycznych, prowokując swoją "antysztuką". Po części angażował się także politycznie jako ruch antywojenny, krytykując zdyskredytowane doprowadzeniem do wojny elity wielkiego kapitału. I wojna światowa była pierwszym masowym konfliktem zbrojnym, który pokazał okrucieństwa, jakich dopuściły się upadające cywilizacje zachodnie. Chociaż trwał tylko dwie dekady lat międzywojennych, stał się główną inspiracją dla powstania nowego, płodnego w sztuce nowoczesnej nurtu surrealizmu

Autorką przedstawienia jest kanadyjska pisarka i historyk sztuki, o dalekich, maszewskich korzeniach, pani Angie Littlefield, której zawdzięczam większość informacji i dokumentów zawartych w tym artykule. Treścią monologu były ostatnie tygodnie życia Angeliki, która zmarła na gruźlicę w Kolonii w 1923 roku. Miasto to, w którym urodziła się i tworzyła Angelika Hoerle, stało się po I wojnie światowej jednym z europejskich centrów dadaizmu, w którym w następnych latach liderem stał się Max Ernst, rówieśnik Angeliki. W mieszkaniu Angeliki i jej męża mieściło się wydawnictwo Schloemilch, które wydało serię prac Maxa Ernsta „Fiat modes – pereat ars”. Oto trzy grafiki Angeliki Hoerle, będące w 2009 roku częścią wystawy w galerii sztuki w Toronto, zatytułowanej „Angelika Hoerle – kometa kolońskiego dadaizmu”. Noszą one kolejno tytuły: „Kobieta na koniu” (rysunek), „Jeszcze żyję” (akwarela), „Jeszcze żyję” (linoryt).

 
Galeria  w Toronto jest depozytariuszem zawierającej ponad 200 dzieł sztuki Kolekcji Fick-Eggert, jakie zachowały się po wojnie, w tym autorstwa Angeliki Hoerle, jej męża Heinricha Hoerle i jej brata Willy’ego Ficka. Wszyscy ci artyści, a także  m.in. Anton Räderscheidt i jego żona Marta Hegemann, należeli do grupy zwanej „stupid” („głupi”), po śmierci Angeliki zwanej “Gruppe Progressiver Künstler”, z którą związany był m.in. także polski malarz i poeta Stanisław Kubicki z żoną Małgorzatą. W szerokim nurcie modernizmu, w którym tworzyła Angelika Hoerle, należała także twórczość malarki ekspresjonistycznej Martel Schwichtenberg, o której wspominam w artykule "Pomeranos - spadkobiercy kultury pomorskiej". 

Na marginesie, w obrębie modernizmu działali artyści, pretensjonalnie nazywający siebie awangardą, tworzący wynaturzone "dzieła", nie mające nic wspólnego z naturalnym pięknem (pięknem dzieła lub pięknem jego przesłania), których jedynym celem była prowokacja i prowadzenie artyzmu na manowce. 

Oto taki okaz, z wymyślonego gatunku ready made, czyli "przedmiotu stanowiącego dzieło sztuki ..., który został utworzony z przedmiotu codziennego użytku" (za Wikipedią). Jest to po prostu pisuar. Na pomysł, aby go wstawić do galerii sztuki, wpadł Marcel Duchamp, którego jedynym "wkładem artystycznym" (w tym przypadku, niezależnie od innej jego twórczości) było nazwanie go Fontanną. I od tamtego okresu tego rodzaju oszukańcza, antykulturowa produkcja zawładneła "sztuką nowoczesną", w zasadniczej części robiąca wodę z mózgu "koneserom sztuki", tym zawodowym i tym amatorom - snobom. To serwowane masom oszustwo potwierdził awangardowy fotograf Alfred Stieglitz, deklarując: "Termin PRAWDA wkradł się [do sztuki], ale każdy może go wyrzucić" (The term TRUTH did creep in but it may be kicked out by any one), vide: Dorothy Norman (1973). Alfred Stieglitz: An American Seer. NY: Random House, ss. 142, 225. 

Jak odklejona od rzeczywistości, życia i sztuki była i jest awangarda w sztuce, niech zaświadczy poniższy cytat z recenzji innego dzieła, którym jest inna fotografia ... powyższego pisuaru, wykonana przez Alfreda Stieglitza. Oto zachwyt nad tym zdjęciem (pomijamy je tutaj), jaki w Materiałach LV ogólnopolskiej sesji naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa, 17-18 listopada 2006, opublikowała specjalistka, wyjaśniająca nam "wartość" tego dzieła, prof. Maria Poprzęcka:

"Przedmiotem estetyzująco-asocjacyjnych zabiegow była też w swych początkach Fontanna. Wysmakowana fotografia Alfreda Stieglitza, reprodukowana w „The Blind Man”, ukazująca urynał, ... z podkreślającym jego kształt cieniem, kładącym się miękko we wnętrzu porcelanowego basenu, wywoływała antropomorfizujące i sakralizujące skojarzenia".

No tak, "wysmakowana fotografia urynału". Jeżeli takich mamy "ekspertów" - profesorów od sztuki, jak profesorów od klimatu, profesorów od pandemii i ekonomii, to czekają nas wszystkich ciężkie czasy.

Znaczącą część dzieł Angeliki Hoerle uratowała przypadkiem Angie Littlefield, kiedy w 1967 roku odwiedziła swojego wujka Willy’ego Ficka w Kolonii i tam odkryła je w ogródkowej szopie pod zwałami rupieci. Willy Fick ukrył je tam w czasach wojennych i sam przerwał twórczość, obawiając się represji ze strony państwa. W tamtych czasach wielu ekscentrycznych artystów uznanych zostało w Niemczech jako zdegenerowanych. Oto wybrane trzy grafiki Willy'ego Ficka, zatytułowane kolejno: „Bokser”, „Drzewo z balonami”, „Mówca”.


Talenty  artystyczne Angeliki i Willy’ego zrodziły się w rodzinie stolarza i mieszczanki. Ojcem ich był Richard August Michael Fick, urodzony 7.02.1861 roku w Maszewie. Richard, który sam utracił ojca jako 10-letni chłopak, w 1878 roku zaczął w Sokolnikach przyuczać się do zawodu stolarza.  Przez kolejne sześć lat terminował m.in. w Maszewie, w Szczecinie, w Dibbersen pod Hamburgiem, w Poczdamie, aby w maju 1884 uzyskać dyplom mistrza. Dzięki uprzejmości pani Angie Littlefield, załączam poniżej kopię opinii wystawionej przez warsztat w Poczdamie z okresu terminowania w nim przez Richarda (1881-1883).


W tym czasie jego matka, Maria Amalia Fick, urodzona w Löcknitz koło Szczecina 26 marca 1837, wyemigrowała już z Maszewa do Rich Hill, Missouri w USA. Tam ponownie wyszła za mąż i przyjęła nazwisko Marie Emelie Rentzman. Zmarła tam 12 marca 1923 roku, w tym samym roku, jak pół roku później, jej wnuczka Angelika Hoerle w Kolonii. Oto jej tablica nagrobna na cmentarzu w Rich Hill.


Siostra Richarda, Wilhelmine Amalie Ulrike (ur. 7.01.1866), wyszła w Maszewie za mąż, a jego brat Wilhelm Ferdinand Albert (ur. 17.09.1862) wyjechał w poszukiwaniu lepszego życia do nadreńskiej Kolonii.  W Maszewie dorastała jego najmłodsza siostra Emilie Auguste Marie (ur. 9.04.1868). Richard postanowił dołączyć do brata Wilhelma w Kolonii, gdzie perspektywy życiowe rysowały się bardziej obiecująco, niż w Maszewie. 

W Kolonii Richard szybko znalazł pracę, a 9.02.1889 roku ożenił się z Anną Marią Kraft, córką wysokiego funkcjonariusza na kolei. Na ślub przybyli z Maszewa wujek Richarda, August Wilhelm Levin, a także jego siostra Wilhelmine.  Z małżeństwa Richarda i Anny Ficków zrodziło się czworo dzieci: Maria Amalie (1890-1939), prababka Angie Littlefield, Richard junior (1891-1932), Wilhelm Peter Hubert (1893-1967), czyli Willy i Angelika Margaretha (1899-1923). 

Oto rodzinna fotografia trzech z tych rodzeństwa, już w dojrzałym wieku, wykonana pod koniec lat 1920-tych, w studio fotograficznym August Kaegbein w Stargardzie. Od lewej Richard junior, Maria Amalie, po mężu Moerke oraz Wilhelm, który w Ameryce przyjął nazwisko Wiek lub Wick. Atelier tego fotografa i wydawcy widokówek mieściło się przy Rynku Staromiejskim 6 (Markt 6).


Angelika poznała swojego przyszłego męża, Heinricha Hoerle, w 1917 roku. Tak jak ona, o dużej wrażliwości artystycznej, był on jednak zdaniem ojca Richarda i rodzeństwa Angeliki, lekkoduchem, nie zasługującym na jej względy.  Ślub odbył się latem 1919 roku, wbrew rodzinie Angeliki.  Kiedy w połowie 1922 roku Angelika zachorowała na gruźlicę, mąż ją opuścił. Do końca jej krótkiego życia opiekował się nią brat Willy, rodzice oraz najbliżsi przyjaciele, Anton Räderscheidt i jego żona Marta Hegemann. Angelika zmarła 9 września 1923 roku, w obecności swojego brata Willy’ego. Oto zdjęcie Angeliki, Willy'ego i ich ojca Richarda z około 1917 roku. Proszę zwrócić uwagę, jak w tamtych czasach panowie przywiązywali wagę do swojego stroju (samo słowo "strój" w odniesieniu do ubioru męskiego brzmi już dzisiaj, a szkoda, cokolwiek staroświecko).


Tak oto dobiegliśmy niemal do końca tej krótkiej rodzinnej sagi, która początek swój miała w Maszewie, a może w Sokolnikach. Wróćmy ponownie do maszewskiej rodziny Ficków. Mówiliśmy wyżej o rodzeństwie i dzieciach Richarda Ficka. 

Sięgnijmy jeszcze do jego przodków. Ojcem jego był Wilhelm Carl August Fick (1833-1871), który zajmował się w Maszewie handlem bydłem. Ożenił się on w 1859 roku z Maria Amalie Levin, córką stargardzkiego mieszczanina, Friedricha Wilhelma Levina (1788-1872).

Levinowie mieli żydowskie pochodzenie, ale jak wielu Żydów w tamtych czasach, kiedy rodził się już nacjonalizm niemiecki, przyjmowało wyznanie chrześcijańskie. Ślub więc miał miejsce w maszewskim kościele 29 grudnia 1859. Nie znamy powodu, dlaczego Maria Amalia - matka Richarda, Wilhelminy, Wilhelma i Emilii, w latach 1880-tych rozstała się z mężem i dziećmi i wyemigrowała do USA. Być może powróciła w USA do wiary jej żydowskich przodków. Oto jej zdjęcie, wykonane już u schyłku życia. 

W ślady za Marią Amalie poszedł jej brat August Wilhelm Levin, który ożenił się z maszewianką Wilhelminą Friederiką Haese, z która miał później czworo dzieci. Kiedy umarł Richardowi ojciec (w tym samym roku co dziadek), a matka pozostawiła czwórkę młodych dzieci i wyjechała do Ameryki, rodzina jej brata Augusta Levina stała się dla nich faktycznym domem rodzinnym.  

Rodzicami Wilhelma Ficka, czyli dziadkami Richarda, był Michael Fick (1801 -1871) oraz Marie Luise Charlotte Haese z Maszewa, której daty życia nie są mi znane. Michael Fick urodził się w Sokolnikach (Falkenberg), a ożenił się w 1827 roku w Maszewie z panną Haese, której rodzina prowadziła miejscowy hotel. W Sokolnikach na roli pozostał jego brat, Christian Friedrich Fick (1810-1881). W ten oto sposób jeden z synów Michaela Ficka, a wujek Richarda, przejął interes hotelowy, który Fickowie prowadzili aż do II wojny światowej. Ich ostatnim hotelem, a właściwie zajazdem, był „Gasthaus zum Bahnhof” przy Gollnowerstrasse (Jedności Narodowej) 22, który prezentowany jest na poniższej kartce pocztowej z 1915 roku (źródło: ebay.de, oferujący do sprzedaży: turbooma48).


Fickowie byli więc starym rodem na ziemi maszewskiej, zamieszkującym Sokolniki, Maszewo, a także inne miejscowości na Pomorzu. Chociaż nazwisko Fick jest dzisiaj stosunkowo rozpowszechnione w Niemczech, językoznawcy nie podają źródeł jego niemieckiego pochodzenia. Niektórzy wskazują, że jest to zniemczona forma od słowa wiek, pisanego także w średniowieczu jako wieck, wik, wyk, vick. Słowo to ma bardzo stare pochodzenie, używane już przed ponad 5 tysiącami lat w języku proto-indo-europejskim jako weik, na oznaczenie miejsca ludzkiego zasiedlenia: osady, wioski. O tak zwanych domach wikowych wspomniałem w artykule "Szpital i kaplica św. Jerzego".

W tych odległych czasach, kiedy ludy prowadziły koczowniczy tryb życia, słowo oznaczające miejsce domostwa, osady było niemal tak ważne, jak określające członków rodziny, czy stany przyrody. To te grupy słów przetrwały w podobnym brzmieniu do dziś (czy to w języku sanskryt, angielskim, niemieckim, czy polskim itd.), przeniesione z rozpadającego się przez następne tysiące lat tego wspólnego pierwotnego języka na grupy językowe i poszczególne języki.  W jednym z najstarszych dialektów tego prastarego języka, w tzw. PII, używanym w południowej Azji, było to słowo vic, w języku awestyjskim (stary perski sprzed 4 tysięcy lat) vis, w języku sanskryt (język z Indii sprzed 3,5 tysiąca lat) vish, w łacińskim języku Rzymian vicus (jako tymczasowa osada), przez Wikingów jako vik, oznaczające spokojną zatokę, przystań. 

Interesującym jest, że Indianie z terenów wokół ujścia rzeki Sw. Wawrzyńca (Mikmakowie, zwani przez Wikingów Skrælings), na określenie domu używali  słowa wikwam (zangielszczone przez białych na wigwam), co dosłownie oznaczało "ich dom". Kogo ich? Czyżby słowo wik zapożyczyli od Wikingów, którzy w X-XII wieku zamieszkiwali pobliską Nową Fundlandię i Labrador, jakkolwiek ich "kopiaste" półziemianki nie były wigwami?  Jeszcze poza tematem tego artykułu: zrekonstruowana pierwsza osada Wikingów w Kanadzie, w Anse aux Meadows (źródło: Wikipedia).


We wczesnym średniowieczu Flamandowie słowem wyk, wijk określali część miasta, dzielnicę, a Saksonowie miejsca handlowe (historyczne nazwy Brunswik, Schleswik, Bardowik). Osiedlający tereny Słowian zachodnich Niemcy, przynoszący ze sobą język pisany, używali w dokumentach wyrazów wiek, wieck, wik, wyk – dla określenia osady słowiańskiej, w odróżnieniu od zakładanego w jej pobliżu przez siebie   miasta. W ciągu średniowiecza nazwa rozszerzyła się w języku niemieckim  na określenie przedmieścia. Chociaż słowo z czasem straciło słowiańską konotację, to na terenie Pomorza faktycznie nadal dotyczyło miejsc, w których skupiała się ludność pochodzenia słowiańskiego. U Słowian zachodnich słowo wiek z upływem wieków przeobraziło się w języku łużyckim w witz, a w polskim w wice lub wicz, jako typowe zakończenie nazwy wielu miejscowości.

Czy więc przekształcone (jak się wydaje) z wiek, wik, vick, nazwisko „Fick” mogło oznaczać kogoś, kto mieszkał w słowiańskiej osadzie? Jedno jest pewne, że nie tylko w Maszewie, ale i w Sokolnikach historycy potwierdzili lokalizację wczesnosłowiańskiego grodu, którego resztki do dziś zostały całkowicie zaorane. Interesującym jest także fakt, że Wilhelm, brat Richarda Ficka, który pierwszy wyjechał z Maszewa do Kolonii, a po ślubie Richarda wyemigrował do USA, zmienił tam nazwisko na mniej niemieckie i całkiem nieamerykańskie, Wiek.

Jeszcze słowo wyjaśniające tytuł artykułu i tytuł spektaklu napisanego i reżyserowanego przez Angie Littlefield. W przedstawieniu tym, będąca na łożu śmierci Angelika mówi do będącego przy niej brata Willy’ego: „Kochany bracie, ... jeżeli jest we wszechświecie jakakolwiek szczelina, obiecuję ci Willy, przecisnę się przez nią, ... będę żyła”. Angelika odżyła 44 lata po śmierci, kiedy jej dzieła artystyczne odkryła Angie Littlefield, córka siostrzeńca Angeliki.

czwartek, 3 marca 2011

Obodryci w Maszewie


Chociaż wywodzącą się od słowiańskiego imienia Warcisław, zachowaną w ciągu wielu wieków przez Niemców, a także przez ponad 20 lat po II wojnie światowej nazwę Jeziora Warszewskiego w Maszewie w ostatnich latach zamieniono na Jezioro Młyńskie, albo zwyczajnie Jezioro Maszewskie, to dobrze, że nie pozbyliśmy się w mieście nazwy ulicy Obodrytów.

Imieniem tego słowiańskiego plemienia znad dolnej Łaby, występującego w historii pod nazwami Obodrytów, Obodrzyców, a także Obotrytów,  nazwane są ulice w Nowogardzie, Boleszkowicach i Maszewie (ul. Obodrytów), w Koszalinie i Białogardzie (ul. Obotrytów), w Szczecinie, Gorzowie Wlkp., Lesznie, Gdańsku i Warszawie (ul. Obotrycka) oraz w Poznaniu (ul. Obodrycka). Najstarsze zachowane w źródłach pisanych nazwy geograficzne na Pomorzu, wywodzące się od Warcisława, a zdrobniale Warsza, to Warszów na wyspie Wolin, wymieniony w 1261 roku jako Warsowe i w 1271 roku, jako Warsouu. Wcześniejsze, na dawnej Ziemi Obotryckiej, a dzisiejszej Meklemburgii, nazwy Warszów pojawiły się w 1194 i 1217 roku jako Warsowe.

Oto zdjęcie Jeziora Warszewskiego z około 1898 roku, kiedy na jego skarpie nie było jeszcze ulicy Obodrytów, ale czynny był  nadal stary młyn. Ponad siedzącym na łódce rybakiem, na horyzoncie majaczy zarys holenderskiego wiatraka, o którym wspominam w poprzedzającym artykule.


W trakcie migracji Słowian w VI-VII wieku ze wschodu Europy w kierunku zachodnim i południowym, część plemion, zwanych później Obodrytami, dotarła do opuszczonych przez Germanów ziem między dzisiejszą Lubeką i Schwerinem, aż po dolną Łabę, a nawet na zachód od tej rzeki. W literaturze historycznej nazwa Obodrytów często jest rozciągana na wszystkie  plemiona słowiańskie między dolna Łabą, Bałtykiem i dolną Odrą. W polskiej literaturze częściej używa się ogólnego określenia Słowian połabskich. Studiując historię Obotrytów, najstarszych Słowian zachodnich, można zauważyć pewną cezurę czasową, od której ich losy "wychodzą" ze źródeł archeologicznych, dotyczących VII/VIII wieku, aby zaistnieć w dokumentach pisanych w IX wieku.

Z biegiem czasu organizacje plemienne Słowian połabskich zaczęły być zastępowane bardziej dojrzałymi  społecznie i silniejszymi  politycznie strukturami państwowymi.  "Witzan dux Abodritorum", czyli Wican, to nazwisko pierwszego księcia obodryckiego, jakie pojawia się w zachowanych dokumentach z 789 roku. Oto fragment Roczników Królestwa Franków (Annales regni Francorum orientalis) z tego roku:

"Byli z nim [cesarzem Karolem Wielkim w wyprawie przeciwko Wieletom - mój przypis] również Słowianie, którzy zwani są Sorbami [Serbołużyczanami], a także obozujący Obodryci, których księciem był Wican" (Fuerunt etiam Sclavi cum eo, quorum vocabula sunt Suurbi (Sorabi), nec non et Abotriti, quorum princeps fuit Witzan).

Wican złożył hołd królowi Franków (a po zdobyczach terytorialnych, cesarzowi) Karolowi Wielkiemu (747-814), kiedy ten po jednym z kolejnych najazdów na Saksonię przekroczył Łabę i wszedł z wojskami na  ziemię obodrycką. Zawiązał się wówczas sojusz między Wicanem i Karolem Wielkim przeciwko Saksonom i Duńczykom.

Historia pisana Słowian połabskich zaczyna się od konfliktów z sąsiadującymi Saksonami, kiedy Karol Wielki  decyduje się w 772 roku na podbój pogańskich ludów Saksonii i Fryzji. Niszczy ich bożka Irminsula (wielka kolumna rzeźbiona lub dąb) i próbuje siłą zmusić Saksonów do przejścia na chrześcijaństwo. W swoim kapitularzu, czyli zbiorze praw (Capitularium) z 785 roku "De partibus Saxoniae" ogłasza, że każdy kto nie porzuci starej wiary, zostanie skazany na karę śmierci.

Saksonowie zostali ostatecznie podbici nie kiedy ich wódz, książę saksoński Widukind, zmuszony był się ochrzcić w 785 roku, ale dopiero w 804 roku, kiedy to po wybuchu kolejnego powstania pogańskiego Karol Wielki przesiedlił około 10 tysięcy Saksonów z plemienia Engrów (niem. Engern, łac. Angrivarii), z okolic dzisiejszych miast Minden i Detmold) w głąb państwa frankońskiego, a ich ziemie miał oddać lojalnym mu Obodrytom. Powyższa ilustracja pochodzi z książki "Sachsenspiegel" i przedstawia Karola Wielkiego wręczającego Widukindowi zbiór praw, którymi mają obowiązek posługiwać się Saksonowie. A poniższa reprodukcja ilustracji z XIII-wiecznej książki Einharda "Vita Karoli Magni" (Zycie Karola Wielkiego) przedstawia bitwę cesarza z Saksonami.


Wican zginął wcześniej, przekraczając Łabę w pobliżu Bardowiku (Bardowick, Bardowiek, Bardowieck, Bardewyk, Bardenuwic, Bardaenowic, Bardenwih) koło Lüneburga, z rąk Saksonów w 795 roku, kiedy udawał się na spotkanie z Karolem Wielkim, który na niego oczekiwał w obozie pod Bardowikiem. Oto fragmenty wspomnianych annałów, zwanych także Rocznikami Einharda (Einhardi Annales); pierwszy dotyczy zaproszenia Wicana przez cesarza do Bardowiku, dwa następne napadu Saksonów (podkreślenia moje).

"Cumque (rex) in pagum Bardengoi pervenisset, et iuxta locum qui Bardenwih vocatur positis castris, Sclavorum, quos se venire iusserat, exspectaret adventum ...". I dalej: "Witzinum regem Abodritorum, cum Albim traieceret, in dispositas a Saxonibus insidias in ipso flumine incidisse et ab eis esse interfectum." oraz: " ...et usque ad fluvium Albim pervenit, ad locum qui dicitur Hliuni, in quo tunc Witzin Abodritorum rex a Saxonibus occisus est."

Poniższy fragment mapy Joana Blaeu z 1645 roku (źródło: Wikipedia) przedstawia okolice miasta Bardowik. Interesującym jest uwzględnienie na południe od Bardowiku terenów zamieszkałych jeszcze wtedy przez słowiańskich Drzewian, a przez kartografa zaznaczonych jako Wilczanie (Vltzen), czyli ogólnie Obodryci, a w najszerszym pojęciu - Wieleci.


Wymieniony w wyżej cytowanym dokumencie Bardowik, położony około 10 kilometrów na zachód od Łaby, był już wówczas wyznaczonym przez Karola Wielkiego miejscem handlu między Saksonami, Duńczykami (Normanami) i Słowianami. Po ustabilizowaniu politycznym Saksonii cesarz wydał w Kapitularzu z Thionville (Diedenhofen) z 805 roku prawo zabraniające w tym grodzie sprzedaży mieczy Słowianom i koni Normanom, w celu zapobieżenia ich ataków na Saksonię. Chociaż nie zapobiegło to toczonym nadal między nimi napadom zbrojnym (o jednym z napadów Obotrytów w 997 roku na okolice Bardowiku wspomina kronikarz Thietmar), to między wojnami prowadzili ożywioną wymianę handlową.

Książęta obotryccy szukali także stabilizacji politycznej ze Skandynawami. Tym celom służyło małżeństwo księżny Astrydy (979-1035) z królem Szwecji Olofem Skötkonungiem (Olaf Eiriksson), z którego to pochodził kolejny władca szwedzki Anund Jakub oraz Ingegarda Olofsdotter - przyszła żona wielkiego księcia kijowskiego Jarosława Madrego. Wysoka pozycja polityczna Astrydy w Szwecji wskazuje, że nie mogła ona być branką wojenną Wikingów, jak utrzymuja niektórzy historycy, ale politycznym wyborem Obotrytów, co Adam Bremeński potwierdza następująco: "Olaph Rex Sueonum christianissimus erat, filiamque Sclavorum Estrid nomine de Obodritis accepit uxorem" (podkreślenie moje). Syn Astrydy Anund Jakub wspierał militarnie Jarosława Mądrego, przeciwko któremu wcześniej działał Bolesław Chrobry. Podupadłe po śmierci Chrobrego państwo polskie odbudował Kazimierz Odnowiciel, który obierając za żonę Marię Dobroniegę, siostrę Jarosława Mądrego, przywrócił dobre stosunki z Rusią.

Jeszcze w XI wieku Bardowik wydawał własną monetę. Do dziś zachował się bity tam srebrny fenig (denar), średnica 17 mmm, waga 1,04 g, datowany na lata około 1060-1080 (źródło: The Fitzwilliam Museum). Bardowik musiał być przez kolejny jeszcze wiek znaczącym ośrodkiem handlowym i politycznym, bowiem kronikarz Helmod wspomina w "Kronice Słowian" (Chronica Slavorum) wizytę cesarza Lotara III w tym grodzie w 1134 roku. W owych czasach przez Bardowik wiódł najkrótszy i najważniejszy szlak handlowy, łączący Pomorze z Cesarstwem Karolińskim: Bardowik - Parchim (Parchum) - Güstrow (Ostrów) - Demmin (Dymin) - Usedom (Uznam) - Wolin.


Sojusz Karola Wielkiego z Obotrytami - poganami, wymierzony przeciw Saksonom - poganom, praktycznie wygasły w 805 roku, miał więc charakter tymczasowy raczej, niż strategiczny. Wytępione przez niego wśród Saksonów pogaństwo uczyniło ten naród żarliwym wyznawcą chrześcijaństwa, z którego terenów miała wkrótce rozpocząć się ekspansja nowej wiary i kultury wśród narodów słowiańskich. Oto pomnik cesarza Franków, zwanego przez nich Charlemagne, usytuowany przed katedrą Notre-Dame w Paryżu (źródło: Wikipedia).


Książę Wican poprzedził o dwa wieki pierwszego, historycznie udokumentowanego, polskiego księcia Mieszka I (zm. 992) oraz o ponad trzy wieki księcia pomorskiego Warcisława I (zm. 1135). Nie wiadomo, czy te znaczne różnice czasowe w pierwszych źródłach pisanych wynikają z opóźnienia w rozwoju kulturowym i politycznym Polan i Pomorzan względem Obodrytów, czy też, co bardziej prawdopodobne, z braku wcześniejszych kronikarskich zapisów o Polanach i Pomorzanach, którzy weszli w kontakt ze "światem pisanym" dopiero z nadejściem chrześcijaństwa, poprzez kronikarzy kościelnych i świeckich z zachodu Europy.

Potwierdzeniem dojrzałej już na początku XI wieku organizacji plemiennej Pomorzan, jeżeli już nie państwowej, może być fakt, że tam spędził młodość Edmund Stary (995-1060), przedślubny syn wspomnianego wyżej króla Szwecji Olofa Skötkonunga, z jego związku z Edlą, córką pomorskiego szefa plemienia, być może Wolinian. Chociaż około 1008 roku Olof Skötkonung wprowadził w kraju chrześcijaństwo, to Edmund Stary, kiedy po powrocie z pogańskiego Pomorza objął tron Szwecji około 1050 roku, usiłował powstrzymać wprowadzanie w kraju nowej religii, później przez kronikarzy określany "niedobrym".

Poniższa mapa pokazuje zasięg terytorialny imperium Karola Wielkiego. Tereny oznaczone kolorem żółtym wskazują kraje związane z cesarstwem obowiązkiem lenna (źródło: Wikipedia).

Wspomnijmy jeszcze o jednym, interesującym związku Obodrytów z pomorskim Maszewem. Otóż misjonarz w obotryckiej Wagrii, św. Wicelin (1090-1154), którego działania ewangelizacyjne wspierał książę obotrycki Henryk Gotszalkowic (jego matką była Sygryda, córka króla Danii, Swena Estridsena), wychowywał się na zamku Eversteinów w Holzminden, zanim wiek później Eversteinowie dotarli na Pomorze. Dodajmy, że wspomniany tutaj król Danii był wnukiem innej Sygrydy - Świętosławy, córki Mieszka I.

Kontynuując krótką historię Obodrytów, w 1147 roku pod przywództwem księcia Niklota (1090-1160) przeciwstawiają się oni napaści prowadzonej przez książąt niemieckich, duńskich, polskich i morawskich, z upoważnienia papieża, błogosławionego Eugeniusza III, w ramach II wyprawy krzyżowej, antypogańskiej krucjaty wymierzonej w Słowian połabskich, a także pomorskich.

W 1160 roku, we wspólnej wyprawie księcia Saksonii Henryka Lwa i króla Danii Waldemara I przeciwko Obodrytom, ginie książę Niklot, co oznacza początek utraty niepodległości Słowian zachodnich i przejmowanie kontroli ich ziem przez Niemców. Na miejscu byłego grodu słowiańskiego, w różnych dokumentach historycznych znanym jako Zuerin, Zuarina, Zwerin, Zvarin zbudowano zamek, w którym dziś stoi pomnik Niklota. W języku połabskim "zvěŕ" oznaczało zwierzę, spolszczona nazwa: Zwierzyn, Swarzyn, Skwierzyn. Oto zdjęcie pomnika (autor: pappnas, fotocommunity.de).


Następca i syn Niklota, książę Przybysław (zm. 1178), po przegranej w Henrykiem Lwem bitwie pod Verchen przyjął w 1164 roku chrześcijaństwo, a w 1167 roku oddał kraj w lenno Saksonii. W 1172 roku towarzyszył Henrykowi w pielgrzymce do Jerozolimy, a także (w tej samej podróży) do Konstantynopola, gdzie Henryk Lew spotkał się z cesarzem Manuelem I. Komnenem (1118-1180). Cesarz bizantyjski, który podobnie jak książę Saksonii był przeciwnikiem cesarza Niemiec Fryderyka I Barbarossy, podarował księciu żywego lwa, z którym ten powrócił na zamek w Brunszwiku.

Tak W ufundowanej przez siebie ewangelii, wydanej w 1180 roku, Henryk Lew z żoną Matyldą przedstawiony jest w ceremonii koronacji. Sponsor Ewangeliarza został właściwie doceniony przez autora ilustracji, który przedstawił parę książęcą w chwili, kiedy ręce z niebios zakładają im korony.


Jak pisze W. Bogusławski w IV tomie "Dziejów Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej" (Poznań 1900), "... po powrocie (z pielgrzymki) do domu (Przybysław) starał się o rozszerzenie między poddanymi swymi oświaty chrześcijańskiej. Z pomocą Przybysława, Henryk Lew władał Słowianami jakby jaki król". Chociaż Niklot jest biologicznym twórcą dynastii, już nie obodryckich ale meklemburskich książąt, to faktycznym, politycznym jej założycielem jest książę Przybysław, którego następcą był jego syn Henryk Borwin (Borzywój) I (zm. 1227).

Pamięć o kolejnym władcy, Henryku Borwinie II, w nowożytnej Meklemburgii jest całkiem żywa, o czym świadczy choćby poniższa ilustracja fragmentu zbudowanego w 1889 roku pomnika z fontanną tego słowiańsko-germańskiego księcia, założyciela miasta, na Targu Końskim w mieście Güstrow (foto: Wikipedia).


Nazwa Güstrow kryje w sobie starosłowiańskie słowa *gǫsь (gęś), oraz ostrov (wyspa), zatem oznacza "gęsią wyspę". Jej pierwsze zanotowane pisemne formy to 1227 Guztrowe (w 1227 roku), Guzstrowe (AD 1228). Słowiańska końcówka -owe, zgermanizowana później w nazwach miejscowości pochodzenia słowiańskiego na -ow, a nawet na -au (np. u Połabian: Bützow, Neubukow, Stäbelow, Malchow, Teterow, Plau, Lübbenau), oznacza przynależność lub atrybut i jako dopełniacz odpowiada na pytanie kogo? czego?

W podobny sposób powstała nazwa Maszewa (niem. Massow), gdzie jego stara, bliska pierwotnej, chociaż już zgermanizowana nazwa Massowe, wywodziła się - jak sądzę i wspomniałem o tym w artykule "O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa", jako miejsce należące do rycerza Masława, co implikuje oryginalną nazwę Masławe.

Do dzisiaj Jezioro Wyspowe (Inselsee) w Güstrow leży w korytarzu migracyjnym ptactwa wodnego. Jest one ulubionym miejscem postojowym migrujących wiosną i jesienią trzech rodzajów dzikich gęsi: gęsi białoczelnej, gęsi zbożowej i gęgawy (foto: Jens Griesbach).


Imię Borwin to forma oboczna - zgermanizowana od imienia Borzywój (oryg. Bořivoj, łac. Borzivogius) i takie imię nosił pierwszy historyczny władca Czech, Borzywoj I (AD 852-889). Etymologicznie zachodnio-słowiańskie imię Borzywoj i wschodnio-słowiańskie Borysław, Borys wywodzą się od starosłowiańskiego słów "borba" - walka, bój oraz odpowiednio, "wój" - od wodzić (starocerkiewno-słowiańskie "woditi"), przewodzić (wojsku), oraz "sława" i oznaczają dzielnego wojownika.

Słowiańsko-germańska linia Obotrytów panowała w Meklemburgii aż do 1918 roku, a do dzisiaj żyje jej potomek, w 25-tym pokoleniu od księcia Niklota, książę Borwin. Oficjalny jego tytuł to "Książę Mecklenburg-Strelitz, Książę Wendów, Schwerina i Ratzeburga". Oto godło tego księstwa, łączące meklemburskiego tura i pomorskiego gryfa.


Dynastia meklemburska, jedyna wśród linii monarchistycznych o słowiańskim pochodzeniu, jest jednocześnie jednym z najstarszych rodów królewskich w Europie, z którego pochodzi m. in. królowa angielska Elżbieta II, poprzez Charlottę of Mecklenburg-Strelitz, babkę królowej Victorii.

Oto zdjęcie z 2011 roku, ze spotkania w Mirowie księcia Borwina (z brodą, obok jego córka Olga) z ambasadorem Wielkiej Brytanii z okazji 250-tej rocznicy koronacji królowej Charlotty (źródło: flickr.com). W tym kościele chrzczona była przyszła królowa Anglii.


Dzięki mądrości politycznej Obodrytów, którzy w obliczu zagrożenia ze strony Danii, Saksonii, Polski i Czech zdecydowali się wesprzeć na najsilniejszym z tych sąsiadów, do dzisiaj zachowało się we wschodnich Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, o czym pisze Oswald Jannermann w pracy "Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland" (2009).

Oto kopia pieczęci księcia Przybysława I, jakie zachowały się na dokumentach z 1254 i 1290 roku (za książką pod redakcją C. G. F. Lisch: "Jahrbücher des Vereins für meklenburgische Geschichte und Alterthumskunde" (1846), 11.Jahrgang, opublikowaną przez Landesbibliothek Mecklenburg-Vorpommern).


Ale gdzie są ci Obodryci z Maszewa? Już śpieszę odpowiedzieć. O dziejach obotryckiej rodziny Streitzów, którzy w XVIII wieku byli posiadaczami Młyna Warszewskiego wspominałem w artykule "Zaginione młyny i wiatraki".

Post scriptum:

Do podanego na interesująco redagowanym kaszubskim portalu społecznościowym Nasze Kaszuby linku do blogu MASSOVIA załączono następujący komentarz: "Z jednej strony niewątpliwie można się (tutaj) dowiedzieć wielu bardzo ciekawych wiadomości o Maszewie i Ziemi Maszewskiej. Z drugiej zaś strony, nie można nie zauważyć, że autor za Pomorze uważa tylko wyłącznie dawną niemiecką prowincję Pommern, nie widząc zupełnie miejsca gdzie kultura pomorska przetrwała do dnia dzisiejszego, a więc wschodniej części Pomorza (notabene nawet przez niemieckich historyków nazywanej Pomerellen, od łac. Pomerelia tzn. Małe Pomorze), zamieszkanej do dziś przez autentycznych Pomorzan - Kaszubów."

To prawda - na tym blogu zajmuję się przede wszystkim Pomorzem w jego historycznych granicach Księstwa Pomorskiego, zwłaszcza zanim stało się "niemieckie". Pomorze Gdańskie, zwane przez wieki Prusami Zachodnimi lub Pomerelią, "zawładnęło" dopiero w ostatnich latach całą nazwą Pomorza, uznając się wbrew historii za Pomorze właściwe, pozostawiając rzeczywistemu Pomorzu peryferyjną nazwę Pomorza Zachodniego. Historycy powszechnie przyjmują, w tym ci co już odeszli, jak uznający się za Kaszuba prof. Józef Spors i rodowity Kaszëba prof. Gerard Labuda ("Kaszuby i ich dzieje", Gdańsk 1996), że kolebką Pomorzan jest obecne Pomorze Zachodnie, skąd wyszła nazwa Kaszub, obejmując następnie północno-wschodnią część ziem obotryckich oraz dzisiejsze Pomorze Środkowe.

Zasiadający w Gdańsku od XII wieku - czasów podboju tego regionu przez Bolesława Krzywoustego pierwsi książęta byli poddanymi królów i książąt polskich, bądź jako ich lokalni wasale, bądź też jako przysłani z Polski najemnicy. Nigdy nie byli książętami Pomorza lub pomorskimi, ani kaszubskimi. Na przykład Świętopełk II "Wielki" (przydomek dodany w XX wieku, nie mający związku z historycznym jego imieniem), to w istocie tylko Zwantepolc de (terram) Danceke (Świętopełk gdański), chociaż po zabiciu polskiego władcy Leszka Białego zaczął bezpodstawnie nazywać się księciem Pomorza. Pomijając argumenty ideologiczne, którymi historycy czasami dzisiaj zaciemniają lub wręcz zniekształcają obiektywne fakty historyczne, Ziemia Gdańska, zaczęła stawać się "pomorską" w sensie politycznym i kulturowym w XVII wieku, dopiero po przejęciu Pomorza przez Brandenburgię.

Fakt, że kultura pomorska, mimo wieków germanizacji i czasów bezceremonialnie wprowadzanej polonizacji w okresie międzywojennym i w okresie PRL (przykład Słoweńców), przetrwała do dzisiaj na Pomorzu Wschodnim, jest chwalebnym.

Uzupełnienie drugie (2014):

Ostatnie lata przyniosły w naszym kraju wiele znaczących odkryć archeologicznych z okresu budowania zrębów państwa polskiego (X-XI wiek), które - o ile same w sobie nie przełomowe, są jednak na tyle czytelne i jednoznaczne w swojej wymowie, że w powiązaniu z dotychczasowym dorobkiem archeologii w kraju i za granicą, stworzyły podstawy do zasadniczo nowego spojrzenia na źródła i przyczyny nagłego (w perspektywie historycznej) uformowania się struktur państwowych w Polsce. 

Rysujące się już od wielu lat, poza oficjalną wykładnią naszych historyków, zarysy nowej interpretacji źródeł archeologicznych i historycznych znalazły swój mocno uargumentowany i spójny wyraz w zbiorze esejów Zdzisława Skroka (foto: Mirela Tomczyk, 2015) "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" (Iskry 2013).

W tym świetle widać wyraźnie, że ewolucja kulturowa i polityczna także wśród Obotrytów w okresie VIII-X wieku, musiała być w znaczącym stopniu stymulowana przez bezpośredni, wewnątrzplemienny, a później wewnątrzpaństwowy w niej udział Wikingów.

sobota, 20 lutego 2010

Pomeranos - spadkobiercy kultury pomorskiej


Wielu współczesnym mieszkańcom Pomorza mogłoby wydawać się że kultura pomorska, czyli historyczny język, folklor i tradycje tego regionu, przestała dawno istnieć. Jedni powiedzieliby, że od początku XV wieku, kiedy zanikła tutaj mowa słowiańska, inni że kultura pomorska odeszła w przeszłość wraz z wysiedleniem w 1945 roku i rozproszeniem jego dawnych mieszkańców. Większość zapewne przypuszcza, że żywej kultury pomorskiej już nie ma. Otóż nie! Zyje ona wśród największego na świecie skupiska potomków Pomorzan w odległej Brazylii. Niech wstępem do tego postu będzie krakowiak zatańczony przez brazylijskich Pomeranos:



Pomeranos to obecnie około trzystutysięczna społeczność Pomorzan, która osiedliła się w XIX wieku w trzech południowych stanach Brazylii: Espirito Santo, Rio Grande do Sul i Santa Catarina.

Były to czasy wielkich emigracji z najbiedniejszych regionów Europy, głównie z Irlandii, Pomorza i z Galicji, do "ziemi obiecanej" w innych częściach świata. Pomorzanie zostali zmuszeni do emigracji nie tylko z powodu biedy, ale w wyniku drastycznej społecznie polityki, najpierw króla Prus Fryderyka Wilhelma III, a później Bismarcka. Ten pierwszy zakazał modlitw publicznych, (czyli w kościołach), a później nawet w domach prywatnych, w religii luterańskiej, dominującej na Pomorzu. Ten drugi, "żelazny kanclerz", mający za żonę Joannę z Puttkamerów, z pomorskiego rodu o słowiańskich korzeniach, którą bardzo cenił, z jednej strony doprowadził do politycznego zjednoczenia Niemiec i wielkiego postępu gospodarczego kraju, z drugiej strony niszczył wszelkie ślady mniejszości narodowych i obcych kultur. Przy okazji wzmianki o pomorskich Puttkamerach warto dodać, że Adam Mickiewicz obdarzył niespełnioną miłością Marylę Wereszczak, małżonkę Wawrzyńca Puttmakera, przedstawiciela powstałej w XVII wieku litewskiej odnogi tego rodu.

Przywiązanie pomorskich, a ogólnie północno-niemieckich imigrantów w Ameryce do starej wiary luterańskiej potwierdza poniższa litografia, zatytułowana "Życie Martina Lutra i bohaterów reformacji" i wydana w Nowym Jorku w 1874 roku (źródło: Library of Congress).
 

Przedstawia ona Lutra palącego bullę papieską, mocą której został on ekskomunikowany, a także postacie prekursorów Reformacji: Czech Jan Hus, Włoch Girolamo Savonarola oraz jej głównych zwolenników: Anglik John Wycliffe, Niemiec czeskiego pochodzenia Kaspar Cruciger, Niemiec Philipp Melanchton, Pomorzanin Johannes Bugenhagen, król Szwecji Gustaw II Adolf oraz Bernhard, książę Saksonii-Weimaru.

Do USA i Australii najczęściej wyjeżdżali z Pomorza rzemieślnicy i robotnicy miejscy, nieco lepiej sytuowani od beznadziejnie biednych mieszkańców pomorskich wsi i majątków ziemskich. Z Maszewa i z najbliższych okolic wyemigrowało wówczas do USA kilkaset osób. Większość z nich osiedliła się w stanie Wisconsin, gdzie w ciągu półtora wieku całkowicie zasymilowała się w społeczeństwie amerykańskim, a także w zasadzie utraciła poczucie odrębności kultury pomorskiej od niemieckiej.

Najbiedniejsi Pomorzanie, nie posiadający ani ziemi, ani domu, mieszkający "kątem" w junkerskich majątkach w zamian za świadczoną tam pracę, między innymi ci z byłego powiatu Nowogard, emigrowali do Brazylii, której rzad oferował im darmowy przejazd statkiem, darmową ziemię (lasy do wykarczowania) i pożyczkę w formie zwierząt gospodarskich i ziarna. W latach 1856-1940 z okolic Maszewa wyemigrowały do Brazylii (rejon miasta Blumenau, stan Santa Catarina) rodziny z Nastazina (Hermelsdorf), Mokrego (Schönwalde), Kani (Kannenberg), Wyszomierza (Wismar), Wojtaszyc (Voigtshagen).

Przybyli praktycznie bez żadnego dobytku i pieniędzy, osiedleni w głębi brazylijskiej puszczy, z dala od innych społeczności i dróg, Pomorzanie zaczęli budować swoją małą ojczyznę. Izolacja od świata wzmocniła ich wzajemne więzi i wolę przetrwania. Powstawały pierwsze chaty w stylu pomorskim. Zbudowali pierwszy kościół ryglowy, bez żadnej cegły. W internecie jest wiele blogów redagowanych przez brazylijskich Pomeranos, którzy piszą o własnej historii i kulturze. Oto jedno ze zdjęć, archiwum : Ursula Topper Dettmann:

Współczesny język pomorski, tak zwany Pommersche Platt, jest dialektem języka dolno-niemieckiego (Plattdüütsch), który ukształtował się pod pewnym wpływem języka holenderskiego (na przykład pory roku po pomorsku: Blaumatijd - czas kwiatów, Warmtijd - ciepły czas, Fruchttijd - czas owoców, Kaltijd - zimny czas).

Nie wiem, czy zachowały się w języku mówionym przez Pomeranos jakiekolwiek ślady języka słowiańskiego, czyli dawnego pomorskiego. Zdaniem historyków i językoznawców język pomorskich Słowian mógł być zbliżony do języka Słowian połabskich. W książce "The Biblical Repository" (Tom 4, 1834) Edward Robinson pisze, że ostatnia msza odprawiona w języku tych Słowian miała miejsce w Wustrow, zwanym też Wendland (40 km na zachód od Wittenberge nad Łabą), w 1751 roku.

Do dziś zachowało się w Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, jak pisze Oswald Jannermann w pracy "Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland" (2009). Są to zwykle nazwy zakończone na -itz, -enz, -ik, -in oraz -ow, na przykład Berlin, Lipsk (Leipzig, kiedyś Leipzik). Interesującym jest, że w pewnych grupach języków słowiańskich występują samogłoski nosowe (w polskim, w dawnym połabskim i pomorskim), a w innych w ogóle nie (w rosyjskim, łużyckim). Na przykład polska łąka, połabska lonka albo lanka, ale rosyjska łuka i łużycka luk albo luckau.

W 2005 roku w pięciu miastach stanu Espirito Santo, do szkół podstawowych, do których uczęszczają dzieci Pomeranos, wprowadzono naukę języka pomorskiego. Rok później prof. Ismael Tressmann, etnograf, językoznawca i autorytet intelektualny brazylijskich Pomorzan, wydał słownik pomorsko - portugalski (zdjęcie wyżej), zawierający około 15 tysięcy terminów. Język ten zachował się także w mniejszych społecznościach pomorskich w USA i w Australii.

Znakomity badacz kultury pomorskiej, nie żyjący już dziennikarz Klaus Granzow (na zdjęciu) Pomorzanin z urodzenia i wyboru, w trakcie swojej wizyty u Pomeranos w 1975 roku zauważył, że nie znali oni w swoim języku słowa ciastko. Używali współczesnego niemieckiego słowa Kuchen. Doszedł wtedy do wniosku, że wyraz ten wypadł z użycia i został zapomniany, bo nie jedli ciastek z powodu wielkiej biedy, w jakiej trwali przez ponad cztery pokolenia od czasu przybycia do Brazylii. Jest jednak zupełnie możliwe, że nie znali tego słowa już pierwsi pomorscy imigranci, którzy jeszcze na Pomorzu od wielu pokoleń stanowili najuboższą warstwę społeczną. Wiele wskazuje na to, że to właśnie oni są potomkami Słowian pomorskich, a więc mają najstarsze pomorskie korzenie.

Na swoje słowiańskie, ale także germańskie pochodzenie brazylijscy Pomeranos powołali się w uzasadnieniu do projektu ustawy parlamentu stanowego Rio Grande do Sul, który w 2007 roku uchwalił dzień 18 stycznia, w 150 rocznicę ich przybycia do Brazylii, jako Święto Pomorzan. W audycji w języku portugalskim w dniu 6 września 2004, poświęconej niemieckim śladom w stanie Espirito Santo Radio Deutsche Welle podało, że "Pruska prowincja Pomorze zachowała swoją szczególną tożsamość kulturalną, mimo wielu prób jej zdominowania ze strony Duńczyków, Szwedów i Niemców." Oto zdjęcie z tytułem filmu dokumentalnego Hermanna Roelke z 2009 roku "Pomeranos: A trajetória de um povo" (Pomorzanie - droga pewnego narodu).


W okresie średniowiecznej kolonizacji Księstwa Pomorskiego przez Niemców, autochtoniczni Słowianie którzy nie asymilowali się z przybyłą nową kulturą, religią i organizacją społeczną, a dotyczyło to zwykle ludzi biedniejszych, zablokowany mieli często dostęp do edukacji, wykonywania rzemiosła i handlu, a także zmuszani byli do opuszczania miast. To ci najbiedniejsi Słowianie stworzyli trzon warstwy chłopskiej, która z wiekami ubożała, na rzecz rozrastających się latyfundiów, należących do germanizującej się szlachty pomorskiej oraz do kolonizatorów niemieckich i do Kościoła. Na tym oto starym zdjęciu z przełomu XIX/XX wieku uwieczniono chwilę opuszczania rodzinnych stron przez pomorską rodzinę i początek jej podróży "za chlebem" (źródło: Fotos Antigas de Pomerode).


Pomijam tutaj fakt, że proces wzrastającego rozwarstwienia społecznego i wzrost siły politycznej szlachty w okresie feudalnym był typowym we wszystkich krajach europejskich. A także fakt, że z perspektywy historycznej Księstwo Pomorskie, w świetle zmieniających się zagrożeń utraty niepodległości ze strony Danii, Szwecji, Polski i Niemiec zmuszone było do szukania aliansów z jednym z tych państw, aby uchronić się przed innymi.

Słowiańskość Polski i Pomorza okazała się zwornikiem zbyt słabym, wobec chrystianizacji wprowadzanej przez Niemców, która przyniosła ze sobą nie tylko nowy język, ale i wzmocnienie gospodarcze Księstwa. Należy pamiętać, że kiedy Polska piastowska włączyła Pomorze w swoje granice, to nie było to wynikiem porozumienia się z Pomorzanami, ale ich podboju. To właśnie za czasów króla polskiego Władysława Hermana, jego wojska pod dowództwem Sieciecha zniszczyły w 1092 roku zamek w Maszewie (także grody w Pyrzycach, Stargardzie, Białogardzie i Kamieniu). Prawdopodobnie zamek maszewski nie został już nigdy potem odbudowany. Oto złota moneta z 1981 roku z Władysławem Hermanem na awersie (lata panowania 1079-1102) i z godłem Polski na rewersie (źródło: Warszawskie Centrum Numizmatyczne, wcn.pl).


Zauważmy, że wraz z powstaniem w XVIII wieku systemów władzy absolutnej proces osłabiania państwa przez nadmierne przywileje szlachty został zahamowany w Niemczech i w innych krajach, ale nie w Polsce. Szlachta pomorska, biorąc przykład ze szlachty polskiej, kontestowała próby ograniczenia swoich przywilejów przez kolejnych królów pruskich, dążących do reform, które miały wzmocnić gospodarkę państwa.

Na sejmie w Stargardzie w 1653 roku posłowie słupscy Jakub von Puttkamer i Jan Adolf von Zitzewitz mocno zaprotestowali wobec niejasnego stanowiska elektora Brandenburgii, Fryderyka Wilhelma, prawnego sukcesora po księciu Bogusławie XIV, który unikał potwierdzenia dotychczasowych przywilejów szlachty pomorskiej. Zmuszenie w 1724 roku przez krola Fryderyka Wilhelma I do przyjęcia przez szlachtę pomorską reform z jednej strony oznaczało utratę resztek autonomii politycznej Pomorza wobec Prus, z drugiej rozpoczęło proces rozwoju gospodarczego Pomorza i wzmocnienie siły ekonomicznej i tym samym politycznej Prus. W Polsce w tym czasie postępowała dezorganizacja struktur państwowych i zapaść gospodarcza, zakończone upadkiem państwa i rozbiorami.

Kultura pomorska wyrosła zarówno z korzeni słowiańskich, jak i germańskich. Tak jak sam człowiek rozwija się w ciągu swego życia, tak i społeczności lokalne ewoluują w swej wielowiekowej historii. W kulturze pomorskiej zmieniał się język, zwyczaje, a nawet religia. Co pozostało niezmienne, jak w każdej społeczności regionalnej, to poczucie tożsamości z ziemią rodzinną, zamieszkałą "z dziada, pradziada", z jej przyrodą i klimatem oraz z wizerunkiem i rytmem pracy, codziennego życia i sposobem świętowania. Pomorski "klimat" oddaje dobrze ekspresjonistyczna grafika Martel Schwichtenberg, zatytułowana "Z Pomorza" (Aus Pommern), opublikowana w wydawnictwie Eckart von Sydow, Hannover 1923 (źródło: Christie's).


Współcześni Pomeranos, mimo olbrzymich przeciwieństw losu, jakie stawały im na drodze przez ostatnie 150 lat, uratowali od zapomnienia kulturę swoich przodków. I za to można mieć dla nich wielki podziw. O tych przeciwnościach trwających do dziś i o samej kulturze napiszę przy innej okazji. Z pewnością warto!
.