Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barnim I. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barnim I. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2011

Ewald Jürgen von Kleist - największy fizyk w historii Pomorza


Zgodnie z zamiarem sygnalizowanym w poprzednim artykule chciałbym dzisiaj przedstawić początki maszewskiej energetyki, która narodziła się w 1906 roku, czyli w 160 lat po dokonaniu największego w tamtych czasach na świecie odkrycia w dziedzinie fizyki, dokonanego w Kamieniu Pomorskim w 1745 roku przez Ewalda Jürgena (Georga) von Kleista, administratora kościoła ewangelickiego na Pomorzu. Odkrycie to (chociaż kontrowersje budzi jego autorstwo, o czym niżej), bez żadnej przesady oceniane jest przez naukowców jako epokowe i przełomowe, które otworzyło drogę dla rozwoju dalszych badań nad elektrycznością i opanowania przez człowieka produkcji i zastosowania energii elektrycznej. Niech tablica pamiątkowa ku pamięci pomorskiego wynalazcy otworzy nasz temat.


Benjamin Franklin (1706-1790), nie wiedząc kto faktycznie dokonał tego odkrycia, w swych badaniach w dziedzinie elektrostatyki bezpośrednio wykorzystał wynalazek von Kleista, który nazwał "wspaniałą butelką Musschenbroek'a". Z uwagi na godny pożałowania fakt, że wysokie miejsce von Kleista w Panteonie nauki światowej nie jest niestety zbytnio zauważane ani na Pomorzu, ani w Polsce, pozwolę sobie w drodze wyjątku poświęcić ten artykuł bardziej odkrywcy z Kamienia, bez którego prąd elektryczny dotarłby nie tylko do Maszewa, ale i do każdego zakątka świata później niż to miało miejsce.

Zacznijmy od tego, że starożytni Grecy byli pierwszymi, którzy poznali zjawisko dziś określane jako tzw. elektryczność statyczna. Tales z Miletu odkrył około 600 lat p.n.e., że pocierany o wełnę bursztyn przyciąga jej włókna lub ptasie pióra. Z języka starogreckiego wywodzi się słowo "elektryczność", w którym elektron oznaczał bursztyn. Minęły jednak dalsze 23 wieki, aby został zrobiony pierwszy krok, w którym człowiek skonstruował urządzenie do wytwarzania i gromadzenia ładunków elektrycznych.

Otto von Guericke (1602-1686), saksoński naukowiec, odkrywca i polityk, znany głównie z odkrycia pompy próżniowej, w 1663 roku skonstruował także urządzenie pozwalające, w trakcie pocierania się dwóch tarcz na obracanym kole, na wytwarzanie energii elektrostatycznej, rozładowywanej przez powstające na końcach dwóch biegunów iskrzenie. Wynaleziony generator elektrostatyczny został skutecznie wykorzystany dopiero w kolejnym wieku przez  Ewalda von Kleista, jakkolwiek przed nim używał tego urządzenia do różnych prób Jean Antoine Nollet (1700-1770), o którym niżej, co przedstawia poniższa reprodukcja.

 
Ewald von Kleist odkrył tzw. kondensator elektryczny, to jest urządzenie które w odróżnieniu od generatora nie produkowało, ale gromadziło, kumulowało energię elektryczną. W trakcie swoich badań zauważył on, że energia elektryczna może być gromadzona, jeżeli generator elektrostatyczny zostanie podłączony do miedzianego prętu włożonego do trzymanej w ręku butelki z płynem (była to prawdopodobnie rtęć, woda lub alkohol). Ręka badacza i płyn w butelce działały jako przewodniki, zaś butelka jako izolator. Trzymając butelkę w jednej ręce, a drugą obracając koło generatora, jego ciało działało jako uziemienie, natomiast pręt w butelce jako biegun dodatni. Po przerwaniu pracy generatora i odłączenia od niego butelki dotknięcie drugą ręką przewodu w butelce było bolesne, wskazujące więc że zgromadziły się w niej ładunki elektryczne.

Energia "zatrzymana" przez von Kleista, jak się wkrótce okazać miało, pozwoliła utrzymać w ciągłości badania nad jej właściwościami i uruchomiła serię wielkich odkryć w dziedzinie elektryczności. Wynalazek ten stał się iskrą inspirującą naukowców w Europie i w Ameryce, którzy od tego momentu lawinowo odkrywali kolejne właściwości elektryczności oraz budowali coraz to bardziej wyrafinowane urządzenia do jej produkcji i wykorzystania. Fragment eksperymentu pomorskiego badacza wyglądał zapewne jak przedstawiają  współczesne jemu źródła:

Ewald von Kleist (1700-1748), urodzony w Wicewie (Vietzow, Wutzow) koło Białogardu, a zmarły w Koszalinie, pochodził ze starej pomorskiej rodziny szlacheckiej o  rodowodzie słowiańskim. Pierwsze zachowane w dokumentach wzmianki o tym rodzie pochodzą z lat 1240-1269, dotyczące Conrada Clesta (w języku pomorskim było to nazwisko Kleszcz), który służył jako marszałek dworu u księcia Barnima I. W dniu 16 września 1259 Conrad Clest był m.in. świadkiem w wydanym przez księcia Barnima I dokumencie, określającym granice Ziemi Maszewskiej.

Ewald Jürgen von Kleist pracował nad swoim epokowym odkryciem, kiedy był dziekanem katedry kamieńskiej w latach 1722-1747. Wcześniej stanowisko dziekana tej katedry pełniło kilku jego przodków: Przybysław (Pribislav) von Kleist w latach 1535-1539 (w latach 1515-1531 był tam kantorem), Jakob von Kleist 1579-1585 (w latach 1574-1576 zastępcą biskupa, łac. vicedominus), Wilhelm bon Kleist 1629-1636 i Ewald von Kleist 1653-1663, a Matthias von Kleist był tam kustoszem w latach 1636-1637.

Młody Ewald do 15-tego roku życia pobierał nauki prywatne w domu, co było wówczas typowe w rodzinach szlacheckich. W 1715 roku podjął naukę w gimnazjum im. Księżnej Jadwigi (Fürstin-Hedwig Schule) w Szczecinku, ufundowanym przez swoją patronkę w 1640 roku. Była to czwarta najstarsza na Pomorzu świecka szkoła średnia, po gimnazjum w  Szczecinie (Marienstiftsgymnasium) z 1544, w Stralsundzie z 1560 i w Stargardzie (Collegium Groeningianum) z 1631 roku). Poniżej zdjęcie budynku tej ostatniej szkoły z początku XX wieku (ze zbiorów Książnicy Pomorskiej). W latach 1719-1727 rektorem stargardzkiego gimnazjum był Johann Christian Schöttgen (1687-1751), jeden z najwybitniejszych historyków Pomorza. 


Najstarsze w Polsce świeckie gimnazja powstały w Pińczowie w 1550 roku i Krakowie (Kolegium Nowodworskie) z 1586 roku. Najstarsze w Polsce ślady szkoły kościelnej (przy dawnej kolegiacie), założonej w 1180 roku odkryto w Płocku. W XIII wieku było w Polsce już około 30 szkół przy kapitułach katedralnych i kolegiackich, a także parafialne w większych miastach, kształcące głównie księży na potrzeby rozwijających się parafii. Najstarsza szkoła przykościelna w Europie powstała w 597 roku w Canterbury, Anglia. 

Od roku 1718 Ewald von Kleist kontynuował naukę w gimnazjum akademickim w Gdańsku (Athenaei Gedanensis, założonym w 1558 roku). W 1721 roku podjął studia prawnicze na najstarszym w Holandii (i do dzisiaj o wysokiej reputacji światowej) Uniwersytecie w Lejdzie (Leiden).  Po studiach objął stanowisko dziekana katedry kamieńskiej, które po reformacji kościoła było funkcją świecką, administracyjną. Jemu podlegała m.in. szkoła przykatedralna. Mieszkał w dworku uwidocznionym na poniższej kopii ryciny, zaczerpniętej z interesującego artykułu Mariana Klasika "Butelka Kleista - pomost pomiędzy starymi i nowymi czasy", Koszalin7.pl:


O dokonanym w dniu 11.10.1745 roku odkryciu Ewald von Kleist poinformował listem z dnia 4.11.1745 Dr. Johanna Lieberkühna, członka Berlińskiej Akademii Nauk i sekretarza sekcji fizyki tej akademii, a następnie dnia 28-go tego samego miesiąca swojego kolegę z czasów gimnazjum w Gdańsku Pawła Świetlickiego (1699-1756), który pełnił wówczas obowiązki diakona w kościele św. Jana oraz członka Towarzystwa Przyrodniczego w Gdańsku. Studiował on m.in. w Rostocku, gdzie w 1720 roku opublikował (jako współautor) dysertację historyczno-filologiczną "De locis & temporibus precum in ecclesia patriarchali", a po latach spędzonych na innych uniwersytetach (w Niemczech, Anglii, Holandii, Francji i Anglii), na dworach w Soissons i w Londynie, osiadł ponownie w Gdańsku, gdzie wykładał język polski w tamtejszym gimnazjum. 

Na początku grudnia 1745 Ewald von Kleist poinformował listownie także innego członka Berlińskiej Akademii Nauk, prof. Johanna Krügera z Halle, znanego wówczas w Niemczech promotora eksperymentów naukowych. J. Krüger wspomniał o eksperymencie von Kleista w swoim dziele "Historia Ziemi w najstarszych czasach" (Geschichte der Erde in den allerältesten Zeiten), Halle 1746.


Paweł Świetlicki zainteresował wynalazkiem gdańszczanina, Daniela Gralatha (1708-1767), również członka Towarzystwa Przyrodniczego i późniejszego burmistrza Gdańska. Ten wszedł w kontakt z Ewaldem von Kleistem i rozpoczął podobne eksperymenty. Jego badania zakończyły się sukcesem w dniu 5 marca 1746, które zawarł w większym opracowaniu, zatytułowanym "Historia elektryczności" (Geschichte der Electricität), na łamach publikacji "Próby naukowe i ich opisanie przez Towarzystwo Przyrodnicze w Gdańsku" (Versuche und Abhandlungen der naturforschenden Gesellschaft in Danzig), Gdańsk 1747.

Naukowcy z Berlina i Halle odpowiedzieli po kilku miesiącach, że nie udało im się powtórzyć opisanego eksperymentu. Jedynie D. Gralath z Gdańska dokonał tego z sukcesem. Badania przeprowadził w siedzibie Towarzystwa, w Zielonej Bramie. Oto grafika Aegidiusa Dickmanna przedstawiająca Bramę Zieloną nad Motławą z 1617 roku (źródło: Gedanopedia).


I tutaj zaczyna się pasmo nieporozumień i przekłamań w świecie naukowym, które trwają do dzisiaj. Pod koniec stycznia 1746 roku, a więc ponad dwa miesiące po odkryciu dokonanym przez Ewalda von Kleista,  Pieter van Musschenbroek (1692-1761), profesor na Uniwersytecie w Leiden, informuje (nie zachowały się te listy ani ich dokładne daty) francuskich badaczy René de Réaumur'a  i Jean Antoine Nollet'a o dokonanym przez siebie odkryciu podobnego urządzenia, jakie wcześniej zbudował Ewald von Kleist, jednakże nie wspominając, że ktokolwiek inny w tym odkryciu uczestniczył. 

Informacja błyskawicznie rozeszła się w kręgach naukowych Paryża i Londynu. Jean Nollet nazwał butelkę Kleista jako "butelka z Leiden", a ówczesny świat naukowy uznał holenderskiego naukowca jako odkrywcę. Ten prototypowy kondensator w formie butelki był w następnych latach ulepszany przez P. van Musschenbroeka i B. Franklina, a jego schemat przedstawiony jest poniżej.


Dzisiaj pewna część naukowców uznaje von Kleista za pierwotnego autora tego odkrycia, jednak większość uważa że był nim van Musschenbroek, albo że obydwaj badacze doszli do odkrycia równolegle i niezależnie. 

Dokładne przestudiowanie chronologii współczesnych tym wydarzeniom publikacji wskazuje jednoznacznie, że Ewald von Kleist był właściwym odkrywcą, a badacz holenderski zrobił to później, bez pewności czy nie oparł się on już na wynalazku von Kleista. 

Z uwagi na fakt, że szczegóły odkrycia von Kleista znano już przed odkryciem  van Musschenbroeka w Gdańsku, Berlinie i w Halle, nie byłoby czymś nadzwyczajnym, gdyby wieści te dotarły także do Leiden - zwłaszcza, że nazwisko von Kleista było już tam znane z okresu studiów (prawniczych), a wspomniany wyżej Johann Lieberkühn, który pierwszy dowiedział się od Ewalda von Kleista o szczegółach jego odkrycia, doktorat swój zrobił także na Uniwersytecie w Leiden. 

Trudno więc w tych okolicznościach uznać, że wynalazek kondensatora przez dwóch naukowców nastąpił "równolegle" - skoro dzieliła ich różnica ponad trzech miesięcy. Jeszcze trudniej zgodzić się z przyjętym bez żadnych przesłanek stwierdzeniem, że odkrycie van Musschenbroeka było "niezależne" od von Kleista, skoro przez trzy miesiące poprzedzające zgłoszenie wynalazku przez tego badacza, szczegóły odkrycia von Kleista krążyły po środowiskach naukowych Europy. 

Tylko z powodu nie ogłoszenia wynalazku von Kleista przez akademię pruską, a natomiast ogłoszenia nie zweryfikowanej jeszcze wówczas deklaracji van Musschenbroeka i "od ręki" przyjętej przez akademię francuską i angielską, świat naukowy przyjmuje dzisiaj do wiadomości nie potwierdzony fakt, ale zaledwie hipotezę o "równoległym i niezależnym" wynalazku przez obydwu badaczy. Zagadkowe jest, że o ile znane są konkretne daty korespondencji von Kleista dotyczące jego wynalazku, to nic nie wiadomo o szczegółach korespondencji badacza holenderskiego, informującej o jego odkryciu. Nie jest to niestety odosobniony przykład manipulacji faktami przez środowiska naukowe. Oto rycina uniwersytetu z końca XVI wieku.

 
Jest bardzo charakterystyczne, że Berlińska Akademia Nauk, będąca pod opieką króla Prus Fryderyka II Wielkiego, po nieudanej próbie powtórzenia eksperymentu von Kleista wolała nie narażać swojej reputacji i nie ogłosiła w Europie owoców pracy prowincjonalnego dla nich naukowca z Pomorza tak szybko, jak to zrobiły akademie królewskie w Paryżu i Londynie wobec van Musschenbroeka, nie czekając na weryfikację jego odkrycia. 

Zapomniany Ewald Georg von Kleist (nieoficjalnym imieniem Jürgen nazywała go matka) objął w 1747 roku stanowisko prezesa sądu nadwornego (sąd wyższej instancji, tak zwany Hofgericht) w Koszalinie, a po krótkim czasie - 11 grudnia tego roku, zmarł. Po jego grobie nie pozostał żaden ślad. Oto pochodząca zapewne z początków jego powołania w 1720 roku pieczęć tego sądu, (źródło: Książnica Pomorska, Szczecin).

W 1898 roku, w 150-tą rocznicę jego śmierci, Ewald von Massow (ur. 1869 w Białogardzie, zm. 1942 w Berlinie), starosta powiatowy w Kamieniu, wmurowuje w ścianie domu Ewalda von Kleista przy Placu Katedralnym tablicę pamiątkową, z następującą dedykacją (źródło: Marian Klasik, portal: ikamien.pl):

"Ku światłej pamięci Dziekana Katedry, Prezydenta Sądu Królewskiego Ewalda Jürgena von Kleista, ur. 10 czerwca 1700, zm. 10 grudnia 1748, który mieszkał 25 lat w tym domu (dawna kuria dziekańska) i w październiku 1745 roku wynalazł butelkę wzmacniającą prąd elektryczny (butelkę Kleista). Ufundowano w Kamieniu 10 grudnia 1898 roku przez wdzięcznych mieszkańców miasta".

W tymże 1898 roku starosta Ewald von Massow, działając w imieniu skarbu państwa, wykupił od parafii dom Ewalda von Kleista, który odtąd służył jako mieszkanie dla kolejnych burmistrzów miasta. Oto pocztówka z domem Kleista z tamtych czasów. 


To nie koniec pecha największego pomorskiego fizyka. Po 1945 roku usunięto tablicę pamiątkową z 1898 roku i jej dalsze losy pozostały niewiadome. Jeszcze na przełomie lat 1970/80-tych w archiwum muzeum katedralnego w Kamieniu znajdowała się oryginalna butelka Kleista i inne, wykonane przez naukowca elementy urządzenia. Do 1945 roku stanowiły one część ekspozycji udostępnionej publiczności. Oto fragment ekspozycji muzealnej Katedry Kamieńskiej sprzed II wojny światowej (źródło: "Baltische Studien", 1938).


Dzisiaj po nich już śladu nie ma i nikt nie wie, co się z tymi cennymi zabytkami stało. Były opinie, że jako przedmioty niesakralne zostały uznane za zbędne i zniszczone lub wyrzucone z katedry. Jednak nie wyrzucone na śmietnik, jak niektórzy sądzili, ale zabrane do Szczecina przez osobę mającą z pewnością świadomość o wysokiej wartości tego zabytku. Prowadzone przez szczecińską policję dochodzenie ustaliło, że został zabrany z Kamienia przez jednego z księży do plebanii św. Jakuba w Szczecinie, gdzie ostatecznie "zaginął" w 2008 roku.

Uderzające jest, że policja nie dysponuje ze strony polskich muzeów, administracji państwowej odpowiedzialnej za ochronę zabytków, ani z instytucji naukowych żadnym zdjęciem zabytku, które byłoby w wykonane w Polsce po 1945 roku. Mówi to dużo o naszym dość lekceważącym podejściu do zabytków kultury materialnej. Wystarczy zauważyć, że w odróżnieniu od języków zachodnio-europejskich, w języku polskim słowo "zabytek" ma mniej konotacji pozytywnych (pamiątka, pomnik, antyk, dobro kultury, relikwia), niż negatywnych, o czym świadczą jego liczne, bliższe lub dalsze synonimy: barachło, antyk, staroć, starocie, grat, rupieć, próchno, klamot, klekot, lichota, lipa, marnota, fajans, śmieć, rzęch, złom, wrak, gruchot, szmelc, dezel, obdrapaniec, przeżytek, relikt, skansen, pozostałość, ruina, starzyzna, szpargał, trup, anachronizm, staroświecczyzna. 

Dla porównania popatrzmy, z czym Anglikom kojarzy się słowo "zabytek" (monument), według słownika synonimów Thesaurus: kamień nagrobny (footstone, gravestone, headstone, ledger, tombstone),  płyta pamiątkowa (marker, slab, tribute), arcydzieło (masterpiece), mauzoleum (mausoleum), kolumna (pillar, column), relikwiarz (shrine), posąg (statue), stela (stele), głaz (stone), tablica pamiątkowa (tablet), grób (tomb), kurhan (cairn), grobowiec symboliczny (cenotaph), uczczenie pamięci (commemoration), budowla (erection, pile), pamiątka (memento, reminder), wielki kamienny pomnik (monolith), obelisk (obelisk), upamiętnienie (record), znak, dowód pamięci (token), wieża, baszta (tower), dowód, świadectwo, świadek (witness), wielkie dzieło (magnum opus). 

Czy ta tak diametralnie różna percepcja znaczenia słowa "zabytek", a zatem i wynikającego z niej stosunku do zabytków wśród Polaków i Anglików, nie wskazuje na jedną z przyczyn relatywnie ubogiego dorobku naszej kultury materialnej, jaki odziedziczyliśmy po przodkach, w zestawieniu nie tylko z Anglią, ale i nawet z Czechami czy Węgrami?

Zachowała się jednakże jedna z kilku archiwalnych, przedwojennych fotografii części aparatury, zwanej łącznie jako butelka Kleista z 1745 roku, najstarszego na świecie kondensatora (źródło: AKG Bildarchiv, Berlin).


Niemal w 250-tą rocznicę jego śmierci aktualni gospodarze miasta przekazali zrujnowany po wojnie dworek miejscowej parafii, mimo że obiekt od ponad wieku był legalną własnością świecką państwa. Przed domkiem postawiono kamienny obelisk, w którym włodarze miasta jak na ironię podkreślają, że odkrycie Ewalda von Kleista było pierwsze na świecie, a jednocześnie pozbawiają się obiektu, w którym tego odkrycia dokonano. Dziś ten niszczejący i nieodnawiany dworek wygląda następująco (źródło: krodo.pl).

 
Dalszą dewastację spowolniłoby założenie przynajmniej rynien. Niestety, pieniędzy starczyło tylko na wygładzenie i poświęcenie kamienia, postawionego przed tym zabytkiem, jakoby szczególnie ważnym dla dziedzictwa kulturowego Polski, bowiem wpisanego jako część kompleksu katedralnego na listę obiektów uznanych przez Prezydenta RP za "pomniki historii", jeżeli cokolwiek miałoby to znaczyć.

Jako rodowity Maszewianin nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednym grzechu popełnionym w parafii św. Jana Chrzciciela w Kamieniu Pomorskim, której podlega katedra, jakim jest dwukrotne pogwałcenie siódmego przykazania Dekalogu. Chodzi o przejęcie w posiadanie przez tą parafię "prawem kaduka" dwóch maszewskich XVII-wiecznych, zabytkowych obrazów - obydwa przedstawiające różne sceny "Modlitwy w Ogrójcu" (niem. "Christ im Garten Gethsemane"), a następnie ich "zagubienie". Obrazy te wpisane zostały w 1957 roku do rejestru zabytków, jako należące do kościoła parafialnego NMP w Maszewie. Wisiały na ścianie nawy północnej świątyni. Oto archiwalna fotografia wyjętego z ram jednego z nich (źródło: Marek Łuczak - "Utracone zabytki sakralne", 2015)


W 1969 roku te cenne malowidła wysłane zostały z Maszewa do Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w celach konserwacji, ale stamtąd nigdy nie powróciły na swoje miejsce w maszewskim kościele. W 1987 roku znalazły się na kamieńskiej plebanii. Policja stwierdziła, że zabytki zaginęły tamże "w nieznanych okolicznościach", pierwszy (na zdjęciu) w latach 1994-2015, drugi w latach 2002-2015. Powalająca jest "niewiedza", kiedy dokładnie obrazy te "zniknęły" ze ścian plebanii kamieńskiej, a podane policji szerokie ramy czasowe tych zdarzeń sprzyjają zatarciu śladów i sprawców kradzieży.

Chętnie bolejemy nad przestępstwami zaborców i najeźdźców, którzy ograbiali nasz majątek narodowy, ale dlaczego u progu XXI wieku nie wołamy głośno i nie pytamy w sprzedajnych "fake" mediach - gdzie jest dziś Wojewódzki Konserwator Zabytków, Diecezjalny Konserwator Zabytków, proboszcz parafii kamieńskiej, gdzie jest odpowiedzialność cywilna (a może karna?) tych instytucji i ich przedstawicieli za powierzone im do nadzoru i opieki mienie kulturowe? Mienie, którego wartość rynkowa znacznie wzrosła po wydanych z kieszeni podatników ciężkich pieniędzy na ich konserwację. Skala tych "zaginięć" jest na tyle duża, że można mówić o niekontrolowanym przez państwo czarnym rynku handlarzy zabytkową sztuką sakralną w Polsce, której docelowymi nabywcami są zapewne najczęściej kolekcjonerzy zza granicy. Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek informacje o tych obrazach lub o osobach zamieszanych w ich zniknięcie, proszony jest o zgłoszenie tego na policji. Sprawę prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie (sprawa L.dz. WP-1026/15).

Wracajmy do Kleista. Wydawałoby się, że brak nam na Pomorzu placówek kulturalnych, w których młodzież mogłaby lepiej poznawać historię regionu, z zwłaszcza uczyć się z tej historii jak radzić sobie we współczesnym świecie. Dworek Ewalda von Kleista oddany kulturze byłby praw- dziwym, a nie pozornym uznaniem dorobku światowej sławy naukowca z Pomorza. Mogłoby w nim na przykład powstać muzeum kondensatora, tego najstarszego w elektrotechnice, energetyce i elektronice elementu elektronicznego. Myślę nie o magazynie części elektrycznych, ale o placówce nowoczesnej, gdzie młodzież mogłaby rozbudzać zainteresowania fizyką i naukami ścisłymi, śledząc w sposób interaktywny ewolucję technologiczną i dywersyfikację zastosowania kondensatorów. Są one a naszym życiu "wszędzie": w komputerze, telewizorze, aucie, sprzęcie AGD, w samolotach, pociągach, statkach, rakietach ... Wdzięcznym sponsorem mogłyby być na przykład polskie firmy energetyczne, elektroniczne itd. 

Póki co,  wynalazek Kleista, udoskonalony przez Musschenbroeka i Faradaya, możemy oglądać w Narodowym Muzeum Historii Nauki i Medycyny (Museum Boerhave, foto powyżej) w Lejdzie, w formie czterech "butelek z Leiden", tworzących baterię.

Odkrycie Ewalda von Kleista wzbudziło na Pomorzu zainteresowanie naukami przyrodniczymi i elektrycznością, wspierane przez miejscową arystokrację. Johann August Donndorff (1754-1837) sporządził w 1781 roku raport w sprawie postępu w badaniach nad elektrycznością, "Sendschreiben an Se. Excellenz, den Herrn Grafen von Borcke zu Stargoordt in Pommern, über einige Gegenstände der Elektricität". 

Jak widać z tytułu, adresatem sprawozdania był Heinrich Adrian Graf von Borcke (1736-1791) ze Starogardu (koło Reska), przedstawiciel innego pomorskiego rodu o korzeniach słowiańskich (nazwisko pierwotne - Borek). Na marginesie, jego syn, Adrian Bernhard von Borcke (1768-1841) ukończył gimnazjum w Szczecinku, a później uniwersytet w Lipsku i był jednym z najbliższych doradców króla Prus, Fryderyka Wilhelma I.

Johann A. Donndorf, niemiecki przyrodnik i fizyk, już wcześniej prowadził badania nad elektrycznością, które opublikował w 1777 roku w swojej książce (ilustracja strony tytułowej powyżej) "Versuch eines Beweises wider die Existenz der anziehenden Kraft. Nebst einer Erklärung, von der wahrscheinlichen Ursach der Wirkung des Magneten auf das Eisen ... Von der Beschaffenheit der Electricität, etc", czyli "Próba dowodu na istnienie siły przyciągania, wraz z wyjaśnieniem prawdopodobnej przyczyny działania magnesu na żelazo... O naturze elektryczności itp.".

Proszę maszewskich Czytelników o wybaczenie, że w tym artykule nie będę już pisał o maszewskiej elektrowni, ale bez odkrycia Ewalda von Kleista nie wiadomo, czy eksperyment ten zostałby tak szybko wykonany gdzie indziej na świecie, a zatem o ile lat świat, w tym i Maszewo, dłużej czekałby na energię elektryczną i czy nam, współcześnie żyjącym byłoby dane z niej korzystać w tak znaczącym stopniu, a mi publikować ten post w internecie. 

Post scriptum (2019):

Po bez mała ośmiu latach zbliża się szczęśliwy happy-end (informacja z "Głosu Szczecińskiego" z dnia 22 marca 2019).

sobota, 1 maja 2010

O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa


Na początek wypada zauważyć, że cała historia Pomorza przeplata się na styku kultury germańskiej i słowiańskiej. Jeżeli podejmujemy rozważania na temat, co jest na Pomorzu słowiańskiego, a co germańskiego pochodzenia to nie po to, aby manipulować historią i usiłować udowadniać wyższość lub rację jednej wobec drugiej, ale przeciwnie - aby zwrócić uwagę na pewną obiektywność zdarzeń historycznych, których nie można kwalifikować w kategoriach czarno-białych, na przykład zły Niemiec, dobry Polak; zły poganin, dobry chrześcijanin, zły Pomorzanin, dobry Polanin, niedobry Massow, dobre Maszewo. I odwrotnie.

Nie można także gniewać się na historię, ale można i trzeba próbować ją zrozumieć. W naszych stosunkach polsko-niemieckich nie operujmy więc narzucanymi nam niekiedy przez propagandzistów, ideologów i politykierow schematami, ale zdajmy się na własny rozum i sumienie. Po to, aby historia nas czegoś nauczyła. Wracajmy do Maszewa. Oto "witacz" w Maszewie, autor zdjęcia michuss ze Stargardu.

Maszewo, ulica Stargardzka
Przyjrzyjmy się bliżej źródłom historycznym o możliwym pochodzeniu rycerzy władających grodem i zamkiem na Górze Zamkowej, od których imienia powstała później nazwa miasta Massow, a współcześnie Maszewo. Niech punktem wyjścia będzie następująca opinia prof. Edwarda Rymara, zawarta w publikacji "Maszewo i okolice na przestrzeni wieków" z 2008 roku. Zacytujmy ją: "Wiadomo jednak, że od początku XIV w. (podkreślenie moje - patrz uwaga w końcowej części artykułu) na terenie prawdopodobnie starego grodu był zamek rycerzy von Massow, z tym że nie słowiańskiego, a rodzimego pochodzenia."

Opinia zaskakująca, bowiem chyba żaden poważny historyk dotychczas nie zakwestionował, że Pomorzanie byli takimi samymi Słowianami, jak Polanie, Łużyczanie czy Połabianie. Chyba, że uważa on, że na początku XIV wieku już nie Pomorzanie, ale osiedlający się od kilkudziesięciu zaledwie lat niemieccy kolonizatorzy stali się "rodzimymi". Skąd więc to przeciwstawienie u prof. Rymara? Czy tylko przejęzyczenie? Jeżeli tak, to tych potknięć w jego artykule "Maszewo pomorskie w czasach Massowów ze szczególnym uwzględnieniem osadnictwa na podzamczu w XIII-XIV wieku" jest więcej. Wskażmy na dwa dalsze.

Autor uznaje, że "Legendę o zamku słowiańskiego rycerza - rabusia, pana "z Maszewa" (von Massow), który rabował kupców ... zaliczyć należy do ludowych bajek". Nie wiadomo, na jakich podstawach profesor tak jednoznacznie wyklucza możliwość zaistnienia takiego faktu, skoro są przesłanki, które nie pozwalają wyeliminować ewentualnego ziarna prawdy w tych starych, pomorskich podaniach ludowych. Podam dwa tego powody.

Pierwszy, to doskonałe strategicznie położenie Góry Zamkowej względem wczesnośredniowiecznego układu głównych szlaków handlowych na Pomorzu, odtworzonych na poniższej mapie.

Drogi handlowe wiodące przez Maszewo w IX-XII wieku
Dosłownie u stóp maszewskiego zamku krzyżowały się dwa najważniejsze trakty pomorskie: jeden prowadzacy od Słowian łużyckich i połabskich przez Szczecin do Kołobrzegu (szlak solny), oraz drugi, prowadzacy od Czechów i Polan przez Santok do Wolina (droga handlowa Skandynawów z południem Europy). Potwierdzeniem aktywności tych szlaków są znaleziska archeologiczne, jak na przykład to z odległej o 6 km od Maszewa Łęczycy z 1932 roku, zawierające między innymi ponad 130 monet niemieckich, czeskich i arabskich z okresu wczesnego średniowiecza, czy też denary rzymskie znalezione w pobliskiej Krzywnicy.

Jadąc od strony Szczecina lub Pyrzyc do Wolina lub Kołobrzegu i trzymając sie ubitego i oznaczonego traktu nie sposob było ominąć przejazdu pod samą Górą Zamkową. Każda inna trasa była nie tylko nadłożeniem drogi, ale zmuszała do jej przebycia albo na zachód od Maszewa, przez Puszczę Goleniowską i przez mokradła w rozlewiskach Iny (w tamtych czasach znacznie bardziej rozległych niż obecnie), albo na wschód od tego grodu, przez tereny pofałdowane wzgórzami morenowymi i poprzecinane jeziorami rynnowymi.

Drugim faktem, który każe zastanowić się nad jego przyczynami, jest trasa misji chrystianizacyjnej na Pomorzu Ottona z Bambergu z 1124 roku, która ominęła drogę przez Maszewo. Otton przybył na Pomorze z Gniezna, w eskorcie wojska polskiego, prowadzącej go od Ujścia nad Notecią do Stargardu. Tutaj przywitał go przybyły ze swej rezydencji w Kamieniu w eskorcie około pięciuset żołnierzy na koniach książę pomorski Warcisław I. Biskup Otto, mający od 1080 roku liczne kontakty z dworami książęcymi i kościelnymi w Polsce, przybył na zaproszenie Bolesława Krzywoustego już rok wcześniej. Oto malowidło na drewnie z 1628 roku, znajdujące się, tak jak i grób biskupa, w kościele św. Michała w Bambergu (źródło: Apfelweibla.de). Przedstawia ono wyobrażenie powitania biskupa Ottona przez polskiego króla w 1123 roku (jednakże w ubiorach XVII-wiecznych). W opisie autorskim wymieniony jest Poznań, jako miejsce powitania, chociaż być może było to Gniezno.


Pomimo pierwszego sukcesu w Pyrzycach, kiedy siedem tysięcy Pomorzan poddało się chrzestowi, między innymi dzięki, jak to określa biskup szczecińsko-kamieński na swojej stronie internetowej "jednym ze środków umiejętnie stosowanych przez Ottona były okazałe wystąpienia, które na prostaczków działały niekiedy w sposób bardzo skuteczny", misja przyjmowana była na początku nieufnie lub wrogo. Orszak Ottona w drodze ze Stargardu do Kamienia przeprowadzono wśród gęstwiny lasów i mokradeł wzdłuż wschodniego brzegu Iny, w kierunku Goleniowa, a następnie do Nowogardu, z pominięciem głównego szlaku prowadzącego przez Maszewo. Nie można wykluczyć, że zdecydowano się na te dodatkowe trudy podróży przez niezaludniony teren z uwagi na możliwy niechętny stosunek do misji przez rycerzy grodu maszewskiego.

Pisząc o kolejnych pokoleniach rodu rycerzy von Massow prof. E. Rymar podaje w jednym miejscu, że "Ludolf Młodszy obiecał zarazem ... nigdy nie mieć roszczeń do należnych do swego bezpotomnego brata rycerza Konrada (II) ...", aby dalej stwierdzić, że "Konrad (II) ... posiadł "Świecko" ...; a jego potomkowie potem Barcino ...". Nieścisłości występujace w artykule prof. E. Rymara wskazują na jego publicystyczny raczej, niż naukowy charakter. 

Niesłowiańskie jakoby, zdaniem prof. Rymara, pochodzenie rycerzy z zamku maszewskiego jest uznawane również przez współczesnych potomków von Massowów, zdaniem których przodkowie rycerza Konrada von Massow pochodzili z Dolnej Saksonii. Współcześni potomkowie niektórych innych, starych, pomorskich rodów, na przykład Klestów (Kleszczów), o zgermanizowanym później nazwisku von Kleist, odcinają się od słowiańskich korzeni, deklarując - bez dowodów historycznych, niemieckie pochodzenie rodu.

Gdyby tak było - jak deklarują dzisiejsi von Massowowie, że ród ten przybył z Saksonii, oznaczałoby to, że nie nazwisko rodu pochodzi od nazwy zamku, ale odwrotnie - nazwa zamku, grodu i późniejszego miasta pochodzi od imienia rycerza, jakoby pochodzenia niemieckiego. Nie znajdują oni jednak żadnych, wcześniejszych niż na Pomorzu, śladów tego imienia lub nazwy w konkretnych miejscach Niemiec.

Zauważmy jednakże, że najstarsze nazwy Maszewa - Massowe, Massow, mają typowe, słowiańskie końcówki, wskazujące na przyjęcie tej nazwy patronimicznej od imienia słowiańskiego, a nie germańskiego właściciela. Charakterystycznymi zakończeniami w języku polskim i w innych językach słowiańskich, pozwalającymi na ustalenie, że dana nazwa miejscowa jest nazwą dzierżawczą, czyli pochodzącą od osoby, są: -ow, -ów, -ew, -owo, -owa, -ewo, -ewa.


Zastanówmy się, na ile niemieckie pochodzenie nazwiska Massow jest prawdopodobne. Jeżeli uznamy, że istnieją źródła historyczne wzmiankujące zamek w Maszewie z 1091 roku, to czy możliwe jest, aby rycerz saksoński mógł "wyemigrować" na własną rękę przed conajmniej pół wieku przed misją biskupa Ottona z Bambergu, od której, a właściwie dopiero pół wieku później, rozpoczęła się germanizacja Pomorza? W jaki sposób dolno-saksoński rycerz mógłby wejść w posiadanie słowiańskiego zamku w XI wieku? W jaki sposób mógłby on dotrzeć do Maszewa zza Łaby, poprzez tereny zajmowane wówczas jeszcze przez słowiańskie plemiona Połabian i Obodrytów, w okresie częstych wtedy wojen w Saksonami?

Pamiętajmy, że właścicielem zamku mogła być osoba o wysokiej pozycji i autorytecie wśród lokalnej społeczności, bowiem od jej pracy i współpracy zależała zdolność obronna zamku i dobrobyt jego właściciela. Pozycje taką panowie na zamku budowali przez pokolenia, chyba że dostawali go od księcia za swe zasługi. Czy rycerze saksońscy mogli przejąć zamek maszewski w którykolwiek z powyższych sposobów? Gdyby nawet chcieli i mogli kupić zamek, to jako "obcy", bez znajomości lokalnego języka pomorskiego i zwyczajów, czy mogliby być uznani przez mieszkańców pobliskiego grodu za swoich "panów na zamku"?

Zauważmy zresztą, że w początkowej fazie kolonizatorzy z zasady nie "mieszali się" ze starymi grodami słowiańskimi, ale budowali często w ich pobliżu swoje wsie i miasta, na tak zwanym surowym korzeniu (łac. in cruda radice), nadając im własne niemieckie nazwy. 

Oto scena aktu założenia wsi na terenach połabskich przez niemieckich osadników, zawarta w wielkim dziele prawniczym z XIII wieku, zatytułowanym "Sachsenspiegel" ("Zwierciadło saskie"). Piszę o nim szerzej w artykule "Maszewo Anno Domini 1091".


W rok po publikacji o Maszewie Edward Rymar wydał w Strzelcach Krajeńskich inne opracowanie, zatytułowane "Tankow / Danków im Wandel der Geschichte. Einstiges neumärkisches Städtchen und heutiges Dorf", w którym zapomniał już, że "niemieckich" Massowów umieścił w Maszewie na początku XIV wieku, bowiem w tejże pracy stwierdził, że "rodzina Massowów przybyła z Rzeszy na Pomorze pod koniec XIV wieku i otrzymała w lenno Massow (będące wkrótce miastem, dzisiaj Maszewo), którego nazwa od nich pochodzi". ("... Familie von Massow kam aus dem Reich nach Pommern gegen Ende des 14. Jh. und erhielt das Lehen in Massow (in Kürze eine Stadt, heute Maszewo), von wo aus der Name abgeleitet wurde"). Przykro mi poddawać w wątpliwość solidność warsztatu naukowego tego znanego na Pomorzu  historyka, ale istotne błędy w analizie źródeł historycznych same prowadzą go do mylnych i sprzecznych wniosków.

Germanizacja, czyli przejmowanie przez miejscową ludność niemieckiej kultury, języka i organizacji społecznej, rozpoczeła się na ziemi maszewskiej od objęcia jej we władanie przez biskupstwo w Kamieniu w 1259 roku. Wcześniej, w 1176 roku przeniesiono siedzibę biskupstwa z Wolina do Kamienia. W 1217 roku papież Honoriusz III (1150-1227) zatwierdził wszystkie przywileje tego biskupstwa, w tym prawo do dziesięciny, a biskupów kamieńskich mianował odtąd jako niezależnych książąt (princeps regni) Swiętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Oto kopia jednego ze sławnych fresków Giotta obrazujących sceny z życia św. Franciszka z Asyżu, stojącego przed obliczem papieża Honoriusza III.

Giotto di Bondone - św. Franciszek z Asyżu przed papieżem Honoriuszem III
Biskup Hermann von Gleichen wprowadził na terytorium biskupstwa planowe zasiedlenie przez niemieckich imigrantów. To z jego inicjatywy i na jego zaproszenie przybył z Brunszwiku na Pomorze jego siostrzeniec Otto von Everstein (Eberstein), któremu oddał w lenno ziemię nowogardzką, golczewską i maszewską. Czy "wyrugowani z Maszewa jako lennicy biskupa", jak to określa prof. E. Rymar, rycerze von Massow nie zostali ostatecznie zmuszeni do sprzedania zamku, a może już tylko pozostałości po nim ("antiquum castrum") w 1344 roku, z powodu ich nie-germanskiego pochodzenia?

Pierwsza odnotowana, albo raczej dotąd zachowana w źródłach historycznych, niemiecka nazwa miejsca na Pomorzu, jak podaje m. in. August von Haxthausen w książce "Die ländliche Verfassung in den einzelnen Provinzen der preussischen Monarchie" (Königsberg 1839), pochodzi dopiero z 1220 roku, z okolic Pyrzyc. 

Imię Konrada z Maszewa pojawia się, w zachowanych lub znanych historykom dokumentach, w akcie wydanym przez księcia Barnima I 16 czerwca 1253 roku ("... Testes huius donationis et appropriationis sunt. Venerabilis pater dominus Hermanus, Caminensis episcopus, Heinricus, archidiaconus Stetinensis, item Conradus de Massow ..." ("CODEX POMERANIAE", Greifswald 1843, str. 965), a zatem przed rozpoczęciem kolonizacji niemieckiej w tym rejonie Pomorza. 

Codex Pomeraniae Diplomaticus 1768
Oto kopia strony tytułowej pierwszego tomu wydania z 1768 roku, tego jednego z najbogatszych zbiorów źródeł pisanych o Pomorzu. Właścicielem oryginału jest Książnica Pomorska w Szczecinie, która udostępniła wersję elektroniczną w internecie.

Należy zauważyć, że nadanie rycerzowi z Maszewa germańskiego imienia Konrad nie musiało oznaczać, że ten ród szlachecki pochodził z Niemiec. Nieznany z imienia ojciec Konrada, był zapewne blisko związany z dworem książęcym w Szczecinie, na co wskazują dokumenty, w których nazwisko Konrada z Maszewa pojawia się jako świadka w aktach notarialnych, wydawanych zarówno przez księcia, jak i biskupa pomorskiego. 

Można przypuszczać, że Konrad z Maszewa urodził się około 1232 roku, kiedy to istniała tam już parafia, kierowana przez niemieckiego księdza Bertrama. Germańskie imię Bertram wywodzi się z dwóch słów - beraht (lśniący) i hraban (kruk). W tym też okresie, w latach 1219-1233, biskupem pomorskim był, spowinowacony z książęcym rodem Gryfitów Konrad II, potomek słowiańskiego rodu Świętoborzyców. Nie może dziwić, że ród rycerski z Maszewa, włączając się do trwającej na Pomorzu misji ewangelizacyjnej, nadał kolejnemu potomkowi także imię Konrad. Imię to ma swoje źródła w słowach kuoni (odważny) i rât (rada), co razem znaczy „odważny (dobry) doradca”.

Przytoczmy jeszcze zdanie z książki "Geschichte von Rügen und Pommern" 2. Theil, Hamburg 1840 (strona 509), które także przeczy tezom prof. E. Rymara: "Do rangi miasta w biskupstwie Hermana zostało podniesione ulubione przez księcia Barnima Maszewo, które już przed 1274 rokiem było dobrze rozbudowaną gminą miejską na bazie tamtejszej słowiańskiej wsi kościelnej".

Oto fragment pełnego wieńca murów obronnych przy dawnej Bramie Nowogardzkiej (ilustracja edytowana, na podstawie foto: Sławomir Milejski, 2020).


Fakt istnienia Maszewa na długo przed formalnym nadaniem mu praw miejskich w 1278 roku  potwierdzają autorzy, wydanej w Berlinie w 1878 roku, książki "Nachrichten über das Geschlecht derer von Massow" (Wiadomości o rodzie von Massowów),  Paul Hermann von Massow (ur. 1837, Będziechowo koło Słupska, zm. 1870) i Ewald Ludwig von Massow (ur. 1845). Stwierdzili oni, że "Te dokumenty, których autentyczność jest ewidentna, z pewnością prowadzą znawcę historii Pomorza do przypuszczenia, że miasto Massow posiadało już zamek w epoce słowiańskiej" („Diese Urkunden, deren Aechtheit ganz sichtbar ist, führen gewiß einen Kenner der Pommerschen Geschichte zu der Vermutung, dass die Stadt Massow zur Zeit der Slawen schon eine Burg gehabt habe"). Wydaje się więc, że dostępne dziś źródła historyczne wskazują dość wyraźnie, chociaż niezupełnie jednoznacznie, że rycerze von Massow nie byli innego, niż słowiańskiego pochodzenia.

Dyskutować natomiast można, z jakiego pomorskiego imienia wywodzi się słowo Massow, Massowe lub Massau - jako najczęściej spotykane w starym języku niemieckim określenia dla miasta Maszewa na Pomorzu. Pamiętajmy, że dokumenty pisane pojawiły się na Pomorzu (nie licząc wcześniejszego sprzed kilku wieków pisma runicznego) wraz z przybyciem zakonników niemieckich, którzy zapisywali imiona i nazwy miejscowe tak jak je słyszeli z ust tubylców, zgodnie z logiką języka niemieckiego, a nie pomorskiego czy polskiego (czy mogliby na przykład poprawnie napisać w swoim języku przysłowiowy Szczebrzeszyn?).

Ewa Rzetelska-Feleszko, uznana w świecie naukowym profesor slawistyki, wyraziła pogląd, że nazwa Maszewo pochodzi od imienia Masz, Maszo, zdrobniałych form od Małomira, Marcina lub Mateusza. Należy zauważyć, że jako nazwa geograficzna Maszewo występuje w kilku miejscach w Polsce, o bardzo zróżnicowanej historii ich powstania, ale także na Ukrainie, w Rosji i w Chorwacji. Można zgodzić się, że niektóre z tych miejsc wywodzą swoją nazwę z imion, które sugeruje autorka. Moim zdaniem, jej opinia nie dotyczy jednak "naszego" Maszewa. Spróbuję to krótko uzasadnić.

Starosłowiańskie imię Małomir, oznaczające osobę pokojową, dobrą, spokojną wydaje się mało prawdopodobne, jako odzwierciedlające możliwe cechy rycerzy zamku, położonego przy głównym trakcie pomorskim, będacego przedmiotem wielu napaści, który nie przetrwał czasów średniowiecza. Imiona Marcin i Mateusz są natomiast pochodzenia odpowiednio łacińskiego i hebrajskiego. Mogły się więc one pojawić na Pomorzu dopiero wraz z wprowadzeniem i utrwaleniem chrześcijaństwa, a więc nie wcześniej niż w XIV wieku. Imiona te zatem nie istniały na Pomorzu w okresie pogańskim, w którym powstał zamek w Maszewie.

Oto XIV-wieczne mury obronne i XV-wieczna baszta więzienna w Maszewie (foto: F. Bredowski, 1913).


Tę samą opinię o pochodzeniu nazwy miasta Maszewa, co wspomniana wyżej lingwistka, podziela inny językoznawca -  Kazimierz RymutTwierdzi on: "Nazwa znana od średniowiecza (civitas, castrum et tota terra Massowe, 1321). Pochodzi od nazwy osobowej Masz. Nazwa osobowa Masz, której istnienie poświadczają średniowieczne źródła polskie, stanowi formę skróconą imion złożonych typu Małomir. Forma zgermanizowana nazwy - Massow."

O nierealności imienia Małomir jako źródła dla słowa Massowe, była przed chwilą mowa. Dodajmy tutaj, że od strony fonetycznej wspólne dwie pierwsze litery tych dwóch słów, to za mało, aby pogląd o ich wzajemnym związku onomastycznym wykraczał poza czystą spekulację. Dziwić się należy, że ten uznany autorytet przywołuje nazwę Massowe dopiero z 1321 roku, podczas gdy znana jest ona z wielu wcześniejszych dokumentów historycznych, w tym najstarszym, jaki przetrwał w źródłach - z 29 stycznia 1233 roku (Bertrammus plebanus in Massowe).

Wydaje mi się, że nazwa Maszewa może pochodzić od imienia Masław, jak je pisał Gall Anonim (nazwał go comes - wysokiej rangi szlachcic, arystokrata), albo Maslau, jak pisał je Wincenty Kadłubek. Jest ono jednym z najstarszych słowiańskich imion, które w zachowanych źródłach historycznych wystąpiło po raz pierwszy w roku 1040. Oznacza ono kogoś, kto ma sławę, kto cieszy się sławą.

Masław - imię to nosił między innymi mazowiecki możnowładca (kronikarz ruski Nestor uważał go za księcia - kniazia), zmarły w 1047 roku, znany z jego walk o niezależność Mazowsza, jakie toczył z pomocą Pomorzan i Prusów przeciwko Polanom. Pisze o nim na swojej stronie Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Mazowieckiej. Oto mapa niezależnego od Polan Księstwa Mazowieckiego w latach 1037-1047, za panowania Masława.

Księstwo Mazowieckie w latach 1037-1047
Jan Długosz od Masława wywodził nazwę Mazowsza, które wcześniej pisane było tylko po łacinie jako Masovia. Także od strony fonetycznej imię Masław jest bliskie Massow czy Massau. I tak jak w starej polszczyźnie, gdy pytano się o własność: "czyje to?", odpowiadano "ojcowe", tak zamek i tereny rycerzy maszewskich być może nazywano Masławe, a może po pomorsku brzmiało to Masłowe, który to przymiotnik dzierżawczy kronikarze niemieccy zapisali jako Massowe albo też jako Maasouwe lub Massauwe.

W dniu 14 września 1317 roku rada miejska w Maszewie przyznała miejscowemu proboszczowi daninę w formie sześciu wiszpli zboża (jeden wiszpel to około 1300 litrów). Nazwa Maszewa brzmi w odpowiednim fragmencie dokumentu następująco: "... że my, rajcowie miasta Massouwe, zgodnie z wolą naszych mieszczan, w imię szerzenia chwały Bożej, jednomyślnie przyznaliśmy na zawsze sześć wiszpli zboża, to jest żyta i owsa, w celu utrzymania naszego plebana i jego następców..." (quod nos consules civitatis Massouwe cum voluntate nostrorum burgensium unanimi ad laudis promotionem divinae ampliorem sex choros annonae, siliginis scilicet et avenae, ad sustentationem nostri plebani suorumque successorum assignavimus perpetue possidendos ...).

W dokumencie z 16 lutego 1320 roku książę pomorski Warcisław IV zwalnia miasto Maszewo z cła i akcyzy: "... podążając ich godnymi pochwały śladami potwierdzamy, że mieszczan zamieszkujących w Massowe, zwalniamy na całej ziemi naszego panowania, od wszelkich egzekucji i podatków ..." (... eandem eorum laudabilibus vestigiis inherendo donando confirmamus, statuentes quod iidem burgenses universaliter in Massowe commorantes per totum districtum dominii nostri ab omni exactione ungelt et thelonii ...). 

W innym dokumencie, datowanym 4 grudnia 1320 roku, hrabia Heinrich von Eberstein przekazuje klasztorowi w Marianowie (Marienfließ) patronat nad parafią w Lutkowie (Rehwinkel), koło Chociwla: "W imię Pana, amen. Ja, Henryk, z łaski Bożej, hrabia Eberstein, pan w Nowogardzie i Massowe, ..." (In nomine Domini amen. Hinricus dei gracia comes ab Eberstein, dominus in Novogarde et Massowe, ...). Zwróćmy uwagę na bliską słowiańskiej wymowie nazwę Nowogardu - Novogarde. Oto poniżej ilustracja klasztoru w Marianowie, na podstawie ryciny z mapy Lubinusa z 1618 roku (źródło: vonBorcke.com).


Adresowany do wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego list żelazny, napisany w Sianowie i datowany 11 września 1440 roku, został wystawiony przez Ludeke Massowe z Sianowa (von Sanowe), dla swojego kuzyna,  Caspara Stangenbergha. Rycerz ten również właścicielem zamku w Golczewie (Gülzow). Władali tym zamkiem po nim rodziny Eberstein i Flemming. Z 1447 roku pochodzi regest, w którym zawarta była odpowiedź Wielkiego Mistrza, 
w imieniu króla Danii, na prośbę burmistrza Darłowa (Rügenwalde), w obecności Ludeke von Massow i wójta Geresloffa ze Słupska (Stolp), w sprawie sprzedaży Zakonowi nieruchomości na Gotlandii.

W dokumencie wystawionym w Świdwinie w dniu 2 grudnia 1442, dotyczącym odbytych na zamku w Szczecinku rozmów księcia Bogusława IX z komturem Zakonu Krzyżackiego w Elblągu wymieniony był jako świadek, guwerner na dworze księcia, Ludike Massauwe, hrabia Nowogardu. Zapewne chodzi o tego samego, co wspomnianego wyżej w dwóch dokumentach, Ludeke von Massow. Pozycja polityczna Ludeke Massowa w Księstwie Pomorskim była wtedy bardzo wysoka, o czym świadczy inny regest, datowany w podmaszewskiej Osinie (Schoenhagen) 22 września 1443, w którym osobiście reprezentuje on księcia Bogusława IX w rozmowach z Zakonem Krzyżackim. 

Imię Ludeke może być słowiańską formą germańskiego imienia Ludwig, ale może też pochodzić od prasłowiańskiego słowa *ljudъ - lud. Końcówka -ek jest w słowiańskich językach formą zdrobnienia, podobnie jak w germańskim -eke. Dodajmy, że pochodzący w prostej linii od Konrada z Maszewa, zmarły około 1544 roku  Mickes (III) von Massow, tak jak i jego dwaj przodkowie o tym imieniu, nosił faktycznie słowiańskie imię Mieczysław, zgermanizowane na Miceslaus. 

Inni przedstawiciele tego rodu miewali, aż po ostatnie stulecia, słowiańskie imiona, na przykład Bogusław, Kazimierz czy Stanisław lub niegermańskie, jak Anna, Walenty, Benedykt, Kasper, Katarzyna, Łukasz czy Tomasz.

W wydanej w Kopenhadze w 1652 roku książce "Danmarctis Rigis Krønicke", której autorem był uznany historyk duński, Arild Huitfeldt (1546-1609), kilkukrotnie przywołuje imię hertug Conrad aff Massow. Jednakże nie chodzi tutaj o maszewskiego rycerza, ale o księcia Konrada I Mazowieckiego. Oto jeden z fragmentów książki: "Tego 1239 roku na Pomorzu wybuchła wojna. Książę Konrad Mazowiecki zdobył od Świętopełka [księcia gdańskiego] gród Bidegast [Bydgoszcz] ..." (Dette Aar 1239 vaar Krig udi Pommern. Hertug Conrad aff Massow vant Svantepolck it Slot af / heed Bidegast ...). 


Na marginesie, w historiografii zachodniej Konrad Mazowiecki jest dość często mylony,  z żyjącym również w XIII wieku rycerzem z Maszewa, w źródłach historycznych - Conrad de Massowe, Konrad von Massow. Historyk duński używał mylnie zgermanizowanej i dotyczącej miasta Maszewa nazwy Massow, w rozumieniu Mazowsza, zamiast łacińskiej nazwy Mazovia

Być może te pomyłki u dawnych historyków wynikały z możliwego wspólnego źródłosłowu obu toponimów 'Maszewo' i 'Mazowsze' - od słowiańskiego imienia Masław. W przypadku Maszewa pierwotna, patronimiczna nazwa grodu mogła brzmieć Masławe, germanizowana stopniowo, jak widzimy w źródłach historycznych, na Masouwe, Massouw i Massow.

Wypada tutaj nadmienić, że pochodzący z Maszewa, słowiański lub nawet, być może, słowiańsko-normański z pochodzenia (do czego obecnie w swoich biografiach się nie przyznaje), ród rycerski von Massow, czyli dosłownie - z Maszewa, powołał do życia jeszcze trzy miejscowości, które nazwał swoim imieniem - na Pomorzu wschodnim Maszewo Lęborskie (Groß Massow) i Maszewko (Klein Massow), oraz - uwaga, w Estonii - pierwotnie zwane Massow, później Massau, obecnie Massu. Założycielami tej ostatniej wsi w połowie XVI wieku byli Hans (zm. 1555) i Lukas von Massow, synowie wspomnianego Mickesa von Massow, którzy później wsparli aneksję Estonii (tak zwane Inflanty) przez polskiego króla, Zygmunta III Wazę.

Oto zaznaczone na mapie rosyjskiej z XIX wieku, położenie osady Massau (ros. Массау), na wschód od wybrzeża Bałtyku.


Ród Massowów, potomków Masława, chciaż sam, jak i cała szlachta pomorska germanizowany, w obliczu postępującego z zachodu zajmowania ziem przez osadnictwo niemieckie, wspierane tak przez biskupów kamieńskich, jak i wrogą książętom pomorskim Brandenburgię, przenosił się coraz bardziej na wschód, w kierunku Polski. Najpierw osiedlił się w okolicach Czaplinka, później założył własny gród, zwany Rummelsburg, dzisiaj
Miastko

Jak znaczne już pod koniec XV wieku były posiadłości rodu Massowów na wschodnich krańcach Pomorza, świadczy dokument księcia pomorskiego Bogusława X z 1478 roku, w którym Henning i Mickes von Massow oraz ich kuzyni Ewald, Thomas i Claus, posiadają w lennie następujące miejscowości: Miastko, Barcino (Bartin), Barnowiec (Reinfeld), Barwino (Barvin), Dredyń (Treten), Gwiazdowo (Quesdow), Kończewo (Kunsow), Kwasowo (Quatzow), Łętowo (Lantow), Mądrzechowo (Mangwitz), Miłocice (Falkenhagen), Runowo (Runow), Warblewo (Warbelow), Żukowo (Suckow) i kilka innych, dzisiaj już nieistniejących. 

Najbardziej na wschód położone posiadłości, niedaleko granicy z Polską, zajmował w XVI wieku Rudiger von Massow, mając siedzibę w Łętowie (niem. Lantow). Sprawował on funkcję marszałka na dworze książąt Pomorza, Barnima IX Pobożnego i Filipa I

Oto fragment mapy wschodniej części Pomorza, z końca XVIII wieku, z zaznaczonym położeniem majątku tego szlachcica.


Szlachcic ten wsparł finansowo króla polskiego Zygmunta II Augusta (1520-1572), udzielając mu dwukrotnie w 1566 roku pożyczek pieniężnych, bez żądania zastawu na majątku, o łącznej kwocie 40.625 talarów. Pieniądze te nie zostały zwrócone do śmierci zarówno Rudigera, jak i króla Zygmunta.  Zwrotu pieniędzy domagała się od króla Stefana Batorego rodzina Rudigera, w liście do króla z listopada 1578 roku. Treść petycji zawarta jest w publikacji pod redakcją Karoliny Lanckorońskiej, "Elementa ad Fontium Editiones", Tom XXIX, Pars V, 1972.

 Post scriptum (2014):

Ostatnie lata przyniosły w naszym kraju wiele znaczących odkryć archeologicznych z okresu budowania zrębów państwa polskiego (X-XI wiek), które - o ile same w sobie nie przełomowe, są jednak na tyle czytelne i jednoznaczne w swojej wymowie, że w powiązaniu z dotychczasowym dorobkiem archeologii w kraju i za granicą, stworzyły podstawy do zasadniczo nowego spojrzenia na źródła i przyczyny nagłego (w perspektywie historycznej) uformowania się struktur państwowych w Polsce.

Rysujące się już od wielu lat, poza oficjalną wykładnią naszych historyków, zarysy nowych interpretacji źródeł archeologicznych i historycznych znalazły swój mocno uargumentowany i spójny wyraz w zbiorze esejów Zdzisława Skroka "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" (Iskry 2013), a także w w hipotezie sformułowanej przez Marka Skarbka Kozietulskiego "Czy władztwo piastowskie wyrosło na wiślańskich szlakach do Orientu?", Los Angeles 2013.

W tym świetle widać wyraźnie, że ewolucja kulturowa i polityczna najpierw wśród Obotrytów, a później także wśród Ranów i Pomorzan, w okresie VIII-X wieku, musiała być w znaczącym stopniu stymulowana przez bezpośredni, wewnątrzplemienny, a później wewnątrzpaństwowy w niej udział Normanów.
.