Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom szachulcowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom szachulcowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2011

Maszewo na Pomorzu dzisiaj


Dzień Wigilijny sprzyja refleksjom o potrzebie rozwijania więzi międzyludzkich, komunikowania się, wzajemnej akceptacji i tolerancji między nie tylko bliskimi, ale między ludźmi w ogóle. Przychylność wobec “nieznanego”, gotowość jego poznania i zrozumienia doskonale manifestuje w polskiej tradycji dodatkowy, pusty talerz na stole wigilijnym. 

Życzmy więc Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim Maszewianom, znanym i nieznanym, kiedykolwiek się tutaj urodzili i gdziekolwiek teraz są na świecie. Wszyscy oni noszą część tradycji i kultury, którą wynieśli z tego samego miasta, ale w różnym czasie, w różnych epokach. Pielegnujmy wartości własnej kultury, ale i traktujmy z godnością i szacunkiem dorobek i tradycje tych, którzy tu byli przed nami.

Jeden z naszych wielkich poetów, tak wyraził się o potrzebie dbania o świadomość historyczną. "Wiedz, że to przez tradycję wyróżniony jest majestat człowieka od zwierząt polnych, a ten, co od sumienia historii się oderwał, dziczeje na wyspie oddalonej i powoli w zwierzę zamienia się". (Cyprian Norwid: "Garstka piasku", 1859). Doceniając znajomość tradycji w dorobku kulturalnym człowieka nasz wieszcz daleki był od statycznych, konser- watywnych poglądów, krytycznie odnosząc się do bezrefleksyjnego, zacofanego, "nieoświeconego konserwatyzmu". Przykładem niech będzie spopularyzowany muzyką Czesława Niemena wiersz "Bema pamięci żałobny rapsod" (1851), który poeta o katolickim wyznaniu poświęcił polskiemu patriocie - muzumałninowi u schyłku życia, Józefowi Bemowi. Autoportret poety z 1845 roku.

Tradycja dotyczy społeczności i ich miejsca życia - "odkładania się" ich tradycji i historii.  Małe Maszewo jest jednym z takich miejsc. Poniższa reprodukcja jest zmodyfikowaną, świąteczną wersją fragmentu kartki pocztowej z końca XIX wieku, z nieistniejącymi już w tym  miejscu (widok od strony ul. Stargardzkiej) domami ryglowymi, które dominowały w mieście przez całe wieki. O domach w tej konstrukcji wspominam w artykule "Szpital i kaplica św. Jerzego".


Poznawanie historii Maszewa pomaga nie tylko w budowaniu tożsamości lokalnej wśród obecnych Maszewian, ale sprzyja także głębszemu przez nas rozumieniu prawa starych Maszewian, którzy tutaj mieszkali przed 1945 rokiem, do podobnych, ciepłych uczuć do ich miasta Massow in Pommern.

Pozwalam więc sobie zadedykować serię zdjęć z dzisiejszego Maszewa przede wszystkim tym, którzy tutaj mieszkali przed nami, tu chodzili do szkoły i tutaj spędzili swoje młode lata. To jest ich mała ojczyzna, tak jak dla naszych rodziców i dziadków były strony rodzinne w innych częściach Polski. Dawnymi mieszkańcami Maszewa są między innymi pani Johanna Kühnemuth, pani Christine Griebenow i pan Georg Peinemann, którym szczególnie dziękuję za życzliwe dzielenie się informacjami z historii miasta i swoimi wspomnieniami.


                                  
Dwadzieścia cztery zdjęcia nawiązują do tak zwanego kalendarza adwentowego, bardzo popularnego w tradycji niemieckiej. Zaczyna się on 1 grudnia i trwa do Wigilii, a każdy odliczany dzień zaznaczony jest w kalendarzu w jakiś szczególny sposób.

Maszewo "dzisiaj" także zmienia się. Najważniejsze zabytki są pod aktywną opieką regionu i gminy. Inna część historycznego dziedzictwa miasta, bez względu na to czy widnieje w rejestrze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków czy nie, ulega degradacji (jak na przykład dom z wieżą przy ul. Głowackiego 5) lub całkowitemu zniszczeniu, jak swego czasu najwyższy na Pomorzu most kolejowy.

Ostatnie zdjęcie w serii 24 migawek z Maszewa to dom przy ul. Jedności Narodowej 20, jeden z dziesięciu oficjalnych zabytków miasta. Do początku lat 1970-tych na jego fasadzie od strony ul. 22-go Lipca widniał w języku niemieckim następujący napis (w wolnym tłumaczeniu): 

Beztrosko przebijać się przez świat,
Zawsze do przodu, nigdy wstecz.
Dla wolności wszystkim ryzykować rad,
Każdemu przynosić zdrowia i szczęścia rzecz.

Przez wiele lat po wojnie nie budził on zainteresowania władz, ale w latach 1960-tych (być może po sławnym liście biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku, który władzom bardzo się nie spodobał), ta uniwersalna sentencja, napisana w tradycjach literatury okresu romantyzmu, była kilkakrotnie zamalowywana. Bezskutecznie zresztą, bo słaba farba łuszczyła się szybko i odpadała, ponownie uwidaczniając napis. Na początku lat 1970-tych władze zdecydowały się  na jego ostateczne usunięcie, poprzez skucie tynku w tej części fasady i położenie nowego.  

Odnotowuję ten fakt z kronikarskiej powinności, bowiem napis był częścią oryginalnej elewacji tego zabytkowego budynku. Na zakończenie, zainspirowani maksymą z fasady maszewskiego domu, przytoczmy życzenia noworoczne, które Johann Wolfgang Goethe (1749-1832) sformułował w ten sposób (w wolnym przekładzie):

wtorek, 24 maja 2011

Szpital i kaplica św. Jerzego


Historia najstarszego maszewskiego szpitala jest tak stara, jak jego obecnych murów miejskich, bowiem sięga pierwszych lat XIV wieku. Przez Maszewo, leżące na ważnych i mocno uczęszczanych szlakach, o których wspominam w artykule "Dawne drogi zatarł czas", przemieszczali się handlowcy, kurierzy, wędrujacy mnisi, pielgrzymi i ludzie bezdomni w czasach, kiedy w Europie szerzyła się epidemia śmiertelnego (wówczas nieuleczalnego) trądu. Choroba ta, choć znana od czasów antycznych, rozprzestrzeniła się na kontynencie pod koniec XIII wieku, rozwleczona wskutek wypraw krzyżowych na Bliski Wschód.

W latach 1351-54 przez Pomorze i Maszewo przeszła  epidemia innej, nieznanej dotąd choroby: dżumy, zwanej wtedy w Europie "czarną śmiercią". Przyszła do Europy z Bliskiego Wschodu, gdzie wybuchła w 1347 roku (w Aleksandrii, prawdopodobnie przywleczona z Dalekiego Wschodu), w następnym drogą morską dotarła do Marsylii, w kolejnym do Nadrenii, rok później do Saksonii, w 1350 była już w Meklemburgii, a w 1351 u progów Pomorza. Była to największa w historii Pomorza i Europy epidemia. Pochłonęła ona na Pomorzu dwie trzecie, a w skali kontynentu jedną trzecią ogółu ludności (40 milionów ze 120).

Miasto Maszewo zdecydo- wało się dość wcześnie na utworzenie poza murami miejskimi, przed Bramą Stargardzką, leprozorium - miejsca odosobnienia trędowatych, pod wezwa- niem św. Jerzego, o czym wspomina sławny Pomorza- nin, uznawany za jednego z współtwórców anatomii patalogicznej, ale także archeolog, Rudolf Virchow, w swojej pracy "Archiv für pathologische Anatomie und Physiologie", Tom 18, Berlin 1860. Towarzyszące ludziom średniowiecza zagrożenia nieuleczalnymi chorobami i poczucie zewsząd czyhajacej śmierci wyraziście oddał w serii drzeworytów zatytułowanych "Taniec śmierci" Hans Holbein Młodszy (1497-1547). Oto jeden z nich, przedstawiający kramarza wędrownego, zapewne częstego gościa na maszewskich traktach. Poniższa reprodukcja ryciny znajdującej się w zbiorach Książnicy Pomorskiej, przedstawia R. Virchowa, sławnego pomorskiego lekarza, antropologa  i archeologa.

Nadzór nad szpitalem, będącym również przytułkiem dla chorych, biednych i wędrowców, sprawowało tak zwane Bractwo Kalendowe, popularna na Pomorzu, dobroczynna organizacja religijna złożona z zamożnych mieszczan (i co ciekawe - także mieszczanek) oraz księży parafii. Powstała ona w Maszewie w roku 1303 i wówczas zapewne zbudowano na przedmieściu Urwite drewnianą (a raczej szachulcową) kaplicę i pobliski cmentarz. W dniu 5.08.1310 roku bracia von Massow (Henryk, Ludekin i Gernand, synowie Konrada von Massow, założyciela miasta), jako przedstawiciele bractwa, uzyskali dla niego przywilej organizowania trzykrotnie w roku dobroczynnych uroczystości.

W dniu 23.04.1338 roku biskup pomorski Fryderyk von Eickstedt (w latach 1329-1343) potwierdził przywileje dla "fraternitatis kalendarum" z Maszewa, których teren działania obejmował następujące parafie: Maszewo (Massowe), Poczernin (Pudernyn), Przemocze (Primhusen), Tarnowo (Rodenhaghen), Danowo (Jacopesdorp), Mosty (Specke), Burowo (Burowe), Maciejewo (Mertensdorp), Budzieszowce (Corchowenhaghen), Darż (Dertze), Parlino (Perlyn), Bielice (Wittenuelde), Łęczyca (Lentse), Storkowo (Storckowe), Małkocin (Mulkentyn), Warchlino (Wachelyn), Rożnowo (Rosenowe), Rogowo (Roghowe), Bagna (Paghencoppen) i Dębice (Magna Lens). Oto stosowny fragment tego dokumentu, opublikowany w książce "Diplomataria et scriptores historiae germanicae" Tom 3, C. Schöttgen 1760.


Nazwy miejscowości podałem w tej samej kolejności jak w powyższym dokumencie, przez co można zauważyć że niektóre z nich różnią się bardzo od współczesnych nam nazw niemieckich. Proszę zwrócić uwagę, że powyższy dokument jest dużo starszy (w niektórych przypadkach prawie o dwa wieki) od tych, w oparciu o które historycy ustalili do tej pory daty pierwszych wzmianek (lub dla niektórych nie ustalili w ogóle) dla wszystkich powyższych miejscowości, z wyjątkiem Maszewa i Przemocza. Należy więc uznać, że wszystkie one powstały dobrze przed rokiem 1338, kiedy wymieniono je jako miejscowości już posiadające własne kościoły.

Warto wspomnieć, że pierwsze znane świadectwo powstania bractwa kalendowego w Stargardzie jest późniejsze niż to z Maszewa, bowiem pochodzi z 1341 roku ("Märkische Forschungen" Tom 4, 1850). Biskup pomorski Fryderyk von Eickstedt wydał dokument o założeniu bractwa kalendowego w Stargardzie "Anno Domini MCCCXLII in crastino Circumcisionis Dominicae", czyli nazajutrz po dniu Świętego Obrzezania (Chrystusa), a zatem w dniu 3.01.1342 roku. 

Oto wykonana z brązu pieczęć Fryderyka von Eickstedta (wymiary stopy 4.5 x 3.0 cm) z postacią stojącego biskupa, z (odwróconym) napisem po obwodzie: "S Frederi EPI CAMINEN". Znaleziona w Stavreby na wyspie Lolland, obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Kopenhadze.


Biskup Nikolaus von Buck (w latach 1398-1410, wcześniej 1390-1398 biskup Chełmna) w dokumencie z 1399 roku nawiązuje do "fraternitas fratrum kalendarum opidi et territori Massow". Ten sam biskup w tymże roku poświadczył także zakup wsi Łabusz przez koszaliński zakon cysterek, przy której to transakcji obecnym był burmistrz Koszalina Nicolaus Weyer (Weiger), o którym piszę jeszcze poniżej.

Koszaliński klasztor, z 1278 roku, był piątym z kolei w obecnej, polskiej części Pomorza, założonym przez ten zakon. Wcześniej powstały: Kołbacz 1173 (mnichowie z  Kołbacza założyli w 1186 roku klasztor w Oliwie), Szczecin 1243, Marianowo 1248, Bukowo 1252). Poniżej zamieszczam zdjęcie średniowiecznego, nieistniejącego już zakątku Koszalina, założonego tak jak i Maszewo, z nadania biskupa Hermana von Gleichena (w latach 1252-1288).


Przedstawia on tak zwane domy wikowe, bardzo charakterystyczne dla Pomorza i Meklemburgii budynki mieszkalne, wbudowywane w linii murów obronnych. Początkowo stawiane były one na koronie murów, ze ścianą zewnętrzną wystającą, wiszącą poza murami w formie wykuszu, co wzmacniało możliwości obronne miasta (tak zwane domy wykuszowe). W późnym średniowieczu i w czasach nowożytnych okolice murów zasiedlane były przez biedotę miejską. Wykorzystywano wówczas wewnętrzną, a później także zewnętrzną ścianę murów obronnych, aby domurować do niej dom o taniej, bardzo starej konstrukcji ryglowej.

Tutaj mała dygresja. Domy ryglowe, z wypełnieniem szachulcowym (czyli słoma, trzcina lub wiklinowa plecionka w glinie) w Polsce zwane od "czasów pruskich" domami z "muru pruskiego" (wypełnienie konstrukcji drewnianej murem z cegieł), są w istocie współczesną formą domów "wymyślonych" przed kilkoma tysiącami lat, jeszcze w epoce neolitu, znanymi od Bliskiego Wschodu, przez starożytą Japonię, Cesarstwo Rzymskie do wczesnego średniowiecza, kiedy budownictwo te rozwinęło się w całej Europie (znane już wcześniej Celtom). Najbardziej poprawne, pomorskie określenie na konstrukcje ryglową, szachulcową czy "pruską" pozostało jeszcze w języku kaszubskim - "wiązarka". Oto pierwsze, neolityczne domy japońskie, o bardzo podobnej konstrukcji jak ówczesne domy w Europie i na Pomorzu (źródło: G. Rüdiger Kujawski - "Traditionelles Wohnhaus - Japan", 1973).


W 1468 roku burmistrz i rada miejska Maszewa zwalnia teren szpitala (Kalendshof) z wszelkich obciążeń finansowych. Być może fakt ten wpłynął sprzyjająco na ofiarowanie kaplicy murowanej przez ród Weiherów z pobliskiego Małkocina. Kaplica ta nie została jednak ufundowana przez Weiherów w formie murowanej (na miejscu dawnej, drewnianej lub szachulcowej, z przełomu XIII/XIV wieku) w 1490 roku, jak podają niektórzy historycy, ale nieco wcześniej.

Pierwszy z zachowanych, znany, związany z nią dokument pochodzi z 31.08.1490 roku, ale dotyczy  kaplicy już istniejącej. Oto jego treść: "Die ultima mensis Augusti ad presentacionam validorum Tide et Dewes fratrum condictorum Weger, ad vicariam perpetuam in Capella sancti Georrij extra muros opidi Massouwe, per obitum domini Jacobi Krummel vacantem, Laurencius Weger clericus fuit institutus et solvit iiij marcas".  Ksiądz parafii maszewskiej Wawrzyniec Weger, w obecności braci Tide i Dewes Wegerów, odnotował w nim, że z powodu śmierci wikarego Jakuba Krummela nastąpił wakat w kaplicy św. Jerzego.

Nazwisko Weger dotyczy rodu Weiherów, pisanych w różnych źródłach także jako Weiger, Weyher, Weyherr, Weyer, Weyger (chronologicznie nazwisko ewoluowało od Weger, przez Weiger, do Weiher, Weyher, Wejher). Oto zdjęcie szachulcowego szpitala i murowanej kaplicy św. Jerzego z roku 1902 (źródło: "Massower Anzeiger" Nr 2/2009).


W tymże 1490 roku (3 sierpnia) zostało potwierdzone objęcie kościoła w Małkocinie i jego filii w Storkowie przez księdza Augusta Joachima Dewitz, co poświadczyli swoją obecnością Ebel, Vritze i Albrecht Weger, zapewne reprezentujący fundatorów kościoła. ["Die tercia mensis Augusti Joachim Dewetze clericus ad parrochialem ecclesiam ville Mulkentin et ejus filiam Storkow ad presentationem validorum Ebel, Vritze et Albrech Weger fuit institutus soluit iiij marcas".]

Dokument ten jest często przyjmowany jako potwierdzenie wybudowania w Małkocinie kościoła w 1490 roku. Moim zdaniem nie wynika jednak z niego, że ten murowany kościół (na początku zapewne szachulcowy) nie mógł już wcześniej być postawionym. Wydaje się, że zbyt eksploatowana jest przez historyków zachowana dla lat 1489-1494 treść rejestru episkopatu w Kamieniu, podczas gdy nie uwzględnia się, że nieznane są bliżej wydarzenia z lat poprzedzających dla których, o ile mi wiadomo, nie ma tak dokładnych źródeł. W tym samym rejestrze, pod datą 20.02.1494, potwierdzone jest istnienie kościoła w Godowie. Po pożarze kościoła w Małkocinie w 1598 roku został on odbudowany, a dzwon z 1608 roku nosi aż 10 imion z nazwiskiem Weiger.


Materialnym dowodem, wskazującym na istnienie w Małkocinie kościoła już nawet w połowie XIII wieku, jest pochodząca z Małkocina i z tego okresu, chrzcielnica (zdjęcie powyżej). Historycy sztuki uznają ją, wykonaną w wapieniu, jako wyrób sztuki skandynawskiej.

Średniowieczny szpital-przytułek zmieniał z wiekami swoje funkcje. Kiedy trąd zaniknął w Europie, po jeszcze większej fali dżumy, jaka przeszła w XVII wieku przez Europę i także przez Maszewo, miasto zmodernizowało w 1735 roku cały teren szpitalny, stawiając od podstaw nowy budynek. Odnowiono także kaplicę i posadzono wokół niej lipy. Szpital stał się faktycznie hospicjum, przytułkiem dla osób starszych. Poniższe zdjęcie pochodzi z periodyku "Massower Anzeiger" Nr 3/2008.


Warto jest powiedzieć trochę więcej o fundatorach kaplicy św. Jerzego, rodzie Weiherów. Jest wiele kontrowersji co do ich pochodzenia, jak zresztą wokół wielu innych starych rodzin pomorskich. Weiherowie należą od 1274 roku do jednych z najstarszych rodów szlacheckich na Pomorzu. Przybyli tutaj prawdopodobnie z Frankonii, czyli z dzisiejszej północnej Bawarii. Chociaż najstarszy zachowany dokument w Archiwum Państwowym w Szczecinie pochodzi dopiero z 1357 roku to wydaje sie, w oparciu o historię Księstwa spisaną przez Micraeliusa ("Sechs Bücher vom alten Pommernland", Stettin 1640), że ich dotarcie na te ziemie może wiązać się z osadzeniem w 1234 roku przez Barnima I w Baniach i w Rurce zakonu Templariuszy, których zastąpił w 1312 roku zakon Joannitów.

Posiadłości zakonu, leżące tuż przy granicy pomorsko-brandenburskiej zostały roku 1373 zniszczone (do dziś zachowała się jedynie kaplica w Rurce). Jeżeli Wejherowie związani byli z obydwoma zakonami, to prawdopodobnie część rodu przeniosła się  w tym samym roku na Pomorze wschodnie, jako lennicy zakonu Krzyżackiego. Można przyjąć, że z czasem przyjęły się dwie formy nazwiska - Wejher na wschodzie Pomorza i Weiher na zachodzie.

Zródła historyczne odnotowują jednak obecność Weiherów na Ziemi Maszewskiej już w 1363 roku, kiedy to rodzina rycerska Dossow sprzedała miastu Maszewo sześć i pół łana ziemi w pobliżu wsi Godowo (Vredeheyde), a świadkami aktu sprzedaży byli m.in. Andreas i Arnoldus Weyer ("Diplomataria et scriptores historiae germanicae" Tom 3, C. Schöttgen 1760). Być może wschodni i zachodni Weiherowie to dwa różne rody, chociaż mogą pochodzić ze wspólnego pomorskiego "pnia". Mają one dwa różne herby, a herb bawarskich Weiherów jest jeszcze inny, zupełnie różniący się od rodów pomorskich. Oto zestawienie opracowane na podstawie książki J. T. Bagmihla "Pommersches Wappenbuch", Tom 3, Szczecin 1847:


Wynika z niego, że Nicolaus Weger, który jako burmistrz Koszalina w 1409 roku położył swoją pieczęć pod aktem dotyczącym transakcji nieruchomości z udziałem opata z klasztoru w Dargun (Meklemburgia), należał do zachodnio-pomorskiego rodu von Weiger, bowiem szyld pieczątki obrazuje wachlarz (jednakże bez strzałek) podobny jak na herbie Weigerów. Nota bene, klasztor w Dargun i ten w Kołbaczu, to "córki" duńskiego klasztoru cystersów w Esrum.

Zanim o Weiherach powiem więcej, jeszcze jedna fotografia szpitala i kaplicy (źródło: "Massower Anzeiger" Nr 2/2001). Ze zdjęcia wynika, że po remoncie kaplicy w latach 1981-83 usunięto nie tylko jej historycznego patrona św. Jerzego (gdzie nazwa własna jest częścią zabytku), tak popularnego dla kaplic szpitalnych na Pomorzu, ale i część gotyckich okien (czy pod nadzorem konserwatora zabytków?). Na początku XVI wieku, jak wyliczył historyk Eugeniusz Wiśniowski, w diecezji pomorskiej istniało 175 szpitali, w tym domów opieki (przytułków), podczas gdy na przykład w diecezji gnieźnieńskiej zaledwie 29.

Zauważmy jeszcze, że stare wezwanie, nadane jeszcze za misji ewangelizacyjnej na Pomorzu biskupa Ottona z Bambergu w 1140 roku, dzisiaj już nie istniejącemu, pierwszemu kościołowi w Wolinie nosiło podwójne imię - św. Wojciecha i św. Jerzego. Od tego roku przez kolejne 36 lat w Wolinie była pierwsza siedziba biskupa pomorskiego, przeniesiona później do Kamienia. Oto panorama Wolina z fragmentu litografii z 1842 roku, z kościołem św. św. Wojciecha, Jerzego (pierwszy z lewej).


Szkoda, że maszewska kaplica nie zachowała pierwotnego wezwania św. Jerzego, bowiem nawet muzułmanie pozostawili zbudowaną w 360 roku, największą na Wschodzie bazylikę chrześcijańską w Istambule, pod tym samym wezwaniem św. Zofii (po łacinie Sancta Sophia - "święta mądrość"), którą zamienili w 1453 roku na meczet, do dziś noszący turecką nazwę  Aya Sofya, po grecku Hagia Sophia. Nazwę utrzymano zapewne dlatego, że nie wiąże się ona z żadną konkretną osobą świętą, bowiem islam nie uznaje, że człowiek może stać się świętym. Chwalebny jest jednak ich szacunek do historycznej nazwy tego kościoła. Szkoda, że mądrość nie oświecała umysłów zmieniających nazwę kaplicy w Maszewie.


Pokazana wyżej pieczęć biskupa Martina von Weihera z 1556 roku jest podobna do herbu wschodnio-pomorskich Weiherów, co potwierdza jego pochodzenie ze wschodniej gałęzi tego rodu. W latach 1550-1556 był on drugim w historii luterańskiego Pomorza biskupem protestanckim. Zmarł 8.06.1556 roku i został pochowany w obrządku protestańskim w prezbiterium kościoła św. Michała Archanioła w Karlinie.

Płyta nagrobna została zniszczona w czasie pożaru w 1685 roku, ale niedługo później odbudowana. Mieszkający w pobliskim Kołobrzegu Martin Rango (1634-1688) w dziele "Pomerania diplomatica sive Antiquitat sive Antiquitates Pomeranicæ", wydanym we Frankfurcie nad Odrą w 1706 roku pisze o biskupie jako "pochowanym w Karlinie, gdzie dziś w świątyni znajduje się zbudowany przez mieszkańców wspaniały grobowiec" ("humutus Cörlini, ubi hodienum in templo oppidano tumba magnifice extructa extat"). 
 
Wspominam o tym, bowiem istnieją powody sądzić, że zwłoki biskupa mogą od 1655 roku spoczywać w kościele św. Piotra i Pawła w Pucku. Kasper Niesiecki w swojej "Koronie polskiej" z lat 1728-1743 pisze o płycie nagrobkowej Martina Weihera umieszczonej w tym kościele w 1655 roku przez archidiakona Mateusza Judyckiego, ku pamięci "ostatniego katolickiego biskupa kamieńskiego".

Szymon Starowolski w swoim "Monumenta Sarmatarum", Cracoviæ 1655, mówi że ciało pochowanego w "swojej katedrze" (czyli w Karlinie) zostało zabrane z grobu ("ex vetustissimus monumentis depromptam" i przeniesione do grobowca Wejherów ("vti gratiæ domus Veyheranae cliens" i uwiecznione marmurową tablicą w dniu 10.10.1655 roku. Oto strona tytułowa dzieła S. Starowolskiego, egzemplarz Bawarskiej Biblioteki Państwowej (Bayerische Staatsbibliothek).

Nierozstrzygniętą przez historyków kontrowersją jest wyznanie religijne Martina Weihera. Cytowane powyżej dwa polskie źródła wyraźnie określają biskupa jako katolika, podczas gdy pomorskie dokumenty jednoznacznie mówią o nim jako protestancie, który pobierał nauki u samego Filipa Melanchtona w Wittenberdze, a wiosną 1550 roku został wybrany przez kapitułę kamieńską biskupem i zatwierdzonym przez książąt pomorskich. Uroczystość objęcia urzędu, już w obrządku protestańskim, odbyła się jednak dopiero w 1552 roku, po zatwierdzeniu tej nominacji przez papieża Juliusza III 13.10.1551. Można więc chyba uznać Martina Weihera jako chrześcijańskiego i ekumenicznego duchownego, bez przesądzania czy był bardziej katolicki czy bardziej luterański.

Oto rycina Matthäusa Meriana ("Topographia Electoratus Brandenburgici et Ducatus Pomeraniae", Frankfurt am Main 1652) z panoramą Karlina i sylwetką kościoła przed pożarem, a więc z czasów kiedy pochowany w nim był biskup Weiher.  Martin Zeiller, współautor dzieła, informuje w nim, że w karlińskim kościele znajduje się grób Martina Weihera, a także jego statua. Informacja ta przywołana została jeszcze w 1737 roku w wydanym w Wenecji wielkim słowniku geograficznym (Antoine Bruzen de La Martinière - "Le Grand Dictionnaire Géographique et Critique"). Nie wiadomo więc do końca, gdzie po 1655 roku znajdował się faktyczny grób biskupa (a gdzie tylko płyta nagrobna) - w Karlinie czy w Pucku.


Wschodnio-pomorska gałąź rodu Wejherów była katolickiego wyznania i silnie związana z Polską, co potwierdza jej spolszczenie, mimo dawnych niemieckich korzeni rodu. Część rodziny osiedliła się bowiem w Polsce, a począwszy od Ernesta Wejhera jej przedstawiciele stawali się często starostami, kasztelanami i wojewodami miast na Pomorzu wschodnim i w polskich Prusach, a Jakub Wejher założył miasto, które dziś nazywa się Wejherowo. 

Jeszcze Ernest Wejher był luteraninem, a jego syn Dymitr w 1604 roku sprzedał trzy wsie lęborskie Charbrowo, Łebieniec i Osieki Georgowi von Krockow, deputowanemu do parlamentu (Landtagu) Księstwa Pomorskiego, a przy tym szwagrowi swego ojca Ernesta. Oto poniżej portrety Ernesta i Marii Wejherów, z 1597 roku, eksponowane w kaplicy Wejherów, w kościele parafialnym pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Pucku. 


Warto wspomnieć, że współpraca polityczna pomiędzy Księstwem Pomorskim a Polską kontynuowana była po włączeniu de facto Pomorza do Cesarstwa Niemieckiego w 1181 roku. W 1177 roku małżonką księcia księcia Bogusława I (1127-1187) została Anastazja Mieszkówna (1164-1240), córka Mieszka III Starego i bratanica Kazimierza II Sprawiedliwego. W imieniu tego ostatniego Sambor I (1150-1205) ustanowił z pomocą zakonu w Kołbaczu opactwo cysterskie w Oliwie. Droga, którą podążali mnisi z Kołbacza (Kolbatz) do Oliwy (Oliva) prowadziła od Kobylanki (Kublank) przez Ziemię Maszewską (Sowno - Hinzendorf, Dąbrowica - Damerfitz, Darż - Daarz, Maszewo - Massow, Redło - Pflugrade). Oto rycina tego klasztoru autorstwa Matthäusa Diescha z 1765 roku (źródło: Wikipedia).


Podmaszewska gałąź Weiherów miała swoje główne dobra w Małkocinie i w Dębicach. Peter Weger wymieniony jest w podpisanym w Nowogardzie dokumencie z 24.08.1461 roku, dotyczącym założonej przez Henninga Mildenitza, burmistrza tego miasta, fundacji. Z kolei Georges Wegher z Małkocina oraz Drewes i Clawes Weger z Dębic (Vulenbentze, ostatnio Eichenwalde) byli świadkami w wyżej wspomnianym dokumencie z 1515 roku, dotyczącym kaplicy św. Jerzego w Stargardzie.

W XVI-XVIII wieku majątki ziemskie tego rodu były także w Parlinie, Łęczycy, Storkowie, Warchlinie, Tolczu, Błądkowie, Krzemiennej i Grzęźnie (trzy ostatnie koło Dobrej, jako lenno od Dewitzów), a także na ziemi gryfickiej i białogardzkiej. Jedno ze źródeł podaje, że 25.01.1531 Clawes Weiger z Błądkowa (Plantikow) dokonał zamiany dóbr ziemskich z braćmi Lorenz i Hans Weiger z Dębic, czego świadkiem był m. in. ksiądz Michael Weiger z Maszewa. Z Małkocina pochodził Adam von Weiher (1613-1676), który w armii duńskiej doszedł do stopnia generała. Inny Adam Weiher (1709-1774) był wicekanonikiem katedry kamieńskiej. Jak już wspomniałem wyżej, nazwiska Weiherów spisywane byly różnie, nawet z tego samego okresu, w zależności od "ucha" spisującego określony dokument notariusza. Stąd Clawes Weiger z Błądkowa mógł być tą samą osobą, co Clawes Weger z Dębic.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden fakt, wskazujący na silny i pierwotny związek rodu Weiherów z ziemią maszewską lub z tą częścią Pomorza. W wydanej w Nowogardzie w roku 1868 książce "Familiengeschichte der von Dewitz" L. Wegner przywołał fakt zawiązania w dniu 25.06.1417 roku w Stargardzie związku pomiędzy miastami i rycerstwem "naszej" części Pomorza z miastem Słupskiem i rycerstwem ziemi słupskiej, w celu wzajemnego polubownego rozwiązywania sporów, bez wchodzenia na drogę sądową.

Było to za czasów panowania rezydującego w Stargardzie księcia Bogusława VIII (1364-1418), który w 1410 roku wsparł wojska polsko-litewskie w walkach z Krzyżakami. Rycina pochodzi z ciekawego portalu pomorze.gcl.pl). Niesłusznie opisany w polskiej Wikipedii za Edwardem Rymarem, jakoby "dopuścił się wielu nadużyć". Odwrotnie, chciał ograniczenia władzy kościelnej nad częścią ziem Księstwa, a także szukał zbliżenia politycznego z Polską, co nie odpowiadało Kościołowi. Chociaż wybrany biskupem pomorskim w 1386 roku, został przez papieża Bonifacego IX odwołany z tego stanowiska w 1393 roku. Z powodu zatrzymania w administracji książęcej ziem biskupich (w tym Maszewa) nowy biskup Nikolaus (Bock) von Schieffenburg (zwany także von Schippenbeil) ekskomunikował księcia w 1398 roku.

Potwierdzeniem knowań tego biskupa przeciwko władzy książęcej i przeciwko zbliżeniu Pomorza z Polską jest list sporządzony 26 czerwca 1403 roku w Świdwinie, w którym Baldwin Stahl, miejscowy komornik (Swidwin należał wtedy do brandenburskiej Nowej Marchii) donosi Konradowi V von Jungingen, wielkiemu mistrzowi Zakonu Krzyżackiego, że w przeddzień spotkał się z biskupem kamieńskim, który ostrzegł go, że książę Barnim VIII wysłał posłańca do króla Węgier, szukając przymierza Pomorza z Węgrami, Polską i Danią ["Ouch liebir meister wisse euwir gnade dass ich alse gesterne byn. gewest bie vnserm herren dem bysschoff von Camyn der mi muntlich hot gesayt wie der herczoge von Pomern eynen caplan habe gesandt czu vnserm herren dem konge von. Vngern in botzschaft ...",  Codex epistolaris Vitoldi magni 93 no. 269; Reg. Hist.-Dipl. Ordo Sanctæ Mariæ Theutonicorum 41 no. 708]. Nielojalna wobec Pomorza intryga biskupa kamieńskiego została ukryta pod listem, zredagowanym do Zakonu Krzyżackiego przez zaufanego mu urzędnika. Po śmierci biskupa von Bocka w 1410 roku, biskup pomocniczy Konrad Bonow, w otwartej konfrontacji z Bogusławem VIII, zawarł oficjalne przymierze z Zakonem Krzyżackim.

W tymże roku ekskomunikowania Bogusław VIII wziął ślub z Zofią Holsztyńską, siostrą Gerharda VI, pierwszego księcia połączonych prowincji Schleswig-Holstein. Po śmierci ksiecia Bogusława VIII Zofia zamieszkała Przytorze na wyspie Wolin, gdzie zmarła w 1450 roku. Przytór (niem. Pritter), wymieniony w dokumencie książąt Bogusława V i Warcisława V z 1339 roku, był twierdzą celną (zbudowaną prawdopodobnie przez Bogusława IV po 1294 roku), w której pobierano opłaty za handel morski przechodzący rzeką Swiną. Na zamku w Przytorze mieszkał również książę Eryk II, syn Warcisława IX - założyciela Uniwersytetu w Greifswaldzie, najstarszej nad Bałtykiem uczelni, po której dopiero powstały uniwersytety w Uppsala i w Lund.

W polskiej literaturze historycznej Przytór jest mało znany, w polskiej Wikipedii jego dzieje zaczynają się od XIX wieku, a w rzeczywistości stara historia Przytora zniknie wkrótce wraz z tą oto zabytkową, rozpadającą się chatą [autor zdjęcia: Magic, Tczew (blog rowerowy)].


Bratankiem (synem księcia Warcisława VII, rezydującego na zamku w Szczecinku) Bogusława VIII, nie wiadomo dlaczego niemal zupełnie ignorowany przez polską historiografię, był Eryk Pomorski (1382-1459), urodzony w Darłowie jako Bogusław, będący królem Norwegii (i Islandii) jako Eryk III (1389-1442), królem Danii jako Eryk VIII (1396-1439) i królem Szwecji jako Erik av Pommern (1396-1439). Eryk Pomorski odznaczony został angielskim Orderem Podwiązki.

Oto fragment gobelinu z 1582 roku, przestawiający Eryka Pomorskiego i w tle flotę duńską. Dzieło powstało na zbudowanym przez Eryka Pomorskiego zamku Kronborg z ręki flamandzkiego artysty Hansa Kniepera. Zamek ten stał się dla Williama Szekspira inspiracją do umieszczenia w nim akcji "Hamleta". Gobelin (wys. 390 cm, szer. 285 cm) znajduje się w Muzeum Narodowym w Kopenhadze.


Klątwą papieską został obłożony także kolejny książę pomorski, Bogusław IX (1405-1446), za kontynuowanie suwerennej administracji nad ziemiami, o które rościł pretensje biskup kamieński (Maszewo, Golczewo i Choszczno). Także miasto Kołobrzeg otwarcie przeciwstawiło się dominacji biskupa nad finansami miasta.

Biskup pomorski Zygfryd Buk (von Buch, von Bock) spowodował skazanie księcia Bogusława IX na banicję, ale na szczęście kościół rzymski nie miał możliwości wykonania tego wyroku. Spór pomiędzy książętami a biskupami o władzę na Pomorzu zakończył się dopiero w 1436 roku, w wyniku interwencji cesarza Zygmunta Luksemburskiego, kiedy to  biskup Zygfryd Buk podpisał układ z księciem Bogusławem IX, na mocy którego wybór przyszłych biskupów Pomorza musi odbywać się za zgodą panującego księcia. Spory z biskupami o o wpływy finansowe z handlu morskiego i z solanek w Kołobrzegu trwały jeszcze do 1468 roku.

Wracając do stargardzkiego porozumienia z 1417 roku, "nasze" ziemie reprezentowali m.in. Gernd von Dewitz (Dewicz) z Dobrej, Jurgen von Wedel (Wedele) z Krzywnicy (Uchtenhagen) koło Maszewa, Hinrik Bork (Borusław) z Węgorzyna, a także rycerz Baltes Weiger oraz przedstawiciele miasta Kamienia, Gryfic, Trzebiatowa, Wolina, Maszewa i Stargardu. Drugą stronę reprezentowali m.in. Wawrzyniec Puttkamer (Podkomorzy), Stefan von Zitzewitz (Siczouicz) i Tetzen Bonin, przedstawiciele starych rodów szlachty pomorskiej.

Post scriptum:

Na marginesie trzeba zwrócić uwagę na charakterystyczną skłonność polskiej historiografii do ignorowania słowiańskości książąt pomorskich i stałych dążeń wielu z nich do silniejszych związków z Polską, wbrew nieuniknionym tendencjom germanizacyjnym, których główną ostoją na Pomorzu do czasów Reformacji był kościół katolicki. Biskupstwo kamieńskie zostało pozbawione afiliacji z arcybiskupstwem w Gnieźnie w 1380 roku, po okresie zażartej walki dyplomatycznej biskupa pomorskiego Jana I Saskiego z książętami pomorskimi oraz z Polską, który robił wszystko aby przekonać papieża do podporządkowania Pomorza archidiecezji w Magdeburgu. Tylko dzięki usilnym zabiegom króla Kazimierza III Wielkiego papież Urban VI podjął salomonową decyzję, podporządkowując Pomorze nie Magdeburgowi, a bezpośrednio Watykanowi. Nie zmniejszyło to, jak historia pokazała, aż do czasów Marcina Lutra, politycznych wpływów niemieckiego kościoła na Pomorzu. Postulat Lutra o konieczności posługiwania się w kulcie religijnymi językami narodowymi przyszedł na Pomorze za późno - stary język pomorski (wendyjski) właśnie dogorywał "pod strzechą" pomorskiej wsi.

W ocenie wielu polskich historyków, i to tych z nazwiskami z "najwyższej półki", słowiańscy książęta pomorscy oraz słowiańska szlachta z "własnej winy" nie zasługują na włączenie ich do polskiej historii, bowiem po ośmiu wiekach nieobecności Polski na Pomorzu dali się zgermanizować. Wymownym przykładem tej ostentacyjnej, a naukowo zupełnie nieuzasadnionej postawy jest jak dotąd największe kiedykolwiek w Polsce wydane w tym przedmiocie wielotomowe dzieło naszych historyków (red. Gerard Labuda), zatytułowane "Historia Pomorza", Poznań 1969.

Pomijając w dużej mierze ideologiczne, a więc pozamerytorycznie i nienaukowe interpretacje tam zawarte oraz edytorsko słabe wydanie, w którym brakuje jakichkolwiek indeksów (wbrew powoływaniu się na nie w przedmowie do "dzieła takich rozmiarów", jak je określił prof. G. Labuda), a jedyną kolorową wkładką (tom I, historia do roku 1466) jest mapa zatytułowana "Podział plemienny Prus w XIII wieku", historia Pomorza właściwego, określonego historycznymi granicami Księstwa Pomorskiego, kończy się w części pierwszej ... na XII wieku. Dalej mowa jest w tym tomie o historii historycznych Prus Zachodnich (Pomorze Gdańskie) oraz Prus Wschodnich (Warmia, Mazury) i dalej, ... po ujście Niemna ... i jeszcze dalej, po Żmudź, czyli północne krańce państwa krzyżackiego. Aby dla przeciwwagi do właściwego Pomorza i wbrew historii stworzyć na Ziemi Gdańskiej nowe centrum Pomorza, historycy powołali w tym "dziele" do istnienia ... "Pomorze Mazowieckie". Czy to zdaniem szanownych autorytetów historycznych nadal Pomorze, tylko mniej zgermanizowane? Księstwo Pomorskie w "Historii Pomorza", nie tylko pod kątem edytorskim, ale "dla dania odporu" przedwojennej, nacjonalistycznie nastawionej historiografii niemieckiej, zostało arbitralnie, zgodnie z PRL-owskim "duchem epoki", zmarginalizowane czyli również "znacjonalizowane".


Zabiegi ideologiczne, jakim poddała historię Pomorza większość naszych historyków, dały uzasadnienie "naukowe" do nazwania Ziemi Gdańskiej przez dzisiejszych polityków jako po prostu Pomorze, przenosząc zgodnie z aktualnym "upodobaniem" stolicę Pomorza ze Szczecina do Gdańska, pozostawiając historycznemu Pomorzu bardziej peryferyjną nazwę Pomorza Zachodniego. Dla codziennego życia współczesnych Polaków nie ma to żadnego znaczenia, ale przyszłe pokolenia będą mogły zauważyć, że nie tylko za czasów PRL ale także i później Polska z upodobaniem "dekretowała" historię Pomorza. Widocznie dziejopisanie, czyli mieszanie legend i mitów z rzeczywistością - na zamówienie "dworu" lub dla "pokrzepienia serc", jest w Polsce od czasów Galla Anonima zawsze à la mode.

niedziela, 23 stycznia 2011

Zaginione młyny i wiatraki


Kontynuując z poprzedniego postu wspomnieniową nutę o zanikających śladach przeszłości dziś opowiem o wiatrakach i młynach wodnych, które były częścią maszewskiego krajobrazu przez ponad siedem stuleci, a dzisiaj odeszły w zapomnienie. Są jeszcze jednak takie miejsca, gdzie młyn wodny miele mąkę, z której na miejscu wypiekany jest chleb o recepturze jak przed wiekami, bez konserwantów, spulchniaczy i innych współczesnych tricków technologicznych.


Młyn wodny jest najstarszym wynalezionym przez człowieka urządzeniem mechanicznym, które nie było napędzane siłą mięśni ludzi lub zwierząt. Wykorzystany po raz pierwszy w Mezopotamii około pięć wieków p.n.e. głównie do nawadniania pól, był następnie stosowany w Persji, Chinach, Egipcie, Turcji, aż dotarł do Grecji i starożytnego Rzymu. Niewykluczone, że napęd wiatrowy został wykorzystany do mielenia mąki po raz pierwszy już w VII wieku przez Arabów. Uczony i podróżnik arabski Al-Masudi (896-956) w swoich zapiskach wspomniał, że kalif Umar (579-644) zlecił niewolnikowi perskiemu wykonanie młyna napędzanego wiatrem, który jednak tego nie wykonał i zabił kalifa. Kronikarz ten opisał trasy handlowe między Morzem Czarnym a Bałtykiem i wspomniał o Wolinie.

Wynalazek ten, mimo wysokiego poziomu techniki w Cesarstwie Rzymskim (unowocześniony przez Rzymian przez zastosowanie w nim przekładni - koła zębatego), nie zdobył tam jednak takiej popularności, jak począwszy od IX wieku w średniowiecznej Europie. Ilustracja obok pochodzi z dzieła "Novo Teatro di Machine et Edificii" Vittorio Zonca z 1607 roku (źródło: BibliOdyssey). Do napędu żaren i młynów Rzymianie preferowali bowiem pracę niewolników. Kamień żarnowy, taki na przykład jaki jeszcze się ostał przed byłym młynem nad Jeziorem Warszewskim mógł w ciągu godziny pracy koła wodnego zmielić około 150 kg zboża, do czego w Rzymie w tym samym czasie pracy potrzebowanoby pracy 40 niewolników.

Pierwsze młyny wodne na ziemiach polskich pojawiły się w XII wieku, wraz ze sprowadzeniem z Francji, Nadrenii, Saksonii, Turyngii i Danii zakonu Cystersów (m. in. Jędrzejów 1153, Łekno 1153.  Lubiąż 1163, Kołbacz 1173, Oliwa 1186, Sulejów ok. 1190 i wiele dalszych). Najstarsze ślady młyna z XIII wieku odkryto we wsi Otalążka koło Grójca Mazowieckiego, na byłych terenach zakonu cysterskiego w Sulejowie. Interesującym jest fakt, że najstarszy zabytek pisany, zawierający pierwsze znane zdanie w języku polskim, wiąże się z wyrobem mąki. Przytoczone jest ono w spisanej po łacinie Księdze Henrykowskiej z 1270 roku i odtworzone fonetycznie brzmi: "Daj, ać ja pobruszę (pomielę), a ty poczywaj". Są to słowa chłopa do swojej żony, mielącej ziarno w ręcznych żarnach. Oto kopia tego fragmentu z Wikipedii.


Najstarszym młynem w Maszewie był ten posadowiony na rzeczce Młynówce, u jej ujścia do Stepnicy, u podnóża Góry Zamkowej. Stanowił własność rodu Massowów do 26.12.1334 roku, kiedy to Ludolf von Massow sprzedał go wraz z grodem (lub zamkiem) na tej górze i okolicznymi ziemiami (w tym wieś Radzanek) biskupowi pomorskiemu Fryderykowi von Eckstedt (1330-1343). Akt podpisany w Kołobrzegu, zaczynający się od słów "Ad perpetuam rei memoriam. Nos Ludolphus dictus de Massowe ...", wymienia ten młyn słowami :"... et molendinum situm ante antiquum castrum Massowe ...".

Był to zapewne niewielki budynek, drewniany lub już szachulcowy, być może podobny do współczesnego mu młyna wodnego, zilustrowanego w tzw. Psałterzu Luttrella, który powstał w Anglii około lat 1320-1330. Proszę zwrócić uwagę, że w rzeczce powyżej młyna zastawione są wykonane z witek wiklinowych i prętów leszczynowych pułapki na ryby (w tym przypadku na węgorze), tak zwane samołówki (wiersze, wierszki). Pułapki takie znane były conajmniej od średniowiecza w całej północnej Europie - od Anglii po Pomorze.


Wracając do młyna wodnego Massowów, został on zbudowany zapewne w latach 1230-1240, kiedy Maszewo było grodem już o cechach miejskich, z umocnieniami obronnymi i lokalną parafią. Te powstawały wówczas w pierwszym rzędzie w grodach o cechach miejskich, a jak wiadomo, pierwszym znanym plebanem w Maszewie był Bertram, wymieniony w dokumencie z 23 stycznia 1233 roku (o czym wspominam w artykule "Maszewo Anno Domini 1091").

W tym też okresie zbudowana została grobla spiętrzająca wody powyżej młyna. Usypana z ziemi zdjętej ze zbocza, którym dziś biegnie ul. K. Swierczewskiego, utworzyła ona jeden duży zbiornik wodny, który dziś stanowią dwa oddzielne stawy: Szkolny i Szatkowskiego (proszę porównać dwa komentarze na końcu artykułu "O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa"). Nasyp oddzielający te stawy powstał dopiero na początku XX wieku, którym poprowadzono tory łączące żwirownię na Urwitem ze stacją kolejową. Staw retencyjny zapewniał ciągły i równomierny dopływ wody do pracy koła młyńskiego, a także służył zapewne do hodowli ryb. Młyn wodny pod Górą Zamkową, zwany Bergmühle - czyli młyn przy wzgórzu, przetrwał od średniowiecza po czasy nowożytne. Jednym z jego właścicieli był Caspar Hasenjaeger, który zmarł w Maszewie w 1698 roku. Być może nie wyglądał on tak malowniczo jak ten z obrazu François Bouchera z połowy XVIII wieku, ale posadowiony był w podobnej scenerii.


Przez wieki przechodził przez wielu właścicieli i użytkowników, a także był sukcesywnie modernizowany; oferował przemiał zbóż na mąki i kasze oraz wyciskanie oleju roślinnego. Dotrwał do około początku XX wieku, kiedy to małe młyny wodne zaczęły tracić rację bytu z powodu konkurencji większych, stosujących coraz szerzej wydajniejsze maszyny parowe. Lokalizacja młyna oznaczona jest na poniższym zdjęciu (źródło: Apple Maps, z moją adaptacją) literą A.


Z uwagi na wspólnego dzieżawcę, nazwę Bergmühle miał przed rokiem 1784 także wiatrak stojący na  przyległym od południa wzgórzu, oznaczony literą B. Był to wiatrak typu koźlak, najbardziej rozpowszechniony na Pomorzu, w Saksonii i w Polsce. Postawiony prawdopodobnie w XIV wieku, dotrwał do połowy XIX wieku. Jego wygląd mógł przypominać ten z poniższej fotografii (źródło: Wikipedia), zachowany do dziś, wiatrak w Szczecinie-Mierzynie.


Kolejny maszewski młyn, który powstał w okresie miedzy połową XIV a połową XVI wieku i jest jedynym, który ostał się do czasów współczesnych to Warsowermühle, czyli Młyn Warszewski (lub być może Warszowski), oznaczony literą C. Wątpliwość co do czasu powstania wynika z nieustalenia dotąd, czy założyciel młyna, nieznany z wcześniejszych źródeł pisanych dotyczących Maszewa, pochodził z okolic Sławna, co wskazywałoby na wcześniejszy okres budowy, czy też z okolic Greifswaldu, skąd źródła wskazywałyby na wiek XVI.

Spolszczenie tej nazwy wydaje się być uzasadnione, bowiem przesłanki wynikające z dotychczas poznanych źródeł wskazują iż założycielami młyna była albo pomorska rodzina Warsów lub Warszów, pochodząca ze wschodniej części Pomorza, albo też wielecka (czyli takze słowiańska) rodzina, pochodząca z Greifswaldu (pierwotna nazwa Gryfia) o nazwisku Warschow (pisanym także Waschow, Warskow, Waskow). Wieleci, najbardziej na zachód zamieszkała grupa plemion słowiańskich (do której należeli także Obodryci) byli tam dużo wcześniej niż Pomorzanie na ziemi maszewskiej, bo od 936 roku poddani kolonizacji niemieckiej, to jest od kiedy Otton I Wielki (912-973) mianował Hermanna Billunga (zm. 973) szefem wojskowym (princeps militiae) podbitych terenów Związku Wieleckiego.

Wielu kolonizatorów zasiedlających Pomorze było z pochodzenia Wieletami, Obodrytami i innymi plemionami połabskimi, a nie tylko Germanami, o czym historycy na ogół nie wspominają. Przesuwali się oni na wschód w poszukiwaniu korzystniejszych warunków gospodarowania na nowych ziemiach, ale zapewne także aby być bliżej kultury swoich słowiańskich przodków. Ród Massowów jest także tego przykładem, kiedy opuścił Maszewo u początków niemieckiej kolonizacji i osiedlił się we wschodniej części Pomorza.


Wracajmy do Warszewskiego Młyna. Jedna z hipotez jest taka, że przybyłe w połowie XVI wieku z Greifswaldu dwie rodziny osiedliły się na naszych ziemiach: rodzina Streitzów w  niedalekiej Osinie (niem. Schönhagen), rodzina Warschowów w Maszewie. Ta pierwsza wymieniana jest w źródłach historycznych także jako Streytzen, Stretze, Streze, a nazwisko to wywodzi sie od słowiańskich słów "strzec, strażnik". Dokument, wystawiony w 1564 roku w Goleniowie, potwierdza nabycie ziemi przez młynarza Michel Streÿtzen z Osiny. Jego jeden z przodków, Jacob Streze widnieje w dokumencie z 1446 roku jako student zapisany na Uniwersytecie w Greifswaldzie, a w innym z 1460 roku (Jacob Stretze) jako syndyk w pewnej transakcji handlowej z ramienia księcia Warcisława X (1435-1478). Od początku powstania tego uniwersytetu aż po XX wiek studiowali na nim Pomorzanie, przyjeżdżający ze wszystkich zakątków Księstwa, a później regionu (w tym także z Maszewa) - aż po jego wschodnie krańce. Studiował na nim m.in. pisarz kaszubski Aleksander Majkowski (fotografia z portalu NaszeKaszuby.pl):


Gherardus Warsow (także jako Warschow i Warskow), wymienioniony jest jako proboszcz Gingst,  na wyspie Rugii w latach 1404-1413. Peter Warskow (także Warschow) został w 1459 roku radnym miasta Greifswaldu, a w 1463 jego burmistrzem. W swoim testamencie z 1463 roku założył fundację charytatywną, która działa do dzisiaj. Nazwisko, które może kojarzyć się najpierw z Warszawą, jest w istocie bliższe ... Krakowowi, bowiem w 1278 roku, zanim pojawiła się nazwa Warszawy, kasztelanem Krakowa był komes Warso. Warsz jest przekształconym imieniem pochodzącym od Warcisława, popularnego imienia książąt z dynastii Gryfitów

Póki co, nie znamy źródeł historycznych, aby móc sprecyzować kiedy i kto z przedstawicieli rodu Warschowów dotarł na Pomorze do Maszewa. Nie można wykluczyć (i jest to druga hipoteza), że był to ktoś z innego, jeszcze starszego rodu z podobnym nazwiskiem, który posiadał wieś Alt Warschow, czyli dzisiejsze Warszkowo koło Sławna. W roku 1330 Jasco Swenzone, czyli Jaśko Swięcony, sprzedaje tą wieś zwaną wtedy Warskow, miastu Sławno. Interesującym  jest fakt, że Jaśko Swięcony (lub Swięca, jak go pisze prof. E. Rymar w publikacji "Maszewo i okolice na przestrzeni wieków")  był rok wcześniej wspólnie z Konradem (II) von Massowem w Malborku oraz w 1340 roku w Kołobrzegu, gdzie w obydwu przypadkach Konrad świadkował przy transakcjach Jaśki.  Ich bliska znajomość, a także wspólne interesy uprawdopodobniałyby, iż za ich pośrednictwem mógł być dokonany zakup ziemi pod młyn. Z drugiej strony, z uwagi na wyraźny trend w tamtych wiekach do emigracji z zachodu na wschód, raczej niż odwrotnie, również jest prawdopodobne, że młyn nad Jez. Warszewskim zbudowali przybysze spod Greifswaldu.  Rzecz do wyjaśnienia przez zawodowych historyków. 

W XVI wieku nie było w Maszewie jeszcze żadnych innych budowli z cegły poza kościołem, częściowo kaplicą, dwiema basztami (prochową, obecnie zwaną Francuską, i nieistniejacą od około 1820 roku basztą wiezienną przy Bramie Stargardzkiej, oraz byłymi dwiema podwójnymi bramami, usuniętymi około 1830 roku. Młyn ten mógł więc wyglądać podobnie, jak na poniższej ilustracji (źródło: Wikipedia).


Rodzina Streitzów z Osiny w ciągu następnych wieków rozwijała interesy, zakładając lub kupując młyny w innych miejscowościach Pomorza i stała się jednym z najbardziej znamienitych rodów młynarskich na Pomorzu. Daniel Streitz przejął młyn w Kluczewie (Klützow), ale w 1609 roku sprzedał go i wyprowadził się do Polski. Streitzowie pomorscy nabywali kolejne młyny: w Suchaniu (Zachan), Resku (Regenwalde), Dzwonowie (Schönebeck), Odargowie (Wudarge), Jenikowie (Hohen Schönau), Chociwlu (Freienwalde). Około 1750 roku Martin Daniel Streitz stał się właścicielem Warszewskiego Młyna w Maszewie. Streitzowie byli w jego posiadaniu przez około pół wieku. Na początku XIX wieku (stan na 1817 rok) młyn ten należał do domeny państwowej przy Amtsstrasse (dzisiaj ul. Głowackiego) 5, gdzie zatrudniano 9 osób.

Od początku XIX wieku istniał w pobliżu Jeziora Warszewskiego jeszcze jeden młyn - ostatnia nazwa Müller's Mühle (wcześniejsi właściciele: Zahl, Priebe, Bauschke), wiatrak typu koźlak, przy rozstaju dawnych dróg na Nowogard i na Jarosławki, oznaczony literą D. Wiatrak ten przetrwał tylko do początków XX wieku.

Trzy kolejne młyny położone były przy wyjeździe z miasta w kierunku Stargardu. Pierwszy z nich, najbliższy miasta, to zbudowany był na rzecce Stepnicy młyn wodny. Położony był w pobliżu kaplicy św. Jerzego, zwany Zingelmühle (Zindelmühle), czyli Młyn na Podwalu. Powstał prawdopodobnie na przełomie XIII/XIV wieku, to jest po wybudowaniu murów miejskich i stworzeniu przed Bramą Stargardzką podwala, przedmieścia zwanego Urwite. Można uznać, że położony tuż za murami obronnymi, młyn ten był najstarszym młynem w Maszewie. "Cingulum" znaczy po łacinie pierścień, obwód, obręcz i w średniowieczu określano tym słowem tereny przedmieścia, znajdujące się pod wałami murów obronnych, czyli na podwalu. Stawiane tam były zwykle zabudowania gospodarcze, jak stodoły, magazyny, warsztaty, w tym także młyny. 

Średniowieczne przedbramie od strony Bramy Stargardzkiej przerzucone było ponad tą rzeczką. Spiętrzona od północnej strony przedbramia tworzyła ona szerokie rozlewisko, spełniające zarówno funkcje obronne, jak i zbiornik wodny wyrównujący dopływ wody do młyna po południowej stronie przedbramia. Ostatnimi, znanymi właścicielami był Hoffmann i Schulz. Szczeciński dziennik urzędowy z 1828 roku (Amtsblatt der Regierung in Stettin) ogłosił, że w dniach od 14 września do 14 października tamtego roku, przejazd przez most przy Bramie Stargardzkiej będzie zamknięty, z powodu jego przebudowy, zapewne w związku z usuniętym średniowiecznym przedbramiem. Informuje się podróżnych, żę objazd w kierunku Stargardu będzie ulicą Darżską (dzisiaj ul. Świerczewskiego) do Darża i dalej do Parlina.

Drugim z kolei, po tej stronie miasta zwanej Urwitem,  przedstawiony na poniższej ilustracji z 1838 roku. Był to wiatrak kozłowy, posadowiony na wzgórzu, oznaczony literą F. Obydwa te młyny na Urwitem nosiły na początku XIX wieku tą samą nazwę Zindelmühle, bowiem należały do miejskiej domeny z ulicy Amtstrasse (Urzędowej) 5.




Porównując z wysokością kogucika na kaplicy św. Jerzego wzgórze wiatraczne wyraźnie odznaczało się w krajobrazie, czego nie można powiedzieć o dzisiejszym miejscu po tym wiatraku. Zostało ono zniwelowane po rozebraniu wiatraka na początku XX wieku i przeznaczone pod zabudowę.  Młyn wodny także prawdopodobnie wówczas przestał istnieć. 

Trzecim jest, zilustrowany na rycinie z 1844 roku, zamieszczonej w artykule "Dawne drogi zatarł czas", młyn wodny, tutaj oznaczony literą G (ostatni właściciele, kolejno: Koch, Marcks, Strosin). 

Według stanu na rok 1789, zgodnie z danymi przestawionymi na poniższym fragmencie mapy Dawida Gilly'ego "Karte des Königlichen Preußischen Herzogthums Vor- und Hinter-Pommern", były wówczas czynne w Maszewie następujące młyny wodne i wiatrowe: dwa młyny na Młynówce (u ujścia z Jeziora Warszewskiego i jej ujścia do rzeczki Stepnicy),  młyn wodny na Stepnicy w pobliżu szpitala św. Jerzego, wiatrak w pobliżu Góry Zamkowej oraz widoczny na powyższej rycinie wiatrak na przedmieściu Urwite.


Trzeba tutaj wspomnieć jeszcze o wiatraku kozłowym, położonym przy nieistniejącej dzisiaj odnodze drogi, wiodącej z Maszewa (od strony Bramy Nowogardzkiej) do Darża, który był częścią tamtejszego majątku, należącego do domeny w Maszewie. Na powyższej mapie satelitarnej oznaczony jest literą H.

Ostatnim z dotychczas dziewięciu znanych młynów wodnych i wiatrowych w pobliżu Maszewa był wiatrak typu holenderskiego, posadowiony na wzgórzu obok dzisiejszego stadionu, zwany Zepper's Mühle (od nazwiska ostatniego właściciela). Oznaczony jest na powyższej mapce literą  I. Wiatrak ten stał na terenie obecnego Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Powstał on prawdopodobnie w połowie XIX wieku, którego założycielem był Louis Schewe. 

Pierwotna droga, która do niego prowadziła (zwana Weg zu Zepper's Mühle, oznaczona na planie czarną strzałką), miała swój początek z prawej strony szkoły nauczycielskiej (Präparandenanstalt), obecnie  Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego, przy ul. Goleniowskiej (obecnie Jedności Narodowej) i wiodła na ukos w miejscu obecnej szkoły podstawowej i dalej do obecnego zakładu komunalnego. Po 1925 roku, kiedy wybudowano gmach szkoły podstawowej nowa droga do młyna Zeppers, zaczynała się od obecnego skrzyżowania ul. Szkolnej z ul. Jedności Narodowej. Do około 1925 roku młyn napędzany był potężnymi skrzydłami wiatraka. Później zdemontowano skrzydła, a energię wiatru zastąpiono wbudowanym motorem elektrycznym. Młyn ten funkcjonował jeszcze przez kilka lat, a jego bryła zniknęła z miejskiego krajobrazu na początku lat 1930-tych. Droga do młyna zachowała swoją historyczną nazwę do 1945 roku. Prowadziła ona obok miejsca po wiatraku dalej prosto do Radzanka (jako najkrótszy trakt pieszy do tej wsi), poprzez nieistniejący już dziś betonowy mostek na Młynówce. Przebieg drogi do młyna Zepper's  przedstawiony jest na poniższym planie miasta. 


"Holendry" w porównaniu z "koźlakami" były wiatrakami znacznie silniejszymi w konstrukcji i bardziej wydajnymi. Maszewski "Holender" okazał się jednak inwestycją spóźnioną, w  świetle rodzącego się właśnie w Europie nowego, rewolucyjnego źródła energii, jakim stawał się prąd elektryczny. Wiatrak ten próbował jeszcze przetrwać bez skrzydeł, a z zasilaniem elektrycznym, ale oddana do użytku w Maszewie w 1910 roku elektrownia nieuchronnie eliminowała z krajobrazu mniej wydajne wiatraki. Wiatrak ten uwidoczniony na poniższej widokówce z 1906 roku.


Jedynym w okolicy (poza obrębem fotografii na początku artykułu, z naniesionymi młynami, ale widocznym na wspomnianej mapie z 1789 roku), który przetrwał do czasów II wojny światowej był wiatrak w pobliżu Darża, przy drodze z Maszewa do Rożnowa.

Inspiracją do napisania artykułu była książka "Drei Müllerfamilien und ihre Mühlen" autorstwa Christiane Streitz, wydana w 2010 roku.

Post scriptum:


Budzące poczucie przemijania, odchodzenia w przeszłość starych młynów ładnie oddał najwybitniejszy szczeciński kompozytor Carl Loewe (1796-1869) w balladzie "Die verfallene Mühle" na głos męski z towarzyszeniem fortepianu. Oto jak interpretuje ten utwór Hermann Prey (1929-1998).