Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!

piątek, 26 marca 2010

Maszewo Anno Domini 1091


Dwa lata temu Maszewo świętowało 730-lecie nadania praw miejskich. Z tej okazji władze miasta wydały, przy wsparciu merytorycznym Uniwersytetu Szczecińskiego i Polskiego Towarzystwa Historycznego, publikację "Maszewo i okolice na przestrzeni wieków".

Nie jest to jeszcze w pełnym tego słowa znaczeniu historia Maszewa, ale są tam ciekawe artykuły przyczynkarskie o wybranych aspektach dziejów tej ziemi, warte dalszych badań naukowych. Interesujący jest zwłaszcza opis granic Ziemi Maszewskiej, zawarty w dokumencie z 1269 roku, który przytacza prof. Edward Rymar. Wskazuje on na istnienie już na tym terenie układu dróg, brodów i mostów łączących okoliczne grody. Pełny tekst tego dokumentu zawarty jest w "Codex Pomeraniae" z 1768 roku.


Zastanówmy się przez chwilę nad "wyborem" daty powstania Maszewa. Przyjmuje się popularnie, że metryką narodzin miasta jest dokument lokacyjny, nadający ramy prawne funkcjonowania miasta. W przypadku Maszewa jest to data 27 kwietnia 1278 roku, kiedy to biskup pomorski Hermann von Gleichen wydał akt lokacji miasta na prawie magdeburskim. Zauważmy, że akt taki może dotyczyć miejsca "w szczerym polu", gdzie dopiero ma powstać miasto, albo może być wydany dla miasta, osady lub grodu już istniejącego, tak jak w przypadku Maszewa.

Oto fragment "Zwierciadła saskiego" (Sachsenspiegel), zbioru praw saksońskich, spisanych w latach 1220-1235. Ten precedensowy kodeks prawny stał się podstawą tworzenia prawa miejskiego w północnych Niemczech, na Pomorzu, Dolnym Sląsku, w Polsce, Czechach, Słowacji, na Węgrzech, Rusi, Litwie oraz w zasiedlanych bezpośrednio przez Niemców Prusach i Kurlandii. Zwróćmy uwagę, że kształt pisma w poniższym dokumencie przybrał już charakter pośredni, między wczesnośredniowiecznym stylem zwanym minuskułą karolińską, a rodzącym się pismem gotyckim. Sachsenspiegel został wydany drukiem po raz pierwszy w Bazylei w 1474 roku, a później wznawiany wielokrotnie w różnych miastach Niemiec.


Prawo magdeburskie (i pochodne od niego prawo lubeckie i prawo chełmińskie) było od XIII aż po XVII wiek popularną "miejską konstytucją", przyjętą przez ponad 100 miast, nie tylko w Niemczech i na Pomorzu, ale w Polsce, Prusach (Mazury, Warmia i Sambia), na Łotwie (Kurlandii), w Czechach, na Morawach, Litwie i Ukrainie. W 1356 roku król Kazimierz Wielki powołał w Krakowie Ius supremum magdeburgense, sąd apelacyjny prawa niemieckiego, który rozstrzygał sprawy sporne w interpretacji i wykonywaniu prawa magdeburskiego w Polsce.

Niemieckie wpływy kulturowe w Polsce nie zakończyły się w średniowieczu, ale rozwijały się także w czasach nowożytnych. Przepisy  niemieckiego kodek- su "Sachsenspiegel" (Speculum Saxonum), miejskiego prawa magdebur- skiego (Ius civile Magdebur- gensis), części prawa lubec- kiego, prawa lennego (Ius feudorum) opublikowano  w Polsce po raz pierwszy (po łacinie) w 1506 roku w Krakowie, jako część tak zwanych Statutów Łaskiego. Zawierały one również kanony prawne z innych krajów, uznane za ważne dla budowy zrębów polskiego ustawo- dawstwa, jak na przykład XIII-wieczny traktat prawniczy Rajmunda z Penyafort, zatytułowany "Summa utriusque iuris".  Jan Łaski (1456-1531) był jednym z największych w polskiej historii mężem stanu. Opracowany przez niego, pierwszy w Polsce tak szeroki zbiór praw, w zasadniczy sposób wpłynął na rozwój prawodawstwa w naszym kraju w następnych wiekach. W 1581 roku "Zwierciadło saskie" zostało wydrukowane po polsku we Lwowie, przetłumaczone przez Pawła Szczerbicza; oto powyżej kopia strony tytułowej (oryginał w zbiorach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie).

Prawa te, czyli według niektórych "metrykę urodzenia", otrzymały m.in. kolejno: Szczecin 1243, Stargard 1243, Poznań 1253, Kołobrzeg 1255, Kraków 1257, Gdańsk 1262, Warszawa 1334, Lwów 1356, Wilno 1387, Kijów 1494, Mińsk 1499, Stanisławów 1662. Z powodu późnej metryki do dziś trwają w Krakowie spory, kiedy obchodzić rocznicę powstania miasta. Musiało ono rozwijać się na długo przed 1257 rokiem, bo przecież wszyscy wiemy, że "nie od razu Kraków zbudowano".

Poniższy drzeworyt z 1493 roku z "Liber Chronicarum", czyli "Kroniki świata" ("Schedeld'sche Weltchronik", "Nürnberger Chronik") Hartmanna Schedela, przedstawia Kraków w całej okazałości, z Kazimierzem, który powstał we wczesnym średniowieczu jako miejskie podgrodzie handlowe, pod koniec tego okresu, jak widać na ilustracji, był już samodzielnym miastem, aby w czasach nowożytnych stać się dzielnicą Krakowa.


Wracajmy na Pomorze. W 1234 roku w grodzie rugiańskim Charenza, książę Ranów Wisław I, albo Więcław I (1180-1250), nadał prawa lubeckie miastu Strzałów (Stralsund). Wspomnijmy, że w niemieckich źródłach historycznych imię to pisane było jako Witzlaw, Wizlaw, co moim zdaniem może odpowiadać starosłowiańskiemu imieniu Vęťeslavъ (vęťe "więcej" i slava "sława"), w Polsce znanemu jako Więcław, Wiecsław, Więcesław. Jest więc możliwe, że zarówno książę ten, jak i cały dynastia nosiła imię Więcław i Więcławowie, a nie Wisław i Wisławice, jak przez historyków są zwykle nazywani.

Przytoczmy tutaj zachowany akt założycielski Strzałowa (w oryginalnym tekście łacińskim zapisanym jako "Stralowe"), jako potwierdzenie faktu, że niezależnie od dominującego od XIII wieku w Europie zachodniej pisma gotyckiego, dokumenty wystawiane na Pomorzu (a także w Polsce) jeszcze długo spisywane były stylem karolińskim (źródło. Wikipedia).


Analizując historię zachowanych dokumentów o powstaniu miast widzimy więc, że metryka miejska może być o dwa, trzy wieki młodsza niż faktyczny początek wielkich grodów, takich jak Poznań i Kraków. Jest ona też młodsza w odniesieniu do Maszewa. Gród wraz z osadą istniały tutaj już w X wieku. Potwierdzające to źródła archeologiczne nie są jednak (a nie mogą być inne) na tyle dokładne, aby przyjąć z nich konkretny rok narodzin Maszewa.

Można ogólnie powiedzieć, że tereny pogańskiej jeszcze Saksonii były pierwszymi obszarami poza byłym Cesarstwem Rzymskim i przyległymi do niego koloniami, na których Frankowie od VIII wieku zaczęli zakładać miasta. W schrystianizowanej już Saksonii Bardowik i Magdeburg, wzmiankowane po raz pierwszy, kolejno w 795 i w 805 roku, wyznaczone zostały przez cesarza Karola Wielkiego (747-814) jako główne centra ekspansji handlowej i politycznej wśród plemion słowiańskich.

Poniżej kopia aktu z pieczęcią cesarza Ottona I (912-973), powołującego w 968 roku arcybiskupstwo w Magdeburgu i mianującego arcybiskupa Adalberta, przyszłego apostoła Serbołużyczan i świętego.


Wiele, może większość, miast w Europie obchodzi swoje urodziny nie w oparciu o rok nadania praw miejskich (bo często nie ma takiego dokumentu), ale od roku, którego dotyczy pierwsza wzmianka w źródłach pisanych. Wydaje się to bardziej uzasadnione, bowiem we wczesno-średniowiecznej Europie, nie licząc miast powstałych w czasach antycznych (rzymskich i greckich), nawet największe skupiska ludności w formie grodów i osad byłyby w dzisiejszych warunkach tylko dużymi wsiami. Jeżeli więc ich nazwy trafiały na strony kronikarzy, to było to potwierdzeniem identyfikacji miejsca już wówczas dobrze znanego, zwykle położonego na krzyżujących się szlakach handlowych lub jako ośrodka lokalnej władzy politycznej.

W przypadku Maszewa za pierwszy dokument pisany, w którym wymieniona jest nazwa miasta, uznany jest ten powstały w siedzibie biskupstwa w Kamieniu w dniu 29 stycznia 1233 roku, który wymienia plebana Bertrama z Maszewa ("... Bertrammus plebanus in Massowe"), jako świadka decyzji biskupa pomorskiego Konrada II, przyznającej dziesięcinę klasztorowi w Słupie (Stolpe) oraz powołującego archidiakonat w Groświnie (Groswin), obydwie lokalizacje w pobliżu pomorskiego Nakła (Anklam). Jeżeli była więc wówczas parafia w Maszewie, to zapewne musiała być już tutaj dostatecznie duża osada, uzasadniająca utworzenie parafii, a sam proboszcz maszewski cieszący się autorytetem biskupa, skoro został przywołany na jednego z dwóch świadków spoza kamieńskiej diecezji w powyższym akcie prawnym.

Podobnie Berlin przyjmuje za rok swojego powstania pierwszą wzmiankę z 1237 roku, w której wymieniono imię księdza Szymona z parafii przy kościele św. Piotra, istniejącym po wielu przebudowach do dziś. Parafię tą założył biskup Brandenburga na położonej w ramionach Szprewy (Zpriawa) wyspie Kolin (Coln, Cöln), obok słowiańskiej osady rybackiej. Dopiero jedenaście lat po Maszewie, to jest 27.04.1244 roku, po raz pierwszy pojawiła się w dokumentach nazwa Berlin ("Simeon, prepositus de Colonia juxta Berlin"). Oto odtworzony plan Berlina z około 1230 roku (źródło: Wikipedia.de).


W przypadku Maszewa przyjęto rok 1232 za datę powstania miasta i ją obchodzono przez wieki, do czasów zakończenia II wojny światowej, jako rocznicę narodzin Maszewa. Poniższe fotografie przedstawiają sceny z wielkich obchodów 700-lecia miasta w 1932 roku (źródło: Archiv Heimatbund Massow):


Na górnym zdjęciu honory "Bractwa Kurkowego Massow 1401" (rok założenia) przyjmuje na rynku feldmarszałek August von Mackensen, w mundurze huzara. Ten emerytowany generał mieszkał w Szczecinie.

A teraz czas wyjaśnić prowokacyjny tutuł tego artykułu: Maszewo Anno Domini 1091. Chciałbym poinformować Czytelników, że bardzo prawdopodobne jest istnienie źródła pisanego, które odnosi się do Maszewa z roku 1091! Na nim musiał się zapewne oprzeć Leonard Chodźko, opisując obecność w tamtym roku wojsk polskich na Pomorzu, w pierwszym tomie książki "La Pologne historique littéraire monumentale et pittoresque", wydanej w Paryżu w 1836 roku.

Oto interesujacy nas fragment: "... Władysław Herman, widząc coraz bardziej rosnące siły wroga chciał się wycofać, kiedy to znienacka zaatakowały go dwie armie (Pomorzan i Prusow - mój przypis). Zmuszony do podjęcia walki uczynił to z niechęcią. Było to 15 sierpnia 1091 roku, w święto Wniebowzięcia Marii Panny. Chciał on ten dzień uświęcić modlitwą i odpoczynkiem. Armia polska, która nie podzielała ducha bierności króla, odniosła całkowite zwycięstwo. Wróg opuścił plac boju i ratował się ucieczką. To wspaniałe zwycięstwo było dziełem Sieciecha, wojewody krakowskiego i wielkiego generała armii polskiej. Wiele zamków zostało zrównanych z ziemią, a inne, jak Pirycz (Pyrzyce), Starygród (Stargard), Białygród (Białogard), Kamin (Kamień), Massow (Maszewo) etc. zostały obsadzone polskimi garnizonami, przechodząc pod władanie Sieciecha" (str. 155).

Oto srebrny denar bity przez Władysława Hermana w latach 1081-1102, a więc w okresie jego napadów na Pomorze, średnica 14.3 mm, waga 0.63 g (źródło: Warszawskie Centrum Numizmatyczne wcn.pl). Na awersie monety przedstawiona jest głowa księcia z napisem VLADISLA, na rewersie kościół o trzech wieżach i w otoku napis CRACOV.


Przytoczmy jeszcze jeden zabytek z czasów Władysława Hermana, który jest przy tym najstarszym zachowanym polskim dokumentem (obok nieco młodszego regestu, czyli zestawienia zawartości starszego, zagubionego oryginału Dagome iudex). Jest on niedatowany, jednakowoż uznawany przez badaczy jako pochodzący z lat 1081-1086. Oryginalny tekst na pergaminie znajduje się w Bayerisches Hauptstaatsarchiv w Monachium.

Mówi on między innymi (skróty moje): "Wiadomo niech będzie wiernym w Chrystusie, tak obecnym jak i przyszłym, iż ja Władysław, z bożej łaski książę Polski, dwa złote krzyże, a to okrągłe, kościołowi w Bambergu niesłusznie zabrane, w mojej ziemi za gotowe pieniądze wykupiłem i dla zbawienia duszy mojej i żony Judyty ... na naleganie Ruperta, siódmego biskupa tegoż kościoła, ...zwróciłem na ręce Eberharda i Henryka, braci tego bamberskiego kościoła ..." [źródło: Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne 1902 Nr 4].

Zastanawia tutaj fakt, że bamberskie krzyże były w niesłusznym posiadaniu kogoś na tyle silnego w Polsce, że polski władca zmuszony był do ich wykupu, aniżeli do prawnie uzasadnionego zabrania ich siłą. Niewykluczone, że ich nielegalnym właścicielem był wspomniany wyżej Sieciech, który swoją siłę polityczną w Polsce zbudował między innymi na podbojach i grabieżach Pomorza.


Cytowany nieco wyżej fragment z książki Lenoarda Chodźki zbliżony jest do opisania tej historii przez Galla Anonima (Martin Gallus, Martini Galli) w jego Kronice (łac. "Chronicon Polonorum"), powstałej około 1116 roku, a więc w okresie nieodległym od tych wydarzeń.

Pisze on: "Władysław książę Polski, przez małżeństwo krewny Cesarza Rzymskiego, pokonał Pomorzan z pomocą swoich obległszy ich w zamku hardość ich nogami w dzień w Niebowzięcia Matki Boskiey przytarł, miasta i miasteczka ... siłą opanował ... I ażeby niedotrzymujących wierności poganom odjąć wszystkie sposoby do rokoszu, rozkazał wszystkie ich twierdze w środku kraju, pewnego dnia i godziny wyznaczoney popalić". ("Igitur Polonorum dux Wladislauus, Romanorum imperatori maritali connubio conunitus, de Pomoranis succerrentibus suis, castrum eorum obsidendo triumphavit, eorumque contumaciam suis sub pedibus conculcando annulavit, einsque victorie gaudium dei genitricis assumpcio generavit. Quibus victis, civitates eorum et municipia ... violenter occupavit, ... Et quia perfidie paganorum omnino volouit insurgendi fiduciam amputare, suosmet prelatos iussit, nominato die, in hora constituta, omnes in meditullio terre municiones concremare").

Oto kopia Kroniki Galla, wydana w 1824 roku przez wolnomularskie wydawnictwo Jan Wincenty Bandtkie.



Gall Anonim nie wymienia jednakże nazw zamków, jak to czyni L. Chodźko. Skąd więc wzięły się te nazwy, czy są one wiarygodne? Leonard Chodźko był historykiem, geografem i kartografem, który współpracował z uznanym wówczas w Europie geografem duńskim Conradem Malte-Brun, z którym m.in. wspólnie wydał w 1807 roku książkę "Tableau de la Pologne ancienne et moderne". L. Chodźko opracował i wydał w 1850 roku poniższą mapę Polski:


Leonard Chodźko był nie tylko autorytetem naukowym, ale i politycznym. Jego zaangażowanie w sprawy odzyskania przez Polskę niepodległości wspierał duchem sam Victor Hugo, który napisał mu w liście słowa "Gdzie pulsuje serce Polski, tam i bije serce Francji", często później cytowane przez wielu polityków.

Jednakże nie tylko te fakty z życia L. Chodźki przemawiają za solidnością i wiarygodnością jego warsztatu naukowego. Był on także archiwistą z zawodu, co wykorzystał pracując w Bibliotece Sainte-Geneviève w Paryżu. Oto jej aktualne wnętrze.


Biblioteka ta powstała w sławnym klasztorze pod tym samym wezwaniem, którego początki sięgają VI wieku. Sama biblioteka słynie jednak głównie z być może największych poza samą Skandynawią zbiorów historycznych rękopisów i druków tej części Europy, włączając w to północne Niemcy, a zatem i Pomorze. 

To moim zdaniem jest miejsce, gdzie L. Chodźko mógł dotrzeć do źródeł, które do dzisiaj nie są znane w Polsce, a dzięki którym mogł uzupełnić kronikę Galla Anonima o szczegóły dotyczące między innymi Maszewa. Z dzieła Galla Anonima wynika, że garnizony polskie zajmowały zamki pomorskie do wiosny kolejnego, 1092 roku, kiedy to Sieciech rozkazał je spalić, "co stało się faktem" ("quod ita factum est".). A oto fragment biblioteki według ryciny François Ertinger'a z 1692 roku (źródło: Bibliothèque nationale de France).


Jest jeszcze jeden dowód potwierdzający prawdopodobieństwo faktu zajęcia, a nastepnie spalenia zamku maszewskiego przez wojska polskie. Są nimi fragmenty naczyń wydobytych w 1968 roku m.in. z około 30-centymetrowej warstwy spalonej ziemi w okolicach Góry Zamkowej, znajdujące się w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Część z nich została przez archeologów oceniona jako pochodząca z IX-XII wieku, a więc prawdopodobne spalenie zamku w 1092 roku mieściłoby się w tym przedziale czasowym. Szkoda, że znalezisko to, w liczbie ponad 200 fragmentów naczyń, nie zostało opisane w artykule "Z najstarszych dziejów ziemi maszewskiej", zawartym w cytowanej na wstępie publikacji. O szczegółach tego odkrycia napiszę przy innej okazji.

Na marginesie dodajmy, że badacze historii zza granicy czasami mylili rycerza Konrada z Maszewa (Conrad von Massow) z księciem Konraden I Mazowieckim (1194-1247) - obaj żyjący w XIII wieku, a nazwę Maszewo (Massow) z Mazowszem. Podajmy tu przykład z wydanej w Kopenhadze w 1652 roku książki "Danmarctis Rigis Krønicke", której autorem był uznany historyk duński, Arild Huitfeldt (1546-1609). Przywołany w niej kilkukrotnie hertug Conrad aff Massow to Konrad Mazowiecki. Oto jeden z takich fragmentów.


Autor pisał, między innymi: "Tego 1239 roku na Pomorzu wybuchła wojna. Książę Konrad z Massow zdobył od Świętopełka [księcia gdańskiego] gród Bidegast [Bydgoszcz]" (Dette Aar 1239 vaar Krig udi Pommern. Hertug Conrad aff Massow vant Svantepolck it Slot af / heed Bidegast).

Pozostaje mi zachęcić współczesnych historyków zajmujących się badaniem przeszłości Pomorza do podążenia śladami wielkiego naukowca Leonarda Chodźki i sięgnięcia do zbiorów Biblioteki św. Genowefy w Paryżu. Moglibyśmy się wtedy zapewne dowiedzieć więcej, niż wiemy z dotychczasowych, dobrze przebadanych źródeł polskich i niemieckich. Być może byłoby możliwe i wskazane cofnąć datę obchodów powstania Maszewa z polskiej rocznicy 1278 roku i niemieckiej z 1232 roku do nieznanej do tej pory i nie zweryfikowanej po obu stronach Odry daty z 1091 roku.

Post scriptum (2014):

Ostatnie lata przyniosły w naszym kraju wiele znaczących odkryć archeologicznych z okresu budowania zrębów państwa polskiego (X-XI wiek), które - o ile same w sobie nie przełomowe, są jednak na tyle czytelne i jednoznaczne w swojej wymowie, że w powiązaniu z dotychczasowym dorobkiem archeologii w kraju i za granicą, stworzyły podstawy do zasadniczo nowego spojrzenia na źródła i przyczyny nagłego (w perspektywie historycznej) uformowania się struktur państwowych w Polsce.

Rysujące się już od wielu lat, poza oficjalną wykładnią naszych historyków, zarysy nowej interpretacji źródeł archeologicznych i historycznych znalazły swój mocno uargumentowany i spójny wyraz w zbiorze esejów Zdzisława Skroka "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" (Iskry 2013).

W tym świetle widać wyraźnie, że ewolucja kulturowa i polityczna najpierw wśród Obotrytów, a później także wśród Ranów i Pomorzan, w okresie VIII-X wieku, musiała być w znaczącym stopniu stymulowana przez bezpośredni, wewnątrzplemienny, a później wewnątrzpaństwowy w niej udział Wikingów.

sobota, 20 lutego 2010

Pomeranos - spadkobiercy kultury pomorskiej


Wielu współczesnym mieszkańcom Pomorza mogłoby wydawać się że kultura pomorska, czyli historyczny język, folklor i tradycje tego regionu, przestała dawno istnieć. Jedni powiedzieliby, że od początku XV wieku, kiedy zanikła tutaj mowa słowiańska, inni że kultura pomorska odeszła w przeszłość wraz z wysiedleniem w 1945 roku i rozproszeniem jego dawnych mieszkańców. Większość zapewne przypuszcza, że żywej kultury pomorskiej już nie ma. Otóż nie! Żyje ona wśród największego na świecie skupiska potomków Pomorzan w odległej Brazylii. Niech wstępem do tego postu będzie krakowiak zatańczony przez brazylijskich Pomeranos:



Pomeranos to obecnie około trzystutysięczna społeczność Pomorzan, która osiedliła się w XIX wieku w trzech południowych stanach Brazylii: Espirito Santo, Rio Grande do Sul i Santa Catarina.

Były to czasy wielkich emigracji z najbiedniejszych regionów Europy, głównie z Irlandii, Pomorza i z Galicji, do "ziemi obiecanej" w innych częściach świata. Pomorzanie zostali zmuszeni do emigracji nie tylko z powodu biedy, ale w wyniku drastycznej społecznie polityki, najpierw króla Prus Fryderyka Wilhelma III, a później Bismarcka. Ten pierwszy zakazał modlitw publicznych, (czyli w kościołach), a później nawet w domach prywatnych, w religii luterańskiej, dominującej na Pomorzu. Ten drugi, "żelazny kanclerz", mający za żonę Joannę z Puttkamerów, z pomorskiego rodu o słowiańskich korzeniach, którą bardzo cenił, z jednej strony doprowadził do politycznego zjednoczenia Niemiec i wielkiego postępu gospodarczego kraju, z drugiej strony niszczył wszelkie ślady mniejszości narodowych i obcych kultur. Przy okazji wzmianki o pomorskich Puttkamerach warto dodać, że Adam Mickiewicz obdarzył niespełnioną miłością Marylę Wereszczak, małżonkę Wawrzyńca Puttmakera, przedstawiciela powstałej w XVII wieku litewskiej odnogi tego rodu.
 
Do Ameryki Południowej emigrowała w XIX wieku z Europy przede wszystkim ludność wyznania katolickiego. Brazylijski z urodzenia, polski z pochodzenia, dziennikarz i historyk Ulisses Jarochinski jest jednym z czołowych autorytetów w dziedzinie polskiej imigracji do Brazylii. W artykule z 2006 roku "Pięć wieków Polaków w Brazylii" (Cinco séculos de Polacos no Brasil), przwołał on księdza Jana Pitonia (1906-2006): 
 
"Ksiądz Jan Pitoń, pochodzący z Zakopanego, przybył do Brazylii jako proboszcz z Krakowa w 1927 roku. Później, jako rektor Polskiej Misji Katolickiej, przemierzył tysiące kilometrów, ewangelizując, budując kościoły, kaplice, sierocińce i szkoły. Oprócz działalności religijnej, miał osobistą misję dokumentowania wszystkiego i wszystkich osób polskiego pochodzenia. Notował, ilu było członków rodziny, kto przybył pierwszy, kiedy, ilu zmarło, a ilu reemigrowało. Następnie porównywał swoje badania z danymi z urzędów stanu cywilnego, kościołów, cmentarzy, archiwów publicznych, bibliotek i czasopism w Brazylii i/lub Polsce". 
 
Za ks. Pitoniem (na powyższej fotografii z rodzicami, 1933 rok; źródło: Gminny Ośrodek Kultury Regionalnej, Kościelisko) podaje, że już w 1851 roku w stanie Espirito Santo było 211 rodzin, liczących 914 osób, „Polaków pomorskich”, a także 36 rodzin liczących 151 osób „Polaków śląskich” i 8 rodzin liczących 13 osób z Wielkopolski; razem 442 rodziny liczące 2400 Polaków.

Pomorzanie wyznania luterańskiego wybierali przeważnie imigrację do Ameryki Północnej, czego śladem jest poniższa litografia, zatytułowana "Życie Martina Lutra i bohaterów reformacji" i wydana w Nowym Jorku w 1874 roku (źródło: Library of Congress).
 

Przedstawia ona Lutra palącego bullę papieską, mocą której został on ekskomunikowany, a także postacie prekursorów Reformacji: Czech Jan Hus, Włoch Girolamo Savonarola oraz jej głównych zwolenników: Anglik John Wycliffe, Niemiec czeskiego pochodzenia Kaspar Cruciger, Niemiec Philipp Melanchton, Pomorzanin Johannes Bugenhagen, król Szwecji Gustaw II Adolf oraz Bernhard, książę Saksonii-Weimaru.

Do USA i Australii najczęściej wyjeżdżali z Pomorza rzemieślnicy i robotnicy miejscy, nieco lepiej sytuowani od beznadziejnie biednych mieszkańców pomorskich wsi i majątków ziemskich. Z Maszewa i z najbliższych okolic wyemigrowało wówczas do USA kilkaset osób. Większość z nich osiedliła się w stanie Wisconsin, gdzie w ciągu półtora wieku całkowicie zasymilowała się w społeczeństwie amerykańskim, a także w zasadzie utraciła poczucie odrębności kultury pomorskiej od niemieckiej.

Najbiedniejsi Pomorzanie, nie posiadający ani ziemi, ani domu, mieszkający "kątem" w junkerskich majątkach w zamian za świadczoną tam pracę, między innymi ci z byłego powiatu Nowogard, emigrowali do Brazylii, której rzad oferował im darmowy przejazd statkiem, darmową ziemię (lasy do wykarczowania) i pożyczkę w formie zwierząt gospodarskich i ziarna. W latach 1856-1940 z okolic Maszewa wyemigrowały do Brazylii (rejon miasta Blumenau, stan Santa Catarina) rodziny z Nastazina (Hermelsdorf), Mokrego (Schönwalde), Kani (Kannenberg), Wyszomierza (Wismar), Wojtaszyc (Voigtshagen).

Przybyli praktycznie bez żadnego dobytku i pieniędzy, osiedleni w głębi brazylijskiej puszczy, z dala od innych społeczności i dróg, Pomorzanie zaczęli budować swoją małą ojczyznę. Izolacja od świata wzmocniła ich wzajemne więzi i wolę przetrwania. Powstawały pierwsze chaty w stylu pomorskim. Zbudowali pierwszy kościół ryglowy, bez żadnej cegły. W internecie jest wiele blogów redagowanych przez brazylijskich Pomeranos, którzy piszą o własnej historii i kulturze. Oto jedno ze zdjęć, archiwum : Ursula Topper Dettmann:

Współczesny język pomorski, tak zwany Pommersche Platt, jest dialektem języka dolno-niemieckiego (Plattdüütsch), który ukształtował się pod pewnym wpływem języka holenderskiego (na przykład pory roku po pomorsku: Blaumatijd - czas kwiatów, Warmtijd - ciepły czas, Fruchttijd - czas owoców, Kaltijd - zimny czas).

Nie wiem, czy zachowały się w języku mówionym przez Pomeranos jakiekolwiek ślady języka słowiańskiego, czyli dawnego pomorskiego. Zdaniem historyków i językoznawców język pomorskich Słowian mógł być zbliżony do języka Słowian połabskich. W książce "The Biblical Repository" (Tom 4, 1834) Edward Robinson pisze, że ostatnia msza odprawiona w języku tych Słowian miała miejsce w Wustrow, zwanym też Wendland (40 km na zachód od Wittenberge nad Łabą), w 1751 roku.

Do dziś zachowało się w Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, jak pisze Oswald Jannermann w pracy "Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland" (2009). Są to zwykle nazwy zakończone na -itz, -enz, -ik, -in oraz -ow, na przykład Berlin, Lipsk (Leipzig, kiedyś Leipzik). Interesującym jest, że w pewnych grupach języków słowiańskich występują samogłoski nosowe (w polskim, w dawnym połabskim i pomorskim), a w innych w ogóle nie (w rosyjskim, łużyckim). Na przykład polska łąka, połabska lonka albo lanka, ale rosyjska łuka i łużycka luk albo luckau.

W 2005 roku w pięciu miastach stanu Espirito Santo, do szkół podstawowych, do których uczęszczają dzieci Pomeranos, wprowadzono naukę języka pomorskiego. Rok później prof. Ismael Tressmann, etnograf, językoznawca i autorytet intelektualny brazylijskich Pomorzan, wydał słownik pomorsko - portugalski (zdjęcie wyżej), zawierający około 15 tysięcy terminów. Język ten zachował się także w mniejszych społecznościach pomorskich w USA i w Australii.

Znakomity badacz kultury pomorskiej, nie żyjący już dziennikarz Klaus Granzow (na zdjęciu) Pomorzanin z urodzenia i wyboru, w trakcie swojej wizyty u Pomeranos w 1975 roku zauważył, że nie znali oni w swoim języku słowa ciastko. Używali współczesnego niemieckiego słowa Kuchen. Doszedł wtedy do wniosku, że wyraz ten wypadł z użycia i został zapomniany, bo nie jedli ciastek z powodu wielkiej biedy, w jakiej trwali przez ponad cztery pokolenia od czasu przybycia do Brazylii. Jest jednak zupełnie możliwe, że nie znali tego słowa już pierwsi pomorscy imigranci, którzy jeszcze na Pomorzu od wielu pokoleń stanowili najuboższą warstwę społeczną. Wiele wskazuje na to, że to właśnie oni są potomkami Słowian pomorskich, a więc mają najstarsze pomorskie korzenie.

Na swoje słowiańskie, ale także germańskie pochodzenie brazylijscy Pomeranos powołali się w uzasadnieniu do projektu ustawy parlamentu stanowego Rio Grande do Sul, który w 2007 roku uchwalił dzień 18 stycznia, w 150 rocznicę ich przybycia do Brazylii, jako Święto Pomorzan. W audycji w języku portugalskim w dniu 6 września 2004, poświęconej niemieckim śladom w stanie Espirito Santo Radio Deutsche Welle podało, że "Pruska prowincja Pomorze zachowała swoją szczególną tożsamość kulturalną, mimo wielu prób jej zdominowania ze strony Duńczyków, Szwedów i Niemców." Oto zdjęcie z tytułem filmu dokumentalnego Hermanna Roelke z 2009 roku "Pomeranos: A trajetória de um povo" (Pomorzanie - droga pewnego narodu).


W okresie średniowiecznej kolonizacji Księstwa Pomorskiego przez Niemców, autochtoniczni Słowianie którzy nie asymilowali się z przybyłą nową kulturą, religią i organizacją społeczną, a dotyczyło to zwykle ludzi biedniejszych, zablokowany mieli często dostęp do edukacji, wykonywania rzemiosła i handlu, a także zmuszani byli do opuszczania miast. To ci najbiedniejsi Słowianie stworzyli trzon warstwy chłopskiej, która z wiekami ubożała, na rzecz rozrastających się latyfundiów, należących do germanizującej się szlachty pomorskiej oraz do kolonizatorów niemieckich i do Kościoła. Na tym oto starym zdjęciu z przełomu XIX/XX wieku uwieczniono chwilę opuszczania rodzinnych stron przez pomorską rodzinę i początek jej podróży "za chlebem" (źródło: Fotos Antigas de Pomerode).


Pomijam tutaj fakt, że proces wzrastającego rozwarstwienia społecznego i wzrost siły politycznej szlachty w okresie feudalnym był typowym we wszystkich krajach europejskich. A także fakt, że z perspektywy historycznej Księstwo Pomorskie, w świetle zmieniających się zagrożeń utraty niepodległości ze strony Danii, Szwecji, Polski i Niemiec zmuszone było do szukania aliansów z jednym z tych państw, aby uchronić się przed innymi.

Słowiańskość Polski i Pomorza okazała się zwornikiem zbyt słabym, wobec chrystianizacji wprowadzanej przez Niemców, która przyniosła ze sobą nie tylko nowy język, ale i wzmocnienie gospodarcze Księstwa. Należy pamiętać, że kiedy Polska piastowska włączyła Pomorze w swoje granice, to nie było to wynikiem porozumienia się z Pomorzanami, ale ich podboju. To właśnie za czasów króla polskiego Władysława Hermana, jego wojska pod dowództwem Sieciecha zniszczyły w 1092 roku zamek w Maszewie (także grody w Pyrzycach, Stargardzie, Białogardzie i Kamieniu). Prawdopodobnie zamek maszewski nie został już nigdy potem odbudowany. Oto złota moneta z 1981 roku z Władysławem Hermanem na awersie (lata panowania 1079-1102) i z godłem Polski na rewersie (źródło: Warszawskie Centrum Numizmatyczne, wcn.pl).


Zauważmy, że wraz z powstaniem w XVIII wieku systemów władzy absolutnej proces osłabiania państwa przez nadmierne przywileje szlachty został zahamowany w Niemczech i w innych krajach, ale nie w Polsce. Szlachta pomorska, biorąc przykład ze szlachty polskiej, kontestowała próby ograniczenia swoich przywilejów przez kolejnych królów pruskich, dążących do reform, które miały wzmocnić gospodarkę państwa.

Na sejmie w Stargardzie w 1653 roku posłowie słupscy Jakub von Puttkamer i Jan Adolf von Zitzewitz mocno zaprotestowali wobec niejasnego stanowiska elektora Brandenburgii, Fryderyka Wilhelma, prawnego sukcesora po księciu Bogusławie XIV, który unikał potwierdzenia dotychczasowych przywilejów szlachty pomorskiej. Zmuszenie w 1724 roku przez krola Fryderyka Wilhelma I do przyjęcia przez szlachtę pomorską reform z jednej strony oznaczało utratę resztek autonomii politycznej Pomorza wobec Prus, z drugiej rozpoczęło proces rozwoju gospodarczego Pomorza i wzmocnienie siły ekonomicznej i tym samym politycznej Prus. W Polsce w tym czasie postępowała dezorganizacja struktur państwowych i zapaść gospodarcza, zakończone upadkiem państwa i rozbiorami.

Kultura pomorska wyrosła zarówno z korzeni słowiańskich, jak i germańskich. Tak jak sam człowiek rozwija się w ciągu swego życia, tak i społeczności lokalne ewoluują w swej wielowiekowej historii. W kulturze pomorskiej zmieniał się język, zwyczaje, a nawet religia. Co pozostało niezmienne, jak w każdej społeczności regionalnej, to poczucie tożsamości z ziemią rodzinną, zamieszkałą "z dziada, pradziada", z jej przyrodą i klimatem oraz z wizerunkiem i rytmem pracy, codziennego życia i sposobem świętowania. Pomorski "klimat" oddaje dobrze ekspresjonistyczna grafika Martel Schwichtenberg, zatytułowana "Z Pomorza" (Aus Pommern), opublikowana w wydawnictwie Eckart von Sydow, Hannover 1923 (źródło: Christie's).


Współcześni Pomeranos, mimo olbrzymich przeciwieństw losu, jakie stawały im na drodze przez ostatnie 150 lat, uratowali od zapomnienia kulturę swoich przodków. I za to można mieć dla nich wielki podziw. O tych przeciwnościach trwających do dziś i o samej kulturze napiszę przy innej okazji. Z pewnością warto!
.

sobota, 9 stycznia 2010

Burzliwe narodziny Europy


Kontynuujemy temat  z dwóch wcześniejszych artykułów: "Ziemia Maszewska na morzach południowych" oraz "Podróż w głęboką przeszłość". "Podróż" Awalonii spod bieguna południowego (około 70° S) pod równik trwała około 140 milionów lat. Połączenie Awalonii z Bałtyką i z Laurencją nastąpiło w okresie Syluru 440 milionow lat temu, na około 15-tym stopniu szerokości geograficznej południowej, którą dzisiaj zajmuje na przykład Madagaskar. Oto układ paleokontynentów w ich pukcie wyjściowym wokół bieguna południowego 600 milionów lat temu. Ta i pozostałe trzy tego rodzaju mapy pochodzą z portalu Colorado Plateau Geosystems Inc. Pozwoliłem sobie w stosunku do oryginału na korektę przebiegu "polskiej" części krawędzi Bałtyki.


Z 15-tego równoleżnika na półkuli południowej i od okresu sprzed 440 milionami lat, w trakcie dalszego przemieszczania się trzech paleokontynentów ku północy, rozpoczął się proces powstawania głównych zrębów kontynentu europejskiego, zakończony dopiero w miocenie, około 10 milionów lat temu. W podróży kontynentów, która trwa do dziś, tereny dzisiejszego Pomorza przekroczyły równik około 300 milionów lat temu, a 30-ty równoleżnik szerokości północnej (dzisiaj, na przykład, jest na nim Senegal), około 220 milionów lat temu. Spróbujmy w największym możliwym skrócie odtworzyć główne zmiany w ukształtowaniu powierzchni Ziemi i rodzącej się przyrody w "naszej" części Europy w okresach syluru, dewonu, karbonu i permu.

Najpierw, w ciągu następnych kilku dziesiątków milionów lat, wzdłuż strefy zszycia (jak mawiają geologowie) tych trzech płyt kontynentalnych, pod które zostały wepchnięte dzielące je wcześniej płyty oceaniczne, tworzyły się łańcuchy górskie, czemu towarzyszyła silna działalność wulkaniczna. Obrazuje ten proces poniższy schemat. Należy pamiętać, że wchodzenie jednej płyty tektonicznej pod drugą nie tylko wywołuje skutki w bezpośredniej strefie, jak niżej widać, ale powoduje także cofanie się tej drugiej płyty, chociaż w tempie dużo wolniejszym. W takim właśnie procesie Ameryka i Europa oddalają się od siebie.

.

W okresie od Syluru do wczesnego Permu (440-280 milionów lat temu) trwał proces przyłączania się do Bałtyki od południa  kolejnych mikro-kontynentów i blokow tektonicznych, które uformowały ostatecznie dzisiejszy kształt Europy. Jej największą, a zarazem autonomiczną i pierwotną częścią tektoniczną jest tak zwany Kraton Wschodnio-Europejski (EEC), obejmujący dzisiejszą Skandynawię (byłą Bałtykę) i płytę Niżu Rosyjskiego. Pozostałe tereny, które dołączyły do EEC, pochodzą głównie z paleokontynentu Gondwana, z jego części będącej obecnie Afryką ale także z jego innej części, jaką obecnie jest Ameryka Południowa (wybrzeże dzisiejszej Wenezueli).

Europa zawiera w sobie także część współczesnego kontynentu północno-amerykańskiego, jaką jest podłoże tektoniczne dzisiejszej Irlandii Północnej i Szkocji. Granice zszycia poszczególnych kawałków tektonicznych Europy nie mają nic wspólnego z obecnymi granicami państw. Większość krajów, w tym Polska, leży na kilku fragmentach tektonicznych o różnym wieku i pochodzeniu, które dzielą z innymi państwami. Po powstaniu około 300 milionów lat temu nowego super-kontynentu Pangea, do którego należała Europa, ale jeszcze bez Półwyspu Bałkańskiego, wiele dzisiejszych kontynentów nadal szukało swojego miejsca na ziemi, na co wskazuje poniższa mapa:


Awalonia, "ojczysty" fundament tektoniczny Pomorza, powstała już wcześniej, około 600 milionów lat temu jako tak zwany łuk wulkaniczny, w wyniku wsuwania sie płyty oceanicznej pod paleokontynent Gondwana. Inaczej jednak jak Bałtyka i Awalonia, tamten superkontynent posiadał szerokie pasmo podmorskiego szelfu, pod który wchodziła płyta oceaniczna.

W pewnym oddaleniu od linii brzegowej Gondwany, na dnie morskim szelfu wypiętrzył się wulkaniczny łańcuch górski, który po ponad stu milionach lat istnienia jako część Gondwany oderwał się od niej, aby rozpocząć samodzielny byt jako Awalonia. Nazwa pochodzi od od półwyspu znajdującego się we współczesnej Nowej Funlandii, który leży na tym samym fundamencie pierwotnych skał, co Pomorze.

W trakcie zbliżania się Awalonii do Bałtyki i wchodzenia pod nie płyty dzielącego je oceanu, następowało stopniowe podnoszenie się płyty Awalonii, aż do pełnego wynurzenia się lądu obecnego Pomorza i zespolenia się obydwu kontynentów w trakcie orogenezy kaledońskiej. Połączenie nastąpiło w pobliżu równika, na około 20 stopniu szerokości geograficznej poudniowej. Był to okres tak zwanej orogenezy kaledońskiej.

W tym okresie rozpoczęła się długa, trwająca około 20 milionów lat, najbardziej mroźna w historii Ziemi epoka lodowa, w której będące częścią Gondwany obecne tereny Sahary, położone wówczas wokół bieguna południowego, zostały pokryte czaszą lodu, jak dzisiaj na Antarktydzie. Ten odległy okres pozostawił na powierzchni ziemi widoczne ślady, jak to wyrzeźbione w Algerii podłoże pod przesuwającym się lodowcem (źródło: R. Cocks 2008 - "Palaeogeography of the Lower Palaeozoic", Shropshire Geological Society).

Okres lodowy związał wielkie ilości wody, przez co poziom oceanów znacznie się obniżył w okresie 440-430 milionów lat temu, odsłaniając tym samym znaczne części płyt kontynentalnych, w tym także Awalonii.

Znaczne ochłodzenie klimatu i zabranie przez spadek poziomu oceanów około pięciuset metrów najwyższej, najbardziej życiodajnej warstwy ekosystemu morskiego, znajdującego sie w obrębie tak zwanych mórz epikontynentalnych, spowodowało wyginięcie pod koniec ordowiku (440 milionów lat temu) około połowy gatunków fauny morskiej, najwyższy do czasów permu (250 milionów lat temu).

Ograniczenie na początku syluru wielkości ekosystemu szelfowego, w którym procesy fotosyntezy sięgały dna morskiego, poprzez ustalenie sie linii brzegowej oceanów poza obrębem szelfów, a już na stromych stokach płyt kontynentalnych, pozbawiło możliwości życia większości dotychczasowej fauny morskiej, ale jednocześnie sprowokowało ewolucję flory morskiej w kierunku przystosowywania się do życia na lądzie. To w sylurze świat roślinny "wyszedł" szerzej na ląd. Mchy i porosty, które pojawiły się na lądzie (na styku z wodą) już w ordowiku, stworzyły pierwszą glebę, na której w sylurze pojawiła się kuksonia, pierwsza roślina posiadająca tkankę przewodzącą, tak typową dla roślin nam współczesnych.

Układ lądów tworzącego się "dopiero co" kontynentu europejskiego w okresie 425 milionów lat temu wyglądał w przybliżeniu (orogeneza kaledońska zaznaczona żółtą linią omyłkowo nie uwzględnia Pomorza) jak na poniższej mapie.


Na Pomorzu, w składanej z kawałków tektonicznych "Polsce", około 435 milionów lat temu, powstało pasmo górskie, biegnące równolegle do granicy zszycia z Bałtyką, czyli z północnego zachodu (od dzisiejszej Rugii) na południowy wschód (aż po tak zwaną antyklinę Piły i Złotowa).

Pozostałością po tych górach jest wyodrebniony geologicznie, powstały ze skał krystalicznych z okresu ordowiku (czyli w czasach samodzielnego jeszcze bytu Awalonii) tak zwany Wał Pomorski (po sfałdowaniu tych skał w okresie syluru). Jest on północną częścią większej jednostki tektonicznej, zwanej Wałem (lub Antyklinorium) Srodkowopolskim. Warstwy ordowiku zalegają na Pomorzu "awalońskim", czyli zachodnim na głębokości przeważnie ponad 10 kilometrów, stąd nie są one łatwo dostępne. Możemy natomiast zobaczyć poniżej próbki skał ordowiku ze wschodniego Pomorza (tzw. Wyniesienie Łeby), kiedy obydwie części Pomorza dzieliło płytkie, zamykające się Morze Tornquista (źródło: broszura PGNiG "Gaz z łupków").


Skały te zawierają tak zwane facje ilaste (głównie krzemian glinu), typowe dla osadów płytkiego morza, a także facje węglanowe, czyli resztek fauny morskiej (brachiopody, trylobity, małżoraczki, mszywioły).

W części południowej Antyklinorium Srodkowopolskiego, w trakcie tej samej orogenezy kaledońskiej, wynurzyły się ponownie, powstałe w dolnym kambrze około 550 milionów lat temu, skały stanowiące fundament Łysogór. Blok tektoniczny Łysogór powstał "w sąsiedztwie" Awalonii, na obrzeżu paleokontynentu Gondwana. Do dzisiaj niewyjaśnione jest, w jaki sposób "zjawił się" on w pobliżu Bałtyki, aby się z nią połączyć w podobnym okresie, jak Pomorze. Zapewne podążał on spod bieguna południowego jako osobny blok tektoniczny tuż za Awalonią, jednakże w całości zanurzony w oceanie, aby zostać odsłoniętym przez opadający o kilkaset metrów poziom oceanów w momencie "przycumowania" do Bałtyki.

Przez następne 40 milionów lat, do około 395 milionów lat temu, następowała erozja tych nienazwanych gór pomorskich, których wysokość sięgała około dwóch, trzech kilometrów. Tereny górskie Awalonii sprzyjały zwiększonym opadom deszczu i tworzeniu się systemow rzecznych, a w dalszym oddaleniu od gór, jeziornych i lagunowych. Spływajaca woda przenosiła w doliny osady zwietrzałych skał, gdzie powstawały tak zwane zbiorniki sedymentacyjne. Krajobraz Pomorza w okresie późnego Syluru mógł wyglądać następująco.


Na styku Awalonii i Bałtyki, w wyniku działania tak zwanego prawa równowagi izostatycznej, po pierwotnym zderzeniu się tych kontynentów, w skutek zgromadzonej po obu stronach płyt energii nastąpiło częściowe "odbicie" się ich od siebie, przez co skorupa ziemska pomiędzy nimi stała się cieńsza.

Na początku Dewonu około 400 milionów lat temu, w trakcie tzw. orogenezy hercyńskiej (waryscyjskiej) rozpoczął sie długi (trwający do okresu Permu, 245 mln lat temu) proces dołączania się do Awalonii od południa kolejnych, ułożonych równoleżnikowo, pasm bloków tektonicznych, będących podwodnymi łukami wulkanicznymi. Pierwszy z nich, który dotarł do pomorskiej części Awalonii to łuk tak zwanego Pasa Reńsko-Hercyńskiego. Główne jednostki tektoniczne tej części Europy, uformowane w okresie fałdowań hercyńskich, pokazuje poniższa schematyczna mapa (źródło: Wikipedia):


Jego północna krawędź wchodząc pod płytę awalońską wywołała powolny proces nachylania się tej części Awalonii w kierunku północno-wschodnim. Na styku Bałtyki i Awalonii zaczęła tworzyć się olbrzymia niecka, zaczynająca się od podnóża wypiętrzających sie "dopiero co" Gór Swiętokrzyskich, przez Pomorze, Niemcy, Holandię, aż po Anglię, którą stopniowo zajmowało morze, którego poziom w okresie syluru znacznie się podniósł, po ustąpieniu epoki lodowej.

Pomorska część tego basenu wyodrębniona jest dzisiaj jako jednostka tektoniczna pod nazwą Niecki Szczecińskiej, leżącej pomiędzy dwiema głównymi częściami geologicznymi Europy - tak zwaną Platformą Paleozoiczną i Platformą Wschodnioeuropejską. Po swojej wschodniej krawędzi Niecka Szczecińska leży na platformie epikaledońskiej (przedkaledońskiej), zbudowanej z najstarszych skał wsuniętej pod nią krawędź płyty Bałtyki, podczas gdy zachodnie pochylenie Niecki leży już całkowicie na "polskiej" części Awalonii. Oto mapa profilu basenu, jaki powstał w dewonie na styku Platformy Paleozoicznej i Wschodnioeuropejskiej (kolor ciemnoniebieski) z zaznaczoną miąższością pierwotnych (przed późniejszą częściową denudacją) osadów dewońskich  (L. Miłaczewski, M. Narkiewicz 1997).


Powstający w okresie dewonu i przez okres karbonu i permu stopniowo zamykający się śródkontynentalny basen został nazwany Południowym Basenem Permskim, bowiem w okresie Permu nastąpiło jego wypełnienie najpierw osadami czerwonego spągowca, później osadami cechsztynu. Te pierwsze, to zerodowane skały lądowe - piaskowce o zabarwieniu czerwonym oraz z domieszek skał często pochodzenia wulkanicznego, powstałych w wyniku wietrzenia i erozji wodnej sąsiadujących wyżej położonych terenów.

Osady cechsztynu to osady morskie, odkładające się w trakcie trwania tak zwanego morza cechsztynskiego. Morze to, obejmujące również Północny Basen Permski (tereny dzisiejszego Morza Północnego i Jutlandii), było silnie zasolonym zbiornikiem o wielkości dwukrotnie większej, niż obecne Morze Czarne. Praktycznie odcięte od oceanów stopniowo spłycało się, a wody jego wyparowywały, pozostawiając po sobie olbrzymie pokłady soli.

W płytkich wodach pokrywających szelfy płyt kontynentalnych oraz w morzach epikontynentalnych, a więc także w obrębie dzisiejszego Pomorza, począwszy od około 520 milionów lat temu, aż pod koniec permu, czyli 250 milionów lat temu, przetrwała jedna z najdłużej żyjących gromad wśród stawonogów, wspomniane wyżej trylobity. Oto pięknie zachowany egzemplarz, opublikowany na portalu Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi (PTPNoZ), Oddział Górnośląski.


Granice Południowego Basenu Permskiego (zwanego także Srodkowoeuropejskim) nakreślone są na poniższej mapie, której autorem jest pan Mark Geluk, pracownik naukowy Holenderskiego Instytutu Geologicznych Nauk Stosowanych. Był on uprzejmy udostępnić tę informację z jego interesujacej strony internetowej. Miejsca białe to obszary wyżynne i górskie, kolorowe to rejon Basenu z liniami wyznaczającymi aktualną grubość osadów z okresu permskiego; dla terenów oznaczonych szarym kolorem brak jest dostatecznych danych.

Basen ten budzi wielkie zainteresowanie nie tylko paleontologów, ale również, a może przede wszystkim geologów szukających złóż roponośnych. Skały czerwonego spągowca stanowią bowiem szczelne podłoże dla kumulowania się na nim, a wewnętrz osadów cechsztyńskich (dolomity) zasobów ropy naftowej. W jego też obrębie uformowały się w okresie permskim pokłady łupków miedzionośnych, położonych na warstwie skał czerwonego spągowca, a pod pokładami cechsztynu.


W pewnym przybliżeniu linie grubości osadów (izopachyty) możemy uważać za poziomice, wskazujące na ukształtowanie powierzchni i głębokość basenu w owym czasie. Na północny wschód od najgłębszych osadów w niemieckiej części tego basenu zaznaczyłem miejsce największego w historii Europy ogniska aktywności wulkanicznej, a w południowo-wschodniej części basenu  miejsce znalezienia śladów tetrapoda z Zachełmia, o czym piszę poniżej.

Chciałbym więc jeszcze cofnąć się w czasie, do okresu dewonu. Teren Pomorza wypełniany był wtedy osadami z otaczających go terenów lądowych, a także wapiennymi pozostałościami płytkowodnej i rafowej fauny morskiej. Niecka Szczecińska stała się w dewonie dnem ciepłego, porównikowego morza, jak przedstawia to poniższa reprodukcja (źródło: Wydział Nauk o Ziemi Uniwersytetu Wisconsin-Madison).


Edward Chwieduk z Instytutu Geologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu rozpoznał w zbadanych na Pomorzu, pochodzących sprzed 380-350 milionów lat skałach (położonych dwa do pieciu kilometrów pod powierzchnią) 78 gatunków koralowców należących do wymarłego rzędu Rugosa, obejmujących 51 rodzajów, w tym 14 gatunków nieznanych dotąd nauce.

To na obrzeżach tego morza żył przed 395 millionami lat tetrapod, najstarsze na świecie czworonożne zwierzę (z gromady gadów), którego ślady odkryli naukowcy w Zachełmiu pod Kielcami. Miejsce znalezienia śladów tetrapoda zaznaczyłem powyżej na płyciźnie w południowo-wschodniej części basenu. Ewolucja niektórych gatunków morskich kręgowców w kierunku przystosowania się do życia na lądzie została wywołana przez zmieniające się warunki ekosystemu na granicy morza i lądu, sprowokowane fluktuacją poziomu oceanów, powodowanej z kolei zmianami klimatycznymi i znaczącymi ruchami tektonicznymi skorupy ziemskiej.

Tereny tego olbrzymiego basenu, wypełnionego skamieniałościami zwierząt i roślin z okresu od dewonu przez karbon do permu, są dzisiaj prawdziwym zagłębiem naukowym dla paleontologów, odtwarzających historię fauny i flory na Ziemi. Tetrapod wyznaczył ewolucję kręgowców z gromady gadów morskich w  kierunku ssaków lądowych. Oto zdjęcie żyjących sto milionów lat po pojawieniu się tetrapoda synapsodalnych gadów lądowych, posiadających już cechy ssaków, z rejonu Drezna (źródło: Schneider & Romer 2010 "The late Variscan Molasses of the Saxo-Thuringian Zone").


W okresie wspomnianej wyżej orogenezy hercyńskiej, wywołanej łączącymi się od południowej granicy Awalonii kolejnymi terenami formującymi przyszłą Europę, pomorska część Awalonii pod którą skorupa ziemska była cieńsza, stała się największym w Europie ogniskiem wulkanicznym i wylewów magmy.

W okresie około 400 do 300 milionów lat temu, stare tereny Awalonii "atakowane" były od południa młodszymi blokami tektonicznymi, układającymi sie w równoleżnikowe pasma, które kolejno dobijały do tworzącego się kontynentu. Mozaika europejska z okresu 350 milionów lat temu wyglądała mniej więcej, jak na poniższej reprodukcji. Proszę zwrócić uwagę, że tworząca się wówczas centralna i zachodnia część Europy nadal leżała na południe od równika.


Europejski wulkanizm osiągnął swoje apogeum około 290 milionów lat temu, a jego epicentrum znajdowało się pomiędzy obecnymi miastami Neubrandenburg i Anklam, czyli zaledwie około 100 km od Maszewa. Wylewająca się magma, skały i pyły wyrzucane przez wulkany pokryły centralną część basenu. Na polskim Pomorzu miąższość (grubość) skał powulkanicznych sięga 500 metrów. Zakończenie najbardziej wulkanicznej epoki w historii Europy zamknęło najbardziej burzliwy okres w formowaniu się kontynentu. Od czasów późnego Permu Europa stała się miejscem bardziej sprzyjającym życiu.

Powstały w Dewonie środkowo-europejski basen morski został ostatecznie ukształtowany po orogenezie waryscyjskiej, w wyniku której odcięty on został od oceanów i stał się zamkniętym zbiornikiem, podobnym do dzisiejszego Morza Kaspijskiego. Oto skamielina ryby Paleoniscus frieslebeni, znaleziona w Ellrich, w Niemczech na płytkim obrzeżu tego basenu i datowana na 252 miliony lat. Jej doskonale zachowane cechy morfologiczne sugerują, że ryba zginęła gwałtownie, być może przysypana popiołem wybuchłego wulkanu, który odciął żywy organizm od tlenu i zakonserwował go zanim przeobraził się w kamień. Skamielinę ryby tego samego gatunku, datowną na około 250 milionów lat, znaleziono także w pokładach permskich w kopalni miedzi w Polkowicach, w dawnej zatoce tego basenu.

Skoro  mówimy o wymarłych zwierzętach, które żyły na terenach dzisiejszej Polski, to jednym z najbardziej spektakularnych był żyjący pod koniec okresu jurajskiego, około 150 milionów lat temu, olbrzymi krokodyl morski Machimosaurus, którego szczątki znaleziono na początku XX wieku w kamieniołomie w Czarnogłowach koło Kamienia Pomorskiego. Był to wówczas największy drapieżnik morski, osiągający około 10 metrów długości i wagę do 8 ton. Jego pierwsze szczątki na świecie znalazł w 1837 roku Hermann. von Meyer. W systematyce zwierząt sklasyfikowany jest następująco: gromada gadów, nadrząd - krokodylomorfy, rodzina - Teleosauridae, rodzaj - Machimosaurus. W Czarnogłowach znaleziono także skamieniałe fragmenty innego prakrokodyla, jakim był Stenosaurus jugeri. Na internetowym forum geologicznym jeden z czytelników chwalił się, że w 2005 roku znalazł w Czarnogłowach połówkę zęba Machimosaura. Oto rekonstrukcja tego pragada z Musée de la Princerie w Verdun.


Wracając jeszcze do cechsztyńskich pokładów soli, to najstarsza w Polsce sól o wieku około 250 milionów lat zalega na Pomorzu, w Wielkopolsce (Kłodawa),  na Kujawach (Inowrocław, Ciechocinek) i na Dolnym Sląsku (Sieroszowice), w tej samej prazatoce co skamielina z Polkowic. Powstałe tak zwane diapiry, w formie poduszek i wyciśniętych ku górze pni solnych, powstałych jako "echo" ruchów górotwórczych w rejonie Karpat w okresie mioceńskiej fazy orogenezy alpejskiej. Osiągają grubość (miąższość) od 200 metrów w rejonie pobrzeża dzisiejszego Bałtyku, do 800 metrów na północ od dolnej Warty i Noteci. Oto zrekonstruowana mapa Europy w końcowej fazie jej konsolidacji tektonicznej w epoce Miocenu, przed 13 milionami lat, w okresie narodzin Karpat.


Pokłady soli z najstarszych na świecie (znane ślady jej wydobycia sprzed pięciu i pół tysiąca lat) kopalni w okolicach Wieliczki i Bochni są dużo młodsze i mają całkowicie inne pochodzenie, niż sole permskie z Pomorza, Kujaw, Wielkopolski i Dolnego Sląska. Powstały zaledwie około 15 milionów lat temu, w wyniku wyparowania zamkniętej Karpatami części morza zwanego Paratethys, połączonego z oceanem Tethys, "praprzodkiem" obecnego Oceanu Indyjskiego. Z morza Paratehtys pozostały dzisiaj Morze Czarne, Morze Kaspijskie i Jezioro Aralskie. Można więc powiedzieć, że podziemne zasoby soli na Pomorzu mają pochodzenie atlantyckie, a dużo młodsza sól z Pogórza Karpackiego pochodzi z Oceanu Indyjskiego.

Sól kamienna w okolicach Wieliczki mogła być odkryta przez neolityczną ludność pochodzącą z dorzecza Dniestru, reprezentującą tak zwaną kulturę Cucuteni-Trypole. Ludom tym przypisują prehistorycy pierwsze znane wykorzystanie soli do celów konsumpcyjnych, poprzez jej odparowywanie z lokalnych źródeł solankowych. Sól z Wieliczki należy do tych samych mioceńskich złóż, które sięgają aż Rumunii. Człowiek używał soli jako przyprawy i jako środek konserwujący mięso tam, gdzie była ona dostępna na powierzchni ziemi w formie wykwitów lub nacieków niewątpliwie wiele, wiele tysięcy lat wcześniej, niż jest to dzisiaj archeologicznie potwierdzone.  Ale to już inna historia. Oto wnętrze kopalni w Wieliczce, przedstawione na miedziorycie z 1645 roku przez gdańszczanina holenderskiego pochodzenia Wilhelma Hondiusa (ze zbiorów Tomasza Niewodniczańskiego, kopia: K. Zielińska, Z. Kozłowska - "Historia 2", Warszawa 1994).


Wraz z końcem Permu, kiedy w wyniku wiekiej aktywności wulkanicznej na ziemi zawartość tlenu w atmosferze obniżyła się w stosunku do dzisiejszych czasów pięciokrotnie, co spowodowało masowe wymarcie (około 95 procent gatunków) fauny i flory na Ziemi, kończy się era Paleozoiku. Następuje Mezozoik, era ciepłego klimatu i bogatego rozwoju świata roślin i zwierząt.
.