Drogi Czytelniku, oferuję Ci zbiór podróży w czasie po pomorskiej ziemi. W wojażach tych próbuję odtworzyć zmieniające się w czasie panoramy lub zgoła małe zakątki regionu, nie stroniąc od ukazywania szerszego kontekstu opisywanej historii. Czas i przestrzeń to tylko wymiary naszych peregrynacji, zaś ich celem są ludzie, którzy przed nami żyli w swoich lokalnych pomorskich ojczyznach.

Przez ich ziemie, przyrodę i pozostawioną kulturę materialną wiodą drogi naszych wędrówek tutaj oraz na blogu: "Pradzieje Pomorza
". Bon voyage!

czwartek, 26 sierpnia 2010

"Maszewski" kwiat


Niech miłośnicy historii wybaczą mi dzisiejszy post, w którym historia będzie tylko tłem dla rozważań o kwiecie, którego jedna z nazw wiąże się z Maszewem. Związek ten nie jest jednak bezpośredni, a ktoś może nawet powiedzieć, że naciągany. Chodzi o skrzydłokwiat, spokrewniony wśród roślin jednoliściennych (jeden liść w embrionie) między innymi z orchideą, a w polskiej naturze ze storczykiem. Rodzina storczykowatych (Orchidaceae) jest największą w świecie roślin, bowiem liczy ponad 25 tysięcy gatunków.

W pokrewnej rodzinie obrazkowatych (Araceae), do której należy skrzydłokwiat, a jego kuzynami (czyli innymi rodzajami) są między innymi anturium, filodendron i difenbachia, jest około trzech i pół tysiąca gatunków kwiatów. Oto rysunek z cechami anatomicznymi obrazkowatych (źródło. Wikipedia).


O skrzydłokwiecie, którego nazwa naukowa brzmi spathiphyllum (z greckiego spathe - pochwa i phyllon - liść), Francuzi mówią że jest to "fleur de lune" - kwiat księżycowy (romantycy z nich ...), Anglicy nazywają go "peace lily" - lilią pokoju (podobno dobrzy z nich negocjatorzy ...), a Niemcy "Blattfahne" - liściastą chorągiewką (lubili kiedyś defilady ...), Włosi "pianta cucchiaio" - roślinną łyżką (ach, mangiare, znowu o jedzeniu ...); Czesi zaś łopatkowiec ("lopatkovec").

A my? Skrzydło - czy Nike lub orła? Kochamy patetyzm. Mnie kojarzy się ten kwiat z podniesionymi, falującymi dłońmi tancerek, jak w "Jeziorze łabędzim". Rodzaj ten "przywędrował" do Europy z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej i Srodkowej pod koniec XVIII wieku. A oto jeden z jego współczesnych przedstawicieli:

Powyższy okaz reprezentuje jeden ze zmodyfikowanych gatunków skrzydłokwiatu (źródło: japońska Wikipedia). Biolodzy wyodrębnili dotychczas 50 jego gatunkow, z których 47 pochodzi z Ameryki Łacińskiej, a trzy z Filipin i Indonezji. Pierwszy naukowy opis tego kwiatu dał w 1802 roku szwedzki botanista Jonas Carlsson Dryander (1748-1810), były uczeń Linneusza na Uniwersytecie Uppsala, a ówcześnie kierujący biblioteką brytyjskiej akademii nauk (Royal Society).

Skrzydłokwiat jako rodzaj wśród rodziny obrazkowatych wyodrębnił w 1832 roku austriacki biolog Heinrich Wilhelm Schott (1794-1865) i nadał jemu nazwę spathiphyllum. Poniżej kolejny gatunek z rodzaju skrzydłokwiatów, zwany skrzydłokwiatem kwiecistym (Spathiphyllum floribundum).


Kolejny krok w rozpoznaniu skrzydłokwiatu poczynił niemiecki botanista Karl Heinrich Emil Koch (1809-1879). Studiował on medycynę, potem botanikę. Za wstawiennictwem Aleksandra von Humboldta, a także urodzonej i żyjącej w Sankt Petersburgu księżnej Saksonii Marii Pawłownej (1786-1859), wielkiej protektorki sztuki i nauki, Karl Koch został zaproszony w 1836 roku przez cara Mikolaja I (1796-1855), aby odbyć podróż na Kaukaz w celu badań nad lokalną roślinnością. Jednakże choroba, jakiej się nabawił w stolicy Rosji uniemożliwiła mu realizację podróży. Doszła ona dopiero do skutku w 1843 roku, sfinansowana przez państwo pruskie.

W kolejnym roku prowadził badania roślinności Krymu. W książce "The Crimea and Odessa: Journal of a tour with an account of the climate and vegetation", opublikowanej w Londynie w 1855 roku wspomniał o żywej jeszcze w owym czasie w Bakczysaraju legendzie o Marii Potockiej, uprowadzonej przed wiekiem z Rzeczypospolitej przez chana krymskiego Qirima Geraja. Jakże niedaleko od "głębokiej historii" musiał być wtedy autor, widząc na Krymie takie oto tatarskie "powozy" (reprodukcja ze wspomnianej wyżej książki).


W Berlinie kierował on przez ponad 25 lat stowarzyszeniem na rzecz rozwoju ogrodnictwa. Uznany jest za prekursora ogrodnictwa w Niemczech. Jego badania naukowe skupiały się na dendrologii (drzewa i krzewy) i pomologii (drzewa i krzewy owocowe), ale zainteresowania wykraczały daleko poza botanikę, bowiem dotyczyły etnologii, antropologii, archeologii, geologii i kartografii.

Prowadząc badania roślin egzotycznych, sprowadzanych do berlińskiego ogrodu botanicznego w Schöneberg (nb. ktorego początki sięgały 1672 roku) oraz w ogrodach Sanssouci, wyróżnił on w 1849 roku siedem nowych gatunków skrzydłokwiatu, powiększając tym samym dwukrotnie ilość znanych na świecie do tej pory gatunków. Oficjalnie wyniki badań i nową klasyfikację tego kwiatu opublikował w 1852 roku w piśmie Botanische Zeitschrift. Nie przyjął on za uzasadnione zaliczenie przez H. Schotta niektórych gatunków do rodzaju skrzydłokwiatu i uznając swoj wkład w rozpoznaniu tej flory zaproponował nową nazwę dla całego rodzaju: Massowia.

H. Schott nie zgodził się z "odebraniem" temu rodzajowi nazwy spathiphyllum, a także zakwestionował niektóre z nowych gatunków wprowadzonych przez K. Kocha. Spór między tymi oraz innymi botanistami trwał przez wiele lat. Jeszcze w 1878 roku angielskie pismo The Gardener's Chronicle opublikowało artykuł zatytułowany "Spathiphyllum vs. Massowia".

W istocie, ze względu na mnogość swych cech biologicznych, skrzydłokwiat przysparza botanistom kłopotów z pełnym rozpoznaniem aż do czasów obecnych. Do dzisiaj trwają dyskusje nad klasyfikacją poszczególnych gatunków, ale są one zbyt specjalistyczne aby tutaj o nich wspominać. Na przykład gatunek zaklasyfikowany przez K. Kocha jako Massowia cannifolia, przedstawiony na poniższym rysunku (źródło: Wikipedia), jest dzisiaj znany pod nazwą Spathiphyllum cannifolium.


Jedno jest pewne, nazwa Spathiphyllum, a nie Massowia, być może przez obrazowe i naukowe brzmienie tej pierwszej, jest powszechnie przyjęta w świecie naukowym dla tego rodzaju kwiatu. Nazwa Massowia K. Koch lub czasami Massovia Benth. & Hook.f. uznawana jest przez botaników jako synonim rodzaju Spathiphyllum Schott, w którym występują między innymi niżej wymienione gatunki (synonimy) z nazwą Massowia (obok autorzy i rok wyodrębnienia):

* Massowia cannifolia (Dryand. ex Sims) 1852
* Massowia canniformis (Kunth) K. Koch 1856 ex 1816
* Massowia commutata (Schott) Ender 1857
* Massowia friedrichsthalli (Schott) K. Koch 1856
* Massowia gardneri K. Koch 1852
* Massowia heliconiifolia (Schott) K. Koch 1856 ex 1853
* Massowia lanceifolia (Jacq.) K. Koch 1856 ex 1791
* Massowia lanceolata K. Koch 1856
* Massowia lechleriana (Schott) K. Koch ex Ender 1864 ex 1860
* Massowia marginata K. Koch 1864.

W innym podziale klasy- fikacyjnym (Mayo, S. J., J. Bogner, P. C. Boyce 1997 - "The Genera of Araceae", Royal Botanic Gardens, Kew) wszystkich gatunków skrzydło- kwiatu na pięć sekcji, jedną z nich jest sekcja  "Massowia (Koch) Engl." – rośliny naziemne, listki okwiatu zrośnięte. Należą do niej nas- tępujące gatunki: Spathiphyllum cannifolium (Dryand. ex Sims) Schott, Spathiphyllum commutatum Schott, Spathiphyllum laeve Engl.

We Francji, Japonii i w kilku innych krajach jeden z gatunków skrzydłokwiatu, znany w Polsce jako skrzydłokwiat Wallisa (łac. Spathiphyllum wallisii), jest sprzedawany pod nazwą handlową "Spathiphyllum chopin", za naszym Frydrykiem; być może z powodu podobieństwa nastrojów z jakimi kojarzyć się może muzyka Chopina i skrzydłokwiat. Oto jego zdjęcie, za niemiecką Wikipedią.

Sam skrzydłowiat, nie tylko ze względu na swoje piękno ale i na właściwości, zasługuje tutaj na conajmniej krótką wzmiankę. amerykańska Narodowa Agencja Areonautyki i Przestrzeni Kosmicznej NASA przeprowadziła opublikowane w 1984 roku badania ("Interior Landscape Plants for Indoor Air Pollution Abatement") nad stworzeniem najzdrowszych warunków biosferycznych do długotrwałego przebywania człowieka w zamkniętym pomieszczeniu. Przebadano wpływ obecności wielu roślin na jakość powietrza i uznano skrzydłokwiat za roślinę jedną z najbardziej przyjazną człowiekowi, która wszechstronnie oczyszcza i uzdrawia powietrze. Jeszcze jedno zdjęcie tego "kwiatu pokoju" (źródło: Mother Nature Network, mnn.com).


Nasze mieszkania i biura budowane są i wyposażone (sprzet elektroniczny, meble) w materiały wydzielające substancje, które w ciągu naszego życia w sposób powolny, ale systematyczny i długotrwały negatywnie oddziaływuja na nasze zdrowie.

Skrzydłokwiat jest rośliną, która najlepiej ze wszystkich pochłania czyli usuwa z powietrza toksyny takie jak aceton, alkohol metylowy, benzen, amoniak, trojchloroetylen, tlenek wegla, formaldehyd, a także toluen i ksylen, wydzielany przez fotokopiarki i drukarki. Jest rośliną coraz częściej zauważaną przez menadżerów odpowiedzialnych za organizację warunków pracy biurowej. Pojawiają się także firmy ogrodnicze, które oferują wynajem kwiatów do biur, jak na przykład do poniższego biura w Australii (źródło: gaddysplanthire.au).


Cokolwiek zapomniany i jakby niemodny już dziś skrzydłokwiat, w naszym coraz "wygodniejszym", ale również coraz bardziej niezdrowym otoczeniu cywilizacyjnym, generującym choroby alergiczne i rakowe, a nawet uszkadzającym DNA (osłabione przyszłe pokolenia!) zasługuje bardziej niż jakakolwiek inna roślina i bardziej niż kiedykolwiek, na uznanie jej za naszego przyjaciela i na promocję w naszych mieszkaniach i miejscach pracy. Oto moja próba promocji.


Na zakończenie powróćmy do "maszewskiej" nazwy tego kwiatu. Nie mamy pewności, dlaczego Karl Koch wyróżnił odkryte gatunki skrzydłokwiatu nazwą Massow. Można przypuszczać, że był w jakiś sposób związany albo z Maszewem, albo z kimś noszącym to nazwisko. W pierwszym przypadku przyjmujemy, że był przejazdem w Maszewie w 1836 roku, w drodze z Berlina na spotkanie z carem Mikołajem I (następne podróże w tym kierunku odbywał zapewne po części nowo zbudowaną koleją, a więc z ominięciem Maszewa). W roku 1863 był na wystawie ogrodniczej w Szczecinie. Nie wiemy jednak, czy miał jakieś bliższe związki z Pomorzem, a zwłaszcza z Maszewem.

Być może jednym z pośrednich związków Karla Kocha z Pomorzem była osoba wspomnianego wyżej Aleksandra Humboldta, który pomógł mu odbyć badania naukowe w Rosji. Aleksander Georg von Humboldt (1720-1779), ojciec światowej sławy braci - naukowców: Aleksandra - przyrodnika i geografa, oraz Wilhelma von Humboldta - językoznawcy i filozofa, urodził się i mieszkał przez większość życia lat w Zamęciu, koło Szczecinka.

Wydaje się jednak, że K. Koch obdarzył "swoje" gatunki kwiatowe nazwą Massowia ku pamięci ministra Ludwiga von Massow (1794-1859), który zarządzał królewskimi majątkami, w tym ogrodami. Jednakże, jak już wskazałem w artykule "O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa", słowo to, tak jak ród rycersko-szlachecki von Massow, ma lokalne, pomorskie i słowiańskie pochodzenie, tak i skrzydłokwiat Massowia K. Koch łączy się w efekcie z Maszewem.


sobota, 5 czerwca 2010

Maszewo na wielkich szlakach historii


Dzisiaj proponuję przejażdżkę traktem maszewskim "po" XVIII stuleciu. Wiek ten wieńczył trwający bez mała tysiąc lat okres, w którym Maszewo (najpierw osada obronna, później gród i zamek z podgrodziem, a następnie miasto) położone było na najważniejszym na Pomorzu i jednym z głównych szlaków drogowych w Europie. Temat ten wydaje mi się równie interesujący, co chyba mało znany nie tylko nam Maszewianom, ale i zawodowym historykom, że będę do niego jeszcze parę razy wracał. Formuła blogu nie sprzyja, na szczęście, pisaniu rozwlekłych elaboratow, ale pozwala prezentować ciekawostki historyczne, które każdy może sobie dalej weryfikować, pogłębiać, rozwijać. Stare drogi wiodące przez Maszewo łączyły miasto z naprawdę wielkim światem i były świadkiem wielkich wydarzeń w skali europejskiej.

Niech na początek drogą przez Maszewo poprowadzi nas Daniel Chodowiecki (1726-1801), najsławniejszy w swoich czasach artysta-grafik polsko-niemiecki. Będąc członkiem (a później dyrektorem) Pruskiej Akademii Sztuki w Berlinie, odbył on podróż do rodzinnego Gdańska. Droga wiodła przez Maszewo, gdzie 5 czerwca 1773 roku zatrzymał się na noc. W wydanej po tej podróży książce "Die Reise von Berlin nach Danzig 1773", przetłumaczonej niedawno w Polsce, nie wspominał mile tej maszewskiej nocy. W zajeździe, w ktorym zjadł na kolacje jajecznicę, a koniowi dał dwie miarki owsa nie dane było mu się wyspać, bowiem dwóch gości hotelowych urządziło sobie tańce przy hucznej muzyce. Artyście nie pozostało nic innego, jak być cichym świadkiem tej sceny, tak oto uwiecznionej (źródło: Das Melton Prior Institut):


Wiek XVIII, aż do początku kolejnego stulecia, kiedy w wyniku rewolucji technicznej zaczęły powstawać koleje żelazne i pierwsze od czasów rzymskich drogi bite między wielkimi metropoliami europejskimi, był okresem wieńczącym europejskie znaczenie dróg prowadzących przez Maszewo. Od kiedy Berlin stał się w 1701 roku stolicą Prus, a Sankt-Petersburg w 1712 stolicą Rosji, główna droga łącząca je prowadziła przez Maszewo. Nie wiązało się to, jak w dzisiejszych czasach, ze szczególnie lepszym standartem technicznym tej drogi, bo prawie wszystkie inne pozamiejskie w całej Europie były jeszcze wtedy drogami polnymi, ale z tradycji tego szlaku, który od czasów powstania Ligi Hanzeatyckiej w 1356 roku był głównym traktem lądowym łączacym miasta portowe od Amsterdamu na zachodzie do Rygi na północnym wschodzie, obsługującym przede wszystkim ruch ludzi i poczty, w mniejszym stopniu towarów.

Drugim powodem wysokiej rangi tego szlaku aż do końca XVIII wieku była stabilność polityczna i ekonomiczna terenów przez które on wiódł. Od czasów sprowadzenia do Prus Zakonu Krzyżaków w 1230 roku, podboju i germanizacji przez nich tych ziem, przy włączeniu w tym samym czasie Pomorza do Cesarstwa Niemieckiego, zostały stworzone polityczne warunki do ekspansji niemieckiej wzdłuż południowego i wschodniego wybrzeża Bałtyku. Kiedy w XVIII wieku powstały dwie europejskie potegi Rosja i Prusy, Polska chyliła się ku upadkowi. Drogi wiodące przez Polskę nie były nadzorowane przez słabnące państwo, ale przez lokalnych władców, którzy nakładali tak wysokie jak chcieli opłaty za przejazd. Nie sprzyjało to handlowi i komunikacji tranzytowej przez Polskę. Układ głównych dróg na Pomorzu odzwierciedla poniższy fragment mapy (z moją adaptacją), którą wydał w 1782 roku znakomity kartograf angielski Louis Stanislas DelaRochette (1731-1802).

W Maszewie schodziły się dwa główne szlaki historyczne: jeden, post-hanzeatycki, idący od Hamburga i Lubeki, z jego południową, nadreńską odnogą, wiodącą z Kolonii przez Hannover i Magdeburg, połączone przed Szczecinem, a dalej przez Dąbie i Darż do Maszewa, gdzie łączył się on ze szlakiem saksońskim, od Lipska przez Berlin, Cedynię, Pyrzyce i Stargard. Połączone w Maszewie szlaki nadreńsko-hanzeatycki i saksoński prowadziły dalej do Petersburga, przez Gdańsk i Królewiec.

Na marginesie, droga pomiędzy Dąbiem i Maszewem w dużej części wiodła przez Puszczę Goleniowską, w pobliżu wielkich bagien, znanych ze źródeł historycznych pod nazwą "Straszne". W dokumencie wydanym w Dąbiu 16 lutego 1304 roku zapisano to miejsce jako "leśne bagno przylegające do Strazne" (silvam sive paludem adiacentem Strazne dictam).

Przebieg tych dróg w samym Maszewie różnił się znacznie od obecnego. Do XIII wieku, czyli do czasu powstania miasta, te dwa idące od południa szlaki schodziły się przed Górą Zamkową. W okresie od XIV do XVIII wieku szlak saksoński wchodził do miasta Bramą Stargardzką, jednak nie przez dzisiejszą ulicę Stargardzką, która (tak jak i Nowogardzka) powstała dopiero w drugiej połowie XIX wieku, ale przez nieistniejącą już drogę prowadzącą z Łęczycy przez Mieszkowo, która wchodziła do miasta przez teren obecnej stacji benzynowej.


W "złotym wieku" dalekosiężnej komunikacji drogowej, wiodącej przez Maszewo, czyli w XVIII stuleciu, istniały trzy najstarsze budowle przy rynku miejskim - kościół mariacki, ratusz miejski i dom ryglowy, wszystkie widoczne na powyższym, edytowanym zdjęciu (foto: Sławomir Pawlak, 2003).

Droga wychodząca z Maszewa przy Baszcie Francuskiej w kierunku Nowogardu także nie wiodła obecną ulicą Nowogardzką, której jeszcze nie było, ale ulicą Jedności Narodowej, przy młynie nad Jeziorem Warszewskim i dalej obecną drogą polną wzdłuż jeziora w kierunku Redła. To ten odcinek drogi, wzdłuż zachodniego brzegu jeziora opisał podróżnik szkocki William Rae Wilson w swojej książce "Travels in Russia" (Londyn 1828, Tom 1), w jego podróży do Petersburga: "O szóstej wieczorem przybyliśmy do Maszewa, przyjemnie położonego na wyniesieniu, nad rzeką Warszewą. Miasto otoczone jest starymi murami z cegły, z wieżami i bramami. Następnie kontynuowaliśmy podróż wzdłuż wyjątkowo malowniczych brzegów tej rzeki, pokrytych łanami pszenicy". Było to 5 czerwca 1825 roku. W trakcie jazdy podróżnik zapewne dowiedział się od woźnicy, że jest to Warsowersee (niemiecka nazwa jeziora), co zapisał w książce jako rzeka "Varshese". Nasze wijące się jezioro rynnowe przyjął więc za rzekę. Tak wyglada ta droga dzisiaj:


Przejazd przez Maszewo w dniu 2 stycznia 1750 roku wspomina w swoich pamiętnikach ("Eigene Lebensgeschichte", Halle 1789) teolog i geograf niemiecki Anton F. Büsching (1724-1793), który jechał wówczas z Kopenhagi do Petersburga z księciem Friedrich Roch de Lynar (1708-1781), obejmującym stanowisko ambasadora Danii w Rosji. Ciekawostką jest tutaj fakt, że inny książę de Lynar, starszy brat Fryderyka Rocha, był kilka lat wcześniej ambasadorem Polski w stolicy Rosji. Rodzina ta pochodziła z Saksonii, a jej dalsi przodkowie z Włoch.

Kontynuując polonica wspomnę jeszcze, że A. F. Büsching nadał kiedyś Białystokowi nazwę "Polskiego Wersalu", dzięki wybudowanemu tam przez Jana K. Branickiego zespołowi pałaców i parków. Jedna z jego licznych książek, "Geografia Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego", została przetłumaczona i wydana w języku polskim w Lipsku-Dreźnie w 1768 roku przez Ewarysta A. Kuropatnickiego (1734-1788), amatora geografa i heraldyka.

Nie można tutaj nie wspomnieć o przejazdach przez Maszewo ówczesnych wielkich głów państw. I tak  na początku listopada 1716 roku przejeżdżał ulicami miasta car Rosji, Piotr I Wielki (1672-1725) wraz małżonką (pochodzenia polsko-litewskiego) Martą Heleną Skowrońską (1684-1727), przyszłą (po śmierci męża) carycą Rosji Katarzyną I. Na marginesie dodam, że budzi wątpliwości teza stawiana przez niektórych historyków, jakoby nie umiała ona pisać i czytać, mimo że od piątego roku życia jako sierota została ona przysposobiona jako córka znanego na Łotwie pastora i pedagoga, założyciela szkoły dla dzieci łotewskich chłopów, tłumacza Biblii na język łotewski, Ernsta Glücka, któremu zleciła w 1704 roku, będąc już na dworze carskim w Moskwie, założenie pierwszej w tym mieście publicznej szkoły podstawowej.

Oto zbudowany na jej zamówienie pałac letni w Carskim Siole (obecnie Puszkin) pod Sankt-Petersburgiem, zwanym do dzisiaj od jej imienia Jekaterinskij dvoriets. Obecną okazałą fasadę w stylu rokoko nadała córka Katarzyny I, caryca Elżbieta (1709-1762).


Dla ścisłości należy wspomnieć, że Piotr Wielki, wtedy jeszcze incognito, pod przybranym nazwiskiem, przejeżdżał po raz pierwszy przez Maszewo 6 lipca 1697 roku, w drodze z Kołobrzegu do Berlina (przez Stargard, Pyrzyce i Kostrzyń), w ramach rozpoczętego 19 marca tego roku wyjazdem z Moskwy do Europy Zachodniej tak zwanego Wielkiego Poselstwa. W około dwustu-osobowym orszaku byli dyplomaci, arystokraci, kawalerzyści, lekarze, tłumacze, muzycy, służba itd.

W swojej drugiej, wspomnianej wyżej, już oficjalnej podróży na Zachód w 1716 roku, Piotr Wielki w drodze z Sankt-Petersburga przejeżdżał przez Maszewo i Szczecin, dalej przez Havelberg do Hamburga. Na zamku w Havelbergu car spotkał się z królem Prus Fryderykiem Wilhelmem I (1688-1740), gdzie władcy wymienili się podarkami: król ofiarował carowi Bursztynową Komnatę, a ten zrewanżował się 250 rosłymi rosyjskimi huzarami, którzy przeszli na służbę króla Prus. Oto panorama Havelbergu narysowana przez Meriana w 1652 roku (źródło: Wikipedia).


Bursztynową komnatę poczęli tworzyć w Berlinie w 1701 roku, na zlecenie pierwszego króla Prus, Duńczyk Gottfried Wolfram i  Berlińczyk francuskiego pochodzenia Gottfried Tusso (Toussaint). Ten ostatni znany m.in. z rzeźb wykonanych w katedrze w Kamieniu Pomorskim, a także w Elblągu, Królewcu, Lubece i w Bruggi. Miała ona zostać wbudowana w zamku miejskim (Berliner Stadtschloss), którego przebudowę pierwszy król pruski Fryderyk I (1657-1713) powierzył gdańskiemu architektowi Andreasowi Schlüterowi.

W 1706 roku kontynuowanie prac nad komnatą zlecono dwóm gdańskim rzemieślnikom, Gottfriedowi Turau i Ernestowi Schachtowi. Według nowego zamiaru komnatę miano wbudować w 1711 roku w pałacu Charlottenburg. Budowa nie została jednakże zakończona do czasu śmierci króla Fryderyka I w 1713 roku. Jego następca, Fryderyk Wilhelm I, zwany "Soldatenkönig" (król żołnierzy), zainteresowany był bardziej budową armii, aniżeli wystrojem pałaców. Jeszcze w 1713 roku kazał on przerwać prace nad komnatą, rzemieślników odesłał do Gdańska, a zdemontowane elementy komnaty zapakowano i złożono w piwnicach Arsenału (Zeughaus Berlin), którego przebudową kierował wspomniany wyżej Andreas Schlüter.

Niedokończona komnata leżała w skrzyniach przez trzy lata, aż król pruski znalazł okazję do gestu dyplomatycznego wobec Rosji, z którą sprzymierzył się wcześniej przeciwko Szwecji. Na spotkaniu cara Piotra I z królem Fryderykiem Wilhelmem I w Havelbergu, zaraz po przyjęciu podarku, car powierzył ambasadorowi Rosji w Prusach, hrabiemu Aleksandrowi Gołowkinowi (synowi Gawriła Gołowkina, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Rosji)  niezwłoczną organizację transportu komnaty do Sankt Petersburga. Oto jedno z nielicznych przedwojennych zdjęć oryginalnej komnaty z Carskiego Sioła pod Petersburgiem.


Skarb złożono do 18 skrzyń, wyścielonych słomą i materiałem flanelowym, zabezpieczone drewnianymi blokadami przed przesuwaniem się. Obłożone nieprzemakalnym papierem woskowym i obszyte skórą skrzynie załadowano na osiem wozów, każdy w sześciokonnym zaprzęgu. Konwój z ochroną wojskową ruszył w drogę przez Maszewo do Królewca, dokąd dotarł po sześciu tygodniach (pod koniec grudnia 1716). Dalszy transport był jeszcze bardziej uciążliwy: z Królewca statkiem do Mamel (Kłajpeda), a stamtąd saniami w kierunku stolicy Rosji. Sniegi okazały się jednak zbyt głębokie i cały transport przybył ostatecznie do stolicy Rosji wozami (witany z honorami wojskowymi) w maju 1717 roku.

Zdemontowana przez Niemców i zaginiona w 1941 roku komnata została przez Rosjan całkowicie i pieczołowicie odtworzona i wbudowana ponownie w wyżej wspomnianym Pałacu Katarzyny w 2003 roku, w 300-letnią rocznicę założenia Petersburga. Oto jej fotograficzna "próbka".


To tyle o "maszewskim" akcencie Bursztynowej Komnaty. Głównym celem podróży cara Piotra I w 1716-1717 roku (kiedy komnata dotarła do Sankt Petersburga, car był jeszcze w zachodniej Europie) była jednak Holandia, którą poznał i bardzo polubił w czasach swojej młodości.

W połowie maja 1734 roku, najpierw w drodze morskiej z Królewca, przez Piławę (niem. Pillau, obecnie Bałtyjsk) do Darłowa, potem karocami drogą przez Koszalin, przejeżdża przez Maszewo polskie poselstwo, udające się w imieniu wybranego rok wcześniej, ale nie dopuszczonego do władzy, króla Stanisława Leszczyńskiego przez Poczdam i Hagę do Paryża. Delegacją udającą się, z beznadziejną a zatem i bezskuteczną interwencją, u króla Francji Ludwika XV o wsparcie polityczne i militarne dla uzyskania korony dla polskiego króla, kierował poseł na sejm Jerzy Ożarowski herbu Rawicz, marszałek małopolski, a jego sekretarzem był Stanisław Konarski.

Polski pedagog, geograf i historyk Piotr Czarkowski (1808-1898) w swojej książce z 1859 roku "Dzieje w Polsce, Litwie i na Rusi" pisał tak o Polsce z pierwszej połowy XVIII wieku: "Przy końcu panowania Augusta II i przez cały ciąg panowania syna jego Augusta III, Polska zupełnie straciła swoje znaczenie polityczne, stała się podobną do człowieka złożonego śmiertelną chorobą, który już stracił nadzieję życia, stracił zmysły nawet. Taki nie dba o to, co się dzieje wkoło niego i co się ma dziać po jego śmierci, już nie żyje, ale wegetuje tylko. Najpomyślniejszą porę do naprawy swego rządu zmarnowała na niczym. A co gorsza, królowie Sasi: August II i August III bawili się i biesiadowali a szlachta postępowała za ich przykładem. Za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa. Polska nierządem stoi i dobrze jej z tym. Do Polski jak do karczmy, może każdy wpaść, narobić hałasu i to mu uchodzi."

Jaka wówczas panowała w najwyższych elitach Polski głupota i bezhołowie świadczy fakt, że wielkiemu reformatorowi polskiego szkolnictwa Stanisławowi Konarskiemu senat Polski odmówił w 1732 roku dostępu do Archiwum Koronnego w Krakowie, kiedy ten na zlecenie Józefa Załuskiego, referendarza wielkiego koronnego, jednego z nielicznych wielkich intelektualistów polskich tamtej epoki i założyciela słynnej Biblioteki Załuskich, przygotowywał zbiór obowiązujących w Polsce praw sejmowych, nigdy dotąd łącznie nie wydanych. W panującej wówczas anarchii Polacy nie umieli praw stanowić, ani szanować. W 1765 roku St. Konarski został wyróżniony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego medalem Sapere auso, czyli "Temu, który odważył się być mądrym"Oto ten medal.


Pochodzący z Sandomierskiego, wykształceni przodkowie Stanisława Konarskiego herbu Gryf, z braku możliwości robienia kariery w Polsce (kiepska administracja i rozprzężona armia), często służyli w obcych wojskach i na obcych dworach: w Brandenburgii, Danii, Rosji, Anglii i Holandii.

Jak słabą ekonomicznie, a zatem i politycznie, była XVIII-wieczna Polska - największy terytorialnie kraj Europy (poza Imperium Ottomańskim), świadczy fakt że stolica Polski Warszawa liczyła w 1750 roku około 23 tysięcy mieszkańców, a Kraków 20 tysięcy, podczas gdy najbliższe europejskie stolice: Berlin 90 tysięcy, Sankt-Petersburg 150 tysięcy, Praga 59 tysięcy, a Wiedeń 175 tysięcy mieszkańców. Paryż liczył wówczas 576 tysięcy, Londyn 675 tysięcy, a Istambuł nawet 750 tysięcy. Wśród najbliższych Pomorzu miast w Gdańsku mieszkało 46 tysięcy mieszkańców, w Królewcu 60 tysięcy, a we Wrocławiu 55 tysięcy ludzi.

W 1743 roku w drodze z Zerbst koło Magdeburga do Sankt-Petersburga przejeżdża przez Maszewo 14-letnia szczecinianka, księżna Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst, przyszła caryca Rosji Katarzyna II (1729-1796). Oto kopia karety Katarzyny II (już jako carycy), na tle jej pomnika w mieście Marks koło Saratowa. Miasto zostało założone w czasach jej panowania przez holenderskich i niemieckich kolonistów, a na jej cześć nazwane Jekaterinensztat (Katharinenstadt), obecna nazwa od 1920 roku.


W dniu 18 lipca 1776 przejechał przez Maszewo olbrzymi orszak wielkiego księcia Rosji Pawła Petrowicza, syna carycy Katarzyny II i przyszłego cara Pawła I (1754-1801), który zmierzał do Berlina. Tam spotkał się z księżną Sophie Marie Dorothea Augusta Luisa von Württemberg (1759-1828), przybyłą z rodzinnego Szczecina, aby poznać swego przyszłego męża. Spotkanie było udane dla obu stron i już 10 sierpnia wielki orszak wracał przez Maszewo do Petersburga, gdzie księżna zmieniła wyznanie z luterańskiego na ortodoksyjne, wyszła za mąż za księcia Pawła i stała się wielką księżną Rosji Marią Fiodorowną. Jak znakomitą oprawę miała ta podróż niech świadczy poniższy obraz, przedstawiający uroczysty wjazd pary książęcej do Stargardu, w przeddzień ich przejazdu przez Maszewo (reprodukcja w Muzeum w Stargardzie).


W maju 1798 przejeżdża przez Maszewo od kilku miesiecy nowy król Prus Fryderk Wilhelm III (1770-1840) wraz z małżonką (wielce szanowaną w Niemczech postacią historyczną), księżną Luisą von Mecklenburg-Strelitz (1776-1810), którzy udawali się w podróż do Królewca (Königsberg, dziś Kaliningrad) i Kłajpedy (wówczas Memel), gdzie spotkali się z carem Rosji Aleksandrem I. Ten będzie ich rewizytował w okresie 25.10-4.11.1805 roku, przejeżdżając przez Maszewo. Historia pokaże, że para królewska zmuszona będzie ponownie przebyć tą trasę, tym razem w połowie października 1806 roku, w popłochu opuszczając Berlin i wraz z pięciorgiem dziećmi (w tym Charlotta, przyszła żona cara Rosji Mikolaja I) uciekać przed zbliżającymi się wojskami Napoleona. Król i rząd pruski na wygnaniu w Kłajpedzie powrócą przez Szczecinek i Stargard do Berlina 23 grudnia 1809 roku.

I tak, na zakończenie, przychodzi nam wspomnieć o ciemniejszych stronach wielkich wydarzeń historycznych XVIII i początku XIX wieku na Pomorzu, których świadkiem byli współcześni im mieszkańcy Maszewa, a pozostają nim dzisiaj maszewskie stare trakty i ulice. W tamtym okresie miasto i region dotknęły dwie wielkie wojny: wojna siedmioletnia, która w tej części Pomorza trwała "tylko" pięć lat (1758-1763) oraz wojny napoleońskie (1806-1813). W 1750 roku Szczecin - podupadła stolica Pomorza, liczyła zaledwie około 12 tysięcy mieszkańców. Oto ilustracja z książki autorstwa C. M. Yonge "A Pictorial History of the World's Great Nations", New York 1882, zatytułowana "Żołnierze plądrujący Pomorze".


Przetaczające się po pomorskich drogach działania wojenne powodowały nie tylko śmierć tysięcy osób ludności cywilnej, zniszczenia domostw i dóbr kultury materialnej, ale wywoływały swymi skutkami już w latach pokoju klęski głodu i epidemii, czyniące Pomorze jednym z najbardziej wyludnionych regionów Niemiec.

W tym przypadku Maszewo miało nieszczęście leżeć na najważniejszym strategicznie na Pomorzu szlaku, prowadzącym z Kołobrzegu do Berlina. W obydwu tych wojnach Kołobrzeg, z uwagi na możliwość dostawy wojska i zaopatrzenia przez jego port, stanowił główny punkt ataków wojsk nieprzyjacielskich. Maszewo było więc w tych wojnach na trasie stałych przemarszów wojsk i często toczonych bitew. Oto rycina z książki "Historischer Bildersaal" z 1766 roku, przedstawiającej oblężenie Kołobrzegu w sierpniu 1761 roku.


Wojna siedmioletnia na Pomorzu rozpoczęła się od wielkiej bitwy armii pruskiej i rosyjskiej w dniu 25.08.1758 pod Sarbinowem (Zorndorf), koło Dębna Lubuskiego. Chociaż żadna ze stron nie odniosła w niej zwycięstwa, to jednak wojska rosyjskie były na tyle wykrwawione, że po dojściu do Stargardu i okupowaniu go w okresie 25.09-16.10.1758, mimo słabego oporu równie wycieńczonej armii pruskiej, zrezygnowały z dalszego marszu w celu zdobycia Kołobrzegu i wycofały się przez Recz do Wielkopolski na przezimowanie. Oto kopia obrazu Carla Röchlinga przedstawiającego króla Fryderyka Wielkiego pod Sarbinowem (źródło: Wikipedia).


Maszewo w tym roku nie ucierpialo więc od wojny. Rosjanie ponowili atak na Kołobrzeg w 1759 roku, bezskuteczny; w 1760 roku, również bezskuteczny i dopiero trzecie oblężenie miasta w 1761 roku zakończyło się jego zniszczeniem i zdobyciem. W ciągu tych trzech lat Maszewo przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk, kiedy to ściągane z Meklemburgii i Sląska wojska pruskie toczyły z Rosjanami potyczki i bitwy wzdłuż drogi między Stargardem i Kołobrzegiem, usiłując przerwać pierścień blokady.

I tak Maszewo zdobyte jest przez Rosjan (gen. J. Palmbach) po raz pierwszy 28.09.1759, odbite przez wojska pruskie gen. Dubislawa von Platena 24.10.1759. W lipcu 1760 przez Maszewo ponownie przechodzą wojska rosyjskie (gen. Gottlob Kurt Tottleben), a 15.09.1760 wojska pruskie gen. Paula von Wernera. W dniu 20.05.1761 pruskie wojska księcia Friedricha Eugena von Württemberga (1732-1797), nota bene ojca wyżej wspomnianej Zofii Doroty - przyszłej żony cara Pawła I,  usiłują przeprowadzić ze Szczecina do Kołobrzegu około trzysta wozów z zaopatrzeniem, ale tracą je w tym dniu w okolicach Maszewa w starciu z rosyjską huzarią i kozakami gen. Magnusa Johanna Berga (1719-1784).

Warto dodać, że pod gen. Bergiem (Łotysz, którego przedkowie przed XVI wiekiem pochodzili z Westfalii) służył wtedy początkujacy dowódca Aleksander Suworow, ranny przy zdobywaniu Goleniowa, który okaże się później najlepszym dowódcą w historii Rosji. Przybyłe z Głogowa wojska pruskie gen. Franza-Lorenza von Thaddena skutecznie przedzierają sie w dniu 23.05.1761 przez Maszewo i docierają pod Kołobrzeg.

Rosjanie pod dowództwem gen. Wilhelma von Fermora (angielskiego pochodzenia, szef sztabu armii rosyjskiej w latach 1757-1759) próbują zdobyć kontrolę nad trasą przemarszu wojsk pruskich, wypierając w dniu 18.10.1761 wojska gen. Platena spod Nowogardu aż na południe od Maszewa (zapewne w okolice miedzy Darżem i Przemoczem), te zmuszone są schronić się w Szczecinie, który w tej wojnie nie był zdobyty. Niemcy zdołają jeszcze przeprowadzić przez Maszewo w dniu 13.11.1761 idącą spod Wrocławia dywizję gen. Balthasara von Schenckendorffa oraz dywizję gen. Platena, ale mimo zgromadzenia pod Kołobrzegiem około 15 tysięcy żołnierzy, nie udaje im się przerwać blokady.


W dniu 13.12.1761 książę Friedrich E. von Württemberg decyduje się na odwrót wojsk pruskich. Trzy dni później Kołobrzeg poddaje się. Przez Maszewo przetaczają się wycieńczone z głodu i zimna wojska pruskie. Przywołajmy krótko scenerię tamtych wydarzeń: "... Mróz stał się tak przenikliwy, że w ostatnich dwóch nocach zamarzło ponad dwustu żołnierzy, nie licząc rannych, których musiano po drodze zostawiać. W ostatnich 48 godzinach z mrozu i ran wyzionęło ducha ponad 1100 ludzi." ("Geschichte des Königlich-Preussischen Ersten Infanterie-Regiments", Berlin 1855). Powyższy obraz, opublikowany na stronach Wikipedii, autorstwa niemiecko-rosyjskiego malarza scen batalistycznych Aleksandra Kotzebue (1815-1899), przedstawia zakończenie oblężenia i upadek Kołobrzegu w 1761 roku.

Miasto poddało się wojskom gen. Piotra Rumiancewa 16 grudnia 1761 roku, co upamiętnia poniższa rycina (źródło: Bibliothèque nationale de France, portal Gallica).


Punktem zwrotnym w wojnie siedmioletniej, która uznawana jest przez historyków jako pierwsza w historii wojna o wymiarze światowym, było wydarzenie z dnia 16.03.1762, mające miejsce w Stargardzie, gdzie książę Michaił N. Wołkoński (1713-1788) ze strony Rosji oraz ze strony Prus - późniejszy gubernator Szczecina, książę August Wilhelm von Braunschweig (1715-1781), podpisali rozejm, od którego rozpoczął się proces wygaszania tego wielkiego konfliktu w Europie i na innych kontynentach.

Na cześć zakończenia woj- ny i w imię pojednania z Niemcami rosyjski generał Magnus J. Berg ustanowił w 1762 roku w Stargardzie fundację (zwaną później "Bergstift") dla  miejscowych wdów po oficerach niemieckich, którzy zginęli w tej wojnie. W jego obecności została w tym mieście odśpiewana 2 maja 1762 kantata, napisana dla upamiętnienia carycy Katarzyny I (Marty Skow- rońskiej). Oto kopia stro- ny tytułowej utworu, znajdującego się w zbio- rach Książnicy Pomorskiej w Szczecinie.

Sławny potomek rodu Wołkońskich (od strony matki), wielki pisarz i humanista Lew N. Tołstoj (1828-1910) był pierwszym na świecie znanym pacyfistą.

sobota, 1 maja 2010

O pochodzeniu nazwy miasta Maszewa


Na początek wypada zauważyć, że cała historia Pomorza przeplata się na styku kultury germańskiej i słowiańskiej. Jeżeli podejmujemy rozważania na temat, co jest na Pomorzu słowiańskiego, a co germańskiego pochodzenia to nie po to, aby manipulować historią i usiłować udowadniać wyższość lub rację jednej wobec drugiej, ale przeciwnie - aby zwrócić uwagę na pewną obiektywność zdarzeń historycznych, których nie można kwalifikować w kategoriach czarno-białych, na przykład zły Niemiec, dobry Polak; zły poganin, dobry chrześcijanin, zły Pomorzanin, dobry Polanin, niedobry Massow, dobre Maszewo. I odwrotnie.

Nie można także gniewać się na historię, ale można i trzeba próbować ją zrozumieć. W naszych stosunkach polsko-niemieckich nie operujmy więc narzucanymi nam niekiedy przez propagandzistów, ideologów i politykierow schematami, ale zdajmy się na własny rozum i sumienie. Po to, aby historia nas czegoś nauczyła. Wracajmy do Maszewa. Oto "witacz" w Maszewie, autor zdjęcia michuss ze Stargardu.

Maszewo, ulica Stargardzka
Przyjrzyjmy się bliżej źródłom historycznym o możliwym pochodzeniu rycerzy władających grodem i zamkiem na Górze Zamkowej, od których imienia powstała później nazwa miasta Massow, a współcześnie Maszewo. Niech punktem wyjścia będzie następująca opinia prof. Edwarda Rymara, zawarta w publikacji "Maszewo i okolice na przestrzeni wieków" z 2008 roku. Zacytujmy ją: "Wiadomo jednak, że od początku XIV w. (podkreślenie moje - patrz uwaga w końcowej części artykułu) na terenie prawdopodobnie starego grodu był zamek rycerzy von Massow, z tym że nie słowiańskiego, a rodzimego pochodzenia."

Opinia zaskakująca, bowiem chyba żaden poważny historyk dotychczas nie zakwestionował, że Pomorzanie byli takimi samymi Słowianami, jak Polanie, Łużyczanie czy Połabianie. Chyba, że uważa on, że na początku XIV wieku już nie Pomorzanie, ale osiedlający się od kilkudziesięciu zaledwie lat niemieccy kolonizatorzy stali się "rodzimymi". Skąd więc to przeciwstawienie u prof. Rymara? Czy tylko przejęzyczenie? Jeżeli tak, to tych potknięć w jego artykule "Maszewo pomorskie w czasach Massowów ze szczególnym uwzględnieniem osadnictwa na podzamczu w XIII-XIV wieku" jest więcej. Wskażmy na dwa dalsze.

Autor uznaje, że "Legendę o zamku słowiańskiego rycerza - rabusia, pana "z Maszewa" (von Massow), który rabował kupców ... zaliczyć należy do ludowych bajek". Nie wiadomo, na jakich podstawach profesor tak jednoznacznie wyklucza możliwość zaistnienia takiego faktu, skoro są przesłanki, które nie pozwalają wyeliminować ewentualnego ziarna prawdy w tych starych, pomorskich podaniach ludowych. Podam dwa tego powody.

Pierwszy, to doskonałe strategicznie położenie Góry Zamkowej względem wczesnośredniowiecznego układu głównych szlaków handlowych na Pomorzu, odtworzonych na poniższej mapie.

Drogi handlowe wiodące przez Maszewo w IX-XII wieku
Dosłownie u stóp maszewskiego zamku krzyżowały się dwa najważniejsze trakty pomorskie: jeden prowadzacy od Słowian łużyckich i połabskich przez Szczecin do Kołobrzegu (szlak solny), oraz drugi, prowadzacy od Czechów i Polan przez Santok do Wolina (droga handlowa Skandynawów z południem Europy). Potwierdzeniem aktywności tych szlaków są znaleziska archeologiczne, jak na przykład to z odległej o 6 km od Maszewa Łęczycy z 1932 roku, zawierające między innymi ponad 130 monet niemieckich, czeskich i arabskich z okresu wczesnego średniowiecza, czy też denary rzymskie znalezione w pobliskiej Krzywnicy.

Jadąc od strony Szczecina lub Pyrzyc do Wolina lub Kołobrzegu i trzymając sie ubitego i oznaczonego traktu nie sposob było ominąć przejazdu pod samą Górą Zamkową. Każda inna trasa była nie tylko nadłożeniem drogi, ale zmuszała do jej przebycia albo na zachód od Maszewa, przez Puszczę Goleniowską i przez mokradła w rozlewiskach Iny (w tamtych czasach znacznie bardziej rozległych niż obecnie), albo na wschód od tego grodu, przez tereny pofałdowane wzgórzami morenowymi i poprzecinane jeziorami rynnowymi.

Drugim faktem, który każe zastanowić się nad jego przyczynami, jest trasa misji chrystianizacyjnej na Pomorzu Ottona z Bambergu z 1124 roku, która ominęła drogę przez Maszewo. Otton przybył na Pomorze z Gniezna, w eskorcie wojska polskiego, prowadzącej go od Ujścia nad Notecią do Stargardu. Tutaj przywitał go przybyły ze swej rezydencji w Kamieniu w eskorcie około pięciuset żołnierzy na koniach książę pomorski Warcisław I. Biskup Otto, mający od 1080 roku liczne kontakty z dworami książęcymi i kościelnymi w Polsce, przybył na zaproszenie Bolesława Krzywoustego już rok wcześniej. Oto malowidło na drewnie z 1628 roku, znajdujące się, tak jak i grób biskupa, w kościele św. Michała w Bambergu (źródło: Apfelweibla.de). Przedstawia ono wyobrażenie powitania biskupa Ottona przez polskiego króla w 1123 roku (jednakże w ubiorach XVII-wiecznych). W opisie autorskim wymieniony jest Poznań, jako miejsce powitania, chociaż być może było to Gniezno.


Pomimo pierwszego sukcesu w Pyrzycach, kiedy siedem tysięcy Pomorzan poddało się chrzestowi, między innymi dzięki, jak to określa biskup szczecińsko-kamieński na swojej stronie internetowej "jednym ze środków umiejętnie stosowanych przez Ottona były okazałe wystąpienia, które na prostaczków działały niekiedy w sposób bardzo skuteczny", misja przyjmowana była na początku nieufnie lub wrogo. Orszak Ottona w drodze ze Stargardu do Kamienia przeprowadzono wśród gęstwiny lasów i mokradeł wzdłuż wschodniego brzegu Iny, w kierunku Goleniowa, a następnie do Nowogardu, z pominięciem głównego szlaku prowadzącego przez Maszewo. Nie można wykluczyć, że zdecydowano się na te dodatkowe trudy podróży przez niezaludniony teren z uwagi na możliwy niechętny stosunek do misji przez rycerzy grodu maszewskiego.

Pisząc o kolejnych pokoleniach rodu rycerzy von Massow prof. E. Rymar podaje w jednym miejscu, że "Ludolf Młodszy obiecał zarazem ... nigdy nie mieć roszczeń do należnych do swego bezpotomnego brata rycerza Konrada (II) ...", aby dalej stwierdzić, że "Konrad (II) ... posiadł "Świecko" ...; a jego potomkowie potem Barcino ...". Nieścisłości występujace w artykule prof. E. Rymara wskazują na jego publicystyczny raczej, niż naukowy charakter. 

Niesłowiańskie jakoby, zdaniem prof. Rymara, pochodzenie rycerzy z zamku maszewskiego jest uznawane również przez współczesnych potomków von Massowów, zdaniem których przodkowie rycerza Konrada von Massow pochodzili z Dolnej Saksonii. Współcześni potomkowie niektórych innych, starych, pomorskich rodów, na przykład Klestów (Kleszczów), o zgermanizowanym później nazwisku von Kleist, odcinają się od słowiańskich korzeni, deklarując - bez dowodów historycznych, niemieckie pochodzenie rodu.

Gdyby tak było - jak deklarują dzisiejsi von Massowowie, że ród ten przybył z Saksonii, oznaczałoby to, że nie nazwisko rodu pochodzi od nazwy zamku, ale odwrotnie - nazwa zamku, grodu i późniejszego miasta pochodzi od imienia rycerza, jakoby pochodzenia niemieckiego. Nie znajdują oni jednak żadnych, wcześniejszych niż na Pomorzu, śladów tego imienia lub nazwy w konkretnych miejscach Niemiec.

Zauważmy jednakże, że najstarsze nazwy Maszewa - Massowe, Massow, mają typowe, słowiańskie końcówki, wskazujące na przyjęcie tej nazwy patronimicznej od imienia słowiańskiego, a nie germańskiego właściciela. Charakterystycznymi zakończeniami w języku polskim i w innych językach słowiańskich, pozwalającymi na ustalenie, że dana nazwa miejscowa jest nazwą dzierżawczą, czyli pochodzącą od osoby, są: -ow, -ów, -ew, -owo, -owa, -ewo, -ewa.


Zastanówmy się, na ile niemieckie pochodzenie nazwiska Massow jest prawdopodobne. Jeżeli uznamy, że istnieją źródła historyczne wzmiankujące zamek w Maszewie z 1091 roku, to czy możliwe jest, aby rycerz saksoński mógł "wyemigrować" na własną rękę przed conajmniej pół wieku przed misją biskupa Ottona z Bambergu, od której, a właściwie dopiero pół wieku później, rozpoczęła się germanizacja Pomorza? W jaki sposób dolno-saksoński rycerz mógłby wejść w posiadanie słowiańskiego zamku w XI wieku? W jaki sposób mógłby on dotrzeć do Maszewa zza Łaby, poprzez tereny zajmowane wówczas jeszcze przez słowiańskie plemiona Połabian i Obodrytów, w okresie częstych wtedy wojen w Saksonami?

Pamiętajmy, że właścicielem zamku mogła być osoba o wysokiej pozycji i autorytecie wśród lokalnej społeczności, bowiem od jej pracy i współpracy zależała zdolność obronna zamku i dobrobyt jego właściciela. Pozycje taką panowie na zamku budowali przez pokolenia, chyba że dostawali go od księcia za swe zasługi. Czy rycerze saksońscy mogli przejąć zamek maszewski w którykolwiek z powyższych sposobów? Gdyby nawet chcieli i mogli kupić zamek, to jako "obcy", bez znajomości lokalnego języka pomorskiego i zwyczajów, czy mogliby być uznani przez mieszkańców pobliskiego grodu za swoich "panów na zamku"?

Zauważmy zresztą, że w początkowej fazie kolonizatorzy z zasady nie "mieszali się" ze starymi grodami słowiańskimi, ale budowali często w ich pobliżu swoje wsie i miasta, na tak zwanym surowym korzeniu (łac. in cruda radice), nadając im własne niemieckie nazwy. 

Oto scena aktu założenia wsi na terenach połabskich przez niemieckich osadników, zawarta w wielkim dziele prawniczym z XIII wieku, zatytułowanym "Sachsenspiegel" ("Zwierciadło saskie"). Piszę o nim szerzej w artykule "Maszewo Anno Domini 1091".


W rok po publikacji o Maszewie Edward Rymar wydał w Strzelcach Krajeńskich inne opracowanie, zatytułowane "Tankow / Danków im Wandel der Geschichte. Einstiges neumärkisches Städtchen und heutiges Dorf", w którym zapomniał już, że "niemieckich" Massowów umieścił w Maszewie na początku XIV wieku, bowiem w tejże pracy stwierdził, że "rodzina Massowów przybyła z Rzeszy na Pomorze pod koniec XIV wieku i otrzymała w lenno Massow (będące wkrótce miastem, dzisiaj Maszewo), którego nazwa od nich pochodzi". ("... Familie von Massow kam aus dem Reich nach Pommern gegen Ende des 14. Jh. und erhielt das Lehen in Massow (in Kürze eine Stadt, heute Maszewo), von wo aus der Name abgeleitet wurde"). Przykro mi poddawać w wątpliwość solidność warsztatu naukowego tego znanego na Pomorzu  historyka, ale istotne błędy w analizie źródeł historycznych same prowadzą go do mylnych i sprzecznych wniosków.

Germanizacja, czyli przejmowanie przez miejscową ludność niemieckiej kultury, języka i organizacji społecznej, rozpoczeła się na ziemi maszewskiej od objęcia jej we władanie przez biskupstwo w Kamieniu w 1259 roku. Wcześniej, w 1176 roku przeniesiono siedzibę biskupstwa z Wolina do Kamienia. W 1217 roku papież Honoriusz III (1150-1227) zatwierdził wszystkie przywileje tego biskupstwa, w tym prawo do dziesięciny, a biskupów kamieńskich mianował odtąd jako niezależnych książąt (princeps regni) Swiętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Oto kopia jednego ze sławnych fresków Giotta obrazujących sceny z życia św. Franciszka z Asyżu, stojącego przed obliczem papieża Honoriusza III.

Giotto di Bondone - św. Franciszek z Asyżu przed papieżem Honoriuszem III
Biskup Hermann von Gleichen wprowadził na terytorium biskupstwa planowe zasiedlenie przez niemieckich imigrantów. To z jego inicjatywy i na jego zaproszenie przybył z Brunszwiku na Pomorze jego siostrzeniec Otto von Everstein (Eberstein), któremu oddał w lenno ziemię nowogardzką, golczewską i maszewską. Czy "wyrugowani z Maszewa jako lennicy biskupa", jak to określa prof. E. Rymar, rycerze von Massow nie zostali ostatecznie zmuszeni do sprzedania zamku, a może już tylko pozostałości po nim ("antiquum castrum") w 1344 roku, z powodu ich nie-germanskiego pochodzenia?

Pierwsza odnotowana, albo raczej dotąd zachowana w źródłach historycznych, niemiecka nazwa miejsca na Pomorzu, jak podaje m. in. August von Haxthausen w książce "Die ländliche Verfassung in den einzelnen Provinzen der preussischen Monarchie" (Königsberg 1839), pochodzi dopiero z 1220 roku, z okolic Pyrzyc. 

Imię Konrada z Maszewa pojawia się, w zachowanych lub znanych historykom dokumentach, w akcie wydanym przez księcia Barnima I 16 czerwca 1253 roku ("... Testes huius donationis et appropriationis sunt. Venerabilis pater dominus Hermanus, Caminensis episcopus, Heinricus, archidiaconus Stetinensis, item Conradus de Massow ..." ("CODEX POMERANIAE", Greifswald 1843, str. 965), a zatem przed rozpoczęciem kolonizacji niemieckiej w tym rejonie Pomorza. 

Codex Pomeraniae Diplomaticus 1768
Oto kopia strony tytułowej pierwszego tomu wydania z 1768 roku, tego jednego z najbogatszych zbiorów źródeł pisanych o Pomorzu. Właścicielem oryginału jest Książnica Pomorska w Szczecinie, która udostępniła wersję elektroniczną w internecie.

Należy zauważyć, że nadanie rycerzowi z Maszewa germańskiego imienia Konrad nie musiało oznaczać, że ten ród szlachecki pochodził z Niemiec. Nieznany z imienia ojciec Konrada, był zapewne blisko związany z dworem książęcym w Szczecinie, na co wskazują dokumenty, w których nazwisko Konrada z Maszewa pojawia się jako świadka w aktach notarialnych, wydawanych zarówno przez księcia, jak i biskupa pomorskiego. 

Można przypuszczać, że Konrad z Maszewa urodził się około 1232 roku, kiedy to istniała tam już parafia, kierowana przez niemieckiego księdza Bertrama. Germańskie imię Bertram wywodzi się z dwóch słów - beraht (lśniący) i hraban (kruk). W tym też okresie, w latach 1219-1233, biskupem pomorskim był, spowinowacony z książęcym rodem Gryfitów Konrad II, potomek słowiańskiego rodu Świętoborzyców. Nie może dziwić, że ród rycerski z Maszewa, włączając się do trwającej na Pomorzu misji ewangelizacyjnej, nadał kolejnemu potomkowi także imię Konrad. Imię to ma swoje źródła w słowach kuoni (odważny) i rât (rada), co razem znaczy „odważny (dobry) doradca”.

Przytoczmy jeszcze zdanie z książki "Geschichte von Rügen und Pommern" 2. Theil, Hamburg 1840 (strona 509), które także przeczy tezom prof. E. Rymara: "Do rangi miasta w biskupstwie Hermana zostało podniesione ulubione przez księcia Barnima Maszewo, które już przed 1274 rokiem było dobrze rozbudowaną gminą miejską na bazie tamtejszej słowiańskiej wsi kościelnej".

Oto fragment pełnego wieńca murów obronnych przy dawnej Bramie Nowogardzkiej (ilustracja edytowana, na podstawie foto: Sławomir Milejski, 2020).


Fakt istnienia Maszewa na długo przed formalnym nadaniem mu praw miejskich w 1278 roku  potwierdzają autorzy, wydanej w Berlinie w 1878 roku, książki "Nachrichten über das Geschlecht derer von Massow" (Wiadomości o rodzie von Massowów),  Paul Hermann von Massow (ur. 1837, Będziechowo koło Słupska, zm. 1870) i Ewald Ludwig von Massow (ur. 1845). Stwierdzili oni, że "Te dokumenty, których autentyczność jest ewidentna, z pewnością prowadzą znawcę historii Pomorza do przypuszczenia, że miasto Massow posiadało już zamek w epoce słowiańskiej" („Diese Urkunden, deren Aechtheit ganz sichtbar ist, führen gewiß einen Kenner der Pommerschen Geschichte zu der Vermutung, dass die Stadt Massow zur Zeit der Slawen schon eine Burg gehabt habe"). Wydaje się więc, że dostępne dziś źródła historyczne wskazują dość wyraźnie, chociaż niezupełnie jednoznacznie, że rycerze von Massow nie byli innego, niż słowiańskiego pochodzenia.

Dyskutować natomiast można, z jakiego pomorskiego imienia wywodzi się słowo Massow, Massowe lub Massau - jako najczęściej spotykane w starym języku niemieckim określenia dla miasta Maszewa na Pomorzu. Pamiętajmy, że dokumenty pisane pojawiły się na Pomorzu (nie licząc wcześniejszego sprzed kilku wieków pisma runicznego) wraz z przybyciem zakonników niemieckich, którzy zapisywali imiona i nazwy miejscowe tak jak je słyszeli z ust tubylców, zgodnie z logiką języka niemieckiego, a nie pomorskiego czy polskiego (czy mogliby na przykład poprawnie napisać w swoim języku przysłowiowy Szczebrzeszyn?).

Ewa Rzetelska-Feleszko, uznana w świecie naukowym profesor slawistyki, wyraziła pogląd, że nazwa Maszewo pochodzi od imienia Masz, Maszo, zdrobniałych form od Małomira, Marcina lub Mateusza. Należy zauważyć, że jako nazwa geograficzna Maszewo występuje w kilku miejscach w Polsce, o bardzo zróżnicowanej historii ich powstania, ale także na Ukrainie, w Rosji i w Chorwacji. Można zgodzić się, że niektóre z tych miejsc wywodzą swoją nazwę z imion, które sugeruje autorka. Moim zdaniem, jej opinia nie dotyczy jednak "naszego" Maszewa. Spróbuję to krótko uzasadnić.

Starosłowiańskie imię Małomir, oznaczające osobę pokojową, dobrą, spokojną wydaje się mało prawdopodobne, jako odzwierciedlające możliwe cechy rycerzy zamku, położonego przy głównym trakcie pomorskim, będacego przedmiotem wielu napaści, który nie przetrwał czasów średniowiecza. Imiona Marcin i Mateusz są natomiast pochodzenia odpowiednio łacińskiego i hebrajskiego. Mogły się więc one pojawić na Pomorzu dopiero wraz z wprowadzeniem i utrwaleniem chrześcijaństwa, a więc nie wcześniej niż w XIV wieku. Imiona te zatem nie istniały na Pomorzu w okresie pogańskim, w którym powstał zamek w Maszewie.

Oto XIV-wieczne mury obronne i XV-wieczna baszta więzienna w Maszewie (foto: F. Bredowski, 1913).


Tę samą opinię o pochodzeniu nazwy miasta Maszewa, co wspomniana wyżej lingwistka, podziela inny językoznawca -  Kazimierz RymutTwierdzi on: "Nazwa znana od średniowiecza (civitas, castrum et tota terra Massowe, 1321). Pochodzi od nazwy osobowej Masz. Nazwa osobowa Masz, której istnienie poświadczają średniowieczne źródła polskie, stanowi formę skróconą imion złożonych typu Małomir. Forma zgermanizowana nazwy - Massow."

O nierealności imienia Małomir jako źródła dla słowa Massowe, była przed chwilą mowa. Dodajmy tutaj, że od strony fonetycznej wspólne dwie pierwsze litery tych dwóch słów, to za mało, aby pogląd o ich wzajemnym związku onomastycznym wykraczał poza czystą spekulację. Dziwić się należy, że ten uznany autorytet przywołuje nazwę Massowe dopiero z 1321 roku, podczas gdy znana jest ona z wielu wcześniejszych dokumentów historycznych, w tym najstarszym, jaki przetrwał w źródłach - z 29 stycznia 1233 roku (Bertrammus plebanus in Massowe).

Wydaje mi się, że nazwa Maszewa może pochodzić od imienia Masław, jak je pisał Gall Anonim (nazwał go comes - wysokiej rangi szlachcic, arystokrata), albo Maslau, jak pisał je Wincenty Kadłubek. Jest ono jednym z najstarszych słowiańskich imion, które w zachowanych źródłach historycznych wystąpiło po raz pierwszy w roku 1040. Oznacza ono kogoś, kto ma sławę, kto cieszy się sławą.

Masław - imię to nosił między innymi mazowiecki możnowładca (kronikarz ruski Nestor uważał go za księcia - kniazia), zmarły w 1047 roku, znany z jego walk o niezależność Mazowsza, jakie toczył z pomocą Pomorzan i Prusów przeciwko Polanom. Pisze o nim na swojej stronie Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Mazowieckiej. Oto mapa niezależnego od Polan Księstwa Mazowieckiego w latach 1037-1047, za panowania Masława.

Księstwo Mazowieckie w latach 1037-1047
Jan Długosz od Masława wywodził nazwę Mazowsza, które wcześniej pisane było tylko po łacinie jako Masovia. Także od strony fonetycznej imię Masław jest bliskie Massow czy Massau. I tak jak w starej polszczyźnie, gdy pytano się o własność: "czyje to?", odpowiadano "ojcowe", tak zamek i tereny rycerzy maszewskich być może nazywano Masławe, a może po pomorsku brzmiało to Masłowe, który to przymiotnik dzierżawczy kronikarze niemieccy zapisali jako Massowe albo też jako Maasouwe lub Massauwe.

W dniu 14 września 1317 roku rada miejska w Maszewie przyznała miejscowemu proboszczowi daninę w formie sześciu wiszpli zboża (jeden wiszpel to około 1300 litrów). Nazwa Maszewa brzmi w odpowiednim fragmencie dokumentu następująco: "... że my, rajcowie miasta Massouwe, zgodnie z wolą naszych mieszczan, w imię szerzenia chwały Bożej, jednomyślnie przyznaliśmy na zawsze sześć wiszpli zboża, to jest żyta i owsa, w celu utrzymania naszego plebana i jego następców..." (quod nos consules civitatis Massouwe cum voluntate nostrorum burgensium unanimi ad laudis promotionem divinae ampliorem sex choros annonae, siliginis scilicet et avenae, ad sustentationem nostri plebani suorumque successorum assignavimus perpetue possidendos ...).

W dokumencie z 16 lutego 1320 roku książę pomorski Warcisław IV zwalnia miasto Maszewo z cła i akcyzy: "... podążając ich godnymi pochwały śladami potwierdzamy, że mieszczan zamieszkujących w Massowe, zwalniamy na całej ziemi naszego panowania, od wszelkich egzekucji i podatków ..." (... eandem eorum laudabilibus vestigiis inherendo donando confirmamus, statuentes quod iidem burgenses universaliter in Massowe commorantes per totum districtum dominii nostri ab omni exactione ungelt et thelonii ...). 

W innym dokumencie, datowanym 4 grudnia 1320 roku, hrabia Heinrich von Eberstein przekazuje klasztorowi w Marianowie (Marienfließ) patronat nad parafią w Lutkowie (Rehwinkel), koło Chociwla: "W imię Pana, amen. Ja, Henryk, z łaski Bożej, hrabia Eberstein, pan w Nowogardzie i Massowe, ..." (In nomine Domini amen. Hinricus dei gracia comes ab Eberstein, dominus in Novogarde et Massowe, ...). Zwróćmy uwagę na bliską słowiańskiej wymowie nazwę Nowogardu - Novogarde. Oto poniżej ilustracja klasztoru w Marianowie, na podstawie ryciny z mapy Lubinusa z 1618 roku (źródło: vonBorcke.com).


Adresowany do wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego list żelazny, napisany w Sianowie i datowany 11 września 1440 roku, został wystawiony przez Ludeke Massowe z Sianowa (von Sanowe), dla swojego kuzyna,  Caspara Stangenbergha. Rycerz ten również właścicielem zamku w Golczewie (Gülzow). Władali tym zamkiem po nim rodziny Eberstein i Flemming. Z 1447 roku pochodzi regest, w którym zawarta była odpowiedź Wielkiego Mistrza, 
w imieniu króla Danii, na prośbę burmistrza Darłowa (Rügenwalde), w obecności Ludeke von Massow i wójta Geresloffa ze Słupska (Stolp), w sprawie sprzedaży Zakonowi nieruchomości na Gotlandii.

W dokumencie wystawionym w Świdwinie w dniu 2 grudnia 1442, dotyczącym odbytych na zamku w Szczecinku rozmów księcia Bogusława IX z komturem Zakonu Krzyżackiego w Elblągu wymieniony był jako świadek, guwerner na dworze księcia, Ludike Massauwe, hrabia Nowogardu. Zapewne chodzi o tego samego, co wspomnianego wyżej w dwóch dokumentach, Ludeke von Massow. Pozycja polityczna Ludeke Massowa w Księstwie Pomorskim była wtedy bardzo wysoka, o czym świadczy inny regest, datowany w podmaszewskiej Osinie (Schoenhagen) 22 września 1443, w którym osobiście reprezentuje on księcia Bogusława IX w rozmowach z Zakonem Krzyżackim. 

Imię Ludeke może być słowiańską formą germańskiego imienia Ludwig, ale może też pochodzić od prasłowiańskiego słowa *ljudъ - lud. Końcówka -ek jest w słowiańskich językach formą zdrobnienia, podobnie jak w germańskim -eke. Dodajmy, że pochodzący w prostej linii od Konrada z Maszewa, zmarły około 1544 roku  Mickes (III) von Massow, tak jak i jego dwaj przodkowie o tym imieniu, nosił faktycznie słowiańskie imię Mieczysław, zgermanizowane na Miceslaus. 

Inni przedstawiciele tego rodu miewali, aż po ostatnie stulecia, słowiańskie imiona, na przykład Bogusław, Kazimierz czy Stanisław lub niegermańskie, jak Anna, Walenty, Benedykt, Kasper, Katarzyna, Łukasz czy Tomasz.

W wydanej w Kopenhadze w 1652 roku książce "Danmarctis Rigis Krønicke", której autorem był uznany historyk duński, Arild Huitfeldt (1546-1609), kilkukrotnie przywołuje imię hertug Conrad aff Massow. Jednakże nie chodzi tutaj o maszewskiego rycerza, ale o księcia Konrada I Mazowieckiego. Oto jeden z fragmentów książki: "Tego 1239 roku na Pomorzu wybuchła wojna. Książę Konrad Mazowiecki zdobył od Świętopełka [księcia gdańskiego] gród Bidegast [Bydgoszcz] ..." (Dette Aar 1239 vaar Krig udi Pommern. Hertug Conrad aff Massow vant Svantepolck it Slot af / heed Bidegast ...). 


Na marginesie, w historiografii zachodniej Konrad Mazowiecki jest dość często mylony,  z żyjącym również w XIII wieku rycerzem z Maszewa, w źródłach historycznych - Conrad de Massowe, Konrad von Massow. Historyk duński używał mylnie zgermanizowanej i dotyczącej miasta Maszewa nazwy Massow, w rozumieniu Mazowsza, zamiast łacińskiej nazwy Mazovia

Być może te pomyłki u dawnych historyków wynikały z możliwego wspólnego źródłosłowu obu toponimów 'Maszewo' i 'Mazowsze' - od słowiańskiego imienia Masław. W przypadku Maszewa pierwotna, patronimiczna nazwa grodu mogła brzmieć Masławe, germanizowana stopniowo, jak widzimy w źródłach historycznych, na Masouwe, Massouw i Massow.

Wypada tutaj nadmienić, że pochodzący z Maszewa, słowiański lub nawet, być może, słowiańsko-normański z pochodzenia (do czego obecnie w swoich biografiach się nie przyznaje), ród rycerski von Massow, czyli dosłownie - z Maszewa, powołał do życia jeszcze trzy miejscowości, które nazwał swoim imieniem - na Pomorzu wschodnim Maszewo Lęborskie (Groß Massow) i Maszewko (Klein Massow), oraz - uwaga, w Estonii - pierwotnie zwane Massow, później Massau, obecnie Massu. Założycielami tej ostatniej wsi w połowie XVI wieku byli Hans (zm. 1555) i Lukas von Massow, synowie wspomnianego Mickesa von Massow, którzy później wsparli aneksję Estonii (tak zwane Inflanty) przez polskiego króla, Zygmunta III Wazę.

Oto zaznaczone na mapie rosyjskiej z XIX wieku, położenie osady Massau (ros. Массау), na wschód od wybrzeża Bałtyku.


Ród Massowów, potomków Masława, chciaż sam, jak i cała szlachta pomorska germanizowany, w obliczu postępującego z zachodu zajmowania ziem przez osadnictwo niemieckie, wspierane tak przez biskupów kamieńskich, jak i wrogą książętom pomorskim Brandenburgię, przenosił się coraz bardziej na wschód, w kierunku Polski. Najpierw osiedlił się w okolicach Czaplinka, później założył własny gród, zwany Rummelsburg, dzisiaj
Miastko

Jak znaczne już pod koniec XV wieku były posiadłości rodu Massowów na wschodnich krańcach Pomorza, świadczy dokument księcia pomorskiego Bogusława X z 1478 roku, w którym Henning i Mickes von Massow oraz ich kuzyni Ewald, Thomas i Claus, posiadają w lennie następujące miejscowości: Miastko, Barcino (Bartin), Barnowiec (Reinfeld), Barwino (Barvin), Dredyń (Treten), Gwiazdowo (Quesdow), Kończewo (Kunsow), Kwasowo (Quatzow), Łętowo (Lantow), Mądrzechowo (Mangwitz), Miłocice (Falkenhagen), Runowo (Runow), Warblewo (Warbelow), Żukowo (Suckow) i kilka innych, dzisiaj już nieistniejących. 

Najbardziej na wschód położone posiadłości, niedaleko granicy z Polską, zajmował w XVI wieku Rudiger von Massow, mając siedzibę w Łętowie (niem. Lantow). Sprawował on funkcję marszałka na dworze książąt Pomorza, Barnima IX Pobożnego i Filipa I

Oto fragment mapy wschodniej części Pomorza, z końca XVIII wieku, z zaznaczonym położeniem majątku tego szlachcica.


Szlachcic ten wsparł finansowo króla polskiego Zygmunta II Augusta (1520-1572), udzielając mu dwukrotnie w 1566 roku pożyczek pieniężnych, bez żądania zastawu na majątku, o łącznej kwocie 40.625 talarów. Pieniądze te nie zostały zwrócone do śmierci zarówno Rudigera, jak i króla Zygmunta.  Zwrotu pieniędzy domagała się od króla Stefana Batorego rodzina Rudigera, w liście do króla z listopada 1578 roku. Treść petycji zawarta jest w publikacji pod redakcją Karoliny Lanckorońskiej, "Elementa ad Fontium Editiones", Tom XXIX, Pars V, 1972.

 Post scriptum (2014):

Ostatnie lata przyniosły w naszym kraju wiele znaczących odkryć archeologicznych z okresu budowania zrębów państwa polskiego (X-XI wiek), które - o ile same w sobie nie przełomowe, są jednak na tyle czytelne i jednoznaczne w swojej wymowie, że w powiązaniu z dotychczasowym dorobkiem archeologii w kraju i za granicą, stworzyły podstawy do zasadniczo nowego spojrzenia na źródła i przyczyny nagłego (w perspektywie historycznej) uformowania się struktur państwowych w Polsce.

Rysujące się już od wielu lat, poza oficjalną wykładnią naszych historyków, zarysy nowych interpretacji źródeł archeologicznych i historycznych znalazły swój mocno uargumentowany i spójny wyraz w zbiorze esejów Zdzisława Skroka "Czy wikingowie stworzyli Polskę?" (Iskry 2013), a także w w hipotezie sformułowanej przez Marka Skarbka Kozietulskiego "Czy władztwo piastowskie wyrosło na wiślańskich szlakach do Orientu?", Los Angeles 2013.

W tym świetle widać wyraźnie, że ewolucja kulturowa i polityczna najpierw wśród Obotrytów, a później także wśród Ranów i Pomorzan, w okresie VIII-X wieku, musiała być w znaczącym stopniu stymulowana przez bezpośredni, wewnątrzplemienny, a później wewnątrzpaństwowy w niej udział Normanów.
.