Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia naturalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia naturalna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 października 2010

Skamieniałe drewno


Ziemia Maszewska w swej najwyższej, sięgającej 60-70 metrów w głąb, warstwie geologicznej składa się z osadów naniesionych przez kolejne, nawiedzające ją lodowce. Kilkumetrową, najniższą część tej warstwy stanowią osady z najstarszych zlodowaceń okresu plejstoceńskiego, sprzed 2-3 milionów lat, kiedy to między tamtymi kolejnymi zlodowaceniami przechadzały się po miejscowej tundrze olbrzymie mamuty. "Najświeższą" i najgrubszą warstwę (poniżej holoceńskiej gleby) pozostawiło ostatnie zlodowacenie (północnopolskie), trwające na Pomorzu, z okresami wycofywania siä lodowca (tzw. interglacjałami) przez okres od 115 do 15 tysięcy lat temu.

Mimo tak młodego wieku maszewskiej moreny dennej, można na jej powierzchni natknąć się na skamieniałe części roślin i zwierząt, które istniały przed setkami milionów lat. Jak to jest możliwe, opiszę nieco niżej. Pierwszym znalezionym w Maszewie i najstarszym zarazem okazem paleozoologicznym jest skamieniały fragment głowonoga zwanego michelinoceras, który żył przed 420 milionami lat. Pisałem o nim w notce "Podróż w głęboką przeszłość". Było to w sylurze, najlepszym w historii ziemi okresie rozwoju raf koralowych, po których pozostały wielkie złoża wapieni. Oto wyobrażenie ciepłego i płytkiego morza sylurskiego (z kolekcji Smithsonian Natural History Museum).


Dziś przedstawię pochodzący z Maszewa kawałek skamieniałego drewna o nazwie gagat. Gagat jest skamieliną drzewa iglastego z rodziny araukariowatych (araucariaceae), która pojawiła się na ziemi w późnym triasie 220 milionów lat temu, a wyginęła na półkuli północnej pod koniec okresu kredowego, przed 65 milionami lat. Okres rozkwitu w różnorodności gatunków i rozpowszechnienia na całej kuli ziemskiej drzew araukariowatych pokrywał się z występowaniem na ziemi dinozaurów, czyli z okresem jurajskim.

Do czasów współczesnych rodzina tych wiecznie zielonych drzew dotarła w stanie szczątkowym, ograniczona do 18 gatunków, rosnących naturalnie głównie w Australii, Nowej Zelandii i w Ameryce Południowej. Kilka z tych gatunków zaadaptowano do życia na półkuli północnej; najpierw w ogrodach botanicznych, a w ostatnim wieku nawet w prywatnych posiadłościach. Araukaria coraz częściej jest obecna także w Polsce. Jedną z nich jest araukaria chilijska, którą jako gatunek naukowo wyodrębnił w 1873 roku Karl Koch, o którym pisałem w notce "Maszewski kwiat".


Pokazany na fotografii z lewej strony to gagat z Maszewa, a z prawej, dla porównania, gagat znaleziony w Luksemburgu. Obydwa wyglądają jak kawałki wegla kamiennego, ale w istocie gagat jest odmianą węgla brunatnego, bowiem zachowuje w sobie strukturę tkanek drzewa. W odróżnieniu od węgla gagat jest tak zwanym mineraloidem, kamieniem półszlachetnym pochodzenia organicznego, podobnie jak bursztyn czy perła. Chociaż jest lekki (osiem razy lżejszy od złota) to twardszy jest niż złoto lub srebro.

Węgiel kamienny powstawał na ziemi dużo wcześniej, w późnym karbonie, 300 milionów lat temu, z roślin dużo bardziej prymitywnych, ale równie potężnych, głównie z olbrzymich skrzypów, drzewiastych widłaków i paproci. Podmokłe obszary z martwą szatą roślinną przeobrażały się w procesie rozkładu biologicznego najpierw w torfowiska, a nastepnie, w wyniku tektonicznych ruchów skorupy ziemskiej zapadały się i były przykrywane osadami skalnymi. Olbrzymie ciśnienie, wysoka temperatura i czas liczony w milionach lat zamieniał te ukryte pod ziemia złoża w węgiel brunatny, a następnie w coraz twardszy węgiel kamienny. Srodowisko naturalne, w którym powstawał w późnym triasie lub w jurze maszewski gagat mogło wyglądać jak na poniższej reprodukcji (źródło: texas-geology.com):

Przedstawione na niej drzewa araukariowate, w optymalnych dla siebie warunkach przyrodniczych (łagodny, wilgotny klimat, ziemia pokryta osadami powulkanicznymi) osiągały wysokość 50 metrów i były bardzo długowieczne. Jeszcze współcześnie istnieją dwa gatunki (chociaż już nie tak potężne), wśród których znane są żywe okazy o wieku przekraczającym 1000 lat. W owym czasie całe Pomorze stanowiło dno płytkiego morza, a zatem to nie na ziemi maszewskiej rosła araukaria, z której pochodzi nasz gagat. Obrzeżem tego morza były tereny leżące na północny wschód od linii Toruń, Darłowo, Bornholm, pokryte wówczas olbrzymią puszczą drzew iglastych.

Przywołajmy tutaj geologiczno-przyrodniczą ciekawostkę z USA, jakim jest ten oto, na poniższym, pochodzącym z 1918 roku zdjęciu, skamieniały pień drzewa, rosnącego w karbonie, w Wilkes-Barre w Pennsylwanii.


I jeszcze jedna ilustracja karbońskiej skamieniałości, jakim jest ten oto liść paproci (źródło: alamy.com, nr zdjęcia BH4PGG).


To właśnie puszcze rosnące w rejonie, który dzisiaj jest dnem południowego Bałtyku stały się źródłem wielkich zasobów bursztynu, jaki powstawał głównie w epoce geologicznej, zwanej eocenem, około 55-35 milionów lat temu. Bursztyn stał się w starożytności najbardziej cenionym kamieniem ozdobnym (nie znano wtedy jeszcze w Europie kamieni szlachetnych). Biorąc pod uwagę kierunek posuwania się ostatniego lodowca na tereny Pomorza można przypuszczać, że maszewski gagat został przyniesiony z okolic dzisiejszego Bornholmu. Na wyspie tej odkryto najstarszy bałtycki bursztyn, pochodzący sprzed 170 milionów lat. Gagat występuje często w złożach bursztynu. Jako że araukariowate są jedną z najstarszych, a może najstarszą rodziną drzew iglastych, z której powstawał bursztyn, jest całkiem możliwe, że podobny wiek może mieć także maszewski gagat. Jeden z internautów na flickr.com publikuje zdjęcie bornholmskiego bursztynu, pochodzącego być może z okresu jurajskiego.


Z tych samych okolic pochodził zapewne michelinoceras, bowiem przed 420 milionami lat obecne tereny południowego Bałtyku były wypełnionym przez morze zapadliskiem, powstałym w wyniku zderzenia się trzech płyt kontynentalnych: Bałtyki, Awalonii i Laurencji. Pisałem o tym w artykule "Ziemia Maszewska na morzach południowych". Na Pomorzu wyniesione zostało wówczas pasmo górskie, pierwsze w paleohistorii terenów Polski. Procesy tektoniczne i erozja w dewonie i w późniejszych epokach geologicznych zamieniły górzyste tereny Pomorza w część olbrzymiego środkowo-europejskiego zbiornika morskiego, który trwał bez przerwy aż do końca okresu kredowego przed 65 milionami lat. I tak oto te dwie skamieliny, pochodzące z terenów będących dzisiaj dnem południowego Bałtyku, których okresy życia dzieli 250 milionów lat, spotkały się 12 tysięcy lat temu na maszewskim polu.

Gagat był jednym z pierwszych kamieni ozdobnych, jakie odkrył człowiek. Już w starszej epoce kamiennej (paleolicie) wyrabiano z niego ozdoby, jak te uwidocznione na zdjęciu (© Universität Tübingen / Verlag Archaeologica Venatoria) zawieszki z postacią kobiety, jakie znaleziono w jaskini Petersfels w południowych Niemczech, a pochodzące z okresu kultury magdaleńskiej, wykonane 13.000 lat p.n.e. Warto tutaj dodać, że uderzająco podobne są kamienne figury kobiet, pochodzące z tego samego okresu, a odkryte w Wilczycach koło Sandomierza.


Nikander, grecki poeta i lekarz, żyjący w II wieku p.n.e. sławił dym z gagatu jako remedium przeciwko zarazie. Grecy, a później Rzymianie, sprowadzali gagat z okolic miasta Gagai w Turcji, stąd jego nazwa. Rzymski historyk i pisarz Pliniusz Starszy uznawał, że gagat posiada wiele właściwości leczniczych (na przykład przeciwko histerii i padaczce, na ból zęba - jeżeli proszek z gagatu zmiesza się z winem).

W średniowieczu gagat, nazywany czarnym bursztynem, używano najczęściej do celów religijnych: do wyrobu różańców i postaci świętych. Różaniec powstał we wczesnym średniowieczu jako sznur modlitewny, rodzaj "licznika", który pomagał chrześcijanom odmawiać 150 psalmów (miał wówczas tyle korali) ze Starego Testamentu (tak zwany Psałterz Dawidowy). W trakcie średniowiecza modły odprawiane z różańcem nawiązywały już do kultu Jezusa (Pater Noster) i do Marii (Ave Maria), a od 1573 roku Kościół wprowadził obowiązuący do dziś standard różańca. Oto wycinający korale wyrobnik różańców z XV-wiecznego niemieckiego drzeworytu.


Najczęściej rzeźbiona była w gagacie postać św. Jakuba z Santiago de Compostella, którego grób był w tamtych czasach najczęstszym po Rzymie celem pielgrzymek w Europie. Dym z gagatu stosowano również w egzorcyzmach, do wypędzania z domu złych duchów. Także Indianie przedkolumbijscy, muzułmanie i buddyści od wieków używali gagatu do celów ozdobnych i religijnych. Oto wyrzeźbiony przez dzisiejszych Indian z plemienia Zuni gagatowy niedźwiedź (z dodatkami turkusu i perły).


Gagat miał swój renesans w XIX wieku, kiedy "wylansowała" go ponownie angielska królowa Wiktoria, zakładając naszyjnik z korali gagatowych na pogrzebie swojego męża, księcia Alberta i wprowadziła gagat do dworskiego protokołu pogrzebowego. Czarna biżuteria stała się modna w całej Europie. Pozostała na nią moda do dzisiaj, której trend wyznacza tak zwana biżuteria gotycka.


czwartek, 26 sierpnia 2010

"Maszewski" kwiat


Niech miłośnicy historii wybaczą mi dzisiejszy post, w którym historia będzie tylko tłem dla rozważań o kwiecie, którego jedna z nazw wiąże się z Maszewem. Związek ten nie jest jednak bezpośredni, a ktoś może nawet powiedzieć, że naciągany. Chodzi o skrzydłokwiat, spokrewniony wśród roślin jednoliściennych (jeden liść w embrionie) między innymi z orchideą, a w polskiej naturze ze storczykiem. Rodzina storczykowatych (Orchidaceae) jest największą w świecie roślin, bowiem liczy ponad 25 tysięcy gatunków.

W pokrewnej rodzinie obrazkowatych (Araceae), do której należy skrzydłokwiat, a jego kuzynami (czyli innymi rodzajami) są między innymi anturium, filodendron i difenbachia, jest około trzech i pół tysiąca gatunków kwiatów. Oto rysunek z cechami anatomicznymi obrazkowatych (źródło. Wikipedia).


O skrzydłokwiecie, którego nazwa naukowa brzmi spathiphyllum (z greckiego spathe - pochwa i phyllon - liść), Francuzi mówią że jest to "fleur de lune" - kwiat księżycowy (romantycy z nich ...), Anglicy nazywają go "peace lily" - lilią pokoju (podobno dobrzy z nich negocjatorzy ...), a Niemcy "Blattfahne" - liściastą chorągiewką (lubili kiedyś defilady ...), Włosi "pianta cucchiaio" - roślinną łyżką (ach, mangiare, znowu o jedzeniu ...); Czesi zaś łopatkowiec ("lopatkovec").

A my? Skrzydło - czy Nike lub orła? Kochamy patetyzm. Mnie kojarzy się ten kwiat z podniesionymi, falującymi dłońmi tancerek, jak w "Jeziorze łabędzim". Rodzaj ten "przywędrował" do Europy z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej i Srodkowej pod koniec XVIII wieku. A oto jeden z jego współczesnych przedstawicieli:

Powyższy okaz reprezentuje jeden ze zmodyfikowanych gatunków skrzydłokwiatu (źródło: japońska Wikipedia). Biolodzy wyodrębnili dotychczas 50 jego gatunkow, z których 47 pochodzi z Ameryki Łacińskiej, a trzy z Filipin i Indonezji. Pierwszy naukowy opis tego kwiatu dał w 1802 roku szwedzki botanista Jonas Carlsson Dryander (1748-1810), były uczeń Linneusza na Uniwersytecie Uppsala, a ówcześnie kierujący biblioteką brytyjskiej akademii nauk (Royal Society).

Skrzydłokwiat jako rodzaj wśród rodziny obrazkowatych wyodrębnił w 1832 roku austriacki biolog Heinrich Wilhelm Schott (1794-1865) i nadał jemu nazwę spathiphyllum. Poniżej kolejny gatunek z rodzaju skrzydłokwiatów, zwany skrzydłokwiatem kwiecistym (Spathiphyllum floribundum).


Kolejny krok w rozpoznaniu skrzydłokwiatu poczynił niemiecki botanista Karl Heinrich Emil Koch (1809-1879). Studiował on medycynę, potem botanikę. Za wstawiennictwem Aleksandra von Humboldta, a także urodzonej i żyjącej w Sankt Petersburgu księżnej Saksonii Marii Pawłownej (1786-1859), wielkiej protektorki sztuki i nauki, Karl Koch został zaproszony w 1836 roku przez cara Mikolaja I (1796-1855), aby odbyć podróż na Kaukaz w celu badań nad lokalną roślinnością. Jednakże choroba, jakiej się nabawił w stolicy Rosji uniemożliwiła mu realizację podróży. Doszła ona dopiero do skutku w 1843 roku, sfinansowana przez państwo pruskie.

W kolejnym roku prowadził badania roślinności Krymu. W książce "The Crimea and Odessa: Journal of a tour with an account of the climate and vegetation", opublikowanej w Londynie w 1855 roku wspomniał o żywej jeszcze w owym czasie w Bakczysaraju legendzie o Marii Potockiej, uprowadzonej przed wiekiem z Rzeczypospolitej przez chana krymskiego Qirima Geraja. Jakże niedaleko od "głębokiej historii" musiał być wtedy autor, widząc na Krymie takie oto tatarskie "powozy" (reprodukcja ze wspomnianej wyżej książki).


W Berlinie kierował on przez ponad 25 lat stowarzyszeniem na rzecz rozwoju ogrodnictwa. Uznany jest za prekursora ogrodnictwa w Niemczech. Jego badania naukowe skupiały się na dendrologii (drzewa i krzewy) i pomologii (drzewa i krzewy owocowe), ale zainteresowania wykraczały daleko poza botanikę, bowiem dotyczyły etnologii, antropologii, archeologii, geologii i kartografii.

Prowadząc badania roślin egzotycznych, sprowadzanych do berlińskiego ogrodu botanicznego w Schöneberg (nb. ktorego początki sięgały 1672 roku) oraz w ogrodach Sanssouci, wyróżnił on w 1849 roku siedem nowych gatunków skrzydłokwiatu, powiększając tym samym dwukrotnie ilość znanych na świecie do tej pory gatunków. Oficjalnie wyniki badań i nową klasyfikację tego kwiatu opublikował w 1852 roku w piśmie Botanische Zeitschrift. Nie przyjął on za uzasadnione zaliczenie przez H. Schotta niektórych gatunków do rodzaju skrzydłokwiatu i uznając swoj wkład w rozpoznaniu tej flory zaproponował nową nazwę dla całego rodzaju: Massowia.

H. Schott nie zgodził się z "odebraniem" temu rodzajowi nazwy spathiphyllum, a także zakwestionował niektóre z nowych gatunków wprowadzonych przez K. Kocha. Spór między tymi oraz innymi botanistami trwał przez wiele lat. Jeszcze w 1878 roku angielskie pismo The Gardener's Chronicle opublikowało artykuł zatytułowany "Spathiphyllum vs. Massowia".

W istocie, ze względu na mnogość swych cech biologicznych, skrzydłokwiat przysparza botanistom kłopotów z pełnym rozpoznaniem aż do czasów obecnych. Do dzisiaj trwają dyskusje nad klasyfikacją poszczególnych gatunków, ale są one zbyt specjalistyczne aby tutaj o nich wspominać. Na przykład gatunek zaklasyfikowany przez K. Kocha jako Massowia cannifolia, przedstawiony na poniższym rysunku (źródło: Wikipedia), jest dzisiaj znany pod nazwą Spathiphyllum cannifolium.


Jedno jest pewne, nazwa Spathiphyllum, a nie Massowia, być może przez obrazowe i naukowe brzmienie tej pierwszej, jest powszechnie przyjęta w świecie naukowym dla tego rodzaju kwiatu. Nazwa Massowia K. Koch lub czasami Massovia Benth. & Hook.f. uznawana jest przez botaników jako synonim rodzaju Spathiphyllum Schott, w którym występują między innymi niżej wymienione gatunki (synonimy) z nazwą Massowia (obok autorzy i rok wyodrębnienia):

* Massowia cannifolia (Dryand. ex Sims) 1852
* Massowia canniformis (Kunth) K. Koch 1856 ex 1816
* Massowia commutata (Schott) Ender 1857
* Massowia friedrichsthalli (Schott) K. Koch 1856
* Massowia gardneri K. Koch 1852
* Massowia heliconiifolia (Schott) K. Koch 1856 ex 1853
* Massowia lanceifolia (Jacq.) K. Koch 1856 ex 1791
* Massowia lanceolata K. Koch 1856
* Massowia lechleriana (Schott) K. Koch ex Ender 1864 ex 1860
* Massowia marginata K. Koch 1864.

W innym podziale klasy- fikacyjnym (Mayo, S. J., J. Bogner, P. C. Boyce 1997 - "The Genera of Araceae", Royal Botanic Gardens, Kew) wszystkich gatunków skrzydło- kwiatu na pięć sekcji, jedną z nich jest sekcja  "Massowia (Koch) Engl." – rośliny naziemne, listki okwiatu zrośnięte. Należą do niej nas- tępujące gatunki: Spathiphyllum cannifolium (Dryand. ex Sims) Schott, Spathiphyllum commutatum Schott, Spathiphyllum laeve Engl.

We Francji, Japonii i w kilku innych krajach jeden z gatunków skrzydłokwiatu, znany w Polsce jako skrzydłokwiat Wallisa (łac. Spathiphyllum wallisii), jest sprzedawany pod nazwą handlową "Spathiphyllum chopin", za naszym Frydrykiem; być może z powodu podobieństwa nastrojów z jakimi kojarzyć się może muzyka Chopina i skrzydłokwiat. Oto jego zdjęcie, za niemiecką Wikipedią.

Sam skrzydłowiat, nie tylko ze względu na swoje piękno ale i na właściwości, zasługuje tutaj na conajmniej krótką wzmiankę. amerykańska Narodowa Agencja Areonautyki i Przestrzeni Kosmicznej NASA przeprowadziła opublikowane w 1984 roku badania ("Interior Landscape Plants for Indoor Air Pollution Abatement") nad stworzeniem najzdrowszych warunków biosferycznych do długotrwałego przebywania człowieka w zamkniętym pomieszczeniu. Przebadano wpływ obecności wielu roślin na jakość powietrza i uznano skrzydłokwiat za roślinę jedną z najbardziej przyjazną człowiekowi, która wszechstronnie oczyszcza i uzdrawia powietrze. Jeszcze jedno zdjęcie tego "kwiatu pokoju" (źródło: Mother Nature Network, mnn.com).


Nasze mieszkania i biura budowane są i wyposażone (sprzet elektroniczny, meble) w materiały wydzielające substancje, które w ciągu naszego życia w sposób powolny, ale systematyczny i długotrwały negatywnie oddziaływuja na nasze zdrowie.

Skrzydłokwiat jest rośliną, która najlepiej ze wszystkich pochłania czyli usuwa z powietrza toksyny takie jak aceton, alkohol metylowy, benzen, amoniak, trojchloroetylen, tlenek wegla, formaldehyd, a także toluen i ksylen, wydzielany przez fotokopiarki i drukarki. Jest rośliną coraz częściej zauważaną przez menadżerów odpowiedzialnych za organizację warunków pracy biurowej. Pojawiają się także firmy ogrodnicze, które oferują wynajem kwiatów do biur, jak na przykład do poniższego biura w Australii (źródło: gaddysplanthire.au).


Cokolwiek zapomniany i jakby niemodny już dziś skrzydłokwiat, w naszym coraz "wygodniejszym", ale również coraz bardziej niezdrowym otoczeniu cywilizacyjnym, generującym choroby alergiczne i rakowe, a nawet uszkadzającym DNA (osłabione przyszłe pokolenia!) zasługuje bardziej niż jakakolwiek inna roślina i bardziej niż kiedykolwiek, na uznanie jej za naszego przyjaciela i na promocję w naszych mieszkaniach i miejscach pracy. Oto moja próba promocji.


Na zakończenie powróćmy do "maszewskiej" nazwy tego kwiatu. Nie mamy pewności, dlaczego Karl Koch wyróżnił odkryte gatunki skrzydłokwiatu nazwą Massow. Można przypuszczać, że był w jakiś sposób związany albo z Maszewem, albo z kimś noszącym to nazwisko. W pierwszym przypadku przyjmujemy, że był przejazdem w Maszewie w 1836 roku, w drodze z Berlina na spotkanie z carem Mikołajem I (następne podróże w tym kierunku odbywał zapewne po części nowo zbudowaną koleją, a więc z ominięciem Maszewa). W roku 1863 był na wystawie ogrodniczej w Szczecinie. Nie wiemy jednak, czy miał jakieś bliższe związki z Pomorzem, a zwłaszcza z Maszewem.

Być może jednym z pośrednich związków Karla Kocha z Pomorzem była osoba wspomnianego wyżej Aleksandra Humboldta, który pomógł mu odbyć badania naukowe w Rosji. Aleksander Georg von Humboldt (1720-1779), ojciec światowej sławy braci - naukowców: Aleksandra - przyrodnika i geografa, oraz Wilhelma von Humboldta - językoznawcy i filozofa, urodził się i mieszkał przez większość życia lat w Zamęciu, koło Szczecinka.

Wydaje się jednak, że K. Koch obdarzył "swoje" gatunki kwiatowe nazwą Massowia ku pamięci ministra Ludwiga von Massow (1794-1859), który zarządzał królewskimi majątkami, w tym ogrodami. Jednakże, jak już wskazałem w artykule "O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa", słowo to, tak jak ród rycersko-szlachecki von Massow, ma lokalne, pomorskie i słowiańskie pochodzenie, tak i skrzydłokwiat Massowia K. Koch łączy się w efekcie z Maszewem.