sobota, 5 czerwca 2010

Maszewo na wielkich szlakach historii


Dzisiaj proponuję przejażdżkę traktem maszewskim "po" XVIII stuleciu. Wiek ten wieńczył trwający bez mała tysiąc lat okres, w którym Maszewo (najpierw osada obronna, później gród i zamek z podgrodziem, a następnie miasto) położone było na najważniejszym na Pomorzu i jednym z głównych szlaków drogowych w Europie. Temat ten wydaje mi się równie interesujacy, co chyba mało znany nie tylko nam Maszewianom, ale i zawodowym historykom, że będę do niego jeszcze parę razy wracał. Formuła blogu nie sprzyja, na szczęście, pisaniu rozwlekłych elaboratow, ale pozwala prezentować ciekawostki historyczne, które każdy może sobie dalej weryfikować, pogłębiać, rozwijać. Stare drogi wiodące przez Maszewo łączyły miasto z naprawdę wielkim światem i były świadkiem wielkich wydarzeń w skali europejskiej.

Niech na początek drogą przez Maszewo poprowadzi nas Daniel Chodowiecki (1726-1801), najsławniejszy w swoich czasach artysta-grafik polsko-niemiecki. Będąc członkiem (a później dyrektorem) Pruskiej Akademii Sztuki w Berlinie, odbył on podróż do rodzinnego Gdańska. Droga wiodła przez Maszewo, gdzie 5 czerwca 1773 roku zatrzymał się na noc. W wydanej po tej podróży książce "Die Reise von Berlin nach Danzig 1773", przetłumaczonej niedawno w Polsce, nie wspominał mile tej maszewskiej nocy. W zajeździe, w ktorym zjadł na kolacje jajecznicę, a koniowi dał dwie miarki owsa nie dane było mu się wyspać, bowiem dwóch gości hotelowych urządziło sobie tańce przy hucznej muzyce. Artyście nie pozostało nic innego, jak być cichym świadkiem tej sceny, tak oto uwiecznionej (źródło: Das Melton Prior Institut):


Wiek XVIII, aż do początku kolejnego stulecia, kiedy w wyniku rewolucji technicznej zaczęły powstawać koleje żelazne i pierwsze od czasów rzymskich drogi bite między wielkimi metropoliami europejskimi, był okresem wieńczącym europejskie znaczenie dróg prowadzących przez Maszewo. Od kiedy Berlin stał się w 1701 roku stolicą Prus, a Sankt-Petersburg w 1712 stolicą Rosji, główna droga łącząca je prowadziła przez Maszewo. Nie wiązało się to, jak w dzisiejszych czasach, ze szczególnie lepszym standartem technicznym tej drogi, bo prawie wszystkie inne pozamiejskie w całej Europie były jeszcze wtedy drogami polnymi, ale z tradycji tego szlaku, który od czasów powstania Ligi Hanzeatyckiej w 1356 roku był głównym traktem lądowym łączacym miasta portowe od Amsterdamu na zachodzie do Rygi na północnym wschodzie, obsługującym przede wszystkim ruch ludzi i poczty, w mniejszym stopniu towarów.

Drugim powodem wysokiej rangi tego szlaku aż do końca XVIII wieku była stabilność polityczna i ekonomiczna terenów przez które on wiódł. Od czasów sprowadzenia do Prus Zakonu Krzyżaków w 1230 roku, podboju i germanizacji przez nich tych ziem, przy włączeniu w tym samym czasie Pomorza do Cesarstwa Niemieckiego, zostały stworzone polityczne warunki do ekspansji niemieckiej wzdłuż południowego i wschodniego wybrzeża Baltyku. Kiedy w XVIII wieku powstały dwie europejskie potegi Rosja i Prusy, Polska chyliła się ku upadkowi. Drogi wiodące przez Polskę nie były nadzorowane przez słabnące państwo, ale przez lokalnych władców, którzy nakładali tak wysokie jak chcieli opłaty za przejazd. Nie sprzyjało to handlowi i komunikacji tranzytowej przez Polskę. Układ głównych dróg na Pomorzu odzwierciedla poniższy fragment mapy (z moją adaptacją), którą wydał w 1782 roku znakomity kartograf angielski Louis Stanislas DelaRochette (1731-1802).

W Maszewie schodzily się dwa główne szlaki historyczne: jeden, post-hanzeatycki, idący od Hamburga i Lubeki, z jego południową, nadreńską odnogą, wiodącą z Kolonii przez Hannover i Magdeburg, połączone przed Szczecinem, a dalej przez Dabie, Wielgowo, Darż do Maszewa, gdzie łączył się on ze szlakiem saksońskim, od Lipska przez Berlin, Cedynię, Pyrzyce i Stargard. Połączone w Maszewie szlaki nadreńsko-hanzeatycki i saksoński prowadziły dalej do Petersburga, przez Gdańsk i Królewiec. Przebieg tych dróg w samym Maszewie różnił się znacznie od obecnego. Do XIII wieku, czyli do czasu powstania miasta, te dwa idące od południa szlaki schodziły się przed Górą Zamkową. W okresie od XIV do XVIII wieku szlak saksoński wchodził do miasta Bramą Stargardzką ale nie przez ulicę Stargardzką, która (tak jak i Nowogardzka) powstała dopiero w drugiej połowie XIX wieku, ale przez nieistniejącą już drogę prowadzącą z Łęczycy przez Mieszkowo, która wchodziła do miasta przez teren obecnej stacji benzynowej.

Droga wychodząca z Maszewa przy Baszcie Francuskiej w kierunku Nowogardu także nie wiodła obecną ulicą Nowogardzką, której jeszcze nie było, ale ulicą Jedności Narodowej, przy młynie nad Jeziorem Warszewskim i dalej obecną drogą polną wzdłuż jeziora w kierunku Redła. To ten odcinek drogi, wzdłuż zachodniego brzegu jeziora opisał podróżnik szkocki William Rae Wilson w swojej książce "Travels in Russia" (Londyn 1828, Tom 1), w jego podróży do Petersburga: "O szóstej wieczorem przybyliśmy do Maszewa, przyjemnie położonego na wyniesieniu, nad rzeką Warszewą. Miasto otoczone jest starymi murami z cegły, z wieżami i bramami. Następnie kontynuowaliśmy podróż wzdłuż wyjątkowo malowniczych brzegów tej rzeki, pokrytych łanami pszenicy". Było to 5 czerwca 1825 roku. W trakcie jazdy podróżnik zapewne dowiedział się od woźnicy, że jest to Warsowersee (niemiecka nazwa jeziora), co zapisał w książce jako rzeka "Varshese". Nasze wijące się jezioro rynnowe przyjął więc za rzekę. Tak wyglada ta droga dzisiaj:


Przejazd przez Maszewo w dniu 2 stycznia 1750 roku wspomina w swoich pamiętnikach ("Eigene Lebensgeschichte", Halle 1789) teolog i geograf niemiecki Anton F. Büsching (1724-1793), który jechał wówczas z Kopenhagi do Petersburga z księciem Friedrich Roch de Lynar (1708-1781), obejmującym stanowisko ambasadora Danii w Rosji. Ciekawostką jest tutaj fakt, że inny książę de Lynar, starszy brat Fryderyka Rocha, był kilka lat wcześniej ambasadorem Polski w stolicy Rosji. Rodzina ta pochodziła z Saksonii, a jej dalsi przodkowie z Włoch. Kontynuując polonica wspomnę jeszcze, że A. F. Büsching nadał kiedyś Białystokowi nazwę "Polskiego Wersalu", dzięki wybudowanemu tam przez Jana K. Branickiego zespołowi pałaców i parków. Jedna z jego licznych książek, "Geografia Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego", została przetłumaczona i wydana w języku polskim w Lipsku-Dreźnie w 1768 roku przez Ewarysta A. Kuropatnickiego (1734-1788), amatora geografa i heraldyka.

Nie można tutaj nie wspomnieć o przejazdach przez Maszewo ówczesnych wielkich głów państw. I tak w listopadzie 1716 roku przejeżdżał ulicami miasta car Rosji, Piotr I Wielki (1672-1725) wraz małżonką Martą Heleną Skowrońską (1684-1727), przyszłą (po śmierci męża) caryca Rosji Katarzyna I. Piotr Wielki był w drodze z Sankt-Petersburga (przez Maszewo i Szczecin), a dalej przez Havelberg do Hamburga. W Havelbergu car spotkał się z królem Prus Fryderykiem Wilhelmem I (1688-1740), gdzie władcy wymienili się podarkami: król ofiarował carowi Bursztynową Komnatę, a ten zrewanżował się 250 rosłymi rosyjskimi huzarami, którzy przeszli na służbę króla Prus. Głównym celem tamtej podróży była jednak Holandia, którą poznał i bardzo polubił w czasach swojej młodości. W 1743 roku w drodze z Zerbst koło Magdeburga do Sankt-Petersburga przejeżdża przez Maszewo 14-letnia szczecinianka, księżna Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst, przyszła caryca Rosji Katarzyna II (1729-1796).

W dniu 18 lipca 1776 przejechał przez Maszewo wielki orszak wielkiego księcia Rosji Pawła Petrowicza, syna carycy Katarzyny II i przyszłego cara Pawła I (1754-1801), który zmierzał do Berlina. Tam spotkał się z księżną Sophie Marie Dorothea Augusta Luisa von Württemberg (1759-1828), która przybyła z rodzinnego Szczecina, aby poznać swego przyszłego męża. Spotkanie było udane dla obu stron i już 10 sierpnia wielki orszak wracał przez Maszewo do Petersburga, gdzie księżna zmieniła wyznanie z luterańskiego na ortodoksyjne, wyszła za mąż za księcia Pawła i stała się wielką księżną Rosji Marią Fiodorowną. Jak znakomitą oprawę miała ta podróż niech świadczy poniższy obraz, przedstawiający uroczysty wjazd pary książęcej do Stargardu, w przeddzień ich przejazdu przez Maszewo (reprodukcja w Muzeum w Stargardzie).


W maju 1798 przejeżdża przez Maszewo od kilku miesiecy nowy król Prus Fryderk Wilhelm III (1770-1840) wraz z małżonką (wielce szanowaną w Niemczech postacią historyczną), księżną Luisą von Mecklenburg-Strelitz (1776-1810), którzy udawali się w podróż do Królewca i Kłajpedy (wówczas Memel), gdzie spotkali się z carem Rosji Aleksandrem I. Ten bedzie ich rewizytował w okresie 25.10-4.11.1805 roku, przejeżdżając przez Maszewo. Historia pokaże, że para królewska zmuszona będzie ponownie przebyć tą trasę, tym razem w połowie października 1806 roku, w popłochu opuszczając Berlin i wraz z pięciorgiem dziećmi (w tym Charlotta, przyszła żona cara Rosji Mikolaja I) uciekać przed zbliżającymi się wojskami Napoleona. Król i rzad pruski na wygnaniu w Kłajpedzie powrócą przez Maszewo do Berlina 23 grudnia 1809 roku.

I tak, na zakończenie, przychodzi nam wspomnieć o ciemniejszych stronach wielkich wydarzeń historycznych XVIII i początku XIX wieku, których świadkiem byli współcześni im mieszkańcy Maszewa, a pozostają nim dzisiaj maszewskie stare trakty i ulice. W tamtym okresie miasto i region dotknęły dwie wielkie wojny: wojna siedmioletnia, która w tej części Pomorza trwała "tylko" pięć lat (1758-1763) oraz wojny napoleońskie (1806-1813). Przetaczające się po pomorskich drogach działania wojenne powodowały nie tylko śmierć tysięcy osób ludności cywilnej, zniszczenia domostw i dóbr kultury materialnej, ale wywoływały swymi skutami już w latach pokoju klęski głodu i epidemii, czyniące Pomorze jednym z najbardziej wyludnionych regionów Niemiec. W tym przypadku Maszewo miało nieszczęście leżeć na najważniejszym strategicznie na Pomorzu szlaku, prowadzącym z Kołobrzegu do Berlina. W obydwu tych wojnach Kołobrzeg, z uwagi na możliwość dostawy wojska i zaopatrzenia przez jego port, stanowił główny punkt ataków wojsk nieprzyjacielskich. Maszewo było więc w tych wojnach na trasie stałych przemarszów wojsk i często toczonych bitew.

Wojna siedmioletnia na Pomorzu rozpoczęła się od wielkiej bitwy armii pruskiej i rosyjskiej w dniu 25.08.1758 pod Sarbinowem (Zorndorf), koło Dębna Lubuskiego. Chociaż żadna ze stron nie odniosła w niej zwycięstwa, to jednak wojska rosyjskie były na tyle wykrwawione, że po dojściu do Stargardu i okupowaniu go w okresie 25.09-16.10.1758, mimo słabego oporu równie wycieńczonej armii pruskiej, zrezygnowały z dalszego marszu w celu zdobycia Kołobrzegu i wycofały się przez Recz do Wielkopolski na przezimowanie. Maszewo w tym roku nie ucierpialo więc od wojny. Rosjanie ponowili atak na Kołobrzeg w 1759 roku, bezskuteczny; w 1760 roku, również bezskuteczny i dopiero trzecie oblężenie miasta w 1761 roku zakończyło się jego zniszczeniem i zdobyciem. W ciągu tych trzech lat Maszewo przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk, kiedy to ściągane z Meklemburgii i Sląska wojska pruskie toczyły z Rosjanami potyczki i bitwy wzdłuż drogi między Stargardem i Kołobrzegiem, usiłując przerwać pierścień blokady. I tak Maszewo zdobyte jest przez Rosjan (gen. Palmbach) po raz pierwszy 28.09.1759, odbite przez wojska pruskie gen. Platena 24.10.1759. W lipcu 1760 przez Maszewo ponownie przechodzą wojska rosyjskie (gen. Tottleben), a 15.09.1760 wojska pruskie gen. Wernera. W dniu 20.05.1761 pruskie wojska księcia von Württemberga usiłują przeprowadzić ze Szczecina do Kołobrzegu około trzysta wozow z zaopatrzeniem, ale tracą je w tym dniu w okolicach Maszewa w starciu z rosyjską huzarią i kozakami gen. Berga. Warto dodać, że pod gen. Bergiem służył wtedy początkujacy dowódca Aleksander Suworow, który okaże się później najlepszym dowódcą w historii Rosji. Przybyłe z Głogowa wojska pruskie gen. Thaddena skutecznie przedzierają sie w dniu 23.05.1761 przez Maszewo i docierają pod Kołobrzeg. Rosjanie pod dowództwem gen. Fermora próbują zdobyć kontrolę nad trasą przemarszu wojsk pruskich, wypierając w dniu 18.10.1761 wojska gen. Platena spod Nowogardu aż na południe od Maszewa (zapewne w okolice miedzy Darżem i Przemoczem), te zmuszone są schronić się w Szczecinie, który w tej wojnie nie był zdobyty. Niemcy zdołają jeszcze przeprowadzić przez Maszewo w dniu 13.11.1761 idącą spod Wrocławia dywizję gen. Schenkendorfa oraz dywizję gen. Platena, ale mimo zgromadzenia pod Kołobrzegiem około 15 tysięcy żołnierzy, nie udaje im się przerwać blokady.


W dniu 13.12.1761 książę Eugen von Württemberg decyduje się na odwrót wojsk pruskich. Trzy dni później Kołobrzeg poddaje się. Przez Maszewo przetaczają się wycieńczone z głodu i zimna wojska pruskie. Przywołajmy krótko scenerię tamtych wydarzeń: "... Mróz stał się tak przenikliwy, że w ostatnich dwóch nocach zamarzło ponad dwustu żołnierzy, nie licząc rannych, których musiano po drodze zostawiać. W ostatnich 48 godzinach z mrozu i ran wyzionęło ducha ponad 1100 ludzi." ("Geschichte des Königlich-Preussischen Ersten Infanterie-Regiments", Berlin 1855). Powyższy obraz, opublikowany na stronach Wikipedii, autorstwa niemiecko-rosyjskiego malarza scen batalistycznych Aleksandra Kotzebue (1815-1899), przedstawia zakończenie oblężenia i upadek Kołobrzegu w 1761 roku.

Punktem zwrotnym w wojnie siedmioletniej, która uznawana jest przez historykow jako pierwsza w historii wojna o wymiarze światowym, było wydarzenie z dnia 16.03.1762, mające miejsce w Stargardzie, gdzie książę Michał Wołkowski ze strony Rosji oraz książę August Wilhelm von Braunschweig ze strony Prus, podpisali rozejm, od którego rozpoczął się proces wygaszania tego wielkiego konfliktu w Europie i na innych kontynentach.

sobota, 1 maja 2010

O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa


Na początek wypada zauważyć, że cała historia Pomorza przeplata się na styku kultury germańskiej i słowiańskiej. Jeżeli podejmujemy rozważania na temat, co jest na Pomorzu słowiańskiego, a co germańskiego pochodzenia to nie po to, aby manipulować historią i usiłować udowadniać wyższość lub rację jednej wobec drugiej, ale przeciwnie - aby zwrócić uwagę na pewną obiektywność zdarzeń historycznych, których nie można kwalifikować w kategoriach czarno-białych, na przykład zły Niemiec, dobry Polak; zły poganin, dobry chrześcijanin, zły Pomorzanin, dobry Polanin, niedobry Massow, dobre Maszewo. I odwrotnie. Nie można także gniewać się na historię, ale można i trzeba próbować ją zrozumieć. W naszych stosunkach polsko-niemieckich nie operujmy więc narzucanymi nam niekiedy przez propagandzistów, ideologów i politykierow schematami, ale zdajmy się na własny rozum i sumienie. Po to, aby historia nas czegoś nauczyła.

Przyjrzyjmy się bliżej źródłom historycznym o możliwym pochodzeniu rycerzy władających grodem i zamkiem na Górze Zamkowej, od których imienia powstała później nazwa miasta Massow, a współcześnie Maszewo. Niech punktem wyjścia będzie następująca opinia prof. E. Rymara, zawarta w publikacji "Maszewo i okolice na przestrzeni wieków". Zacytujmy ją: "Wiadomo jednak, że od początku XIV w. na terenie prawdopodobnie starego grodu był zamek rycerzy von Massow, z tym że nie słowiańskiego, a rodzimego pochodzenia."

Opinia zaskakująca, bowiem chyba żaden poważny historyk dotychczas nie zakwestionował, że Pomorzanie byli takimi samymi Słowianami, jak Polanie, Łużyczanie czy Połabianie. Chyba, że uważa on, że na początku XIV wieku już nie Pomorzanie, ale osiedlający się od kilkudziesięciu zaledwie lat niemieccy kolonizatorzy stali się "rodzimymi". Skąd więc to przeciwstawienie u prof. Rymara? Czy tylko przejęzyczenie? Jeżeli tak, to tych potknięć w jego artykule "Maszewo pomorskie w czasach Massowów ze szczególnym uwzględnieniem osadnictwa na podzamczu w XIII-XIV wieku" jest więcej. Wskażmy na dwa dalsze.

Autor uznaje, że "Legendę o zamku słowiańskiego rycerza - rabusia, pana "z Maszewa" (von Massow), który rabował kupców ... zaliczyć należy do ludowych bajek". Nie wiadomo, na jakich podstawach profesor tak jednoznacznie wyklucza możliwość zaistnienia takiego faktu, skoro są przesłanki, które nie pozwalają wyeliminować ewentualnego ziarna prawdy w tych starych, pomorskich podaniach ludowych. Podam dwa tego powody.

Pierwszy, to doskonałe strategicznie położenie Góry Zamkowej względem wczesnośredniowiecznego układu głównych szlaków handlowych na Pomorzu, odtworzonych na poniższej mapie.

Dosłownie u stóp maszewskiego zamku krzyżowały się dwa najważniejsze trakty pomorskie: jeden prowadzacy od Słowian łużyckich i połabskich przez Szczecin do Kołobrzegu (szlak solny), oraz drugi, prowadzacy od Czechów i Polan przez Santok do Wolina (droga handlowa Skandynawów z południem Europy). Potwierdzeniem aktywności tych szlaków są znaleziska archeologiczne, jak na przykład to z Łęczycy z 1932 roku, zawierające między innymi ponad 130 monet niemieckich, czeskich i arabskich z okresu wczesnego średniowiecza, czy też denary rzymskie znalezione w Krzywnicy. Jadąc od strony Szczecina lub Pyrzyc do Wolina lub Kołobrzegu i trzymając sie ubitego i oznaczonego traktu nie sposob było ominąć przejazdu pod samą Górą Zamkową. Każda inna trasa była nie tylko nadłożeniem drogi, ale zmuszała do jej przebycia albo na zachód od Maszewa, przez Puszczę Goleniowską i przez mokradła w rozlewiskach Iny (w tamtych czasach znacznie bardziej rozległych niż obecnie), albo na wschód od tego grodu, przez tereny pofałdowane wzgórzami morenowymi i poprzecinane jeziorami rynnowymi.

Drugim faktem, który każe zastanowić się nad jego przyczynami, jest trasa misji chrystianizacyjnej na Pomorzu Ottona z Bambergu z 1124 roku, która ominęła drogę przez Maszewo. Otton przybył na Pomorze z Gniezna, w eskorcie wojska polskiego, prowadzacej go od Ujścia nad Notecią do Stargardu, gdzie przywitał go książę pomorski Warcisław I. Pomimo jego sukcesu w Pyrzycach, kiedy siedem tysięcy Pomorzan poddało się chrzestowi, między innymi dzięki, jak to określa biskup szczecinsko-kamienski na swojej stronie internetowej "jednym ze środków umiejętnie stosowanych przez Ottona byly okazałe wystąpienia, które na prostaczków działały niekiedy w sposób bardzo skuteczny", misja przyjmowana była na początku nieufnie lub wrogo. Kilkudziesięcioosobowy orszak Ottona w drodze ze Stargardu do Kamienia przeprowadzono wśród gęstwiny lasów i mokradeł wzdłuż wschodniego brzegu Iny, w kierunku Goleniowa, a następnie do Nowogardu, z pominięciem głównego szlaku prowadzącego przez Maszewo. Nie można wykluczyć, że zdecydowano się na te dodatkowe trudy podróży przez niezaludniony teren z uwagi na możliwy niechętny stosunek do misji przez rycerzy grodu maszewskiego.

Pisząc o kolejnych pokoleniach rodu rycerzy von Massow prof. E. Rymar podaje w jednym miejscu, że "Ludolf Młodszy obiecał zarazem ... nigdy nie mieć roszczeń do należnych do swego bezpotomnego brata rycerza Konrada (II) ...", aby dalej stwierdzić, że "Konrad (II) ... posiadł "Swiecko" ...; a jego potomkowie potem Barcino ...". Nieścisłości występujace w artykule prof. E. Rymara wskazują na jego publicystyczny raczej, niż naukowy charakter. Niesłowiańskie jakoby, zdaniem prof. Rymara, pochodzenie rycerzy z zamku maszewskiego jest uznawane również przez współczesnych potomków von Massowów, zdaniem których przodkowie rycerza Konrada von Massow pochodzili z Dolnej Saksonii. Gdyby tak było, oznaczałoby to że nie nazwisko rodu pochodzi od nazwy zamku, ale odwrotnie - nazwa zamku, grodu i późniejszego miasta pochodzi od rodu rycerzy pochodzenia niemieckiego.

Góra Zamkowa od strony średniowiecznego traktu goleniowskiego


Zastanówmy się, na ile niemieckie pochodzenie nazwiska Massow jest prawdopodobne. Jeżeli uznamy, że istnieją źrodła historyczne wzmiankujące zamek w Maszewie z 1091 roku to czy możliwe jest, aby rycerz saksonski mógł "wyemigrować" na własną rękę przed conajmniej pół wieku przed misją biskupa Ottona z Bambergu, od której, a właściwie dopiero pół wieku później, rozpoczęła się germanizacja Pomorza? W jaki sposób dolno-saksonski rycerz mógłby wejść w posiadanie słowiańskiego zamku w XI wieku? W jaki sposób mógłby on dotrzeć do Maszewa zza Łaby, poprzez tereny zajmowane wówczas jeszcze przez słowiańskie plemiona Połabian i Obodrytów, w okresie częstych wtedy wojen w Sasami? Pamiętajmy, że właścicielem zamku mogła być osoba o wysokiej pozycji i autorytecie wśród lokalnej społeczności, bowiem od jej pracy i współpracy zależała zdolność obronna zamku i dobrobyt jego właściciela. Pozycje taką panowie na zamku budowali przez pokolenia, chyba że dostawali go od księcia za swe zasługi. Czy rycerze saksońscy mogli przejąć zamek maszewski w którykolwiek z powyższych sposobów? Gdyby nawet chcieli i mogli kupić zamek, to jako "obcy", bez znajomosci lokalnego języka i zwyczajów, czy mogliby być uznani przez mieszkańców pobliskiego grodu za swoich "panów na zamku"? Zauważmy zresztą, że w początkowej fazie kolonizatorzy z zasady nie "mieszali się" ze starymi grodami słowiańskimi, ale budowali często w ich pobliżu swoje wsie i miasta, nadając im własne niemieckie nazwy.

Germanizacja, czyli przejmowanie przez miejscową ludność niemieckiej kultury, języka i organizacji społecznej, rozpoczeła się na ziemi maszewskiej od objęcia jej we władanie przez biskupstwo w Kamieniu w 1248 roku. Wcześniej, w 1176 roku przeniesiono siedzibę biskupstwa z Wolina do Kamienia. W 1217 roku papież Honoriusz III zatwierdził wszystkie przywileje tego biskupstwa, w tym prawo do dziesięciny, a biskupów kamieńskich mianował odtąd jako niezależnych książąt (princeps regni) Swiętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Biskup Hermann von Gleichen wprowadził na terytorium biskupstwa planowe zasiedlenie przez niemieckich imigrantów. To z jego inicjatywy i na jego zaproszenie przybył z Brunszwiku na Pomorze jego siostrzeniec Otto von Eberstein, któremu oddał w lenno ziemię nowogardzką, golczewską i maszewską. Czy "wyrugowani z Maszewa jako lennicy biskupa", jak to określa prof. E. Rymar, rycerze von Massow nie zostali ostatecznie zmuszeni do sprzedania zamku, a może już tylko pozostałości po nim ("antiquum castrum") w 1344 roku, z powodu ich nie-germanskiego pochodzenia?

Pierwsza odnotowana, albo raczej dotąd zachowana w źródłach historycznych, niemiecka nazwa miejsca na Pomorzu, jak podaje m. in. August von Haxthausen w książce "Die ländliche Verfassung in den einzelnen Provinzen der preussischen Monarchie" (Königsberg 1839), pochodzi dopiero z 1220 roku, z okolic Pyrzyc. Natomiast po raz pierwszy, o ile mi wiadomo, nazwisko Konrada von Massow pojawia się w akcie wydanym przez księcia Barnima I w 1253 roku ("... Testes huius donationis et appropriationis sunt. Venerabilis pater dominus Hermanus, Caminensis episcopus, Heinricus, archidiaconus Stetinensis, item Conradus de Massow ..." ("CODEX POMERANIAE", Greifswald 1843, str. 965), a zatem kilka lat wcześniej niż podaje to prof. E. Rymar. Będąc już wtedy dorosłym człowiekiem Konrad z Maszewa musiał odziedziczyć nazwisko za nazwą zamku powstałą przed rozpoczęciem kolonizacji niemieckiej.

Wydaje się więc, że dostępne źródła historyczne wskazują raczej, że rycerze von Massow byli słowiańskiego pochodzenia. Dyskutować natomiast można, z jakiego pomorskiego imienia wywodzi się słowo Massow, Massowe lub Massau - jako najczęściej spotykane w starym języku niemieckim określenia dla miasta Maszewa na Pomorzu. Pamiętajmy, że dokumenty pisane pojawiły się na Pomorzu (nie licząc wcześniejszego sprzed kilku wieków pisma runicznego) wraz z przybyciem zakonnikow niemieckich, którzy zapisywali imiona i nazwy miejscowe tak jak je słyszeli z ust tubylców, zgodnie z logiką języka niemieckiego, a nie pomorskiego czy polskiego (czy mogliby na przykład poprawnie napisać w swoim języku przysłowiowy Szczebrzeszyn?).

Ewa Rzetelska-Feleszko, niedawno zmarła, uznana w świecie naukowym profesor slawistyki, wyraziła pogląd, że nazwa Maszewo pochodzi od imienia Masz, Maszo, zdrobniałych form od Małomira, Marcina lub Mateusza. Należy zauważyć, że jako nazwa geograficzna Maszewo występuje w kilku miejscach w Polsce, o bardzo zróżnicowanej historii ich powstania, ale także na Ukrainie, w Rosji i w Chorwacji. Można zgodzić się, że niektóre z tych miejsc wywodzą swoją nazwę z imion, które sugeruje autorka. Moim zdaniem, jej opinia nie dotyczy jednak "naszego" Maszewa. Spróbuje to krótko uzasadnić. Starosłowiańskie imie Małomir, oznaczające osobę pokojową, dobrą, spokojną wydaje się mało prawdopodobne, jako odzwierciedlające możliwe cechy rycerzy zamku, położonego przy głównym trakcie pomorskim, będacego przedmiotem wielu napaści, który nie przetrwał czasów średniowiecza. Imiona Marcin i Mateusz są natomiast pochodzenia odpowiednio łacińskiego i hebrajskiego. Mogły się więc one pojawić na Pomorzu dopiero wraz z wprowadzeniem i utrwaleniem chrześcijaństwa, a więc nie wcześniej niż w XIV wieku. Imiona te zatem nie istniały na Pomorzu w okresie pogańskim, w którym powstał zamek w Maszewie.

Wydaje mi się, że nazwa Maszewa może pochodzić od imienia Masław, jak je pisał Gall Anonim, albo Maslau, jak pisał je Wincenty Kadłubek. Jest ono jednym z najstarszych słowiańskich imion, które w zachowanych źródłach historycznych wystąpiło po raz pierwszy w roku 1040. Oznacza ono kogoś, kto miota sławę. Masław - imię to nosił między innymi mazowiecki możnowładca, zmarły w 1047 roku, znany z jego walk jakie toczył przeciwko Polanom, z pomocą Pomorzan i Prusów, o niezależność Mazowsza. Jan Długosz od Masława wywodził nazwę Mazowsza, które wcześniej pisane było tylko po łacinie jako Masovia. Także od strony fonetycznej imię Masław jest bliskie Massow czy Massau. I tak jak w starej polszczyźnie, gdy pytano się o własność: "czyje to?", odpowiadano "ojcowe", tak zamek i tereny rycerzy maszewskich być może nazywano Masławe, a może po pomorsku brzmiało to Masłowe, co kronikarze niemieccy zapisali jako jako Massowe.

piątek, 26 marca 2010

Maszewo Anno Domini 1091


Dwa lata temu Maszewo świętowało 730-lecie nadania praw miejskich. Z tej okazji władze miasta wydały, przy wsparciu merytorycznym Uniwersytetu Szczecińskiego i Polskiego Towarzystwa Historycznego publikację "Maszewo i okolice na przestrzeni wiekow". Nie jest to jeszcze w pełnym tego słowa znaczeniu historia Maszewa, ale są tam ciekawe artykuły przyczynkarskie o wybranych aspektach dziejów tej ziemi, warte dalszych badań naukowych. Interesujący jest zwłaszcza opis granic Ziemi Maszewskiej, zawarty w dokumencie z 1269 roku, który przytacza prof. Edward Rymar. Wskazuje on na istnienie już na tym terenie układu dróg, brodów i mostów łączących okoliczne grody. Pełny tekst tego dokumentu zawarty jest w "Codex Pomeraniae" z 1768 roku.


Zastanówmy się przez chwilę nad "wyborem" daty powstania Maszewa. Przyjmuje się popularnie, że metryką narodzin miasta jest dokument lokacyjny, nadający ramy prawne funkcjonowania miasta. W przypadku Maszewa jest to data 27 kwietnia 1278 roku, kiedy to biskup pomorski Hermann von Gleichen wydał akt lokacji miasta na prawie magdeburskim. Zauważmy, że akt taki może dotyczyć miejsca "w szczerym polu", gdzie dopiero ma powstać miasto, albo może być wydany dla miasta, osady lub grodu już istniejącego, tak jak w przypadku Maszewa. Prawo magdeburskie (i jego odmiana prawo lubeckie) było od XIII aż po XVII wiek popularną "miejską konstytucją", przyjętą przez ponad 100 miast, nie tylko w Niemczech i na Pomorzu, ale w Polsce, Prusach (Mazury, Warmia i Sambia), w Czechach, na Morawach, Litwie i Ukrainie. Prawa te, czyli według niektórych "metrykę urodzenia", otrzymały m.in. kolejno: Szczecin 1243, Stargard 1243, Poznań 1253, Kołobrzeg 1255, Kraków 1257, Gdańsk 1262, Warszawa 1334, Lwów 1356, Wilno 1387, Kijów 1494, Stanisławów 1662. Z powodu późnej metryki do dziś trwają w Krakowie spory, kiedy obchodzić rocznicę powstania miasta. Musiało ono rozwijać się na długo przed 1257 rokiem, bo przecież wszyscy wiemy, że "nie od razu Kraków zbudowano".

Widzimy wiec, ze metryka miejska może być o dwa, trzy wieki młodsza niż faktyczny początek wielkich grodów, takich jak Poznań i Kraków. Jest ona też młodsza w odniesieniu do Maszewa. Gród wraz z osadą istniały tutaj już w X wieku. Potwierdzające to źródła archeologiczne nie są jednak (a nie mogą być inne) na tyle dokładne, aby przyjąć z nich konkretny rok narodzin Maszewa. Wiele, może większość, miast w Europie obchodzi swoje urodziny nie w oparciu o rok nadania praw miejskich (bo często nie ma takiego dokumentu), ale od roku, którego dotyczy pierwsza wzmianka w źródłach pisanych. Wydaje się to bardziej uzasadnione, bowiem we wczesno-średniowiecznej Europie nawet największe skupiska ludności w formie grodów i osad byłyby w dzisiejszych warunkach tylko dużymi wsiami. Jeżeli więc ich nazwy trafiały na strony kronikarzy, to było to potwierdzeniem identyfikacji miejsca już wówczas dobrze znanego.

W przypadku Maszewa za pierwszy dokument pisany, w którym wymieniona jest nazwa miasta, uznany jest ten powstały w siedzibie biskupstwa w Kamieniu w dniu 29 stycznia 1233 roku, który wymienia plebana Bertrama z Maszewa. Jezeli była więc wówczas parafia w Maszewie, to zapewne musiała być już tutaj dostatecznie duża osada, uzasadniająca utworzenie parafii. To wlaśnie ta data była obchodzona przez wieki, do czasów zakończenia II wojny światowej, jako rocznica narodzin Maszewa. Poniższe fotografie przedstawiają sceny z wielkich obchodów 700-lecia miasta w 1932 roku (źródło: Archiv Heimatbund Massow):


Na górnym zdjęciu honory Bractwa Kurkowego Massow 1401 (rok założenia) przyjmuje na rynku feldmarszałek August von Mackensen. Ten emerytowany generał mieszkał w Szczecinie. Podobnie Berlin przyjmuje za rok swojego powstania pierwszą wzmiankę z 1237 roku, kiedy pojawiło się imię księdza Szymona z parafii kościoła Sw. Piotra, znajdującego się obecnie w starym centrum Berlina.

A teraz czas wyjaśnić prowokacyjny tutuł tego artykułu: Maszewo Anno Domini 1091. Chciałbym poinformować Czytelników, że bardzo prawdopodobne jest istnienie źródła pisanego, które odnosi się do Maszewa z roku 1091! Na nim musiał się zapewne oprzeć Leonard Chodźko, opisując obecność w tamtym roku wojsk polskich na Pomorzu, w pierwszym tomie książki "La Pologne historique littéraire monumentale et pittoresque", wydanej w Paryżu w 1836 roku.

Oto interesujacy nas fragment: "... Władysław Herman, widząc coraz bardziej rosnące siły wroga chciał się wycofać, kiedy to znienacka zaatakowały go dwie armie (Pomorzan i Prusow - mój przypis). Zmuszony do podjęcia walki uczynił to z niechęcią. Było to 15 sierpnia 1091 roku, w święto Wniebowzięcia Marii Panny. Chciał on ten dzień uświęcić modlitwą i odpoczynkiem. Armia polska, która nie podzielała ducha bierności króla, odniosła całkowite zwycięstwo. Wróg opuścił plac boju i ratował się ucieczką. To wspaniałe zwycięstwo było dziełem Sieciecha, wojewody krakowskiego i wielkiego generała armii polskiej. Wiele zamków zostało zrównanych z ziemią, a inne, jak Pirycz (Pyrzyce), Starygród (Stargard), Białygród (Białogard), Kamin (Kamień), Massow (Maszewo) etc. zostały obsadzone polskimi garnizonami, przechodząc pod władanie Sieciecha" (str. 155).

Cytowany wyżej fragment jest zbliżony do opisania tej historii przez Galla Anonima (Martin Gallus) w jego Kronice (łac. "Chronicon Polonorum"), powstałej około roku 1116 roku, a więc w okresie nieodległym od tych wydarzeń. Pisze on: "Władysław książę Polski, przez małżeństwo krewny Cesarza Rzymskiego, pokonał Pomorzan z pomocą swoich obległszy ich w zamku hardość ich nogami w dzień w Niebowzięcia Matki Boskiey przytarł, miasta i miasteczka ... siłą opanował ... I ażeby niedotrzymujących wierności poganom odjąć wszystkie sposoby do rokoszu, rozkazał wszystkie ich twierdze w środku kraju, pewnego dnia i godziny wyznaczoney popalić". ("Igitur Polonorum dux Wladislauus, Romanorum imperatori maritali connubio conunitus, de Pomoranis succerrentibus suis, castrum eorum obsidendo triumphavit, eorumque contumaciam suis sub pedibus conculcando annulavit, einsque victorie gaudium dei genitricis assumpcio generavit. Quibus victis, civitates eorum et municipia ... violenter occupavit, ... Et quia perfidie paganorum omnino volouit insurgendi fiduciam amputare, suosmet prelatos iussit, nominato die, in hora constituta, omnes in meditullio terre municiones concremare").

Gall Anonim nie wymienia jednakże nazw zamków, jak to czyni L. Chodźko. Skąd więc się wzięły te nazwy, czy są one wiarygodne? Leonard Chodźko był historykiem, geografem i kartografem, który współpracował z uznanym wówczas w Europie geografem duńskim Conradem Malte-Brun, z którym m.in. wspólnie wydał w 1807 roku książkę "Tableau de la Pologne ancienne et moderne". L. Chodźko opracował i wydał w 1850 roku poniższą mapę Polski:


Leonard Chodźko był nie tylko autorytetem naukowym, ale i politycznym. Jego zaangażowanie w sprawy odzyskania przez Polskę niepodległości wspierał duchem sam Victor Hugo, który napisał mu w liście słowa "Gdzie pulsuje serce Polski, tam i bije serce Francji", często później cytowane przez wielu polityków.

Jednakże nie tylko te fakty z życia L. Chodźki przemawiają za solidnością i wiarygodnością jego warsztatu naukowego. Był on także archiwistą z zawodu, co wykorzystał pracując w Bibliotece Sainte-Geneviève w Paryżu. Biblioteka ta powstała w sławnym klasztorze pod tym samym wezwaniem, którego początki sięgają VI wieku. Sama biblioteka słynie jednak głównie z być może największych poza samą Skandynawią zbiorów historycznych rękopisów i druków tej części Europy, włączając w to północne Niemcy, a zatem i Pomorze. To moim zdaniem jest miejsce, gdzie L. Chodźko mógł dotrzeć do źródeł, które do dzisiaj nie są znane w Polsce, a dzięki którym mogł uzupełnić kronikę Galla Anonima o szczegóły dotyczące między innymi Maszewa. Z dzieła Galla Anonima wynika, że garnizony polskie zajmowały zamki pomorskie do wiosny kolejnego, 1092 roku, kiedy to Sieciech rozkazał je spalić, "co stało się faktem" ("quod ita factum est".).

Jest jeszcze jeden dowód potwierdzający prawdopodobieństwo faktu zajęcia, a nastepnie spalenia zamku maszewskiego przez wojska polskie. Są nimi fragmenty naczyń wydobytych w 1968 roku m.in. z około 30-centymetrowej warstwy spalonej ziemi w okolicach Góry Zamkowej, znajdujące się w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Część z nich została przez archeologów oceniona jako pochodząca z IX-XII wieku, a więc prawdopodobne spalenie zamku w 1092 roku mieściłoby się w tym przedziale czasowym. Szkoda, że znalezisko to, w liczbie ponad 200 fragmentów naczyń, nie zostało opisane w artykule "Z najstarszych dziejów ziemi maszewskiej", zawartym w cytowanej na wstępie publikacji. O szczegółach tego odkrycia napiszę przy innej okazji.

Pozostaje mi zachęcić współczesnych historyków zajmujących się badaniem przeszłości Pomorza do podążenia śladami wielkiego naukowca Leonarda Chodźki i sięgnięcia do zbiorów Biblioteki Sw. Genowefy w Paryżu. Moglibyśmy się wtedy zapewne dowiedzieć więcej, niż wiemy z dotychczasowych, dobrze przebadanych źródeł polskich i niemieckich. Być może byłoby możliwe i wskazane cofnąć datę obchodów powstania Maszewa z polskiej rocznicy 1278 roku i niemieckiej z 1232 roku do nieznanej do tej pory i nie zweryfikowanej po obu stronach Odry daty z 1091 roku.

sobota, 20 lutego 2010

Pomeranos - spadkobiercy kultury pomorskiej


Wielu współczesnym mieszkańcom Pomorza mogłoby wydawać się że kultura pomorska, czyli historyczny język, folklor i tradycje tego regionu, przestała dawno istnieć. Jedni powiedzieliby, że od początku XV wieku, kiedy zanikła tutaj mowa słowiańska, inni że kultura pomorska odeszła w przeszłość wraz z wysiedleniem w 1945 roku i rozproszeniem jego dawnych mieszkańców. Większość zapewne przypuszcza, że żywej kultury pomorskiej już nie ma. Otóż nie! Zyje ona wsrod największego na świecie skupiska potomkow Pomorzan w odległej Brazylii. Niech wstępem do tego postu będzie krakowiak zatańczony przez brazylijskich Pomeranos:

video

Pomeranos to obecnie ponad dwustutysięczna społeczność Pomorzan, która osiedliła się w XIX wieku w trzech południowych stanach Brazylii: Espirito Santo, Rio Grande do Sul i Santa Catarina.

Były to czasy wielkich emigracji z najbiedniejszych regionów Europy, głównie z Irlandii, Pomorza i w Galicji, do "ziemi obiecanej" w innych częściach świata. Pomorzanie zostali zmuszeni do emigracji nie tylko z powodu biedy, ale w wyniku drastycznej społecznie polityki, najpierw króla Prus Fryderyka Wilhelma III, a później Bismarcka. Ten pierwszy zakazał modlitw publicznych, (czyli w kościołach), a później nawet w domach prywatnych, w religii luterańskiej, dominujacej na Pomorzu. Ten drugi, "żelazny kanclerz", mający za żonę Joannę z Puttkamerów, z pomorskiego rodu o słowiańskich korzeniach, którą bardzo cenił, z jednej strony doprowadził do politycznego zjednoczenia Niemiec i wielkiego postępu gospodarczego kraju, z drugiej strony niszczył wszelkie ślady mniejszości narodowych i obcych kultur.

Do USA i Australii najczęściej wyjeżdżali z Pomorza rzemieślnicy i robotnicy miejscy, nieco lepiej sytuowani od beznadziejnie biednych mieszkańcow pomorskich wsi i majatkow ziemskich. Z Maszewa i z najbliższych okolic wyemigrowalo wówczas do USA kilkaset osob. Wiekszość z nich osiedliła się w stanie Wisconsin, gdzie w ciagu półtora wieku całkowicie zasymilowała się w społeczeństwie amerykańskim, a także w zasadzie utraciła poczucie odrębnosci kultury pomorskiej od niemieckiej.

Najbiedniejsi Pomorzanie, nie posiadający ani ziemi, ani domu, mieszkający "kątem" w junkerskich majątkach w zamian za świadczoną tam pracę, między innymi ci z byłego powiatu Nowogard, emigrowali do Brazylii, której rzad oferował im darmowy przejazd statkiem, darmową ziemię (lasy do wykarczowania) i pożyczkę w formie zwierząt gospodarskich i ziarna. Przybyli praktycznie bez żadnego dobytku i pieniędzy, osiedleni w głębii brazylijskiej puszczy, z dala od innych społeczności i dróg, Pomorzanie zaczeli budować swoją małą ojczyznę. Izolacja od świata wzmocniła ich wzajemne więzi i wolę przetrwania. Powstawały pierwsze chaty w stylu pomorskim. Zbudowali pierwszy kościół ryglowy, bez żadnej cegły. W internecie jest wiele blogów redagowanych przez brazylijskich Pomeranos, którzy piszą o własnej historii i kulturze. Oto jedno ze zdjęć, archiwum : Ursula Topper Dettmann:

Współczesny język pomorski, tak zwany Pommersche Platt, jest dialektem języka dolno-niemieckiego (Plattdüütsch), który uksztaltował się pod pewnym wpływem języka holenderskiego. Nie wiem, czy zachowały się w języku mówionym przez Pomeranos jakiekolwiek ślady języka słowiańskiego, czyli dawnego pomorskiego. Zdaniem historyków i językoznawców język pomorskich słowian mogł być zbliżony do języka słowian połabskich. W książce "The Biblical Repository" (Tom 4, 1834) Edward Robinson pisze, że ostatnia msza odprawiona w języku słowian połabskich miała miejsce w Wustrow, zwanym też Wendland (40 km na zachód od Wittenberge nad Łabą), w 1751 roku. Do dziś jest w Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, jak pisze Oswald Jannermann w pracy "Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland" (2009). Są to zwykle nazwy zakończone na -itz, -enz, -ik, -in oraz -ow, na przykład Berlin, Lipsk (Leipzig, kiedyś Leipzik). Interesującym jest, że w pewnych grupach języków słowiańskich występują samogłoski nosowe (w polskim, w dawnym połabskim i pomorskim), a w innych w ogóle nie (w rosyjskim, łużyckim). Na przykład polska łąka, połabska lonka albo lanka, ale rosyjska łuka i łużycka luk albo luckau.

W 2005 roku w pięciu miastach stanu Espirito Santo, do szkół podstawowych, do których uczęszczają dzieci Pomeranos, wprowadzono naukę języka pomorskiego. Rok później Prof. Ismael Tressmann, etnograf, językoznawca i autorytet intelektualny brazylijskich Pomorzan, wydał słownik pomorsko-portugalski, zawierajacy około 15 tysięcy terminów.


Znakomity badacz kultury pomorskiej, nie żyjący już dziennikarz Klaus Granzow, Pomorzanin z urodzenia, w trakcie swojej wizyty u Pomeranos w 1975 roku zauważył, że nie znali oni w swoim języku słowa ciastko. Używali wspolczesnego niemieckiego slowa Kuchen. Doszedł wtedy do wniosku, że wyraz ten wypadł z użycia i został zapomniany, bo nie jedli ciastek z powodu wielkiej biedy, w jakiej trwali przez ponad trzy pokolenia od czasu przybycia do Brazylii. Jest jednak zupełnie możliwe, że nie znali tego słowa już pierwsi pomorscy imigranci, którzy jeszcze na Pomorzu od wielu pokoleń stanowili najuboższą warstwe społeczną. Wiele wskazuje na to, że to właśnie oni są potomkami Słowian pomorskich, a więc mają najstarsze pomorskie korzenie.

Na swoje słowiańskie, ale także germańskie pochodzenie brazylijscy Pomeranos powołali się w uzasadnieniu do projektu ustawy parlamentu stanowego Rio Grande do Sul, który w 2007 roku uchwalił dzień 18 stycznia, w 150 rocznicę ich przybycia do Brazylii, jako Swięto Pomorzan. W audycji w języku portugalskim w dniu 6.09.2004, poświęconej niemieckim śladom w stanie Espirito Santo Radio Deutsche Welle podało, że "Pruska prowincja Pomorze zachowała swoją szczególną tożsamość kulturalną, mimo wielu prób jej zdominowania ze strony Duńczyków, Szwedów i Niemców."

W okresie średniowiecznej kolonizacji Księstwa Pomorskiego przez Niemcow, autochtoniczni Słowianie którzy nie asymilowali się z przybyłą nową kulturą, religią i organizacją społeczną, a dotyczyło to zwykle ludzi biedniejszych, zablokowany mieli czesto dostęp do edukacji, wykonywania rzemiosła, handlu i zmuszani byli do opuszczania miast To ci najbiedniejsi Słowianie stworzyli trzon warstwy chłopskiej, która z wiekami ubożała, na rzecz rozrastających się latyfundiów należących do germanizującej się szlachty pomorskiej, do kolonizatorów niemieckich i do Kościoła.

Pomijam tutaj fakt, że proces wzrastajacego rozwarstwienia społecznego i wzrost siły politycznej szlachty w okresie feudalnym był typowym we wszystkich krajach europejskich. A także fakt, że z perspektywy historycznej Księstwo Pomorskie, w świetle zmieniających się zagrożeń utraty niepodległości ze strony Danii, Szwecji, Polski i Niemiec zmuszone było do szukania aliansow z jednym z tych państw, aby uchronić się przed innymi. Słowiańskość Polski i Pomorza okazała się zwornikiem zbyt słabym, wobec chrystianizacji wprowadzanej przez Niemców, która przyniosła ze sobą nie tylko nowy język, ale i wzmocnienie gospodarcze Księstwa. Należy pamiętać, że kiedy Polska piastowska włączyła Pomorze w swoje granice, to nie bylo to wynikiem porozumienia się z Pomorzanami, ale ich podboju. To właśnie za czasów króla polskiego Władysława Hermana, jego wojska pod dowództwem Sieciecha zniszczyły w 1092 roku zamek w Maszewie (także w Pyrzycach, Stargardzie, Białogardzie i Kamieniu). Prawdopodobnie zamek maszewski nie został już nigdy potem odbudowany.

Zauważmy, że wraz z powstaniem w XVIII wieku systemow władzy absolutnej proces osłabiania państwa przez nadmierne przywileje szlachty został zahamowany w Niemczech i w innych krajach, ale nie w Polsce. Szlachta pomorska, biorąc przykład ze szlachty polskiej, kontestowała próby ograniczenia swoich przywilejów przez kolejnych królów pruskich, dążących do reform, które miały wzmocnić gospodarkę państwa. Na sejmie w Stargardzie w 1653 roku posłowie słupscy Jakub von Puttkamer i Jan Adolf von Zitzewitz mocno zaprotestowali wobec niejasnego stanowiska elektora Brandenburgii, Fryderyka Wilhelma, prawnego sukcesora po księciu Bogusławie XIV, który unikał potwierdzenia dotychczasowych przywilejów szlachty pomorskiej. Zmuszenie w 1724 roku przez krola Fryderyka Wilhelma I do przyjęcia przez szlachtę pomorską reform z jednej strony oznaczało utratę resztek autonomii politycznej Pomorza wobec Prus, z drugiej rozpoczęło proces rozwoju gospodarczego Pomorza i wzmocnienie siły ekonomicznej i tym samym politycznej Prus. W Polsce w tym czasie postępowała dezorganizacja struktur państwowych i zapaść gospodarcza, zakończone upadkiem państwa i rozbiorami.

Kultura pomorska wyrosła zarówno z korzeni słowiańskich, jak i germańskich. Tak jak sam człowiek rozwija się w ciągu swego życia, tak i społecznosci lokalne ewoluuja w swej wielowiekowej historii. W kulturze pomorskiej zmieniał się język, zwyczaje, a nawet religia. Co pozostalo niezmienne, jak w kazdej społecznosci regionalnej, to poczucie tożsamosci z ziemią rodzinną, zamieszkałą "z dziada, pradziada", z jej przyrodą i klimatem oraz z wizerunkiem i rytmem codziennego życia i sposobem świętowania. Wspołcześni Pomeranos , mimo olbrzymich przeciwieństw losu, jakie stawały im na drodze przez ostatnie 150 lat, uratowali od zapomnienia kulture swoich przodkow. I za to można mieć dla nich wielki podziw. O tych przeciwnościach trwąjacych do dziś, i o samej kulturze napiszę przy innej okazji. Z pewnością warto!

sobota, 9 stycznia 2010

Burzliwe narodziny Europy


Połączenie Awalonii z Bałtyką i z Laurencją w okresie Syluru (440 milionow lat temu) rozpoczęło trwający dalsze 150 milionow lat proces powstawania kontynentu europejskiego. Najpierw, w ciągu następnych kilku dziesiątkow milionow lat, wzdłuż strefy zszycia (jak mawiają geologowie) tych trzech płyt kontynentalnych, pod które zostały wepchnięte dzielące je wczesniej płyty oceaniczne, tworzyły się łańcuchy górskie, czemu towarzyszyła silna działalność wulkaniczna. Obrazuje ten proces poniższy schemat. Należy pamiętać, że wchodzenie jednej płyty tektonicznej pod drugą nie tylko wywołuje skutki w bezpośredniej strefie, jak niżej widać, ale powoduje także cofanie się tej drugiej płyty, chociaż w tempie dużo wolniejszym. W takim właśnie procesie Ameryka i Europa oddalają się od siebie.

. video

W okresie od Syluru do wczesnego Permu (440-280 milionów lat temu) trwał proces przyłączania się od południa do Bałtyki kolejnych mikro-kontynentów i blokow tektonicznych, które uformowały ostatecznie dzisiejszy kształt Europy. Jej najwiekszą, a zarazem autonomiczną i pierwotną częścią tektoniczną jest tak zwany Kraton Wschodnio-Europejski (EEC), obejmujący dzisiejszą Skandynawię (byłą Bałtykę) i Niż Rosyjski. Pozostałe tereny, które dołączyły do EEC, pochodzą głównie z paleokontynentu Gondwana, z jego części będącej obecnie Afryką ale także z jego innej części, jaką obecnie jest Ameryka Południowa (wybrzeże dzisiejszej Wenezueli). Europa zawiera w sobie także część współczesnego kontynentu Północno-Amerykańskiego, jaką jest podłoże tektoniczne dzisiejszej Irlandii Północnej i Szkocji. Granice zszycia poszczególnych kawałków tektonicznych Europy nie mają nic wspólnego z obecnymi granicami państw. Większość krajów, w tym Polska, leży na kilku fragmentach tektonicznych o różnym wieku i pochodzeniu, które dzielą z innymi państwami. Po powstaniu Europy, stanowiącej wówczas część nowego super-kontynentu Pangea, świat jednak nie wyglądał jeszcze tak samo jak dziś. Wiele dzisiejszych kontynentów nadal szukało swojego miejsca na ziemi, na co wskazuje poniższa mapa:


Awalonia, "ojczysty" fundament tektoniczny Pomorza, powstała już wcześniej , około 600 milionow lat temu, w wyniku wsuwania sie płyty oceanicznej pod paleokontynent Gondwana. Inaczej jednak jak Bałtyka i Awalonia, tamten kontynent posiadał szerokie pasmo podmorskiego szelfu, pod który wchodziła płyta oceaniczna. Tak więc w pewnym oddaleniu od linii brzegowej Gondwany, na dnie morskim szelfu narodził się łuk wulkanicznego łańcucha górskiego, który po ponad stu milionach lat istnienia jako część Gondwany oderwał się od niej, aby rozpocząć samodzielny byt jako Awalonia. Nazwa pochodzi od od półwyspu znajdującego się we współczesnej Nowej Funlandii, który leży na tym samym fundamencie pierwotnych skał, co Pomorze.

W trakcie zbliżania się Awalonii do Bałtyki i wchodzenia pod te płyty dna oceanu, następowało w tych miejscach stopniowe podnoszenie się terenów aż do pełnego wynurzenia się lądu obecnego Pomorza w "chwili" połączenia się obydwu płyt. Był to okres tak zwanej orogenezy kaledońskiej. Na Pomorzu powstalo pasmo górskie biegnące równolegle do granicy zszycia z Bałtyką, czyli z północnego zachodu na południowy wschód. Przez następne 40 milionów lat następowała jego erozja. Tereny górskie Awalonii sprzyjały zwiększonym opadom deszczu i tworzeniu się systemow rzecznych, a w dalszym oddaleniu od gór, jeziornych i lagunowych. Spływajaca woda przenosiła w doliny osady zwietrzałych skał, gdzie powstawały tak zwane zbiorniki sedymentacyjne. Krajobraz Pomorza w okresie Syluru mógł wyglądać następująco:


Na styku Awalonii i Bałtyki, w wyniku działania tak zwanego prawa równowagi izostatycznej, po pierwotnym zderzeniu się tych kontynentow, w skutek zgromadzonej po obu stronach płyt energii nastapiło częściowe "odbicie" się ich od siebie, przez co skorupa ziemska pomiędzy nimi stała się cieńsza. W okresie Dewonu (400 milionow lat temu) powstawać zaczęła olbrzymia niecka, zaczynająca się od podnóża Gór Swiętokrzyskich, przez Pomorze, Niemcy, Holandię, aż po Anglię, ktorą stopniowo zajmowało morze. Przez następne 80 milionów lat basen ten wypełniany był osadami z otaczających go terenów lądowych, a także wapiennymi pozostałościami fauny morskiej. To na obrzeżach tego morza żył przed 395 millionami lat tetrapod, najstarsze na świecie czworonożne zwierzę, którego ślady odkryli naukowcy w Zachełmiu pod Kielcami.

W okresie tak zwanej orogenezy waryscyjskiej (hercyńskiej), wywołanej łączącymi się od południowej granicy Awalonii kolejnymi terenami formującymi przyszłą Europę, pomorska część Awalonii pod którą skorupa ziemska była cieńsza, stała się największym w Europie ogniskiem wulkanicznym i wylewow magmy. Europejski wulkanizm osiągnał swoje apogeum około 290 milionów lat temu, a jego epicentrum znajdowało się pomiędzy obecnymi miastami Neubrandenburg i Anklam, czyli zaledwie około 100 km od Maszewa. Wylewająca się magma, skały i pyły wyrzucane przez wulkany pokryły centralną część basenu. Zakończenie najbardziej wulkanicznej epoki w historii Europy zamknęło najbardziej burzliwy okres w formowaniu się kontynentu. Od czasów późnego Permu Europa stała się miejscem bardziej sprzyjającym życiu.

Powstały w Dewonie środkowo-europejski basen morski został ostatecznie ukształtowany po orogenezie waryscyjskiej, w wyniku której odcięty on został od oceanów i stał się zamkniętym zbiornikiem, podobnym do dzisiejszego Morza Kaspijskiego. Został nazwany Południowym Basenem Permskim, bo w okresie Permu nastąpilo jego wypełnienie osadami, spłycenie aż do wyparowania wód morskich i powstania olbrzymich pokładów soli. Jego granice nakreślone są na poniższej mapie, której autorem jest pan Mark Geluk, pracownik naukowy Holenderskiego Instytutu Geologicznych Nauk Stosowanych. Był on uprzejmy udostępnić tę informację z jego interesujacej strony internetowej. Miejsca białe to obszary wyżynne i górskie, kolorowe to rejon Basenu z liniami wyznaczającymi aktualną grubość osadów z okresu permskiego; dla terenów oznaczonych szarym kolorem brak jest dostatecznych danych.


Mapa wskazuje grubość osadów tak zwanego czerwonego spągowca, składających się głównie z piaskowców o zabarwieniu czerwonym oraz z domieszek skał często pochodzenia wulkanicznego, powstałych w wyniku erozji sąsiadujących wyżej położonych terenów. W pewnym przybliżeniu linie grubości osadów (izopachy) możemy uważać za poziomice, wskazujące na ukształtowanie powierzchni i głębokość basenu w owym czasie. Na północny wschód od najgłębszych osadów w niemieckiej części tego basenu zaznaczyłem miejsce największego w historii Europy ogniska aktywności wulkanicznej. Na płyciźnie w południowo-wschodniej części basenu zaznaczyłem miejsce znalezienia śladów tetrapoda z Zachełmia. Wraz z końcem Permu, który przyniósł za sobą masowe wymarcie większości fauny i flory na Ziemi, kończy się era Paleozoiku. Następuje Mezozoik, era ciepłego klimatu i bogatego rozwoju świata roślin i zwierząt.

środa, 23 grudnia 2009

Świętujmy …

.

niedziela, 22 listopada 2009

Ziemia Maszewska na morzach południowych


Skoro już wiemy, że nasz Michelinoceras pływał sobie gdzieś między Pomorzem a Skandynawią, to spróbujmy odtworzyć miejsce, w którym w okresie ordowiku i syluru, czyli przed około 460-420 milionami lat było płytkie, ciepłe morze, w jakim zwykle żyły te zwierzęta. A nie był to Bałtyk, skoro to jedno z najmłodszych mórz na świecie powstało zaledwie przed 12 tysięcy laty. Pomijam tutaj fakt, że w miejscu obecnego Bałtyku tworzyły się przejściowo wielkie jeziora po wcześniejszych epokach lodowcowych, ostatnio, a właściwie przedostatnio, w okresie 130-115 tysięcy lat temu.

Trzeba nam na początku uzmysłowić sobie, że skorupa ziemska przez całą swą historię jest w ciągłym ruchu. Płyty tektoniczne, na których leżą kontynenty, przemieszczają się w wyniku krążenia magmy w środku Ziemi, która przedostając się pod dno oceanów rozpycha je na boki. Obecny układ kontynentów i mórz trwa "dopiero" od 15 milionów lat i dalej powoli się zmienia. Na przykład Północna Ameryka oddala się od Europy o 2,5 cm rocznie, a skorupa ziemska pod Maszewem opada co roku o 1 mm, podczas gdy po drugiej stronie Bałtyku, w szwedzkiej Skanii podnosi się o 1,5 mm. Z punktu widzenia długości życia ludzkiego 1 mm rocznie to nie dajaca się zauważyć różnica, tak jak z perspektywy życia Ziemi 60.000 lat to bardzo niewiele. A tyle czasu trzeba aby Bałtyk doszedł do wrót Maszewa, oddalonego dzisiaj od morza o 62 km. Właściwie może to nastąpić jeszcze szybciej, gdy uwzglednić postępujące ocieplenie klimatu i podnoszenie się poziomu wód w oceanach. Być może perspektywa życia jednego pokolenia, do jakiej człowiek zbyt czesto i egoistycznie ogranicza skutki swojego działania, przeszkadza nam w uświadomieniu, że możemy wywołać przyśpieszenie ewolucji Ziemi w kierunku dla życia człowieka, albo dla życia w ogóle, niekorzystnym. A być może rację mają sceptycy, którzy uznają że siły natury są zbyt potężne aby działalność człowieka mogła mieć jakiekolwiek znaczenie i że Ziemia ewoluowała będzie bez względu na obecność na niej człowieka. Wracajmy jednak do historii Ziemi, w tym ziemi maszewskiej, do czasu i miejsca narodzin naszego głowonoga.

Popatrzmy na zaczerpniętą z angielskiej Wikipedii mapę Ziemi z okresu ordowiku, w którym Orthocerasy wyodrebniły się ze starszych głowonogów, przypuszczalnie z rodziny Baltoceratidae. Widzimy, że układ kontynentów, szelfu (jasno-niebieski kolor) i oceanów był zupełnie inny niż obecnie. W tamtym okresie lądy były nadal gołymi skałami, bez żadnych zwierząt a nawet roślin, jesli nie liczyć pierwszych mchów pojawiających się na obrzeżach rzek i jezior. Wyższe formy życia rozwijały się w płytkich morzach szelfu kontynentalnego, a pierwsza ryba z układem kostnym (Osteichthyes) była wówczas najwyżej rozwiniętą żyjącą na Ziemi istotą. W ordowiku dominował jeden superkontynent - Gondwana (w którym połączone były ze sobą Afryka, południowa Europa, Ameryka Południowa, Australia, Indie i Antarktyda), a poza nim było kilka mniejszych: Laurentia (obecna Ameryka Północna z Grenlandią), Bałtyka (Skandynawia, wschodnia część Niżu Polskiego i północna część Niżu Rosyjskiego), Syberia, Awalonia i inne.

Nas interesuje Awalonia, ponieważ wiele wskazuje na to, że na tym mikrokontynencie (który wcześniej, przed 490 milionami lat, oderwał się od Gondwany) leżała obecna ziemia szczecińska, z maszewską włącznie. W powiekszeniu mapy "jesteśmy" czerwonym punktem, zanurzonym w morzu ... i położonym na półkuli południowej, stosunkowo blisko bieguna! Należy sądzić, że na takiej szerokości geograficznej orthocerasy nie mialy dobrych warunków do rozwoju (zimne morze, mało słońca i planktonu, którym także się żywiły). Bałtyka położona bardziej na północ, czyli bliżej równika, była miejscem korzystniejszym dla narodzin naszego orthocerasa. Jeżeli zatem pochodzi on ze Skandynawii to w owym czasie, jako zwierzę szelfowe, nie mógł pokonać 2-3 kilometrowej głębii oceanów, jaka oddzielała kontynenty (Bałtykę i Awalonię). Jego przypuszczalne miejsce urodzin zaznaczyłem zielonym punktem (powrócę do tego).

W okresie syluru (powyższa mapa pochodzi z Wikipedii), to jest przed około 440 milionami lat, Awalonia "dogoniła" Bałtykę i z nią się połączyła, tworząc jednolity fundament z płyty kontynentalnej, który związał Pomorze Zachodnie jednym lądem nie tylko ze Skandynawią, ale i z ziemiami północnej i wschodniej Polski. W tym okresie nastąpiło też połączenie Laurencji z Bałtyką i Awalonią, co dało początek nowemu superkontynentowi zwanemu Laurosją, którego brzegi na wschodzie sięgały dzisiejszego Uralu, a na zachodzie dzisiejszych Gór Skalistych (żadnego z tych pasm górskich jeszcze wtedy nie było).

Proszę zwrocić uwagę, że obok "Ziemi Maszewskiej" (zaznaczonej czerwonym punktem) częścią Awalonii były m.in. dzisiejsza Dolna Saksonia, Holandia, Belgia, Anglia, południowa Irlandia, Nowa Fundlandia, aż po stan Massachusetts! Oznacza to, że wszystkie te obszary leżały na wspólnej płycie tektonicznej, o podobnej charakterystyce geologicznej. Mówimy tutaj o najgłębszej warstwie skalnej skorupy ziemskiej, która na przykład pod Maszewem sięga 35 km. Temperatura skał na tej głębokości dochodzi do +90°C. Poniżej skorupy, do głębokości do 100 km, znajduje się chłodniejsza część (około +700°C) tak zwanego płaszcza ziemskiego, a pod nią tzw. astenosfera - warstwa półpłynnej magmy, o temperaturze około +1600°C. Głębiej już nie będziemy "schodzić". Wraz z upływem czasu te najgłębsze, najstarsze pokłady skalne pochodzenia wulkanicznego, jakie znajdują się pod Maszewem, były przykrywane coraz to młodszymi pokładami osadowymi i metamorficznymi, które jeżeli nie zostały zdeformowane przez ruchy górotwórcze lub tektoniczne ziemi, układały się w równoległe warstwy skał, nazywanych zgodnie z kolejnymi okresami geologicznymi. O tych okresach, "zapisanych" w warstwach skalnych pod Maszewem opowiem przy następnej okazji.